Ekstraklasa

Czy Arka powalczy z Lechią?

Marek Wilczewski @MarekWilczewsk2

Fot: youtube, youtube

Tagi

Już w niedzielę czeka nas pojedynek dwóch najbardziej uznanych drużyn na Pomorzu. W ramach Derbów Trójmiasta, Arka Gdynia podejmie Lechię Gdańsk. Dla obu klubów będzie to nie tylko walka o prestiż w północnej części Polski, ale również próba zdobycia kolejnych cennych punktów w lidze. W przypadku Arki wygrana może zadecydować o jej wydostaniu się ze strefy spadkowej. Ewentualne zwycięstwo Lechii pomoże zaś jej utrzymać się na miejscu premiującym start w europejskich rozgrywkach przyszłego sezonu.

Kibice Lechii mogą uważać start sezonu za całkiem udany. Formę zespołu z Gdańska szerzej opisano tutaj: " Lechia zmienną jest "

Zupełnie inne nastroje panują w Gdyni. Arka nie spisuje się najlepiej. Żółto-niebiescy na chwilę obecną zajmują miejsce w strefie spadkowej. Czy Arkę stać na derbowe zwycięstwo? Rzućmy okiem na sytuację Gdynian.

Derbowa niemoc Arki

Gdy ostatni raz Arka Gdynia odnosiła ligowe zwycięstwo z Lechią to: obie drużyny grały w II lidze, budowa Stadionu Energa Arena była dopiero w planach, Jarosław Kaczyński ustępował ze stanowiska Prezesa Rady Ministrów, Polska nie była członkiem układu z Schengen, George Bush piastował urząd prezydenta USA, kończono kręcenie pierwszego sezonu „Breaking Bad”, a Michael Jackson zapowiedział pracę nad nową płytą.. Było to niemal 12 lat temu, a dokładnie 4 listopada 2007 roku.. Gdynianie wygrali wówczas 1:0. Wprawdzie Arce udało się jeszcze dwukrotnie pokonać Lechię w ramach rozgrywek o Puchar Ekstraklasy, ale biorąc pod uwagę niezwykle niski prestiż tych rozgrywek to dla żółto-niebieskich jest to raczej marne pocieszenie.

Źródło: Weszło 

Po ostatnim ligowym zwycięstwie Arki w lidze bilans spotkań obu drużyn prezentował się następująco:

– 27 meczów: 9 zwycięstw Arki, 6 zwycięstw Lechii i 12 remisów

Dzisiaj już prezentuje się on zupełnie inaczej:

– 42 mecze: 16 zwycięstw Lechii, 11 zwycięstw Arki i 15 remisów

Na poziomie Ekstraklasy Lechia jeszcze nigdy nie przegrała meczu z Arką. Z 13 rozegranych spotkań na najwyższym szczeblu rozgrywek aż 10 razy triumfowali Gdańszczanie i 3 razy padał remis. Arka dotychczas nie miała patentu na Lechię. Największym koszmarem żółto-niebieskich był z pewnością mecz z 1 maja 2011 roku. Wówczas to Arka zremisowała na własnym stadionie z Lechią 2:2, chociaż jeszcze w 88. minucie spotkania prowadziła 2:0. Bohaterami Lechii byli wtedy Paweł Nowak i Luka Vućko. Wypuszczenie z rąk tej niemalże pewnej wygranej sprawił, że finalnie Arce zabrakło na koniec sezonu dwóch punktów do utrzymania się w Ekstraklasie.

Źródło:Gr foto

W ostatnim meczu pomiędzy obiema drużynami również padł remis. Arka zremisowała na własnym stadionie z Lechią 0:0. Spotkanie było wyrównane, chociaż to gospodarze bardziej postraszyli swoich rywali, obijając ich poprzeczkę i słupek.

Czy tym razem Arka się przełamie? Biorąc pod uwagę liczne problemy pojawiające się na przestrzeni ostatnich miesięcy może być o to trudno.

