Premier League

Quo Vadis Everton?

Szymon Klauza @serekk77

Fot: Ben Sutherland, CC BY 2.0

Tagi

W niebieskiej części Liverpoolu wielkie rozczarowanie. Everton, bowiem po siódmej kolejce zajmuje dopiero 15 miejsce z zaledwie siedmioma punktami na koncie. Jednak czy powinno nas to specjalnie dziwić? Biorąc pod uwagę poprzednie lata niekoniecznie.

Klub z wielkimi aspiracjami, ale brakiem regularności

W ciągu ostatnich kilku lat Liverpool Jurgena Kloppa zdecydowanie odjechał swojemu rywalowi w każdym możliwym aspekcie. Z pewnością to bardzo boli fanów The Toffies, lecz już od paru sezonów, przed początkiem kolejnych rozgrywek mówi się, że to będzie ten rok, w którym piłkarze Evertonu pokażą klasę i zamieszają w czołówce. Sezony mijają, a najlepszym miejscem na przestrzeni kilku ostatnich lat była 8 pozycja. To na pewno nie jest to co satysfakcjonowałoby kibiców i właścicieli.

Punktem zwrotnym miało być zatrudnienie Marco Silvy. Portugalczyk przyszedł na Goodison Park pod koniec maja 2018 roku z Watford. W swoim poprzednim klubie pokazał się z dobrej strony i wielu ekspertów uważało wtedy, że Everton będzie dla niego tylko trampoliną do zespołu z samej czołówki. Rzeczywistość okazała się niestety brutalna. Poprzedni sezon był jedną wielką huśtawką formy drużyny Silvy. Zespół nie potrafił zagrać kilku dobrych spotkań z rzędu i koniec końców zajął 8 lokatę. Za cel stawiano sobie wówczas 7 miejsce i powrót przy odrobinie szczęścia do europejskich pucharów. Nic takiego nie miało miejsca, a właśnie na to po cichu liczono. Tym bardziej, że w letnim okienku dokonano wielu wzmocnień i to za nie małe pieniądze. Na Goodison Park zawitali piłkarze za blisko 100 milionów euro. Wiele nadziei pokładano w Richarlisonie. Brazylijczyk został ściągnięty na prośbę Marco Silvy. Miał on wziąć na siebie odpowiedzialność zdobywania bramek. Trafienia były, ale często brakowało go na boisku w kluczowych momentach.

Fatalny początek mimo dobrego kalendarza

Na starcie sezonu 2019/2020 los uśmiechnął się do The Toffees. Ich terminarz składał się głównie z meczów z drużynami dołu tabeli. Wszystko wydawało się skrojone idealnie pod zespół Marco Silvy. Dobre transfery (takie jak Iwobi, Kean, czy doświadczony Delph), trener, mający wiele do udowodnienia oraz teoretycznie słabsi rywale. Plan był prosty, zdobyć większości punktów, które pod koniec września dawałyby miejsce w samym czubie tabeli. Wielu ekspertów na wyspach taki scenariusz zakładało, ale wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Everton przegrał 4 razy, raz zremisował i wygrał zaledwie dwukrotnie. Jeśli porażka z City była raczej nieunikniona, to straty punktów z Aston Villą, Shieffield Utd, Bournemouth nie można usprawiedliwiać. Trzeba powiedzieć sobie wprost, zespół z aspiracjami do gry w europejskich pucharach, musi takie spotkania wygrywać i stawiać kolejne kroki w drodze do wyznaczonego celu.

Brak lidera i solidnej obrony

Everton nie tylko w tym sezonie zmaga się z tym problemem. Po Philu Jagielce brakuje naturalnego lidera, który w trudnym momentach pociągnąłby drużynę do zwycięstwa. Po straconych bramkach, zespół nie potrafi odpowiedzieć tym samym. Brakuje przysłowiowego piłkarskiego pazura. Nie jest to oczywiście winna tylko kapitana Séamusa Colemana, bo to nie na nim spoczywa odpowiedzialność zdobywania bramek.

Na pewno dobrej grze nie sprzyja też dziurawa obrona. Już sezon 2018/2019 pokazał, że defensywa The Toffees jest nieszczelna. Nie wyglądało to tragicznie, ale z pewnością, kilka punktów więcej byłoby na ich koncie. Letnie okienko transferowe miało to zmienić, lecz na pozycję stopera nikogo nie sprowadzono. Mogło to dziwić, gdyż końca dobiegło wypożyczenie Kurta Zoumy. Na chwilę obecną, w środku defensywny Silva ma do dyspozycji trzech piłkarzy. Mine, Keana oraz Holgata. Przy jednej lub dwóch kontuzjach, może pojawić się spory problem.

Co dalej?

Na to pytanie w chwili obecnej ciężko jest odpowiedzieć. Spotkanie z Manchesterem City pokazało, że Everton ma wciąż wiele do zaoferowania. Marco Silva powiedział po meczu, że mimo braku punktów, w grze swojego zespołu zauważył wiele pozytywów. Trudno się z nim nie zgodzić, bo The Toffees dużo nie brakowało, żeby zdobyć choćby punkt w sobotniej potyczce. To może być przełomowy moment dla piłkarzy, ale też kibiców. Zawodnicy mogą nabrać teraz pewności siebie i w końcu zaprezentować na boisku poziom, jakiego się od nich oczekuje. Dobre 90 minut z mistrzem Anglii powinno wlać również nowe nadzieje w serca fanów, bo pierwsze kolejki z pewnością nie napawały optymizmem, a wręcz przeciwnie.

Na tą chwilę dwa najprawdopodobniejsze scenariusze dla Evertonu to albo wydostanie się z dolnej połówki tabeli ,albo pozostanie w jej środku i zaliczenie kolejnego sezonu do tych z gatunków nieudanych. Następne kolejki mogą być też kluczowe dla Marco Silvy i jego posady, gdyż bukmacherzy typują go jako kolejnego, po Javim Gracii, szkoleniowca do zwolnienia.


Szymon Klauza

@serekk77

Najmłodszy w redakcji. Kibicuję Realowi Madryt i Liverpoolowi. Uwielbiam Premier League, La ligę oraz Bundesligę. Poza piłką wielki fan Remigiusza Mroza.

Komentarze