Ekstraklasa

Raport z Warszawy: Legia - Lechia

Marek Wilczewski @MarekWilczewsk2

Fot: własne, własne

Tagi

Za nami bardzo dobry hit 10. kolejki PKO Ekstraklasy, w którym Lechia w końcu przełamała warszawską niemoc. Tej soboty widzieliśmy na stadionie przy ul. Łazienkowskiej naprawdę wiele: walkę o każdy metr boiska, szybkie tempo, bramki obrońców, odwrócenie losów meczu, pokaz pirotechniczny, łamanie nosa, a nawet nawiązania do XX-wiecznej literatury powojennej... Po prostu działo się!

Po odniesieniu trzech z rzędu zwycięstw w lidze, Lechia Gdańsk przyjechała na podbój stolicy. Zadanie jednak nie wydawało się być łatwe. Podopieczni Aleksandara Vukovica dotychczas prezentowali się nieźle w grze defensywnej i to oni, przynajmniej według bukmacherów, uchodzili za faworytów w tym spotkaniu. Warto dodać, że Gdańszczanie ostatni raz triumfowali na tym obiekcie w sierpniu 2013 roku. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych. Lechia, mimo że zmuszona była do odrabiania strat, zdołała wygrać i wyjeżdżała ze stolicy jako lider Ekstraklasy.

Historia spotkań

Pojedynki Legii Warszawa z Lechią Gdańsk to kawał historii polskiego futbolu. Obie drużyny pierwszy raz ze sobą zagrały 72 lata temu. Spotkanie to odbyło się 9 listopada 1947 roku w Warszawie. Wówczas lepsza była Legia, która wygrała 5:2.

Mimo że oba zespoły mają długą i bogatą tradycję, a początki ich konfrontacji sięgają czasów powojennych, różnica klas między nimi stawała się coraz to bardziej widoczna w późniejszych latach. Podczas gdy Legia świętowała kolejne sukcesy, Lechia ze swoim skromnym dorobkiem pozostawała w jej cieniu. Na chwilę obecną Legia to 12-krotny Mistrz Polski, 13-krotny wicemistrz kraju, 19-krotny zdobywca Pucharu Polski i 4-krotny triumfator w meczu o Superpuchar Polski. Lechia z kolei to 2-krotny zdobywca Pucharu Polski i 2-krotny zwycięzca w spotkaniu o Superpuchar Polski.

Dominacja Legii nad Lechią widoczna jest nie tylko w osiągnięciach na krajowym podwórku, ale również w bezpośrednich starciach pomiędzy obiema drużynami. Przed sobotnim meczem Lechia i Legia stawały naprzeciw siebie 68 razy. 43 razy wygrywali Warszawiacy, 12 razy górowali Gdańszczanie i 13 razy padał remis.

Ostatni raz oba zespoły spotkały się 27 kwietnia 2019 roku na stadionie Energa Arena w Gdańsku. Wtedy lepsza okazała się Legia, która wygrała 3:1. Starcie to jest głównie kojarzone z osobą Daniela Stefańskiego, który wówczas nie podyktował Lechii rzutu karnego po zagraniu ręką w polu karnym przez Artura Jędrzejczyka. Czy decyzja była słuszna? To już temat na osobny artykuł. Sam mecz miał znaczący wpływ na końcowy układ tabeli Ekstraklasy w sezonie 2018/2019. Lechia po tej porażce straciła pozycję lidera na rzecz klubu z Warszawy. Legia zaś już w następnej kolejce została strącona ze szczytu tabeli przez Piasta Gliwice, który na pierwszym miejscu utrzymał się do końca trwania rozgrywek i sięgnął po historyczny tytuł Mistrza Polski.

Sobotnie starcie zapowiadało się naprawdę obiecująco. Legia i Lechia wymieniane są w gronie faworytów do zdobycia tytułu Mistrza Polski w bieżącym sezonie. Obie drużyny miały też niewielką stratę do pozycji lidera. Sam pojedynek był dla dwóch stron dobrą okazją na wypracowanie sobie przewagi punktowej kosztem swojego przeciwnika. Obok niedzielnych derbów Krakowa był to z pewnością najbardziej wyczekiwany mecz 10. kolejki Ekstraklasy.

Przedmeczowe problemy Legii

Jeśli ktoś na bieżąco ogląda mecze Legii to może mieć niemały problem z oceną tego zespołu. Z jednej strony czaruje nas postawa poszczególnych jednostek, ale z drugiej strony nie do końca przekłada się to na postawę drużyny. Defensywa szczelna, środek pola solidny, walory ofensywne całkiem wysokie. Są swobodnie poruszający się i napędzający akcje Gvilia i Luquinhas. Jest twardo stąpający po ziemi Jędrzejczyk. Widoczny jest bramkostrzelny Niezgoda. Coraz pewniej do drużyny wchodzi młodziutki Michał Karbownik. Nie brakuje niezmordowanego kondycyjnie Stolarskiego czy utalentowanego w bramce Majeckiego. A jednak można odnieść wrażenie, że w Legii dużo jest do naprawy. Widać to zwłaszcza po słabej skuteczności. Przed sobotnim meczem Legia zagrała w bieżącym sezonie 18 meczów i aż w 8 z nich nie potrafiła strzelić gola. Nieskuteczność jest widoczna zwłaszcza na poziomie ligowym. Legioniści wykorzystali jedynie 21,74% swoich okazji strzeleckich, co jest trzecim najgorszym wynikiem w całej Ekstraklasie. O tym, że ofensywa "Wojskowych" szwankuje świadczy dobitnie fakt, że w meczu z Wisłą Płock nie potrafili oni posłać piłki do siatki rywali, a w starciu z Cracovią oba gole zdobyli po indywidualnych błędach defensorów drużyny z Krakowa. Więcej atutów widać w defensywie. Najlepiej pokazuje to postawa w eliminacjach do fazy grupowej Ligi Europy. Warszawiacy stracili tam tylko jedną bramkę w ośmiu meczach i to w dodatku w doliczonym czasie gry rewanżowego spotkania z Glasgow Rangers. Defensywną postawa jednak nie poprawia nastrojów kibiców Legii. Styl Vukovica jest powszechnie krytykowany. Potwierdza to też frekwencja na meczach ligowych. Tylko podczas spotkania ze Śląskiem Wrocław liczba widzów na trybunach przekroczyła 15000. I nic w tym dziwnego. Od klubu z takim budżetem i z takimi piłkarzami wymaga się więcej. Fani są zniecierpliwieni i odwracają się od klubu.

Przedmeczowy optymizm Lechii

Lechia Gdańsk jeszcze do niedawna była jedną z większych zagadek Ekstraklasy. Klub z Trójmiasta zdołał zatrzymać na dłużej wszystkich swoich kluczowych graczy, mimo licznych spekulacji o szykujących się odejściach. Do tego wzmocniono najsłabiej obsadzone pozycje. Wielu ekspertów zastanawiało się, czy Lechię stać na powtórzenie wyczynów z ubiegłego sezonu. Dzisiaj możemy już chyba potwierdzić, że Lechia będzie liczyła się w walce o najwyższe cele. Gdańszczanie mieli za sobą serię trzech ligowych zwycięstw z rzędu. I to nie z byle kim, bo z Piastem, Lechem i Koroną. W każdym z tych meczów podopieczni Stokowca byli wyraźnie lepsi od rywala. Lechia do tego odniosła zwycięstwo, choć nie bez problemów, z Gryfem Wejherowo w rozgrywkach Pucharu Polski. Ostatnimi czasy biało-zieloni grają naprawdę skutecznie. Bardzo dobrze funkcjonuje linia defensywna i środek pola. W niezłej formie są przede wszystkim Mladenović, Łukasik i Augustyn. Możemy też mówić o lepszej postawie Gajosa. Z przodu wysoką formę prezentuje Sławomir Peszko. Atuty w zespole z Gdańska się mnożą i nie sposób doszukać się w nim słabszych punktów, które stanowiłyby jakieś większe zmartwienie. Jeśli jeszcze do tego dołożymy informacje o przedłużeniu kontraktu z Kuciakiem do czerwca 2022 roku i o ponownym włączeniu do kadry meczowej kontuzjowanych ostatnio Peszki i Araka, to możemy śmiało wnioskować, że Lechia emanuje optymizmem.

Jak to wszystko przełożyło na sobotni mecz?

Zabójczo skuteczna Lechia

Batalia między Lechią a Legią rozpoczęła się na dobrą sprawę już parę tygodni wcześniej. Toczyła się głównie o zakontraktowanie Pawła Wszołka. Przez długi czas mówiło się, że 27-letni skrzydłowy zwiąże się z Lechią. Temat jednak ucichł. Milczenie przerwała oficjalna informacja o porozumieniu Wszołka z Legią. Lechia straciła z pola widzenia zdolnego zawodnika i miała teraz Legii coś do udowodnienia. Czy jej to wyszło? Zdecydowanie tak!

Lechia zaprezentowała właściwie to do czego nas przyzwyczaiła w przeciągu ostatnich miesięcy. Starała się głównie zabezpieczyć tyły i cierpliwie atakować. Tym razem jednak ofensywa Lechii opierała się głównie na ataku pozycyjnym. W tym aspekcie jednak Lechia borykała się ze sporymi problemami. Sobiech i Udovicić mieli trudności z przebiciem się przez warszawski mur obronny. Skrzydeł też nie mógł rozwinąć Kubicki. Daleka od ideału była postawa Haraslina, którego wejścia w pole karne prawą stroną nie dawały wiele pożytku.

Ostatecznie Legię załatwiły wyrzuty z autu. Najpierw skuteczną centrą zza linii bocznej popisał się Haraslin, a gapiostwo Wieteski wykorzystał Michał Nalepa. Za drugim razem ponownie od autu zaczynał Haraslin. Tym razem piłka została krótko wyrzucona do Fili. Po chwilowej wymianie podań z Haraslinem boczny obrońca popisał się świetnym dośrodkowaniem na głowę Sobiecha, który wygrywając pojedynek z Wieteską, przedłużył podanie do Augustyna, a ten skierował piłkę do siatki, górując nad Pawłem Stolarskim.

To był świetny mecz w wykonaniu obrońców Lechii. Augustyn i Nalepa byli bardzo skuteczni w odbiorze, w grze w powietrzu i w blokowaniu strzałów rywala. Wielokrotnie uprzedzali ruch przeciwnika. Problemy z nimi miał najpierw Niezgoda, a następnie Kante. Do Augustyna wędruje miano gracza meczu.

Dobrze prezentował się też Karol Fila. Prawy defensor Gdańszczan wprawdzie nie pozostaje bez winy przy utraconym goli przez Lechię, ale w dużej mierze odkupił swoje winy niejednokrotnie neutralizując skrzydłową szarżę Luquinhasa i popisując się kapitalną wrzutką przy bramce Augustyna . Po raz kolejny cichym bohaterem został Daniel Łukasik. Defensywny pomocnik Lechii świetnie radził sobie z pressingiem przeciwnika, celnie podawał i rozbijał akcje rywala. Walerian Gvilia z pewnością nie będzie starć z nim zaliczał do udanych. Pewny w bramce był również Dusan Kuciak, którzy trzykrotnie uratował gości przed utratą bramki.

Nieporadna Legia

Drużyna z Warszawy charakteryzowała się w tym meczu bezradnością i brakiem zaangażowania. Bardzo słabo prezentował się Niezgoda, który przegrywał niemalże wszystkie pojedynki ze stoperami Gdańszczan. Wprowadzony za niego Kante zdziałał nieco więcej, ale zasłynął głównie z kopnięcia w twarz Nalepy, przy próbie złożenia się do uderzenia nożycami, co skutkowało złamaniem nosa defensora biało-zielonych.

Na skrzydle totalną bylejakość prezentował Nagy. Węgier często gubił się w akcjach ofensywnych i słabo wspomagał defensywę. Nie może dziwić ściągnięcie go w przerwie.

Porażającą nijakość zaserwował również Novikovas. Litwin, zamiast dogrywać do kolegów z drużyny, częściej wrzucał piłkę pod nogi Augustyna i Nalepy. Hitem internetu powoli staje się nagranie, na którym to możemy zaobserwować jak Novikovas odpuszcza pogoń za długą piłką zagraną na dobieg.

Od bohatera do zera - tak można powiedzieć o Mateuszu Wietesce. Wydawać by się mogło, że obrońca Legii jest w formie. Zdobył bramkę w Niepołomicach, a teraz dołożył kolejne trafienie z Lechią. Dobra passa nie trwała długo. Wieteska zawalił krycie przy obu golach zdobytych przez Lechię. Do tego trafił w poprzeczkę, gdy miał okazję na drugie trafienie. Z pewnością nie był to jego wieczór.

Jakieś plusy w zespole Legii? Najprędzej należałoby wyróżnić Jędrzejczyka. Nie sposób doszukać się u niego błędów. W pierwszej połowie solidnie radził sobie na pozycji stopera. Po zmianie stron został przestawiony na bok obrony, próbując tym samym podnieść walory ofensywne gospodarzy. Na jego nieszczęście na niewiele się to zdało.

Ostatecznie Legia poległa z zespołem lepszym tego dnia.

Mobilizacja kibiców

Obie strony liczbowo zaprezentowały się z naprawdę niezłej strony. Tej soboty na stadionie przy ul. Łazienkowskiej zasiadło ponad 23800 widzów, co jest najwyższą frekwencją na tym obiekcie w bieżącym sezonie. W liczbie tej mieści się mniej więcej 1000 kibiców Lechii, którzy do Warszawy udali się pociągiem specjalnym. Fani z Pomorza szczelnie wypełnili górne rzędy sektora gości. Przez cały mecz prowadzili głośny doping. Wielokrotnie byli słyszalni, co miejscowi fani kwitowali gwizdami. Niekiedy dochodziło do wzajemnej wymiany "uprzejmości". Fani Legii wspierali swoich piłkarzy głośnymi okrzykami przez całe spotkanie. Tradycyjnie zaczęli doping od odśpiewania piosenki Czesława Niemena "Sen o Warszawie". Warto tu napomnieć, że w osobie wybitnego śpiewaka kryje się także i gdański wątek. Niewielu ludzi to wie, ale to właśnie na Wybrzeżu Czesław Niemen stawiał swoje pierwsze kroki w zawodowej karierze muzycznej.

Wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego Legia zaprezentowała satyryczną oprawę o podłożu politycznym, nawiązującą do nadchodzących wyborów parlamentarnych. Na rozciągniętej na całej długości i szerokości "Żylety" sektorówce ukazano wizerunek trzech świń w garniturach na tle szyldów poszczególnych ugrupowań politycznych, ubiegających się o miejsca w sejmowych ławach.

Źródło: Mateusz Czarnecki - Sportowefakty.pl



Jak widać na załączonym obrazku, całość była przyozdobiona wywieszonym na płocie transparentem z zapytaniem "Kto cię obroni, Polsko?". Oprawa ta zapewne miała nawiązywać do powieści George'a Orwella, pt. "Folwark Zwierzęcy", która w satyryczny sposób przedstawiała społeczeństwo rosyjskie po wybuchu rewolucji bolszewickiej w 1917 roku. Aby podkreślić skalę rosyjskich problemów, brytyjski pisarz uciekł się do utożsamienia poszczególnych klas społecznych z konkretnymi gatunkami zwierząt. Rządzący Rosją bolszewicy byli właśnie przedstawieni jako świnie. Ultrasi Legii zapewne w podobny sposób postanowili "uhonorować" rządzącą kastę polityczną.

W trakcie drugiej połowy meczu kibice Legii przedstawili jeszcze pokaz pirotechniczny z użyciem stroboskopów i flag na kijach.

Źródło: https://twitter.com/mr_trocin

Podczas meczu kibice z "Żylety" nawiązali również do dość mocno kontrowersyjnego twitta wysłanego ostatnio z oficjalnego konta Legii, który komentował wyniki losowania par kolejnej rundy Pucharu Polski. Kibice Legii nie pożałowali sobie uszczypliwości w stronę Widzewa, co lepiej pozostawić bez komentarza.

Dobra reklama Ekstraklasy

Biorąc pod uwagę poziom naszej ligi to mecz Legii z Lechią mógł się podobać. Nie zabrakło zaciętej walki i swego rodzaju dramaturgii. Taki rezultat jest najlepszą gwarancją emocji przed kolejnymi spotkaniami. Lechia z pewnością będzie dążyła do jak najdłuższego utrzymania swojej przewagi nad Legią. "Wojskowi" z kolei będą chcieli za wszelką cenę odrobić straty w jak najkrótszym czasie. Jedno jest pewne. Będzie się działo!

 


Marek Wilczewski

@MarekWilczewsk2

Komentarze