Piłka nożna

90 lat temu urodził się Roman Korynt

Marek Wilczewski @MarekWilczewsk2

Fot: Lechia Historia, Lechia Historia

Tagi

Był wschodzącą gwiazdą boksu, ale wybrał piłkę nożną. Mógł zostać czołowym zawodnikiem Legii Warszawa, ale związał się z Lechią Gdańsk. Za jego czasów defensywa Lechii spisywała się na tyle dobrze, że określano ją mianem „murarzy”. Wzniesiony przez niego „mur obronny” był trudny do sforsowania nawet dla Gerarda Cieślika, Ernesta Pohla, Lucjana Brychczego i Włodzimierza Lubańskiego. Zaliczał występy w reprezentacji Polski i był jej kapitanem. Grał w meczach przeciwko Alfredo Di Stefano, Ferencowi Puskasowi i Lwu Jaszynowi. O kogo chodzi? Oczywiście o Romana Korynta. Nieżyjąca legenda Lechii kończy dziś 90 lat.

Między boksem a piłką nożną

Roman Korynt przyszedł na świat 12 października 1929 roku w Tczewie. Jego ojciec Jan był potomkiem greckich imigrantów o nazwisku Korinth. Dopiero z czasem zdecydowano się na spolszczenie nazwiska. Już w 1930 roku rodzice Romana Korynta przenieśli się wraz z nim do Gdyni. Miasto to stało się później dla przyszłego piłkarza miejscem, w którym spędził większość swojego życia.

Już od młodzieńczych lat ciężka praca była dla Romana Korynta czymś zupełnie normalnym. W okresie trwania II wojny światowej trudnił się pracą kowala, co w dużej mierze pozwoliło mu przybrać na sile. Duża siła, w połączeniu wrodzonym refleksem i skocznością, zaprowadziła go na ring bokserski. Tam Korynt stoczył wiele pojedynków w wadze lekkiej i półśredniej juniorów. Do walki stawał ponad 30 razy. Zdecydowaną większość wygrał. W latach 1946-47 wybierano go juniorskim Mistrzem Wybrzeża. Mimo bardzo obiecujących początków, Roman Korynt nie zdecydował się na kontynuowanie kariery bokserskiej. Wszystko przez jeden niefortunny werdykt sędziów po walce. Korynt był przekonany o swoim zwycięstwie w pojedynku. Arbitrzy jednak całą sprawę widzieli inaczej i dość kontrowersyjnych okolicznościach przyznali wygraną przeciwnikowi Korynta. Przyszła gwiazda Lechii była na tyle rozczarowana werdyktem, że zdecydowała się na odstawienie rękawic bokserskich i skupienie całej uwagi na piłce nożnej.

Grom, Gedania, Lublinianka i Legia

Pierwsze kroki w świecie futbolu Korynt stawiał jeszcze w czasach, gdy trenował boks. Kwestie rozwoju fizycznego traktował bardzo poważnie. Przychodził na każdy trening i sumiennie wykonywał wszystkie zadania wskazane przez szkoleniowców. Zostawał po treningach w celu wyeliminowania swoich wad. Dbał o aktywność fizyczną również poza treningami. Często biegał, ćwiczył i brał udział w różnego typu grach zespołowych. Uwielbiał łowić ryby. Zdrowo się odżywiał. Unikał tytoniu i alkoholu. Starał się spędzać dużo czasu na świeżym powietrzu. Miał bardzo dużo wiary w siebie. To wszystko pozwoliło mu iść na szczyt.

Karierę piłkarską zaczynał w juniorach Gromu Gdynia. Następnie, w wyniku fuzji Gromu z Gedanią, stał się zawodnikiem Gedanii. Był wyróżniającą się postacią w zespole z Gdańska. W okresie odbywania zasadniczej służby wojskowej został przeniesiony do Lublina. To właśnie tam na dobre zrezygnował z treningów bokserskich i skupił się w pełni na piłce nożnej. Karierę piłkarską kontynuował w Lubliniance, która grała w II lidze. Korynt szybko wyrobił sobie ważną pozycję w zespole z Lubelszczyzny. Był na tyle wyróżniającą się postacią, że został przeniesiony do Warszawy, by grać dla Legii, która umożliwiała mu kontynuowanie odbywania zasadniczej służby wojskowej, z racji jej powiązań z pionem wojskowym.

