Reprezentacje

Co z tym szkoleniem?

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: Wikimedia Commons, Wikimedia Commons

Tagi

Wojciech Kowalczyk Janusz Wójcik Zbigniew Boniek Krystian Bielik Karol Linetty Mirosław Waligóra

Od jakiegoś czasu w mediach społecznościowych w Polsce trwa zacięta dyskusja związana ze szkoleniem młodych piłkarzy w naszym kraju. Jednym z jej najbardziej spektakularnych akcentów była niedawna wymiana poglądów pomiędzy srebrnym medalistą z Barcelony – Wojciechem Kowalczykiem, a prezesem PZPN Zbigniewem Bońkiem zainspirowana pokazywanym przez TVP Sport meczem finałowym Igrzysk Olimpijskich z 1992 roku. I właśnie ten mecz zainspirował mnie do napisania tego tekstu.

Medal z Barcelony nie jest ani największym sukcesem polskiej piłki nożnej, ani nawet nie jest ostatnim medalem przywiezionym z dużej piłkarskiej imprezy przez Polaków (potem były jeszcze sukcesy reprezentacji Michała Globisza i Marcina Dorny). Jednakowoż w mojej ocenie to właśnie kadra olimpijska prowadzona przez Janusza Wójcika powinna stanowić wzór do naśladowania. W futbolu młodzieżowym wszak chodzi nie tylko o zwycięstwa i medale, ale także, a może nawet przede wszystkim o to, żeby dostarczyć piłkarzy do zespołów seniorskich. A z tego zadania reprezentacja ta wywiązała się znakomicie.

Kiedy patrzy się na zespół prowadzony wówczas przez Wójcika, który jak równy z równym rywalizował z zespołami z Włoch, czy Hiszpanii, a inne reprezentacje odprawiał z kwitkiem specjalnie się przy tym nie męcząc, to trudno oprzeć się wrażeniu, że świat nam bardzo odjechał. Przecież na niedawnym Euro u21 wysoko przegraliśmy z Hiszpanami, a Włochów pokonaliśmy dość szczęśliwie w żadnym razie nie mogąc powiedzieć, że byliśmy zespołem lepszym. Nie wystarczyło to jednak do wyjścia z grupy i kolejne już igrzyska olimpijskie polscy piłkarze będą oglądać w telewizji. Nie jest to żadna niespodzianka. Wręcz przeciwnie. Sam awans na ten turniej kosztem faworyzowanej Portugalii należało rozpatrywać w kategorii sensacji. Reprezentacja prowadzona przez Czesława Michniewicza nie zachwycała stylem, w eliminacjach męcząc się niemiłosiernie z takimi potęgami jak Wyspy Owcze. I chyba właśnie ten styl jest największą różnicą, jaką możemy zaobserwować pomiędzy tym jak graliśmy w 92 roku, a jak w 2019. U Wójcika najważniejsi byli piłkarze ofensywni – Kowalczyk, Juskowiak, Brzęczek. Największymi gwiazdami Michniewicza na tym turnieju był zawodnik defensywny – Krystian Bielik. To jest ta różnica, to są te detale, jak mawia klasyk. Reprezentacja młodzieżowa z 2019 roku grała na wynik (którego i tak nie osiągnęła), a reprezentacja z 1992 grała swoje. Niemniej jednak, jak wspomniałem na wstępie, nie tylko wynik się liczy. Ważne jest też to, kto w tych drużynach grał i czy jest w stanie wzmocnić pierwszą reprezentację. Oczywiście w przypadku drużyny Wójcika mamy już komplet danych, bo wszyscy zawodnicy pokończyli już kariery, a w przypadku naszych tegorocznych młodzieżowców możemy tylko gdybać. Ale sprawdźmy.

