Reprezentacje

Brutalna weryfikacja

Tomek Hatta @Fyordung

Fot: sportowefakty.wp.pl, sportowefakty.wp.pl

Tagi

Bazowanie na indywidualnościach, na dłuższą metę niestety się nie sprawdziło. Nasza reprezentacja została została wczoraj sprowadzona na ziemię przez poukładaną Słowenię. Jeżeli w poniedziałek nie ujrzymy lepszej postawy, Austria może to dosadnie wykorzystać i spokój po dobrym starcie eliminacji przerodzi się w nerwowe wyczekiwanie na październikowe mecze. 

W lipcu minął rok, odkąd Jerzy Brzęczek został ogłoszony selekcjonerem naszej reprezentacji. Początkowo czekała na niego walka w Lidze Narodów, przeplatana meczami towarzyskimi, co uznawano za idealny czas na przegląd dostępnych zawodników, w celu dobrania sobie odpowiedniej gwardii na walkę w eliminacjach do mistrzostw Europy. Chwilowe dobre momenty w spotkaniach z Włochami i Portugalią mogły dawać nadzieję, że z czasem krytyka wyboru selekcjonera będzie ustawać, a wprowadzana koncepcja gry zacznie przynosić długofalowe efekty.

Męczarnie na starcie

Los przydzielił nam taką grupę, że większość kibiców zaczęło się zastanawiać nie nad tym, czy awansujemy na mistrzostwa - tylko nad tym, czy uda się przez te kilka miesięcy zbudować odpowiedni styl kadry, który pozwoli nam następnie odnieść większy sukces na turnieju, niż w 2016 roku.

W pierwszej kolejce mieliśmy w teorii najtrudniejszy wyjazd do Austrii. Mimo postawy pozostawiającej wiele do życzenia, udało nam się wydrzeć minimalne zwycięstwo i można było uznać, że pierwszy ważny cel został wykonany. Lepszego stylu spodziewano się trzy dni później, w starciu z najsłabszą drużyną w naszej grupie - Łotwą. Niestety ten mecz pokazał dosadnie, że ta reprezentacja nie ma żadnego pomysłu na grę i po dużych męczarniach, dopiero w końcówce spotkania, udało nam się dwukrotnie pokonać bramkarza gości. Niektóre bardzo chwaliły fantastyczne końcowe fragmenty w naszym wykonaniu, ale nie oszukujmy się - mecz z takim rywalem powinniśmy sobie szybko ustawić w pierwszej połowie i potem spokojnie realizować założenia taktyczne, także dokonując bezstresowych zmian po przerwie.

Szczęście selekcjonera Brzęczka nie opuszczało także w kolejnym spotkaniu z Macedonią Północną. Mimo braku postępu w grze, nie wiedzieć jakim cudem wcisnęliśmy rywalowi jedną bramkę i ponownie jakoś udało nam się zachować czyste konto - trzeci raz z rzędu. Radość z samych wyników, oczywiście była także i u mnie, jednakże nadal czekałem na moment, w którym zauważę zmianę obrazu gry i ulepszenie szczególnie operowania z piłką przy nodze. Trzeba jasno przyznać, że narastający problem ze stwarzaniem sobie sytuacji momentami bardzo raził w oczy.

Zbyt wczesny zachwyt

Wydawało się, że wyczekiwany przez wszystkich przełom nastąpił w czwartej kolejce, gdy na wielkim spokoju ostudziliśmy rewelacyjny Izrael, gromiąc ich aż 4:0. Czwarte spotkanie bez straconego gola i taki wynik oraz momentami naprawdę dobra gra, spowodowała na tamten moment bardzo słuszny zachwyt. Selekcjoner Brzęczek tym meczem otrzymał także trochę spokoju, a jeśli zdarza mu się czytać media, to w końcu mógł ujrzeć więcej pochwał niż krytyki. Osobiście zastanawiałem się, na ile ten mecz będzie przez niego wykorzystany w dalszej fazie eliminacji.

Po trzech miesiącach od tego pięknego widowiska wszyscy dostaliśmy idealną odpowiedź, na jakim etapie jest nasza reprezentacja. Gdy nie ujrzeliśmy w meczu ze Słowenią błysku u poszczególnych zawodników, mieliśmy obraz zespołu bez pomysłu, nie potrafiącego sobie stwarzać sytuacji podbramkowych, a co gorsza bojącego się oddawać strzały na bramkę. Mający nóż na gardle Słoweńcy doskonale wiedzieli co mają grać w tym meczu, byli odpowiednio przygotowani szczególnie w kwestii fizycznej i momentami wybijali nam chęć do gry kombinacyjnej. Byli po prostu zgranym zespołem, a nie zlepkiem indywidualności. 

Selekcjoner Brzęczek uparł się, by wystawić taki sam skład, który grał w meczu z Izraelem - poza jedną wymuszoną zmianą na środku obrony. W dalszym ciągu trzymał się swojej koncepcji, by na lewej obronie grał będący obecnie bez formy Bartosz Bereszyński, a nie w pełni zdrowy Maciej Rybus. Gdy gra dwójką napastników, powodowała duże luki w środku pola, nie postanowił także dokonać odpowiedniej korekty, pozwalającej na lepsze rozgrywanie piłki. Tym samym, przez większość spotkania, nie zdołaliśmy sobie wypracować stuprocentowej sytuacji, a pomijając nieuznanego gola, pierwszy celny strzał oddaliśmy około 70 minuty.

Najgorsze jest to, że po tym spotkaniu zaczęły się bardzo kurtuazyjne wypowiedzi selekcjonera Brzęczka o tym, że nasza grupa jest bardzo wyrównana i czuł od początku, iż nie będzie łatwo, a na wszystko trzeba sobie zapracować. Zgadzam się, zawsze trzeba sobie na awans zapracować, ale w takiej grupie wszystko jednak powinno iść w miarę łatwo, mając do dyspozycji takiej klasy zawodników.

Sytuacja alarmowa

Niektórzy zachowują lekki spokój i mówią, że to nie jest dobry moment na to, by oceniać pracę selekcjonera. Owszem, nadal broni go sytuacja w tabeli, ale brak wypracowanego stylu gry na półmetku eliminacji daje sygnał, że w taki sposób daleko nie zajedziemy. Z pewnością potrzebna będzie nieco większa rotacja i przede wszystkim wprowadzenie kilku młodych zawodników, których trener Brzęczek ma do dyspozycji.

Jedno jest pewne, mecz z Austrią może nam wiele pokazać, a gdy, nie daj Boże, przegramy ten mecz, to zacznie się robić gorąco. W przypadku zdobycia punktów z w poniedziałek, priorytetem selekcjonera musi być w końcu budowa stylu tego zespołu, by nie okazało się, że pierwszy poważny rywal na turnieju solidnie nas wyjaśni. Na ten moment tak zapewne by się stało. 


Tomek Hatta

@Fyordung

Red. naczelny @SofaGOL | Polscy piłkarze za granicą | Prywatnie - #Lechia #Chojniczanka #Slask - #LFC #ACMilan #FCPorto | Dużo czasu marnuję na granie w FM

Komentarze