Piłka nożna

Mbwana Ally Samatta - Kot z Tanzanii

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: mwanaspoti.co.tz, mwanaspoti.co.tz

Tagi

Samatta Tanzania KRC Genk Jupiler Pro League Belgia TP Mazembe

Tanzania kojarzy się raczej z pięknymi krajobrazami niż z krajem, który odnosił sukcesy w piłce nożnej, a co za tym idzie, dostarczał światu wielu znakomitych piłkarzy. Państwo, które kojarzone jest przede wszystkim z najwyższym szczytem Afryki - Kilimandżaro, czy Równiną Serengeti. To wszystko zmieniło się w tej chwili. Po wielu latach posuchy, dawna kolonia brytyjska doczekała się piłkarza z prawdziwego zdarzenia.

KTS Weszło ma Koty z Konga, Aristote Omasombo Otaką i Mereville'a Fundambu, zaś KRC Genk ma Mbwanę Ally'ego Samattę. Wiadomo, że nowo powstały klub ze stolicy nijak ma się jakością piłkarską do aktualnych Mistrzów Belgii, ale Samatta jest idealnie wpisuje się w to określenie. Tyle, że on jest Kotem z Tanzanii. Urodzony 23.grudnia 1992 roku (a nie tak jak podają niektóre źródła: 7.stycznia 1992 roku) w dawnej stolicy kraju, Dar es Salam swoją karierę zaczynał w ojczyźnie, w klubie African Lyon. To pokazuje, jak ciężką drogę musiał przebyć do miejsca, w którym znajduje się obecnie. W wieku niespełna 18 lat trafił do klubu Simba SC, gdzie spędził tylko rok. 13 goli w 25 meczach wystarczyło, żeby Samatta znalazł uznanie w oczach jednego z najlepszych afrykańskich klubów, TP Mazembe z Demokratycznej Republiki Konga. Spędził tu 4,5 roku. Były one bardzo obfite w trofea. Samatta wywalczył cztery tytuły Mistrza DR Konga w latach 2011-2014, dwukrotnie Superpuchar kraju w latach 2013-2014, jak również triumfował w Afrykańskiej Lidze Mistrzów w 2015 roku. Samatta zdobył w tamtych rozgrywkach 8 bramek w 13 spotkaniach, zostając tym samym Królem Strzelców CAF Champions League. Warto dodać, że został również wybrany najlepszym afrykańskim piłkarzem, grającym na kontynencie. Zwycięstwo w CAF Champions League zapewniło Mazembe grę w Klubowych Mistrzostwach Świata. Tutaj kongijska ekipa zajęła 6.miejsce. Mazembe odpadło w ćwierćfinale, przegrywając z Sanfrecce Hiroshima 0-3, zaś w meczu o 5.miejsce uległo 1-2 Club America. Samatta zagrał w obu spotkaniach, zaś w meczu z Meksykanami zaliczył asystę. Łącznie rozegrał w Mazembe 103 mecze, w których aż 60 razy pokonywał bramkarzy przeciwników. Liczby miał bardzo dobre. Najwyższy czas było jednak zmienić otoczenie.

W styczniu 2016 roku reprezentant Tanzanii za 800 tys. euro trafił do KRC Genk. Samatta miał wzmocnić siłę ataku Genk. Udało mu się to, choć początki miał trudne. Mimo, iż na boisku pojawiał się regularnie, to początkowo tylko z ławki. W niepełnym dla niego sezonie zasadniczym wystąpił 6 razy, w tym tylko raz od pierwszej minuty. Dwukrotnie trafił do siatki. Swojego pierwszego gola dla Genk zdobył tuż po wejściu na boisko. Jak się okazało, była to bramka na wagę zwycięstwa. Genk wygrał bowiem 3-2 z FC Brugge. Drugiego gola strzelił zaś w ostatnim meczu rundy zasadniczej, w spotkaniu z KV Oostende, wygranym 4-1. Nieco słabiej prezentował się w rundzie finałowej. Choć zdołał wywalczyć miejsce w podstawowym składzie, jak również pojawił się w każdym meczu decydującej rundy, to tylko dwukrotnie trafił do siatki. Znów dał o sobie znać bramkarzowi Ostendy. Na liście pokonanych przez Samattę znalazł się również Kenny Steppe. W obu tych spotkaniach Genk pewnie pokonało swoich rywali. Znacznie lepiej Samatta zaprezentował się w barażach Jupiler Pro League, w którym Genk zmierzyło się z RSC Charleroi. Choć pierwszy mecz padł łupem ekipy z Walonii, to w rewanżu role się odwróciły. To wszystko było możliwe dzięki znakomitej postawie Samatty. Tanzańczyk zdobył gola i asystował, zaś po faulu na nim Nikolaos Karelis - partner Samatty z linii ataku zdobył jedną ze swoich trzech bramek w tym spotkaniu.

Pierwszy, niepełny sezon w Belgii wypadł nieźle. Pięć goli i dwie asysty w 18 meczach było niezłym wynikiem, biorąc pod uwagę, iż Tanzańczyk nie występował dotąd w tak silnej lidze. Kluczowy miał się okazać kolejny sezon. Samatta musiał udowodnić, że nieprzypadkowo został kupiony przez Genk i pokaże to, co przez prawie pięć lat pokazywał w Mazembe. Podołał temu zadaniu. Był niekwestionowanym liderem ataku Genk. Opuścił tylko sześć meczów w sezonie, w tym dwa ze względu na uraz pleców. Rozegrał 27 meczów w sezonie zasadniczym Jupiler Pro League. Strzelił 11 goli i zaliczył dwie asysty. Nieco mniej skuteczny był w fazie finałowej ligi, bo zdobył tylko trzy bramki w 10 spotkaniach (włącznie z finałem play-off), dorzucając do tego jedną asystę. Rozegrał również 4 mecze w Pucharze Belgii, gdzie dwukrotnie trafił do siatki. Nie pomógł jednak drużynie w zwycięstwie, bowiem ta odpadła w półfinale z Ostendą. Tanzańczyk wprowadził za to Genk do fazy grupowej Ligi Europy. Choć ta była bardzo wyboista. Ekipa prowadzona przez Petera Maesa w 2.rundzie wygrała z Buducnostem Podgorica dopiero po rzutach karnych, wygrała 3-1 w dwumeczu z Cork City, a w decydującej rundzie pokonała 4-2 Lokomotivę Zagrzeb. Samatta wystąpił we wszystkich spotkaniach eliminacji, trzykrotnie trafiając do siatki i dwukrotnie asystując, w meczach z Lokomotivą i Buducnostem. Nieco gorzej po awansie. Choć Genk dotarło do ćwierćfinału, w którym przegrało 3-4 z Celtą Vigo, to Samatta nie błyszczał skutecznością. Choć wystąpił we wszystkich spotkaniach, strzelił tylko dwa gole. Oba w starciu z KAA Gent, gdzie Genk wygrało 5-2. Dołożył do tego jedną asystę w wygranym 2-0 meczu fazy grupowej z Sassuolo.

O wiele mniej udany był sezon 2017/18. Tanzańczyk rozegrał tylko 20 meczów w sezonie zasadniczym JPL. Zdobył tylko cztery bramki i zanotował dwie asysty. Mógł jednak poczuć się usprawiedliwiony, bowiem stracił 2,5 miesiąca z powodu kontuzji kolana. Doszedł jednak do siebie na decydującą fazę sezonu. Tu wystąpił we wszystkich jedenastu spotkaniach, choć nie zawsze przez cały mecz. Czterokrotnie trafił do siatki, dorzucając do tego asystę. Wraz z Genk dotarł również do finału Pucharu Belgii. Tu jednak Samatta i spółka przegrali po dogrywce z prowadzonym przez Ricardo Sa Pinto Standardem Liege 0-1. Reprezentant Tanzanii pojawił się na boisku w 74.minucie, zmieniając Karelisa. W sumie w tamtych rozgrywkach wystąpił cztery razy. Gola nie strzelił, zaliczył za to asystę w przegranym 2-3 meczu z KV Kortrijk.

8 goli w 35 meczach jest przeciętnym wynikiem jak na napastnika z tak ogromnym potencjałem. Samatta zrehabilitował się w ubiegłym sezonie, który był zarazem najlepszym w jego karierze. KRC Genk wywalczyło czwarte w swojej historii Mistrzostwo Belgii, a Samatta był głównym architektem tego sukcesu. W fazie zasadniczej zdobył 20 bramek w 28 spotkaniach, dorzucając do tego trzy asysty. W decydującej rundzie wystąpił we wszystkich dziesięciu spotkaniach, trzykrotnie pokonując bramkarzy przeciwników. Dołożył do tego dwie asysty. Ponownie wprowadził zespół do fazy grupowej Ligi Europy. Podopieczni Philippe'a Clementa znów musieli się przedzierać przez eliminacje. Dla Samatty i jego kolegów nie stanowiło to problemów. Tanzańczyk rozegrał pięć spotkań, w których sześciokrotnie trafiał do siatki. O jego umiejętnościach strzeleckich przekonał się bramkarz Lecha Poznań Jasmin Burić, któremu Samatta strzelił dwa gole w wygranym 4-1 dwumeczu. Bośniak nie był jednak tak poszkodowany przez snajpera Genk, tak jak Marvin Schwabe. Golkiper Brondby Kopenhaga aż dziewięć razy musiał wyciągać piłkę z siatki w dwumeczu z ekipą z Belgii. Czterokrotnie czynił to po strzałach Samatty, który w pierwszym meczu ustrzelił jednego z dwóch hat-tricków w tamtym sezonie (drugiego zdobył w meczu ligowym z Zulte-Waregem, wygranym przez Genk 4-0). Skuteczność nie opuściła go także w fazie grupowej Ligi Europy. Tu strzelił trzy gole i zanotował dwie asysty, w tym jedną przy golu Jakuba Piotrowskiego w starciu z Besiktasem, gdzie Genk wygrało 4-2, a sam Samatta dołożył dwa trafienia. Oprócz bramek w meczu z ekipą ze Stambułu strzelił jeszcze w spotkaniu na inaugurację fazy grupowej z Malmo FF, w którym Genk zwyciężyło 2-0. Ostatecznie Genk odpadł w 1/16 finału po dwumeczu z rewelacją tamtych rozgrywek, Slavią Praga. O ile w pierwszym meczu był bezbramkowy remis, to w rewanżu drużyna z Belgii uległa ekipie ze stolicy Czech aż 1-4. To jedno z dwóch niepowodzeń KRC Genk w tamtym sezonie. Drugie miało miejsce w ćwierćfinale Pucharu Belgii. Podopieczni Philippe'a Clementa odpadli z drugoligowym Saint Gilloise po rzutach karnych. Samatta został wprowadzony w końcówce, po to, by odmienić losy meczu. Zrobił to w negatywny sposób, nie wykorzystując rzutu karnego w serii jedenastek. Mimo to minusy nie przysłoniły mu plusów. Oprócz Mistrzostwa Belgii Samatta zdobył również nagrodę Hebanowego Buta dla najlepszego gracza ligi belgijskiej pochodzącego z Czarnego Lądu, bądź mającego afrykańskie korzenie.

W obecnym sezonie Jupiler Pro League, który dopiero się rozpoczyna, Samatta w sześciu meczach załadował golkiperom rywali pięć goli. Strzelił także trzeciego hat-tricka w barwach Genk. Tym razem ofiarą Brent Gabriel, golkiper Waasland-Beveren. Tanzańczyk trafiał również w wygranym 1-0 meczu z Anderlechtem i przegranym 1-3 spotkaniu z KV Mechelen. Warto zaznaczyć, że zgarnął drugie zespołowe trofeum w swojej historii występów na belgijskich boiskach. Genk sięgnął po Superpuchar kraju, wygrywając 3-0 z Mechelen. Samatta grał w tym spotkaniu do 71.minuty, po czym zmienił go Dante Vanzeir, który kilkanaście minut później ostatecznie dobił rywala. Pomimo znakomitego początku sezonu w wykonaniu Tanzańczyka, straci on jednak kilka spotkań ze względu na odnawiające się problemy z kolanem. Na jak długo wypadnie z gry? Nie wiadomo. Kibice Genk mają jednak nadzieję, że już niebawem zobaczą, jak Samatta pokonuje kolejnych bramkarzy.

Równie ważną postacią Samatta jest w reprezentacji Tanzanii. Zadebiutował w niej w 2011 roku, w wieku niespełna 19 lat. Od tego czasu rozegrał w niej 51 meczów i strzelił 18 goli. Jest niekwestionowanym przywódcą 137.drużyny w Rankingu FIFA. Od 2016 roku jest jej kapitanem. Jego największym sukcesem z kadrą jest awans do fazy grupowej Pucharu Narodów Afryki. Tanzania awansowała na ten turniej po 39 latach przerwy. Tak jak w 1980 roku, także i teraz odpadła już w rozgrywkach grupowych. Samatta i spółka zajęli ostatnie miejsce w grupie, gdzie występowały również Senegal, Kenia i Algieria. Podopieczni byłego reprezentanta Nigerii i byłego piłkarza FC Barcelony Emmanuela Amunike gładko przegrali z 0-2 z "Lwami Terangi" i 0-3 z "Lisami Pustyni". Podjęła walkę jedynie w starciu z "Gwiazdami Harambee". Tanzania przegrała bowiem tylko 2-3, a napastnik Genk strzelił gola oraz zanotował jedną asystę. Samatta pomógł też drużynie w awansie do dalszej fazy eliminacji MŚ 2022. Tanzania pokonała po rzutach karnych Burundi, a Samatta zdobył bramkę w rewanżowym spotkaniu. Czy pomoże drużynie na kolejnym etapie eliminacji? Na pewno. Musi być tylko w pełni zdrowy.

Kilka lat temu wydawało się, że gwiazdą tanzańskiej piłki będzie zupełnie inny gracz. Nazywał się Adam Nditi. Grał jako lewy obrońca. Spędził kilka lat w londyńskiej Chelsea. Dotarł do drużyny U21 (dziś U23), w której rozegrał 30 meczów. Będąc graczem "The Blues" dostał swoją szansę w kadrze Tanzanii, w dwumeczu eliminacji do Mistrzostw Świata z Czadem. Nditi zagrał w obu spotkaniach. Jak się okazało, były to jego ostatnie występy w reprezentacji. Po odejściu z Chelsea staczał się coraz bardziej. Grał w takich klubach jak Fleetwood Town, Farnborough, czy Guildford City. Dziś nie wiadomo, czy jeszcze gra w piłkę.

Na szczęście jest Samatta. On wykorzystuje maksimum tego, co ma. Jest bohaterem Tanzanii i najcenniejszym piłkarzem Genk. Przychodząc do Belgii był warty pół miliona euro, dziś warty jest 24 razy tyle. Swoją wartość będzie mógł pokazać w Lidze Mistrzów. W fazie grupowej Mistrzowie Belgii zmierzą się z Liverpoolem, SSC Napoli i Red Bullem Salzburg. Kontrakt Samatty z Genk wygasa w następnym sezonie. Jeśli zostanie przedłużony, działacze Mistrzów Belgii zrobią interes życia. Jeśli nie, Samatta trafi zapewne do którejś z czołowych europejskich lig.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze