Piłka nożna

Powrót do przeszłości

Jonatan Niepogoda @Niepogodny

Fot: Maciej Matwej, Standardowa

Tagi

Wiele można powiedzieć o futbolu na peryferiach, a za taki zazwyczaj uznajemy ten w wykonaniu zawodników występujących amatorsko w niższych ligach. Czemu więc pomimo tego, iż kibicujemy drużynom z wyższych poziomów rozgrywkowych, ‘’ciągnie’’ nas do gry, kibicowania i emocjonowania się futbolem na najniższym poziomie?

Piłka nożna na poziomie okręgowym, A, czy B-klasowym to to, co za ‘’dzieciaka’’ dawało nam radość z oglądania najlepszych zawodników na świecie. Wtedy nie widzieliśmy wszystkich ciemnych stron profesjonalnego futbolu. Nie istniały dla nas kontuzje, niebotyczne pieniądze, symulacje, zapatrzone w siebie gwiazdeczki, czy nawet korupcja. Żyliśmy w świecie, gdzie po włączeniu telewizora interesował tylko i wyłącznie spektakl na boisku. 22 gladiatorów wychodziło na murawę, po czym następowało odgrywanie hymnów narodowych, czy też Champions League, poprzez które jeszcze przed startem meczu odczuwaliśmy dreszcze, które przechodziły w niebotycznym natężeniu przez całe ciało, od stóp do głów. Nasi bohaterowie walczyli o zwycięstwo, jak gdyby byłaby to walka na śmierć i życie, a gdy idol zdobywał bramkę, duchowo byliśmy razem z nim na boisku i cieszyliśmy się z jego bramki nie mniej, niż sam strzelec bramki.

Czemu więc peryferie krajowego futbolu przywracają nam te uczucia z dzieciństwa? W przypadku zawodników, możemy mówić nawet o spełnionych marzeniach. Kto zabroni nam zrobić ruletkę a’la Zizou, czy zdobyć bramkę z przewrotki jak Rivaldo? Nikt. W takich momentach zawodnik na kilka dni staję się bohaterem lokalnej społeczności, która wspiera swojego zawodnika niejednokrotnie bardziej żywiołowo, aniżeli choćby na boiskach ekstraklasowych. No właśnie, lokalna społeczność. Każdy chce wesprzeć i obejrzeć swojego brata, tatę, przyjaciela, czy zwykłego znajomego. Na takie mecze przychodzą całe rodziny, przyjaciele, czy zwykli koneserzy piłki nożnej, którzy chcą obejrzeć zabawne kiksy, piękne bramki, przeżyć ogromne emocje i napięcie towarzyszące takiemu spotkaniu.

Awans, czy spadek drużyny, która rozgrywa mecze kilkaset metrów od domu, przeżywamy w wielu sytuacjach bardziej, niż sukcesy najlepszych drużyn w naszym kraju. Tu nie uświadczymy fochów przepłaconych gwiazdeczek, symulacji faulów od ‘’podmuchu wiatru’’, nie zapłacimy za bilet kilkudziesięciu złotych, a piłkarze na boisku nie są niedostępnymi dla nas jednostkami, na które popatrzeć możemy tylko z kilkunastu metrów, czy przez ekran telewizora.

Tu nie zobaczymy zawodników, którzy nie podpiszą kontraktu, bo dostaną kilka tysięcy mniej pensji, niż inny kolega z zespołu. W wielu przypadkach, zawodnicy grają tu za darmo, a nawet dopłacają do realizowania swojej pasji, czasem niemałe pieniądze. W ogromnej ilości drużyn, zespół tworzą gracze znający się od dzieciństwa, ze szkoły, z pracy, czy imprez. 99% zawodników, prezesów, kibiców, zna się, lubi ze sobą przebywać, więc mecz traktuje jako coś przyjemnego, coś co zabiera nasz umysł w inny świat, świat który odmładza, który sprawia, iż wspomnieniami sięgamy do pięknego dzieciństwa.

Najpiękniejszym świadectwem tego, do jak wspaniałego świata przenosimy się na 90 minut podczas meczu na lokalnym Camp Nou, czy San Siro, może być to, że nigdy nie doświadczymy człowieka na trybunach, a także na murawie, który nie okazywałby jakichkolwiek emocji. Tu nawet podczas nudnego spotkania możemy emocjonować się błędami sędziowskimi, komicznymi błędami, fantastycznymi bramkami, a ich jest od groma!

Jeśli ktokolwiek zatracił radość z futbolu, powinien wybrać się na mecz lokalnego zespołu. Gwarantuję, że radość, w nawet większym stopniu niż kiedykolwiek, powróci. Taki futbol to jest to, co widzieliśmy za młodu, tu doświadczymy na trybunach czy boisku łzy szczęścia, smutku, krzyk ze wściekłości, czy skandowanie własnego imienia.

To nie jest ekstraklasa, która pięknie ‘’opakowana’’, w momencie rozpoczęcia spotkania spada o 15 (co najmniej) poziomów w dół. Tu przychodzimy na spotkanie, gdzie nie ma hymnów, nie ma kamer, 20 tysięcy anonimowych kibiców. Tu każdy się zna, każdemu zależy na zwycięstwie, a podczas spotkań uświadczymy to, co przez pogoń za pieniędzmi, zyskami, horrendalnie wysokimi kontraktami w profesjonalnym futbolu zatraciliśmy - radość. Po prostu, cholernie wielką radość z gry w piłkę... 


Jonatan Niepogoda

@Niepogodny

Kibic Liverpoolu, przede wszystkim oglądający Premier League i Serie A, choć nie gardzący żadnym dobrym meczem, niezależnie od poziomu rozgrywkowego.

Komentarze