Legia była kolejnym klubem, w którym Korynt się wyróżniał. Jego dobra postawa była zauważone przez sztab szkoleniowy reprezentacji Polski i zaowocowała pierwszym powołaniem. Grając w klubie ze stolicy Korynt miał również okazję na występy przeciwko klubom z zagranicy. To właśnie wtedy przyszło mu po raz pierwszy stanąć na murawie oko w oko z Ferencem Puskasem. Miało to miejsce podczas konfrontacji Legii z ekipą Honved FC z Budapesztu.

Po zakończeniu zasadniczej służby wojskowej, Roman Korynt nieoczekiwanie odrzucił propozycję dalszej gry dla Legii. Zdecydował się wrócić na Wybrzeże. Ponownie zamieszkał w Gdyni, która pozostała jego domem już do końca życia.

Legenda Lechii Gdańsk

Po powrocie do Trójmiasta Roman Korynt próbował ponownie związać się z Gedanią. Klub z Gdańska był podpięty pod pion kolejowy. Żaden piłkarz nie był zdolny utrzymać się z samej gry w piłkę nożną. Stała praca była koniecznością. Wybór klubu był nieprzypadkowy. Korynt liczył na otrzymanie pracy w branży kolejowej. Uniemożliwiły mu to jednak problemy ze wzrokiem. Korynt zmuszony był do szukania innego klubu. Padło na Lechię, która była z kolei podpięta pod pion budowlany. Korynt otrzymał pracę w przedsiębiorstwie budowlanym na Kokoszkach, w którym był zatrudniony na pełen etat. Mógł w dodatku liczyć na skromną premię od Lechii za wszystkie wygrane i zremisowane mecze. To umożliwiło Koryntowi życie nieco ponad stan. Daleko było tu jednak do bogactwa.

Źródło: polnocna.tv

Do Lechii Roman Korynt przyszedł w 1953 roku. Z klubem tym związany był do końca swojej piłkarskiej kariery w 1969 roku. Pozostawał wierny biało-zielonym barwom, nawet gdy Lechia spadała do II i III ligi. Na poziomie Ekstraklasy zagrał łącznie w 206 meczach. Debiut w nowym klubie zaliczył 15 marca 1953 roku. Miało to miejsce w trakcie konfrontacji z Wawelem Kraków.

Przed przyjściem do Lechii Korynt był bardzo uniwersalnym graczem. Występował jako stoper, boczny obrońca, środkowy pomocnik, a czasami nawet jako napastnik. Przełomem był okres, gdy trenerem Lechii Tadeusz Foryś. To właśnie ten szkoleniowiec ustalił, że pozycja stopera będzie najodpowiedniejsza dla Korynta. Sam piłkarz później bardzo się przywiązał do takiego ustawienia i nie wyobrażał sobie już gry w innej strefie boiska. Resztę kariery występował w środku obrony, choć zdarzały się mecze, w których przesuwano go do środka pomocy i do ataku. Była to jednak rzadkość. Bardzo dobry wyskok i skuteczna gra głową, a także refleks i siła z czasów bokserskich, zdecydowały o wyborze takiej, a nie innej pozycji. Korynt słynął twardej i zdecydowanej gry. Daleko mu jednak było do brutalności.

W nowym klubie Korynt był początkowo dużo młodszy od swoich kolegów. Nie miał jednak problemu z wywalczeniem sobie miejsca w pierwszym składzie. Z każdym rokiem jego znaczenie w klubie rosło. Z biegiem lat stał się liderem zespołu, najlepszym jego piłkarzem, a także kapitanem drużyny. Miał bardzo dobre stosunki z innymi zawodnikami. Lubił rozmawiać i śmiać się. Był bardzo towarzyski. Solidnie pracował na uznanie w szatni.

Drużynowo z Lechią Korynt przeżywał serię wzlotów i upadków. W 1955 roku zajął z Lechią 5. miejsce w tabeli Ekstraklasy (najmniej straconych bramek w całej lidze) oraz zagrał w finale Pucharu Polski (porażka z Legią Warszawa). W 1956 roku stanął wraz z biało-zielonymi na najniższym stopniu podium, co do 2019 roku było dla ekipy z Gdańska największym sukcesem w historii występów w Ekstraklasie. Późniejsze lata nie były już tak dobre w wykonaniu Lechii. Biało-zieloni stopniowo osuwali się coraz niżej w ligowej tabeli. W końcu spadli do II, a następnie do III ligi. Korynt ostatni raz w barwach Lechii wystąpił 31 sierpnia 1969 roku w meczu z Polonią Bydgoszcz.

Niezależnie od postawy drużyny, Korynt przez dłuższy czas był wiodącą postacią w swoim zespole. Zbierał bardzo dużo pozytywnych opinii od dziennikarzy „Dziennika Bałtyckiego”, „Sportu”, „Sportowca” i „Przeglądu Sportowego”. Uwagę żurnalistów szczególnie przykuwały jego pojedynki z uznanymi napastnikami, takimi jak: Ernest Pohl, Gerard Cieślik, Lucjan Brychczy, Teodor Anioła czy Włodzimierz Lubański, z których często wychodził zwycięsko. Dostawał też powołania do reprezentacji.

Występy w reprezentacji Polski i banicja

Korynt zadebiutował w kadrze narodowej 25 maja 1952 roku w spotkaniu przeciwko Rumunii. W reprezentacji wiodło mu się raz lepiej, raz gorzej. Grając w biało-czerwonym trykocie miał możliwość konfrontowania się najlepszymi piłkarzami świata, którzy dzisiaj uznawani są za najwybitniejszych graczy w dziejach futbolu. Szczególną uwagę zwracają spotkania z Hiszpanią, ZSRR i Węgrami. To właśnie wtedy mógł osobiście zmierzyć się z takimi sławami jak: Alfredo Di Stefano, Lew Jaszyn, Ferenc Puskas, Sandor Kocsis czy Eduard Strielcow.

Romanowi Koryntowi nie było dane zagrać z reprezentacją na żadnym wielkim turnieju. Występował w spotkaniach w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata, Mistrzostw Europy i Igrzysk Olimpijskich oraz w meczach towarzyskich. Z orzełkiem na piersi zagrał łącznie 34 razy. Czterokrotnie zakładał opaskę kapitana drużyny. Ostatni raz wystąpił 29 listopada 1959 roku w towarzyskim meczu z Izraelem. Jego rozłąka z kadrą narodową jednak nie wynikała własnego wyboru czy niechęci selekcjonera, ale z.. widzimisię władz państwowych..

Wszystko się rozeszło o prywatną korespondencję Korynta. W 1960 roku udał się on wraz z reprezentacją Polski do Republiki Federalnej Niemiec. W tym kraju wizytę mu złożył jeden znajomy, który mieszkał tam stałe. Korynt wymienił się z nim listami. W treści jednego z nich zawarto wzmiankę o zarobkach za grę w reprezentacji Polski (300 zł za wygrany mecz). Znajomy Korynta przekazał ten list niemieckim dziennikarzom, a ci natychmiast udostępnili informację o zarobkach na łamach prasy. Dla władz PRL-u było to niedopuszczalne. Nie dość, że doszło do ujawnienia informacji o zarobkach za grę, co było zakazane, to w dodatku dopuszczono do tego, że ukazała się ona na łamach zachodnich gazet. Korynt został surowo ukarany. Nałożono na niego dożywotni zakaz gry w reprezentacji. Zabroniono mu też opuszczania granic Polski. Mimo wyróżniającej się postawy na boiskach Ekstraklasy i licznych pochwał jego gry przez dziennikarzy, Korynt już nigdy nie przywdział biało-czerwonego trykotu. Z racji panującej cenzury nie można było w ogóle o tej sprawie głośno mówić. Brak Korynta był szczególnie widoczny podczas występów reprezentacji na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie w 1960 roku. Między innymi przez liczne błędy mniej doświadczonych obrońców nasi piłkarze wrócili do kraju z pustymi rękami.

Najbardziej pamiętnym występem w reprezentacji był dla Romana Korynta mecz z ZSRR, rozgrywany na Stadionie Śląskim w Chorzowie 20 października 1957 roku, w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata. W obecności 100-tysięcznego tłumu na trybunach Polska odniosła pamiętne zwycięstwo 2:1. Bohaterem spotkania był Gerard Cieślik, strzelec obu bramek dla biało-czerwonych. Dla narodu polskiego było to coś więcej niż wygrana w sportowej rywalizacji. To była pewnego rodzaju rehabilitacja za liczne upokorzenia, jakich doznali Polacy z rąk swoich sąsiadów ze wschodu. Ludzie mieli w pamięci działania wojenne i liczne zbrodnie dokonane przez Sowietów w niedalekiej przeszłości. Sam mecz odbywał się zaledwie kilkanaście miesięcy po brutalnym stłumieniu Poznańskiego Czerwca. Dla Polaków to zwycięstwo miało charakter symboliczny. Radość kibiców była tak wielka, że zanosili na rękach triumfujących piłkarzy do szatni. Według niektórych ekspertów takiej euforii jak po wygranej z ZSRR nie było nawet w latach 70., kiedy nasi piłkarze sięgali po złoto olimpijskie i brązowy medal Mistrzostw Świata.

