Ekstraklasa

Lekki niedosyt w Gdańsku

Marek Wilczewski @MarekWilczewsk2

Fot: Piotr Hukało, Dziennik Bałtycki

Tagi

Miniony sezon był dla Lechii wyjątkowy. Gdańszczanie zajęli trzecie miejsce w lidze, sięgnęli po Puchar Polski oraz zakwalifikowali się do europejskich rozgrywek pierwszy raz od 36 lat. Wielu obserwatorów Ekstraklasy zastanawiało się, czy Lechia w nadchodzącym sezonie będzie w stanie popisać się podobnymi osiągnięciami. Droga do tego jeszcze daleka, ale już teraz możemy pokusić się na pierwsze podsumowanie postawy zespołu z Trójmiasta.

W bieżącym sezonie Lechia rozegrała 10 meczów. Były to starcia w ramach Ekstraklasy, kwalifikacji do Ligi Europy i Superpucharu Polski. Gdańszczanie 4 razy wygrywali, 4 razy remisowali i 2 razy przegrali. Lechii udało się zdobyć Superpuchar Polski, co pozwoliło jej na odzyskanie tytułu najbardziej utytułowanej drużyny w Trójmieście. Na nieszczęście Gdańszczan ich przygoda z międzynarodowymi rozgrywkami skończyła się już na pierwszym dwumeczu. Jeśli chodzi zaś o ligę to po 7 kolejkach Lechia plasuje się na 9. miejscu w tabeli Ekstraklasy ze stratą 5 punktów do liderującego Śląska Wrocław. Należałoby zatem mówić o pewnym niedosycie. Z tak silną kadrą można było się po Lechii spodziewać znacznie więcej, jednak sytuacja nie wydaje się wcale taka zła. Ligowa strata do lidera nie jest zbyt duża.

Ciężko jednoznacznie ocenić potencjał całej drużyny po pierwszych 10 meczach. Lechia w tym czasie zaprezentowała nam różne swoje oblicza. Z jednej strony mieliśmy do czynienia ze spotkaniem z Brondby, kiedy to zawodnicy Lechii serwowali nam wysoki pressing, błyskawiczną wymianę podań i chęć podejmowania ryzyka, a z drugiej strony mogliśmy ujrzeć festiwal nieudolności, frustracji i chaosu w postaci meczu z Rakowem. Lechia ma potencjał, ale trzeba go odpowiednio rozbudzić. Jak na tle drużyny prezentują się sami zawodnicy?

Pozytywy

Błażej Augustyn – Z wielką przyjemnością obserwuje się grę obrońcy Lechii na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. 31-letni stoper ma za sobą naprawdę udany sezon. Teraz udowadnia, że jego wysoka forma nie była tylko kilkumiesięcznym zrywem. Ba, można by nawet rzec, że w tym sezonie Augustyn gra jeszcze lepiej niż w poprzednim! Na chwilę obecną Augustyn jest wyraźnym liderem defensywy Lechii. Gra twardo i zdecydowanie. Jest niezwykle skuteczny w odbiorze i w powietrzu. Często uprzedza ruch przeciwnika i jest wyczulony na ewentualne błędy kolegów. Uwagę zwraca jego niesłychanie wysoka statystyka celnych podań, która w meczach ligowych utrzymuje się przeważnie na poziomie 80-90%! Przy straconych bramkach nie można się zbytnio doszukiwać winy Augustyna. Wyjątkiem może być jedynie gol na 2:0 dla Bröndby w trakcie rewanżowego meczu kwalifikacji do Ligi Europy. Wtedy stosunkowo łatwo dał się ograć Hedlundowi, który następnie zaliczył asystę przy bramce Wilczka. No ale komu nie zdarzają się błędy? Patrząc na to ile razy Augustyn w tym sezonie ratował Lechię przed utratą bramek, można śmiało wybaczyć mu przytrafiające się pomyłki. Na uwagę zasługuje również fakt, że w trakcie ostatnich 10 meczów stoper Gdańszczan uzbierał jedynie 2 żółte kartki. To tylko pokazuje, że można grać twardo w obronie i nie łapać nadmiernej liczby upomnień. Na chwile obecną najlepszy piłkarz Lechii bieżącego sezonu.

Dusan Kuciak – Wychwalanie Słowaka za jego postawę w barwach Lechii stało się już nieuniknioną oczywistością niczym śmierć i płacenie podatków. Można by rzec, że przyznawanie Kuciakowi kolejnych wyróżnień po prostu robi się nudne. Inaczej jednak się nie da. Bramkarz Lechii po raz kolejny pokazuje, że jest w świetnej formie. Nie popełnia właściwie żadnych błędów i często ratuje skórę swoim kolegom. Gra efektywnie i efektownie. W bieżącym sezonie popisał się już taką liczbą niecodziennych parad, że można byłoby z tego stworzyć osobny ranking. A to spektakularna obrona strzału Jorge Felixa w spotkaniu o Superpuchar Polski, a to widowiskowe odbicie uderzenia Bogusza w konfrontacji z ŁKS-em, a to fenomenalne strącenie piłki hukniętej przez Apolinarskiego w starciu z Rakowem, a to kapitalna interwencja po kopnięciu Badii w meczu z Piastem. Można by wymieniać i wymieniać..

Jarosław Kubicki – Niesłychanie ważny element w układance Stokowca. W bieżącym sezonie w prezentuje się bardzo przyzwoicie. Daje dużo pożytku w środkowej strefie boiska. Skutecznie rozbija ataki rywali. Niejednokrotnie potrafi też podłączyć się w akcje ofensywne. Nie boi się brać na siebie ciężaru rozgrywania. Na chwilę obecną jest to pierwszoplanowa postać w środku pola. Brak Kubickiego w trakcie rewanżowego spotkania z Brondby był aż nadto widoczny. Na uwagę zasługuje też dystans, jaki każdorazowo przebiega pomocnik Lechii. W samej lidze aż pięciokrotnie przekraczał barierę 11 km!

Sławomir Peszko – Na temat 44-krotnego reprezentanta Polski można mówić różne rzeczy. Czasami nie panuje on nad sobą. Momentami bywa chaotyczny. Jednak jest w nim coś specyficznego. Przede wszystkim nie można odmówić Peszce zaangażowania. Na swój sposób jest to zawodnik jedyny w swoim rodzaju. Może grać słabo, ale i tak gołym okiem widać, że się stara. Gdy już mu coś wychodzi to ręce same składają się do oklasków. „Peszkin” to chodzący wulkan energii. Człowiek, który swoją przebojowością potrafi odmienić losy spotkania. W tym sezonie mieliśmy już okazję to oglądać. Gdy Lechii nie wiodło się w rewanżowym meczu z Brondby, to właśnie Peszko popisał się dośrodkowaniem na głowę Flavio Paixao, co skutkowało kontaktową bramką. Gdy Gdańszczanie musieli odrabiać straty w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław, to właśnie Peszko przeprowadził akcję zakończoną golem w stylu Jakuba Błaszczykowskiego podczas konfrontacji z Rosją na EURO 2012. W ostatnim starciu z Piastem to właśnie Peszko otworzył wynik meczu i zainicjował kilka ataków na bramkę rywala. Duży plus dla byłego reprezentanta Polski za formę z obecnego sezonu. Widać, że jest ważną częścią Lechii.

Rozczarowania

Patryk Lipski – Trzeba napisać to jasno. Taryfa ulgowa dla tego piłkarza się skończyła. W sierpniu minęły okrągłe 2 lata, odkąd Lipski dołączył do Lechii. Od początku swojego pobytu w Gdańsku gra znacznie poniżej oczekiwań. W Chorzowie dla wielu kibiców był bohaterem, a młodzi chcieli brać z niego przykład. W Lechii jest cieniem samego siebie. Bieżący sezon tylko to potwierdza. Oczywiście, wyjątkiem jest tu mecz z Brondby. Wtedy Lipski naprawdę grał na miarę oczekiwań, zaliczając swój najlepszy mecz w biało-zielonych barwach. Nie bał się brać na siebie ciężaru rozgrywania, skutecznie wspomagał defensywę i popisał się kapitalnym strzałem głową po dośrodkowaniu Fili. Niestety, po końcowym gwizdku tamtego spotkania Lipski wrócił do swojej słabej dyspozycji. Bylejakość jego gry bije po oczach. Lipski rzadko kiedy bierze na siebie ciężar gry. Brakuje w jego wykonaniu efektywnych dryblingów i otwierających podań. Oddawane przez niego strzały bywają anemiczne. W porównaniu z Rafałem Wolskim wypada fatalnie. Czasami miewa się wrażenie, że ten chłopak po murawie włóczy się bez celu. Nie można też bez końca twierdzić, że Lipski potrzebuje czasu. On ma już 25 lat.. Jak nie teraz to kiedy?! Do roboty!

