Reprezentacje

Czy reprezentacja nadal potrzebuje Jakuba Błaszczykowskiego?

Tomek Hatta @Fyordung

Fot: Getty, Getty

Tagi

Temat Jakuba Błaszczykowskiego jest coraz mocniej poruszany przy okazji zgrupowań reprezentacji Polski. Ostatnia kontuzja w meczu z Austrią, niedługo po pojawieniu się na placu gry, nasiliła negatywne komentarze, sugerujące, że jego czas na tym poziomie zaczyna mijać. 

” Kiedyś może przyjść taki moment, że będę za słaby, ale sam nie zrezygnuję z reprezentacji.”
Takie słowa wypowiedział Jakub Błaszczykowski niecałe dwa lata temu. Kilka miesięcy później doświadczyliśmy olbrzymiego rozczarowania na Mundialu w Rosji, gdzie nasi zawodnicy, mający za sobą zbliżone przygotowania, do tych, które mieli przed mistrzostwami Europy we Francji - kompletnie nie udźwignęli trudów turnieju. Doświadczony skrzydłowy zaliczył tam zaledwie 45 minut, co dosadnie pokazało, że mało już zostało z tego zawodnika, który dwa lata wcześniej zaliczył bardzo solidny turniej. Wtedy, jak dobrze pamiętamy, nawet mało kto miał do niego pretensje po niewykorzystanym rzucie karnym przeciwko Portugalii, pamiętając o jego dużym wkładzie w awans do tej fazy.

Mistrzostwa w Rosji pokazały niektórym zawodnikom, że wieku się nie oszuka. Najbardziej do siebie wziął to Łukasz Piszczek, mający na uwadze nawracające chwilami problemy zdrowotne. Zawodnik Borussii Dortmund, po długich namysłach z początkiem sierpnia ogłosił, że w reprezentacji więcej nie zagra i woli skupić się na dalszej karierze klubowej. Mimo, iż długo będziemy czekać na tak dobrego prawego obrońcę jak Piszczek, to uważam, że podjął on bardzo dobrą, przede wszystkim rozsądną decyzję - dzięki której będziemy mogli go jeszcze jakiś czas oglądać w poważnej piłce.

Rozsądek ważniejszy niż serce

Większość kibiców i dziennikarzy szanuje to, jaką karierę zrobił Jakub Błaszczykowski. Osobiście także mam do niego wielki szacunek, za świetne lata w Borussii i za to ile reguły wnosił do reprezentacji. Niestety, ostatnie dwa lata w jego karierze, to bardziej męczarnie, z zaledwie momentami, dającymi pełną radość z gry. Co było tego głównym powodem? Zdecydowanie narastające problemy zdrowotne. Błaszczykowski do pewnego momentu dosyć regularnie grywał w barwach Wolfsburgu, aż nagle na kilka miesięcy słuch o nim zaginął. Z czasem okazało się, że zaczęły pojawiać się u niego coraz większe problemy z plecami i mimo odpowiednich zabiegów, bardzo trudno było go postawić na nogi. Gdy to się finalnie udało, w klubie już zabezpieczyli sobie odpowiednio jego pozycję i kwestia ponownego przebicia się do składu była wręcz niemożliwa.

Selekcjoner Jerzy Brzęczek mający na uwadze brak występów Błaszczykowskiego w klubie, mimo to regularnie powoływał go do reprezentacji, a także w każdym meczu korzystał z jego usług, w większym bądź mniejszym wymiarze czasowym. Niestety, coraz bardziej było u niego widać tendencję zniżkową i pewne braki na takim poziomie, poza jednym błyskiem i bramce przeciwko Portugalii. Ten czas jesienią idealnie udowodnił, że zawodnik, który przez całą karierę bazował na szybkości i zwinności, gdy zaczął mieć powtarzające się problemy zdrowotne i nie grywał w klubie - po prostu nie mógł na dłuższą metę dawać tak dużo i momentami znacznie odstawał od reszty. Czy można dostawać lepsze sygnały od organizmu, że naszedł moment przemyślenia pewnych spraw?