Źródło: dziennikzachodni.pl

Wyróżnienia

Roman Korynt był wielokrotnie doceniany przez dziennikarzy. W 1955 roku zajął pierwsze miejsce w plebiscycie na Sportowca Wybrzeża. W latach 1956 i 1959 zajmował drugie miejsce, a w 1957 i 1958 uplasował się na trzeciej pozycji.

W 1960 roku w plebiscycie na Sportowca 8-lecia na Wybrzeżu zajął pierwsze miejsce.

W 1959 roku katowicki „Sport” uznał Korynta najlepszym ligowcem sezonu. Tadeusz Bagier, redaktor naczelny „Sportu”, osobiście wyróżnił piłkarza Lechii wręczając mu... magnetofon.

W tym samym roku tygodnik „Sportowiec” uznał Korynta piłkarzem klasy międzynarodowej (jedynym ligowcem, który również wtedy otrzymał to miano był Ernest Pohl).

Na zawsze w pamięci

Po zakończeniu kariery piłkarskiej Roman Korynt dalej był związany z Lechią, zajmując się szkoleniem trampkarzy. Zawsze pozostawał wiernym kibicem biało-zielonych. Korzystał z przywileju darmowego wstępu na wszystkie mecze Ekstraklasy i wspierał Lechię na jej meczach. Jego obecność na stadionach przy ul. Traugutta i ul. Pokoleń Lechii Gdańsk zawsze była przez kibiców nagradzana aplauzem. Wizyty Korynta na stadionach wzbudzały szczególne zainteresowanie zwłaszcza podczas derbów Trójmiasta, kiedy przychodził na nie wraz z synem Tomaszem (ten z kolei stał się legendą.. Arki Gdynia).

Na emeryturze Korynt doczekał się kolejnych wyróżnień. W 1995 roku w plebiscycie „Głosu Wybrzeża” na piłkarza 50-lecia Roman Korynt zajął pierwsze miejsce. Na stadionie przy ul. Traugutta w alei sław znajduje się dedykowana mu gwiazda. W Muzeum Lechii Gdańsk na Stadionie Energa Arena legendarnemu stoperowi poświęcono specjalną gablotę z jego nagrodami i fotografiami. W 2015 roku w powszechnym głosowaniu kibiców Roman Korynt został wybrany Piłkarzem 70-lecia Lechii.

Źródło: Wojciech Figurski - newspix.pl

Roman Korynt zmarł 15 lipca 2018 roku. 19 lipca odbył się jego pogrzeb na cmentarzu w Gdyni-Pierwoszynie. Uczestniczyły w nim tysiące osób, w tym ówczesny prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, wraz z rodziną, piłkarzami, trenerami i kibicami Lechii. Jego pamięć uczczono na Stadionie Energa Arena 27 lipca 2018 roku podczas meczu Lechii Gdańsk ze Śląskiem Wrocław. Kibice przygotowali pożegnalną oprawę z użyciem sektorówki z wizerunkiem byłego piłkarza i herbem Lechii oraz dedykacją wywieszoną na płocie o treści „Legendzie Klubu Panu Romanowi Koryntowi”.

Źródło: lechia.pl

Roman Korynt zmarł właściwie w przededniu startu najlepszego sezonu w historii Lechii. Nie dane było mu ujrzeć jak biało-zieloni sięgają po Puchar Polski i brązowy medal za zdobycie trzeciego miejsca w lidze w 2019 roku. Nie mógł też zobaczyć w pełni godnej postawy następców na swojej pozycji, Błażeja Augustyna i Michała Nalepy, którzy w dużej mierze na swoich barkach nieśli Lechię ku upragnionej chwale.

Bibliografia:
Andrzejewski M., Lew Wybrzeża: biografia stopera gdańskiej Lechii Romana Korynta, Gdańsk 2009.


Marek Wilczewski

@MarekWilczewsk2

Komentarze