Ekstraklasa

Twierdza Gdańsk nadal niezdobyta

Tomek Hatta @Fyordung

Fot: własne, własne

Tagi

Korona Kielce, z nowym trenerem Mirosławem Smyłą przyjechała do Gdańska, z wiarą w przełamanie serii siedmiu spotkań bez wygranej z rzędu. Lechia jednak w idealny sposób wybiła im to z głowy, przez większość czasu kontrolując spotkanie i wygrywając 2:0. Była to trzecia wygrana z rzędu, która zbliżyła ich do ligowego podium. 

Trzeba przyznać, że na starcie swojej pracy z Koroną, 50-letniemu trenerowi przypadło bardzo trudne spotkanie. Przez wiele ostatnich miesięcy, mało kto potrafił wygrać w Gdańsku, a do tego ostatnio Lechia ponownie zaczęła łapać wiatr w żagle i na nowo budowała słynną „Twierdzę Gdańsk”.

Trener Smyła nie miał wiele czasu by wdrożyć spore zmiany w funkcjonowanie zespołu. Doskonale zdawał sobie także sprawę, czego może się spodziewać w tym spotkaniu, wskazując dwie najsilniejsze strony Lechii, czyli grę środkiem pola i znakomite ataki skrzydłami, czym z reguły Biało-Zieloni nękają rywala. Ostatnie treningi przed tym pojedynkiem, to głównie skupianie się na dużej odpowiedzialności w grze defensywnej, by odpowiednio przekładać to na mądrość budowania ataków, a także skutecznej gry w kontry. Skład Korony na ten mecz, ku mojemu zdziwieniu, ani trochę nie różnił się od tego, jaki można było oglądać w zremisowanym spotkaniu z Wisłą Kraków. Niepotrzebne było zatem głoszenie oficjalnie słów przez trenera, że każdy zawodnik ma u niego czystą kartę.

W drużynie gospodarzy atmosfera z tygodnia na tydzień zaczyna się poprawiać, a i sami zawodnicy dawali sygnały, że wszystko wraca do normy, szczególnie w kwestii fizycznej. Sam trener Stokowiec wprost mówił, że jego zespół nabrał wiatru w żagle i z optymizmem spoglądają w przyszłość, zachowując przy tym pokorę, by cała praca nie poszła na marne. Mecz z Koroną był dla nich w pewnym sensie niewiadomą, z racji ich nieobliczalności i przede wszystkim zmian w sztabie. Mimo to każdy doskonale zdawał sobie sprawę jak podejść do tego spotkania, by nie zlekceważyć rywala, nawet będącego w tak dramatycznej formie. W składzie meczowym doszło do jednej wymuszonej zmiany, względem ostatniej potyczki z Lechem - za kontuzjowanego Sławomira Peszko, na prawym skrzydle wystąpił Lukas Haraslin

Od początku spotkania widać było dużą odpowiedzialność u każdego zawodnika Korony, a także ustawienie pięcioma obrońcami w fazie obrony przed atakami Lechii. Tylko momentami, próbowali oni podejść wyżej pressingiem, ale Biało-Zieloni dosyć szybko zaczęli przejmować kontrolę i tworzyli ze spokojem swoje akcje ofensywne, spychając rywala do defensywy. Gdy Korona z biegiem pierwszej połowy miała okazję na szybkie wyjścia z kontrą, to za każdym razem brakowało u nich chłodnej głowy pod bramką Lechii, przez co nie było możliwości by zagrozili bramce strzeżonej przez Dusana Kuciaka.

Obraz pierwszej połowy, to nieudolne próby sforsowania defensywy Korony, przez Lechię. Udało się to w końcu w 36. minucie, gdy po akcji lewym skrzydłem, w polu karnym nieco szczęśliwie odnalazł się Maciej Gajos i zmieścił piłkę pod poprzeczką bramki Marka Kozioła. Po tym trafieniu, Korona musiała zacząć bardziej ryzykować i jeden jej zryw w 44. minucie mógł zakończyć się golem, jednak strzał Ivana Jukicia idealnie obronił Kuciak.

Do szatni to Lechia schodziła z lepszymi nastrojami i trzeba przyznać, że prowadziła zdecydowanie zasłużenie, porównując styl i kontrolę przebiegu gry.

W drugiej części spotkania, Lechia ponownie szybko zaczęła swoją dominację, czego efektem był drugi gol, zdobyty już w 52. minucie przez Lukasa Haraslina. Słowak w końcu się odblokował, czym na pewno uspokoił wielu kibiców gdańskiego klubu, nie mogących zrozumieć, co się z nim działo przez ostatnie tygodnie. Po tym golu, obraz gry nieco się zmienił i można było obserwować dobrze znaną Lechię, która nieco spuściła z tonu. Korona za to próbowała napędzać w końcu jakieś bardziej składne akcje - jednak cały czas brakowało im pomysłów, gdy docierali pod pole karne gospodarzy. Większość dogrywanych piłek zbierał Błażej Augustyn, który idealnie wybijał im z głowy próby wejścia w szesnastkę.

Gdy Lechia zauważyła tę niemoc ofensywną Korony, zaczęła na wielkim luzie tworzyć sobie kolejne składne akcje, dzięki którym nie mieli trudności by oddać jeszcze kilka groźnych strzałów. To, jak podopieczni trenera Stokowca momentami kontrolowali ten mecz, było idealnym potwierdzeniem pewności siebie, jaką emanują przez ostatnie osiągane wyniki.

Końcówka spotkania to cały czas wielki spokój Lechii i bezradność Korony, która marzyła o tym, by sędzia zakończył spotkanie. Masa niedokładnych podań dała idealne podsumowanie ich dzisiejszej gry. Przed trenerem Smyłą wiele pracy, ale nie wróżę mu szybkich efektów, jeżeli nie zmieni się ich całkowity styl gry. Lechia za to może ten występ uznać za bardzo dobrą jednostkę treningową, przed wyjazdową potyczką z Gryfem Wejherowo, a następnie z Legią. Dla Gdańszczan było to siódme z rzędu spotkanie bez porażki na własnym stadionie. 


Tomek Hatta

@Fyordung

Red. naczelny @SofaGOL | Polscy piłkarze za granicą | Prywatnie - #Lechia #Chojniczanka #Slask - #LFC #ACMilan #FCPorto | Dużo czasu marnuję na granie w FM

Komentarze