Ratunkiem w odbudowie miała być Wisła Kraków, do której Jakub Błaszczykowski trafił zimą tego roku. Początkowy czas w klubie spod Wawelu był naprawdę obiecujący, niestety po kilku miesiącach zdrowie postanowiło ponownie dać o sobie znać i z tego też powodu, popularny „Kuba” opuścił czerwcowe zgrupowanie reprezentacji. Gdy jednak tylko dostał jakąkolwiek możliwość powrotu do gry, nawet będąc nie w pełni gotowy na występy po 90 minut, od razu selekcjoner postanowił przywrócić go na niedawne mecze eliminacyjne. Jak to się skończyło, wszyscy dobrze pamiętamy. Wpuszczenie go na plac gry z ławki w meczu z Austrią, skończyło się dramatem w postaci urazu, bez udziału zawodnika rywala, przez co trzeba było dokonać wymuszonej zmiany. Tym samym selekcjoner Brzęczek stracił możliwość kolejnego manewru i do końca spotkania obraz naszej gry nie uległ jakiejkolwiek poprawie. W mediach pojawiły się głosy, moim zdaniem słuszne, że w prawie każdym spotkaniu, jedna zmiana z góry jest zarezerwowana właśnie na wpuszczenie do gry Błaszczykowskiego. W żaden sposób nie należy tego traktować jako uszczypliwość w jego stronę, tylko jako fakt, zaobserwowany przez ostatni rok.

Polska skrzydłowymi nie stoi

Do lamusa już przeszło stwierdzenie redaktora Romana Kołtonia, który niegdyś głosił wszem i wobec, że „Polska skrzydłowymi stoi”. Obecnie większe problemy, niż na tej pozycji mamy tylko na lewej stronie defensywy - jednakże tylko ze względu na tzw. „widzimisię” i nie korzystania z rozsądnej dostępnej tam opcji. Wróćmy jednak do obsady skrzydeł, a patrząc na obecny brak kłopotu bogactwa, nie dziwię się, że nasz selekcjoner mógł się w tej kwestii pogubić. Na lewej stronie, niekwestionowaną pozycję ma Kamil Grosicki, który oczywiście równie dobrze mógłby grać po drugiej stronie boiska. Zasadnicze pytanie brzmi, kto wtedy grałby na lewej stronie? Realne opcje są na ten moment trzy - Dawid Kownacki, który ma duży potencjał, Maciej Rybus, pamiętający grę na tej pozycji oraz Piotr Zieliński, wystawiany ostatnio po prawej stronie.

Docelowo temat dotyczy jednak dobrych opcji na prawą stronę pomocy. Czy naprawdę wygląda to aż tak źle? Niekoniecznie. Na ten moment tę pozycję obstawia wspomniany Zieliński, a nadal w obwodzie jest kompletnie niedoceniany Damian Kądzior i odpalony na ten moment, kompletnie niezrozumiale, Przemysław Frankowski. Naprawdę stać nas na to, by nie korzystać z usług zawodnika, grającego w lepszej lidze niż Ekstraklasa? Odpowiedź chyba jednoznaczna. Poza tym, Frankowski ciągle się rozwija i naprawdę ma perspektywy, by tej kadrze w przyszłości dać dużo dobrego. A kiedy go ogrywać, jak nie w eliminacjach, z których i tak awansujemy na spokoju? Mam głęboką nadzieję, że jeszcze w tym roku ujrzę byłego zawodnika Lechii i Jagiellonii grającego z orzełkiem na piersi.

Czy zatem reprezentacja potrzebuje Jakuba Błaszczykowskiego? Mimo obecnej bryndzy na bokach pomocy, nadal mamy w kim wybierać, więc uważam, że 108-krotny reprezentant powinien skupić się już tylko na piłce klubowej, mimo iż doskonale rozumiem jego chęć przeżycia kolejnego turnieju mistrzowskiego. Byłoby to zapewne wieńczenie jego kariery. Tylko, czy Błaszczykowski miałby szansę wystąpić tam więcej niż kilkanaście bądź kilkadziesiąt minut? Śmiem wątpić, a do tego coraz bardziej jego nazwisko zaczyna być kojarzone z obecną sytuacją, a nie z tym, co osiągnął kilka lat wcześniej. 


Tomek Hatta

@Fyordung

Red. naczelny @SofaGOL | Polscy piłkarze za granicą | Prywatnie - #Lechia #Chojniczanka #Slask - #LFC #ACMilan #FCPorto | Dużo czasu marnuję na granie w FM

Komentarze