Flavio Paixao – Z meczu na mecz Portugalczyk pogrąża się w marazmie. Gdy gra na skrzydle to po oczach bije jego powolność i nieskuteczność w pojedynkach 1 na 1. Kiedy zaś ustawiony jest w linii ataku to aż nadto widoczne są jego problemy w starciach ze stoperami drużyny przeciwnej. To już nie ten Flavio, którego znaliśmy z derbowych meczów, kiedy potrafił się zastawić, przedryblować rywala i oddać strzał. Poza pojedynczymi przebłyskami, widzimy sfrustrowanego, zrezygnowanego i do bólu przewidywalnego zawodnika, który z biegiem czasu serwuje coraz to mniej jakości na murawie. Nawet spotkań z Brondby, pomimo dwóch strzelonych bramek w dwumeczu, Paixao nie może zaliczać do udanych. W pierwszym meczu naprzemiennie przeplatały się lepsze i gorsze momenty z jego udziałem. W jednej chwili potrafił zmusić Arajuuri'ego do błędu, by od razu po tym oddać niecelny strzał. Gdy za jednym razem popisał się udanym dryblingiem, chwilę później zaliczył łatwą stratę. I tak bez końca. W Kopenhadze, poza strzelonym golem, był totalnie niewidoczny przez większość meczu. Portugalczykowi nie brakowało również i błędów w defensywie. W meczu z Jagiellonią to po jego zbyt słabym podaniu do Mladenovica padła dla Białostoczan bramka na wagę remisu. Na niekorzyść Paixao przemawiają również statystyki. W meczu z Jagiellonią Portugalczyk wygrał tylko 27% pojedynków w starciach z rywalem. W spotkaniu ze Śląskiem było jeszcze gorzej.. 11%. Momentami wygląda to po prostu tragicznie.

Lukas Haraslin – Niejednemu kibicowi Lechii spadł kamień z serca na wieść o tym,że Słowak nie opuści Gdańska w letnim okienku transferowym. I to właściwie na tyle, jeśli chodzi o pozytywy. Haraslin nie zachwyca. Momentami nawet gra znacznie poniżej oczekiwań. Nie jest to poziom, jakiego wymaga się od zawodnika, którego wielokrotnie wymieniano w gronie najlepszych piłkarzy ligi. Już w trakcie rundy wiosennej Haraslin miał problem ze złapaniem stabilności i słynął jedynie z okazjonalnych przebłysków. W chwili obecnej nie jest wcale lepiej. Słowak zaczął sezon od naprawdę dobrego występu przeciwko Piastowi Gliwice w meczu o Superpuchar Polski. Skrzydłowy Lechii miał wtedy udział przy wszystkich trzech bramkach Gdańszczan i w znacznym stopniu przyczynił się do zdobycia kolejnego trofeum. Z meczu na meczu było jednak coraz słabiej. W dwumeczu z Brondby Haraslin był antybohaterem Lechii. W pierwszym spotkaniu nie wykorzystał okazji po fatalnym podaniu Arajuuriego i strzelił obok bramki. W rewanżu miał doskonałą sytuację po dośrodkowaniu Mladenovica, ale strzelił prosto w ręce bramkarza. W spotkaniu z Rakowem sprawiał wrażenie zagubionego. W konfrontacji ze Śląskiem po jego stracie Płacheta dał prowadzenie drużynie z Wrocławia. W ligowym starciu z Piastem nie do końca odnajdował się w roli napastnika i do tego zmarnował dobrą okazję do zdobycia bramki. Słowak z pewnością nie może początku sezonu zaliczyć do udanych.

Żarko Udovicić – Sprowadzenie Serba do Gdańska wydaje się chyba najlepszym ruchem transferowym Lechii w letnim okienku transferowym. Były zawodnik Zagłębia Sosnowiec daje dużo jakości na skrzydle, co przejawia się doskonałym wzajemnym uzupełnianiem się z Filipem Mladenovicem, ciągiem na bramkę przeciwnika i niesamowitymi pokładami energii, pozwalającymi na przebiegnięcie długich dystansów. Skąd zatem krytyka Udovicica? Głównie za bezmyślny faul na Grzesiku w spotkaniu z ŁKS-em. Serb wszedł wyprostowaną nogą w piszczel zawodnika z Łodzi. Taki faul mógł spowodować poważny uszczerbek na zdrowiu. Nie może zatem dziwić decyzja Komisji Ligi o zawieszeniu Serba na 4 mecze ligowe. Niefrasobliwe zachowanie bałkańskiego gracza sprawiło, że Lechia musiała kontynuować spotkanie w Łodzi w osłabieniu, co przekreśliło szansę zwycięstwa na inaugurację sezonu. Wykluczenie z gry Udovicica wywołało kolejne problemy z obsadzeniem skrzydeł. Na boki pomocy po raz kolejny musiał powędrować Flavio Paixao, który od dłuższego czasu w tej strefie boiska nie błyszczy. Po jego powrocie Lechia znowu zaczęła odzyskiwać jakość. Dobrze widzieć go z powrotem, jednak krytyki za bezsensowną postawę oszczędzić mu nie można.

W zespole z Gdańska widać zatem plusy i minusy. Początek sezonu pokazuje, że przed podopiecznymi Piotra Stokowca jeszcze dużo pracy. Lechia z pewnością będzie musiała jeszcze wiele udowodnić. Czy jej się to uda? Wszystko rozłoży się w czasie.


Marek Wilczewski

@MarekWilczewsk2

Komentarze