Premier League

Mecz na szczycie hitem trzeciej kolejki Premier League!

Krzysiek Brzeziński @KrzysiekBrzezis

Fot: football.london, football.london

Tagi

Już od początku Premier League rozpieszcza nas hitowymi meczami drużyn z TOP6. W pierwszej kolejce Manchester United na Old Trafford zagrał z Chelsea, tydzień później na Etihad Manchester City zagrał z Tottenhamem, a teraz na Anfield Liverpool zagra z Arsenalem! Czego możemy się spodziewać po sobotnim spotkaniu, która drużyna wydaje się być faworytem?

Oba zespoły przystąpią do sobotniego spotkania ze szczytu tabeli po drugiej rundzie spotkań. Na pierwszym miejscu znajduje się Liverpool, który tylko lepszym bilansem bramek wyprzedza Armatki z Londynu. Oba zespoły w obecnej kampanii nie straciły jeszcze punktów, ale jedno jest pewne, stan ten znacząco ulegnie zmianie po potyczce na Anfield.

Liverpool to drużyna historycznie lepsza. Pomiędzy tymi zespołami w historii rozegrano już 226 meczów z czego 87 wygrał Liverpool, 61 razy padł remis, a 78 razy wygrywali Kanonierzy. W samej erze Premier League na 54 mecze Liverpool wygrał 20. Remis w meczach między tymi zespołami padł 19 razy, a Arsenal wygrał 15 takich spotkań. Na Anfield w Premier League 13 razy wygrywali The Reds, a 6 zwycięstw przypadło The Gunners. Historia spotkań pomiędzy tymi zespołami sięga początków XX wieku, a oba kluby bardzo często walczyły o Mistrzostwo Anglii, Ligę Mistrzów czy krajowe puchary. Mecze między tymi zespołami to również gwarancja dużej ilości bramek. Od ostatniego wyniku 0-0 minęło już 5 lat, a od tego czasu minimum dwa gole w meczu to była pewność. W XXI wieku na Anfield nie mieliśmy jednak do czynienia z bezbramkowym remisem, co daje kibicom niesamowitą nadzieję na dobry i bramkostrzelny mecz w sobotę.

W poprzednim sezonie gospodarze wygrali na Anfield 5-1, do przerwy prowadząc już 4-1. Łącznie w kampanii 18/19 Liverpool w spotkaniach z Kanonierami ugrał jeszcze oczko na The Emirates, gdzie mecz zakończył się wynikiem 1-1. Warto jednak zwrócić uwagę na skuteczność Liverpoolu w meczach z Arsenalem u siebie, gdzie The Reds wygrali 4 z ostatnich 6 spotkań (2 zakończyły się remisem), a bilans bramkowy tych spotkań to 22-8 na korzyść podopiecznych trenera Kloppa. Również na Anfield Liverpool jest niepokonany w meczu ligowym od 41 meczów! Ostatnia drużyna, która zdobyła twierdzę w Liverpoolu jest Crystal Palace, które w 2017 wygrało z The Reds 2-1. Czy Kanonierów stać na przerwanie tej serii?

Liverpool ma duży problem z obsadą bramkarza. Po stracie kontuzjowanego Alissona na starcie sezonu, pomiędzy słupkami bramki The Reds miejsce zajął Adrian, który jeszcze niedawno był tylko zmiennikiem Łukasza Fabiańskiego w West Hamie. Postawa Adriana w rozegranych dotychczas meczach jest jednak do tej pory dobra, z wyjątkiem meczu z Southampton, gdzie Hiszpan popełnił pierwszy rażący błąd. Niemiecki szkoleniowiec zdobywcy Ligi Mistrzów, w najbliższym czasie nie będzie mógł również skorzystać z usług takich zawodników jak: Keita czy Clyne. Przy słabej formie środkowych pomocników The Reds brak Keity może się okazać poważnym osłabieniem, ze względu na brak możliwych dodatkowych opcji w składzie, które daje Liverpoolowi właśnie Keita. Niemniej jednak na tak ważny mecz i tak dobrze dysponowanego rywala, Klopp do składu może desygnować trójkę Fabinho – Henderson – Wijnaldum, która w pod koniec zeszłego sezonu zapewniła The Reds walkę o puchary do samego końca sezonu.

Arsenal ma dłuższą listę kontuzjowanych zawodników. Emery nie będzie mógł skorzystać z gry: Hectora Bellerina, Roba Holdinga, Konstantinosa Mavropanosa oraz Kierana Tierneya, co dość poważnie osłabia obronę Kanonierów, a ponadto pod znakiem zapytania stoi gra Mesuta Ozila jednego z głównych kreatorów gry Arsenalu. Jednakże i tutaj zawodnicy tacy, jak Lacazette, Aubameyang czy nowo pozyskany Pepe powinni poradzić sobie z załataniem tej dziury. Na Anfield mogą również nie zagrać Xhaka, Elneny czy Kolasiniać, choć ten ostatni był już na ławce rezerwowych w meczu z Burnley. Wydaje się więc, że największym problemem trenera Arsenalu przed tym spotkaniem będzie zestawienie linii defensywnej, która będzie musiała w sobotę upilnować ofensywne trio z Liverpoolu: Mane, Firmino i Salaha.

Sędzią spotkania będzie Pan Anthony Taylor, a mecz będzie transmitowany w polskim Canal Plus Sport z komentarzem Panów Rosłonia i Nahornego. Pozostaje już tylko zasiąść wygodnie w fotelu i delektować się spotkaniem, które ma być szansę jednym z lepszych pojedynków 3 kolejki, ale także startu Premier League. Żadna z drużyn nie powinna wybrać na to spotkanie defensywnego stylu gry, ponieważ żaden z tych zespołów nie sprawdza się w nim dobrze.

Mój typ: 3:2 dla Liverpoolu

Zagraj nim w FPL: Warto na to spotkanie mieć zawodników ofensywnych zarówno z Liverpoolu (Mane, Salah czy Firmino), ale także z Arsenalu. Duża ilość goli strzelana szczególnie na Anfield przez oba zespoły powoduje, że Auba czy Lacazette wcale nie muszą wyjeżdżać z Anfield z zerowym dorobkiem bramkowym. A skoro mecz zapowiada się ofensywnie to oczywiście, lepiej wycofać zawodników defensywnych z obu drużyn. Pod nieobecność Bellerina w Arsenalu, jedynymi zawodnikami linii defensywnej, którzy mogą znaleźć się w naszych składach w FPL są Robertson i TAA z Liverpoolu, którzy lubią asystować czy strzelać bramki, jednak nie ma co liczyć na czyste konto, dla któregoś z zawodników obronnych w oby klubach.


Krzysiek Brzeziński

@KrzysiekBrzezis

Fan #LFC #Liverpoolu, fan siatkówki.

Komentarze