Spośród dwudziestoosobowej kadry z Barcelony tylko trzech zawodników nie dostąpiło zaszczytu gry w pierwszej reprezentacji Polski. Są to Marek Bajor, Mirosław Waligóra i Dariusz Koseła. Pierwszy z nich ma na koncie dwa mistrzostwa Polski, trzy puchary i trzy superpuchary Polski, do tego grubo ponad 300 spotkań w ekstraklasie. Drugi był królem strzelców ekstraklasy, do tego jest niemal legendą belgijskiego Lommel. Powszechnie uważa się, że Waligóra, to najlepszy napastnik, który nigdy nie zadebiutował w kadrze. Z kolei Koseła był mistrzem Polski w barwach Górnika Zabrze, w sumie zagrał ponad 250 spotkań w ekstraklasie, więc też nie jest jakimś przypadkowym gościem. Pozostali olimpijczycy z Barcelony zagrali prawie 460 spotkań w pierwszej reprezentacji, strzelili ponad 40 goli. Dla porównania Hiszpańska reprezentacja, z którą przegraliśmy finał dała „tylko” 13 reprezentantów, którzy zagrali w sumie nieco ponad 470 meczów. Weźmy jednak pod uwagę, że w latach 90 Hiszpania regularnie grała na wielkich turniejach, w przeciwieństwie do Polaków, mieli więc więcej okazji do tego, żeby się pokazać. Jeszcze mało? Reprezentanci Wójcika ponad 60 razy zdobywali różne trofea (mistrzostwo, puchar, bądź koronę króla strzelców), rozegrali około 3500 spotkań w Ekstraklasie, i 2200 meczów w najwyższych ligach innych krajów (nie liczą się zatem w tej liczbie mecze np. Juskowiaka, czy Kobylańskiego w 2. Bundeslidze). Łącznie w tych rozgrywkach strzelili ponad 800 goli. To wszystko pokazuje, że ci zawodnicy odcisnęli swoje piętno w seniorskiej piłce i o to właśnie chodzi w reprezentacjach młodzieżowych. Zgadzam się, że nie zawsze były to ligi z top 5, ale granie w Austrii, czy Belgii wstydu raczej nie przynosi.

A jak to wygląda w przypadku reprezentacji, które zdobywały medale później? Niezbyt kolorowo. W 2012 roku reprezentacja Marcina Dorny awansowała do półfinału ME U17 w Słowenii. Przegrali z Niemcami, w tym turnieju nie rozgrywano wprawdzie meczu o trzecie miejsce, ale można uznać, że to ostatni polski zespół, który awansował do „strefy medalowej”. Kto się przebił do pierwszej reprezentacji? Na poważnie tylko Karol Linetty, który jest etatowym kadrowiczem, choć nie pokazał jeszcze pełni swoich umiejętności w kadrze. W kręgu zainteresowań byli przez jakiś czas także Paweł Dawidowicz i Mariusz Stępiński. Oni nadal są gdzieś blisko reprezentacji, ale nie są to zawodnicy pierwszego wyboru. Reszta? Nigdy nie była nawet blisko powołania. Jako znani są jeszcze Dariusz Formella (od niedawna zawodnik Sacramento FC) i Aleksander Jagiełło będący dzisiaj zawodnikiem Piasta. Pozostali zawodnicy przepadli gdzieś w niższych ligach i nie sądzę, żeby kiedykolwiek mieli zagrać w reprezentacji Polski.

Jak pod tym względem prezentuje się kadra Michniewicza? Tak sobie. Nie ma tam zawodników, których już dziś można by uznać za pełnoprawnych reprezentantów Polski. Może poza Dawidem Kownackim, ale on jest czwartym wyborem jeśli chodzi o pozycję napastnika. Poza nim powołań pewnie prędzej, czy później doczekają się wspomniany Bielik, a także Jóźwiak, Gumny, Sebastian Szymański i Szymon Żurkowski. Powołania dla pozostałych, przynajmniej w najbliższym czasie będą olbrzymim zaskoczeniem, chyba, że Przemysław Płacheta utrzyma się dłużej na poziomie, który prezentuje na początku sezonu PKO Ekstraklasy, wówczas również może się znaleźć w kręgu zainteresowań selekcjonera. Reszta raczej nie ma co liczyć na taki zaszczyt.

Wygląda więc na to, że obraz polskich reprezentacji młodzieżowych w ciągu tych niemal 30 lat zmienił się zdecydowanie na gorsze. Nie dość, że młodzieżówki nie dostarczają piłkarzy do pierwszej reprezentacji, to jeszcze nie zdobywają trofeów, wyraźnie przegrywając z mocnymi reprezentacjami. Nie jestem ekspertem w kwestii szkolenia młodzieży, ale trudno jest mi podzielać optymizm prezesa PZPN, który deprecjonując reprezentację olimpijską z Barcelony uważa jednocześnie, że obecny system szkolenia w Polsce jest na odpowiednim poziomie. Ja uważam, że jeśli nie zasiądziemy szybko do prawdziwej, merytorycznej dyskusji na ten temat, to na kolejne sukcesy zarówno młodzieżówek, jak i pierwszej reprezentacji przyjdzie nam poczekać jeszcze bardzo długo.


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze