Retro Piłka

Od piłkarza do ekonomisty-działacza. Ciekawy przypadek Espena Baardsena.

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: pinterest.com, pinterest.com

Tagi

Baardesen Norwegia Tottenham Everton Watford Mistrzostwa Świata Premier League Ian Walker Ramon Vega

Marzeniem niejednego piłkarza jest gra w Premier League i na Mistrzostwach Świata. Albo przynajmniej znalezienie się w kadrze na mundial. Ten piłkarz te dwa warunki spełnił. Choć ze swojej kariery wycisnął zaledwie minimum tego, co mógł osiągnąć, to po jej zakończeniu nie próżnował i odnalazł swoją drogę życiową w innej dziedzinie niż futbol.

W swojej książce Peter Crouch pisząc o tatuażach wspomniał o młodym piłkarzu Stoke, który zrobił sobie olbrzymi tatuaż po podpisaniu pierwszego zawodowego kontraktu. Były reprezentant Anglii opisuje to tak: Przedstawia go na tle muru, z piłką i długopisem w ręce, obok niego stali mama i tata, znalazło się tam też miejsce na jego zespołowy numer i datę zawarcia tego kontraktu. Wszystko dokładnie przemyślane, tylko co, jeśli mu się nie powiedzie? Podpisanie kontraktu nie oznacza, że ktoś przebije się do pierwszego zespołu, utrzyma się w tym pierwszym zespole albo zaliczy udaną piłkarską karierę. Przecież ktoś taki równie dobrze może skończyć w jakimś banku. Być może wtedy wytatuuje sobie obrazek, jak ściska dłoń komuś z działu HR.

Nie wiem, czy Espen Baardsen ma jakieś tatuaże, ale cytat z książki Croucha idealnie pasuje do jego kariery. Tyle, że on może powiedzieć, że jego przygoda z piłką była w miarę udana. Urodzony w Stanach Zjednoczonych, konkretnie w San Rafael w Kalifornii Norweg kopać zaczynał za wielką wodą, w klubie San Francisco United. Tu spędził jedynie rok, po czym w 1996 roku wyjechał na Wyspy Brytyjskie. Bramkarza bez specjalnego doświadczenia zatrudnił Tottenham Hotspur. Władze Spurs miały nadzieję, że Baardsen będzie bramkarzem na lata i godnym następcą "Erika the Vikinga" Thorstvedta. Nieco później na White Hart Lane dołączył także rodak Baardsena, Steffen Iversen. O ile ten drugi szybko stał się kluczowym piłkarzem "Kogutów", to Baardsen mógł się jedynie uczyć fachu od niekwestionowanego numeru jeden w bramce Spurs, rezerwowego golkipera reprezentacji Anglii, Iana Walkera. Mimo to trener Gerry Francis dał szansę młodemu Norwegowi. W pierwszym sezonie na White Hart Lane, Baardsen rozegrał dwa mecze w Premier League. Było to pod koniec sezonu, z Liverpoolem, kiedy w drugiej połowie zmienił Walkera i z Coventry, gdzie rozegrał 90 minut. Oba te spotkania ekipa z Północnego Londynu przegrała 1-2, ale Baardsen może być zadowolony, bo w meczu z "The Reds" nie dał się pokonać.

O wiele lepsze były dla Baardsena kolejne sezony. Choć nie miał szans wygrać rywalizacji z Walkerem, to gdy ten po serii słabszych meczów poszedł w odstawkę, to właśnie Baardsen zajął jego miejsce. Warto zaznaczyć przy tym, że Tottenham w zimowym oknie transferowym sprowadził z Chelsea rodaka Baardsena, Frode Grodasa, który jednak nie zadebiutował w ekipie "Kogutów". Przegrał bowiem rywalizację z 13 lat młodszym rodakiem, który rozegrał 9 meczów. Trzykrotnie zachował czyste konto. Dziesięć razy musiał jednak wyciągać piłkę z siatki. Mimo to zdołał przekonać do siebie selekcjonera Egila Olsena, który postanowił zabrać niespełna 21-letniego bramkarza na francuski mundial, mimo braku choćby jednego występu w seniorskiej kadrze. Golkiper Tottenhamu musiał się jednak zadowolić pozycją numer trzy. W kadrze nie miał bowiem szans wygrać rywalizacji z Thomasem Myhre i Grodasem, który nie przebił się na White Hart Lane. Urodzony w USA bramkarz przesiedział więc na ławce wszystkie spotkania, zaś jego koledzy, którzy w fazie grupowej nie przegrali ani jednego meczu, wygrywając przy tym z Brazylią, odpadli w 1/8 finału z Włochami. Baardsen zadebiutował w kadrze tuż po mundialu. Wczoraj minęła 21.rocznica jego debiutu w reprezentacji Norwegii, który był niezbyt udany. Skandynawowie na inaugurację eliminacji do EURO 2000 zmierzyli się z Łotwą. I przegrali, 1-3. Baardsen musiał wyciągać piłkę z siatki po strzałach Mariansa Paharsa, Andrejsa Stolcersa i Mihailsa Zemlinskisa, filarów łotewskiej kadry, która wywalczyła awans do kolejnych Mistrzostw Europy. Oprócz meczu z naszymi dawnymi sąsiadami, Baardsen rozegrał jeszcze trzy spotkania w kadrze. Wszystkie towarzyskie, z Izraelem i Litwą w 1999 oraz Islandią w 2000 roku. Pomimo, iż Norwegowie awansowali do belgijsko-holenderskiego turnieju, golkipera Tottenhamu już nie było w kadrze. Wrócił do niej podczas eliminacji do MŚ 2002, jesienią 2001 roku, ale tylko na trzy mecze i jako rezerwowy. Zdecydowanie więcej Baardsen grał w norweskich młodzieżówkach. W kadrze U21 rozegrał aż 25 spotkań, zaś w reprezentacji U18, w której zadebiutował jeszcze jako gracz San Francisco już tylko dwa.

Sezon po mundialu był dla Baardsena najlepszym w karierze. Choć nie wygrał rywalizacji z Walkerem, to rozegranie 13 meczów i pięć czystych kont we wszystkich rozgrywkach (Premier League + League Cup) dla wciąż młodego bramkarza jest bardzo dobrym wynikiem. Norweg w niewielkim stopniu przyczynił się do wygrania przedostatniego poważnego trofeum przez "Kogutów", czyli Puchar Ligi. Baardsen wystąpił w wygranym 3-1 meczu z Liverpoolem na Anfield Road. Jak się okazało, był to ostatni sezon, w którym Baardsen założył koszulkę Spurs. W kolejnej kampanii nie powąchał murawy. Swoich kolegów widział już tylko i wyłącznie z perspektywy ławki. Niespełna 23-letni bramkarz postanowił odejść do Watfordu. "Szerszenie" zapłaciły za Norwega 2 mln euro (ówczesnych), czyli całkiem sporo jak na rezerwowego, ale wciąż zdolnego golkipera. Na Vicrage Road trafił wraz z kolegą z Tottenhamu, z którym przychodził w tym samym sezonie, Allanem Nielsenem. Obaj całkiem nieźle radzili sobie w ekipie "Szerszeni". Przynajmniej na początku. O ile Duńczyk z miejsca stał się gwiazdą drużyny, to Baardsen musiał nieustannie rywalizować o miejsce w bramce z doświadczonym Markiem Chamberlainem. W ciągu 2,5 roku, Baardsen rozegrał 41 meczów, po czym za niespełna 2 mln euro wrócił do Premier League. Zasilił szeregi Evertonu. Na Goodison Park spędził pół roku i rozegrał zaledwie jedno spotkanie. Było to 12.stycznia. "The Tofees" zmierzyli się wówczas z...Tottenhamem. Drużyna z Liverpoolu przegrała jednak 3-4. Norweg nie miał jednak ułatwionej rywalizacji o miejsce w bramce Evertonu. W sezonie 2002/03 ekipa "The Tofees" miała jeszcze trzech solidnych bramkarzy, Paula Gerrarda, Steve'a Simonsena i ściągniętego za 5,5 mln euro z Arsenalu Richarda Wrighta.

Po zakończeniu sezonu Baardsen postanowił zakończyć karierę. Powodem nie była jednak kontuzja, ani jakaś poważna choroba, tylko.. brak zainteresowania futbolem! W wywiadzie dla The Observer z 2008 roku mówił: Znudziło mnie to. Kiedy masz za sobą grę w Premier League i to, że byłeś na Mistrzostwach Świata, widziałeś to, zrobiłeś to. Było to podyktowane tym, co mogę zrobić i kiedy.Czułem się nieusatysfakcjonowany intelektualnie, chciałem podróżować po świecie. Baardsen podróżował przez 1,5 roku. Po powrocie zaczął pracę dla funduszu zarządzania aktywami, Eclectica. Czy tęskni za futbolem? Jak podkreślał, wielu fanów pytało go, jak mógł zerwać z piłką. Świetnie się bawiłem, ale jestem zadowolony z tego, jak się to wszystko potoczyło. Czasami tęsknię za tym podnieceniem, bo stadion jest pełen ludzi. (...) Ale jest to przyćmione przez inne rzeczy. Szczególnie nienawidziłem kontaktów z mediami. Norweg zaznaczał też, że piłka nożna jest stresująca. Szczególnie wtedy, gdy grasz przed ogromną publiką. Nie wspominając o ludziach, krytykujących Cię w telewizji. Nie zrozumcie mnie źle, istnieje presja na zarabianie pieniędzy w mojej obecnej pracy, ale jest to coś innego i bardziej odpowiada mi to niż futbol.

Tottenham może posłużyć za przykład klubu, gdzie piłkarze, mający za sobą grę w ekipie "Kogutów" potrafią świetnie odnaleźć się poza futbolem. Kolega Baardsena Ramon Vega, choć karierę skończył już po trzydziestce, świetnie odnajduje się w bankowości. Skończył studia ekonomiczne. Grając w Tottenhamie często udzielał porad finansowych kolegom z drużyny. Dziś jest prężnie działającym biznesmenem. W przeciwieństwie do Baardsena nie zerwał jednak z futbolem. Ma swoją szkółkę piłkarską, jak również wyrażał chęć kandydowania w wyborach na Prezydenta FIFA. Gdyby został nowym szefem światowej federacji piłkarskiej, zapewne znacząco poprawiłby wizerunek skorumpowanej organizacji.

Przykład Espena Baardsena pokazuje, że dla piłkarzy także istnieje życie poza futbolem. Być może Norweg zbyt wcześnie zakończył karierę. Nie chciał jednak tego dalej ciągnąć. Może słusznie. Mimo niewielkiego dorobku piłkarskiego, niejeden piłkarz może mu pozazdrościć.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze