Reprezentacje

Najlepsze mecze Polaków w XXI wieku

Marek Wilczewski @MarekWilczewsk2

Fot: Piotr Gajek, Piotr Gajek

Tagi

Reprezentacja Polski miała w swojej historii wiele wspaniałych momentów. W przeszłości mogliśmy cieszyć się z brązowych medali zdobytych na Mistrzostwach Świata w 1974 i 1982 roku oraz ze srebrnego medalu wywalczonego na Igrzyskach Olimpijskich w 1992 roku. Ostatnie dwie dekady nie były jednak owocne w sukcesy na wielkich imprezach. Nie oznacza to jednak, że brakowało powodów do radości. Poniżej zestawienie 10 najlepszych meczów reprezentacji w XXI w.

Należy sprecyzować jedną rzecz. Przy wyborze meczów pod uwagę brano wyłącznie spotkania o stawkę w ramach wielkich turniejów i eliminacji do nich. Spotkania towarzyskie nie zostały uwzględnione, stąd też nie będzie tu wspomnień z triumfów nad Włochami, Grecją, Czechami czy też Wybrzeżem Kości Słoniowej.

10. Polska 0:0 Niemcy (Paryż, 16 czerwca 2016, EURO 2016)

Zaczynamy nietypowo od remisu. Po bardzo dobrych eliminacjach do Mistrzostw Europy we Francji, w których zresztą dwukrotnie przyszło nam mierzyć się z Niemcami, przyszedł czas na prawdziwy sprawdzian dla naszej reprezentacji. Naprzeciwko siebie mieliśmy aktualnych Mistrzów Świata i jednego z głównych faworytów do wygrania EURO 2016. Polacy nie przestraszyli się Niemców i walczyli jak równy z równym. Nasi rywale wprawdzie częściej podchodzili pod naszą bramkę i dłużej utrzymywali się przy piłce, ale nie potrafili zamienić żadnej okazji na gola. Duża w tym zasługa naszej defensywy i środka pola. Grzegorz Krychowiak skutecznie rozbijał akcje Niemców. Z tyłu z kolei najlepiej radzili sobie ci, od których spodziewano się najmniej – Artur Jędrzejczyk i Michał Pazdan. Pierwszy z nich był bardzo czujny w obronie i nieźle uzupełniał się z Grosickim w akcjach ofensywnych. Drugi całkowicie zdominował środkową strefę w okolicach naszego pola karnego. Starć z Michałem Pazdanem na pewno dobrze nie będzie wspominał Mario Gotze, który każdorazowo w pojedynku ze stoperem Legii zaliczał stratę albo lądował na glebie. Nie można się dziwić, że po tym meczu całą Polskę ogarnęła wielka „pazdanomania”, a fryzjerzy obniżyli ceny za strzyżenie się na łyso. Mieliśmy też swoje okazje na zdobycie bramki, ale nieskutecznością porażał Arkadiusz Milik. Skończyło się remisem, na który nie ma co narzekać. Słusznie podsumował to Dariusz Szpakowski, który po końcowym gwizdku powiedział: Cieszmy się z tego, co mamy!

9. Polska 1:0 Irlandia Północna (Nicea, 12 czerwca 2016, EURO 2016)

Wspomniano o spotkaniu z Niemcami, to teraz czas na mecz, który bezpośrednio je poprzedzał. Jechaliśmy na Mistrzostwa Europy przepełnieni nadzieją. Mieliśmy za sobą niezłe eliminacje do tego turnieju. Do tego dochodziła dobra forma naszych piłkarzy. Lewandowski ładował hurtowo bramki w Bundeslidze. Milik rozstrzelał się w Ajaxie. Krychowiak wygrał Ligę Europy. Piszczek zaliczył kolejny świetny sezon w Niemczech. Glik zbierał dobre noty w Serie A. Na starcie mistrzostw mierzyliśmy się z rywalem niżej notowanym od nas. To musiało się udać i się udało. Wygraliśmy z Irlandią Północną, będąc wyraźnie lepszym zespołem. Od początku Polacy narzucili swoje tempo i przejęli inicjatywę. Rywale zostali całkowicie zepchnięci do defensywy. Zwycięską bramkę strzelił Arkadiusz Milik po podaniu Jakuba Błaszczykowskiego. Mogliśmy wygrać wyżej, ale zawodziła skuteczność. Irlandczycy nie potrafili stworzyć sobie żadnej dogodnej sytuacji. Z bardzo dobrej strony pokazał się Bartosz Kapustka, pod adresem którego komplementów nie szczędził sobie sam Gary Lineker.

8. Walia 2:3 Polska (Cardiff, 13 października 2004, eliminacje do Mistrzostw Świata 2006)

Kwalifikacje do mundialu w Niemczech powoli wchodziły w decydującą fazę. Po 3 meczach mieliśmy na koncie 6 punktów, w tym bardzo ważne wyjazdowe zwycięstwa na ciężkich terenach w Belfaście i Wiedniu. Teraz przyszedł czas na spotkanie w Cardiff. Nasi rywale grali o zachowanie szans na awans. Walijczycy po pierwszych 3 meczach mieli zaledwie 2 punkty na koncie i to po remisach z Irlandią Północną i Azerbejdżanem. Dla obydwu stron było to niezwykle ważne starcie. Do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis. Drugą połowę lepiej zaczęli Walijczycy. W 56. minucie, po błędzie Tomasza Rząsy, bramkę na 1:0 zdobył Robert Earnshaw. Paweł Janas błyskawicznie zareagował i wpuścił na plac gry Tomasza Frankowskiego. Ten potrzebował zaledwie 12 minut, by doprowadzić do wyrównania, wykorzystując doskonałe podanie od Jacka Krzynówka i znajdując sobie miejsce do oddania strzału, pomiędzy dwójką stoperów. Polacy szli za ciosem. W 81. minucie po świetnym kontrataku z udziałem Szymkowiaka, Frankowskiego i Mili bramkę na 1:2 zdobył Maciej Żurawski. Biało-czerwonym jednak ciągle było mało. W 85. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Jacek Krzynówek i prowadziliśmy już 1:3. Frustracji nie krył Mark Hughes, selekcjoner reprezentacji Walii, który na widok kolejnych traconych bramek przez swoich podopiecznych ze złości rzucał butelką i wykłócał się z sędzią technicznym. To był zresztą jego ostatni mecz na ławce trenerskiej Walijczyków. Gospodarze odpowiedzieli jeszcze jedną bramką w doliczonym czasie gry, ale nie udało im się odwrócić losów meczu.

7. Polska 2:1 Czechy (Chorzów, 11 października 2008, eliminacje do Mistrzostw Świata 2010)

W momencie losowania grup eliminacyjnych do mundialu w RPA większość ekspertów była przekonana, że o bezpośredni awans do tego turnieju powalczymy właśnie z Czechami. Rzeczywistość okazała się brutalna. Ani Polacy, ani Czesi nie zakwalifikowali się na Mistrzostwa Świata. Polacy zagrali koszmarnie słabe eliminacje, zajmując przedostatnie miejsce w tabeli. Zły obraz całych kwalifikacji zmazuje nieco mecz z Czechami, który możemy uznać za naprawdę udany. Z naszymi sąsiadami mierzyliśmy się mając za sobą 2 rozegrane mecze. Wtedy bilans nie był wcale taki zły - 4 punkty na koncie. Zwycięstwo z Czachami, którzy podobnie jak Polacy niedawno grali na EURO 2008, napawało optymizmem. Wynik meczu w 26. minucie otworzył Paweł Brożek, który zdecydował się na strzał zza pola karnego. Niebywałym sprytem przy tej akcji popisał się Jakub Błaszczykowski, który zaliczył asystę mijając uprzednio aż trzech rywali. To nie był jedyny przebłysk geniuszu Błaszczykowskiego. W 52. minucie wykorzystał świetne podanie Rogera i w sytuacji sam na sam w dziecinnie łatwy sposób przelobował Petra Cecha. Było już 2:0. Śmiało można to uznać za najlepszy występ Błaszczykowskiego w biało-czerwonych barwach. Polacy mieli mecz pod kontrolą. Czechom udało się zdobyć jeszcze jedną bramkę w końcówce spotkania, ale nie zdołali już doprowadzić do wyrównania. Niestety, był to ostatni dobry mecz biało-czerwonych pod wodzą Leo Beenhakkera.

6. Polska 1:0 Ukraina (Maryslia, 21 czerwca 2016, EURO 2016)

Po zwycięstwie z Irlandią Północną i remisie z Niemcami byliśmy już naprawdę blisko wyjścia z grupy. Ukraińcy, z zerowym dorobkiem punktowym po dwóch spotkaniach, grali o przetrwanie. Spotkanie było niezwykle ważne dla obu zespołów. Od pierwszych minut obserwowaliśmy zażartą wymianę ciosów z obydwu stron. Wśród Polaków szczęścia próbowali Milik, Lewandowski i Jodłowiec, a wśród Ukraińców Jarmolenko i Konoplanka. Wszystko zmieniło się w drugiej połowie. Wprowadzony po przerwie na murawę Jakub Błaszczykowski wykorzystał świetne podanie Milika i dał Polakom prowadzenie. Kolejnej bramki dla Polski szukali jeszcze Kapustka i Milik, ale nie zdołali oni pokonać Pjatowa. Ze strony ukraińskiej swoich sił próbowali jeszcze Rotań i Ziwczenko, ale ostatnie piłka nie została skierowana do siatki. Polacy z problemami, ale zasłużenie wygrali i zameldowali się w kolejnej rundzie, zaliczając pierwszy i jak na razie jedyny awans fazy play-off międzynarodowych turniejów w XXI wieku. Po raz kolejny mogliśmy być zadowoleni z postawy naszej defensywy, która nie straciła ani jednej bramki przez całą fazę grupową Mistrzostwo Europy 2016.

5. Norwegia 2:3 Polska (Oslo, 24 marca 2001, eliminacje do Mistrzostw Świata 2002)

Gdy losowano grupy kwalifikacyjne do mundialu w Korei Południowej i Japonii, Norwegowie uznawani byli za głównego faworyta do awansu. Boisko jednak wszystko zweryfikowało. Norwegia zawodziła w eliminacjach. Gdy Polacy przyjeżdżali do Oslo, Norwegowie mieli zaledwie 2 punkty po 3 rozegranych meczach. Bilans mierny, zwłaszcza jak się zestawiło go z dotychczasowym dorobkiem biało-czerwonych, którym do tamtej pory udało się zdobyć 7 punktów. Dla Norwegów był to tak naprawdę mecz ostatniej szansy w walce o mundial. Pomóc im miało zwężone o 3 metry boisko, które wykorzystywali do stwarzania sobie sytuacji po dalekich wyrzutach z autu. To jednak nic nie dało gospodarzom. Mecz rozgrywano za dnia. Przez całą pierwszą połowę bramkarz i obrońcy Norwegii zmuszeni byli do gry pod padające z naprzeciwka światło słoneczne. Efekt był taki, że jeszcze przed przerwą Polacy prowadzili 0:2 po dwóch bramkach Olisadebe. W drugiej połowie doszło do zamiany stron boiska i tym razem to Polacy grali pod świecące po oczach Słońce. Zmotywowani Norwegowie rzucili się do odrabiania strat. Kontaktowego gola zdobył John Carew. Norwegowie złapali wiatr w żagle i przeprowadzali prawdziwy szturm na bramkę Polaków. Ofiarnie broniący w tym meczu Adam Matysek nabawił się kontuzji i został zmieniony przez Jerzego Dudka. Nasz rezerwowy bramkarz nie uchronił nas jednak przed stratą gola i Solskjear doprowadził do wyrównania. Gdy wydawało się, że Norwegowie pokuszą się o zwycięstwo, bramkę dla Polaków zdobył Bartosz Karwan, który przy dośrodkowaniu z rzutu wolnego wykorzystał gapiostwo obrońców przeciwnika. Skończyło się 2:3. Cenne 3 punkt naszej reprezentacji.

4. Rumunia 0:3 Polska (Bukareszt, 11 listopada 2016, eliminacje do Mistrzostw Świata 2018)

W kwalifikacjach do mundialu w Rosji przyszło nam się mierzyć z Rumunią, która parę miesięcy wcześniej, podobnie jak Polska, brała udział w EURO 2016. Po pierwszych trzech meczach eliminacyjnych mieliśmy na koncie 7 punktów. Nasi rywale zdobyli o 2 punkty mniej. To była doskonała okazja na poszerzenie swojej przewagi nad Rumunami. Zadanie nie wydawało się proste, ale rozgrywanie meczu w Narodowe Święto Niepodległości na obiekcie, który łudząco przypominał Stadion Narodowy do czegoś zobowiązuje. Już w 11. minucie bramkę po indywidualnej akcji w stylu Leo Messiego zdobył Kamil Grosicki. Polacy szli za ciosem. Kontrolowali przebieg spotkania i stwarzali sobie więcej okazji. W drugiej połowie przeszkodzić w tym próbowali rumuńscy kibice, którzy rzucali petardy na murawę. Jedna z nich wybuchła tuż obok Roberta Lewandowskiego i chwilowo uniemożliwiła mu kontynuowanie występu. Ta sytuacja jednak nie wpłynęła niekorzystnie na naszego napastnika. Wręcz przeciwnie. Lewandowski sprawiał wrażenie rozbudzonego. Strzelił Rumunom dwa gole i ostatecznie gospodarze schodzili z murawy upokorzeni. Polakom poszło zaskakująco łatwo.

3. Polska 3:0 Norwegia (Chorzów, 1 września 2001, eliminacje do Mistrzostw Świata 2002)

Z zawodzącymi w kwalifikacjach do mundialu Norwegami przyszło nam grać bezpośredni mecz o wyjazd na turniej do Korei Południowej i Japonii. Goście, choć nieprzekonujący w ostatnich meczach, nie chcieli sprzedać tanio skóry. Spotkanie było dość zacięte. W pierwszej połowie to Norwegowie częściej stwarzali sobie sytuacje strzeleckie. Nasi piłkarze jednak byli czujni i świadomi stawki spotkania. Ostatecznie to Polacy cieszyli się z bramki przed zejściem do szatni. Jednobramkowe prowadzenie dał Paweł Kryszałowicz. Od początku drugiej połowy Norwegowie szukali wyrównującego gola, ale Polacy skutecznie neutralizowali ich ataki. Z biegiem czasu nasi piłkarze coraz bardziej się rozkręcali i odważniej atakowali bramkę gości. W 75. minucie prowadzenie podwyższył Emanuel Olisadebe. W 87. minucie trzeciego gola dla polskiego zespołu zdobył Marcin Żewłakow. Po meczu. 3:0. Po 16 latach przerwy znowu jechaliśmy Mistrzostwa Świata. Satysfakcję mogliśmy odczuwać również z tego powodu, że na ten turniej zakwalifikowaliśmy się jako pierwsza drużyna z Europy.

2. Polska 2:0 Niemcy (Warszawa, 11 października 2014, eliminacje do Mistrzostw Europy 2016)

Złośliwcy powiedzą, że mieliśmy w tym meczu dużo szczęścia, a przesadni entuzjaści nazwą to najlepszym meczem w historii polskiej piłki. Po części rację mają obydwie strony. Prawda jest taka, że wynik był tutaj bardziej pamiętny od samego stylu. Tylko kogo to obchodzi przy okazji meczu z Niemcami? Mając na uwadze trudną historię stosunków polsko-niemieckich dla wielu osób konfrontacja z naszymi sąsiadami jest czymś więcej niż tylko sportową rywalizacją. Jednak i od strony sportowej mieliśmy tu coś do udowodnienia. Wcześniej z Niemcami nigdy nie wygraliśmy. Teraz była okazja do rewanżu. Czy przełom mógł nadejść w lepszym momencie? Historyczne pierwsze zwycięstwo odnieśliśmy chwilę po tym, jak Niemcy sięgnęli po złoty medal na mundialu w Brazylii. Na murawie Stadionu Narodowego w składzie gości wystąpiło ośmiu zawodników, którzy trzy miesiące wcześniej ograli Argentynę w finale Mistrzostw Świata. Sam mecz nie był idealny w wykonaniu naszych graczy. To Niemcy dłużej utrzymywali się przy piłce i częściej podchodzili pod naszą bramkę. Porażali jednak nieskutecznością. Polacy potrafili się obronić i wykorzystać swoje okazje. Najpierw bramkę zdobył Arkadiusz Milik, a w końcówce spotkania gości dobił Sebastian Mila. Ten sam Mila, który przez wiele osób był wyszydzany w momencie otrzymania powołania na zgrupowanie. Widok Mili rzucającego się w ramiona Adama Nawałki i następnie tonącego w uściskach kolegów z drużyny już na zawsze pozostanie jednym z najbardziej wzruszających obrazków w historii polskiej piłki nożnej.

1. Polska 2:1 Portugalia (Chorzów, 11 października 2006, eliminacje do Mistrzostw Europy 2008)

Kwintesencja polskiej piłki. Możemy przegrywać z Armenią, dostawać lanie od Słowenii czy uznawać wyższość Łotwy. Gdy jednak przyjdzie nam mierzyć się z drużynami ze światowego topu to możemy być pewni, że nasi piłkarze dadzą z siebie wszystko. Do Chorzowa przyjechał półfinalista ostatniego mundialu. Przyszło mu konfrontować się z Polakami, którzy w ostatnich miesiącach zaliczyli tragiczny występ na Mistrzostwach Świata w Niemczech, przegrali z Finlandią i w męczarniach wygrali z Kazachstanem. Wydawało się, że Polacy są wręcz skazani na pożarcie. Nic bardziej mylnego. Polacy wyszli zmotywowani i głodni gry. Widać było to od samego początku spotkania. Tuż przed pierwszą bramką dla biało-czerwonych, komentujący to spotkanie Dariusz Szpakowski zwracał uwagę na postawę obu selekcjonerów. Luis Felipe Scolari ze spokojem obserwował przebieg spotkania, podczas gdy Leo Beenhakker podchodził blisko linii bocznej i żywiołowymi ruchami zachęcał swoich podopiecznych do odważniejszego zaatakowania bramki przeciwnika. Efekty było widać. Obserwowaliśmy zarówno grę zespołową, jak i indywidualne przebłyski. W tym meczu było właściwie wszystko: gra na jeden kontakt, udane dryblingi, wysoki pressing, dogrania za plecy rywala i strzały z dystansu. Z przyjemnością patrzyło się na grę całego zespołu. Golański i Bronowicki rozbijali akcje rywala i inicjowali kontrataki. Sobolewski i Lewandowski zmuszali rywali do błędu w środkowej strefie i wprowadzali dużo spokoju w grze. Błaszczykowski bez kompleksów wdawał się w kiwkę i wychodził z niej zwycięsko. Rasiak i Żurawski nie dawali obrońcom przeciwnika chwili wytchnienia. Smolarek z łatwością gubił krycie rywali. Palce lizać. Dwa gole zdobył Smolarek. Mogliśmy wygrać znacznie wyżej. Swoje okazje mieli jeszcze Lewandowski, Żurawski, Błaszczykowski, Krzynówek i Matusiak. Skończyło się 2:1, co było najniższym wymiarem kary. Portugalczycy po prostu nie potrafili przeciwstawić się Polakom, którzy grali skutecznie i przyjemnie dla oka. Przeżyjmy to jeszcze raz!


Marek Wilczewski

@MarekWilczewsk2

Komentarze