Zawirowania wokół stanowiska trenera

Od dłuższego czasu mówiło się o tym, że w Gdyni dni Jacka Zielińskiego są już policzone. Nie było jednak jasne kiedy dojdzie do zwolnienia szkoleniowca. Cierpliwość zarządu Arki wyczerpała się po meczu 11. kolejki Ekstraklasy, kiedy to żółto-niebiescy przegrali z Wisłą Płock 1:4. Zdecydowano się na rozstanie z Jackiem Zielińskim i szukanie jego następcy. Czas pokazał, że zadanie to nie było takie proste. Najpierw krążyły pogłoski, że nowym szkoleniowcem Arki ma zostać David Holoubek, mający doświadczenie z prowadzenia klubów z Czech i Słowacji, ale temat ucichł. Niedługo potem świat obiegła dość zaskakująca wiadomość o tym, że Arka nawiązała wstępne porozumienie z Wojciechem Stawowym, który od 5 lat nie prowadził żadnej drużyny na szczeblu Ekstraklasy. Jeszcze bardziej szokujący wydawał się fakt, że Stawowy się rozmyślił.. Szukano trenera dalej. Mówiło się o powrocie Grzegorza Nicińskiego. Wymieniano Krzysztofa Sobieraja. Ostatecznie posadę otrzymał Aleksandar Rogić. Serb przez większość swojej kariery pracował jako asystent, pomagając selekcjonerom Serbii i Ghany oraz szkoleniowcom Partizana, SD Luneng i HB Zhongji. Ostatnio samodzielnie prowadził Levadię Tallin, z którą zdobywał wicemistrzostwo, Puchar i Superpuchar Estonii. Spotkanie derbowe będzie dla Rogicia debiutem na ławce trenerskiej Arki. Na razie nie wiemy jaką taktykę obierze nowy szkoleniowiec. Zapoznając się jednak z jego przedmeczowymi wypowiedziami, możemy wywnioskować, iż Rogić bardzo optymistycznie podchodzi do derbowego starcia.

Źródło: Fakt


Problemy kadrowe Arki

Za złe wyniki żółto-niebieskich w ostatnim czasie niemal całość win zrzucono na Jacka Zielińskiego. Czy słusznie? Wydaje się to nieco irracjonalne. Ciężko określić jaki był jego faktyczny wkład w budowanie kadry zespołu z Gdyni. Klub wykonał w letnim okienku transferowym masę niezrozumiałych ruchów. Sam Zieliński wydawał się po prostu operować tym, czym dysponował, a nie byli to przecież piłkarze z górnej półki. Przy takim potencjale kadrowym raczej ciężko o lepsze rezultaty. Niewykluczone, że Zieliński został po prostu kozłem ofiarnym.

Skoro już jesteśmy przy kadrze to należałoby zacząć od obrony. Już w zeszłym sezonie defensywa Arki była dosyć dziurawa. Całkiem zrozumiały wydawał się wniosek, że tylko solidne wzmocnienia tyłów mogą przedłużyć byt Arki w Ekstraklasie. Czy takie wzmocnienia latem wykonano? Nic z tych rzeczy. Mało tego.. Czytając wywiad Damiana Zbozienia dla Weszło można było dojść do wniosku, że w Gdyni defensywa Arki uważana jest na wystarczająco solidną, by zaczynać od niej budowanie składu.. Patrząc na grę żółto-niebieskich w tym sezonie wydaje się to po prostu absurdalne.

Trener Jacek Zieliński stosował różne warianty i tak naprawdę żaden się nie sprawdził. Na początku sezonu decydowano się na wystawianie Helstrupa z Danchem jako pary stoperów. Pomagać im mieli Marciniak i Zbozień po bokach. To ustawienie sprawiało, że Arkowcy tracili masę bramek, niekiedy po najprostszych błędach. Zaczęto stosować różne korekty. Coraz częściej miejsce w środku otrzymywał Maghoma, a na boku swoich sił próbował Olczyk. Efekt? Ten sam. Zdecydowano się na jeszcze inny wariant. Przesunięto Marciniaka na pozycję stopera, a na boku dano szansę Wawszczykowi. Wprowadzone zmiany przypadły na czas zwycięstwa Arki z ŁKS-em i remisu z Piastem, jednak już parę dni później przyszła dotkliwa porażka z Wisłą Płock.

Czy ta obrona w końcu odpali? Wydaje się to wątpliwe. Na przestrzeni całego sezonu nie da się wskazać w niej ani jednego gracza, który należycie wywiązywałby się ze swoich obowiązków. Każdy popełnia mniejsze lub większe błędy. Brak tam pewniaka. Helstrup? Gubi krycie. Danch? Nie potrafi się ustawić. Marciniak? Daje się łatwo minąć. Maghoma? Nie potrafi wyprowadzać piłki. Zbozień? Ma problem z upilnowaniem swojej strefy. Olczyk? Bez formy. Wawszczyk? Niedoświadczony.

Linia pomocy nie wygląda wcale lepiej. Po odejściu Janoty i Zarandii nie dokonano praktycznie żadnych sensownych wzmocnień na skrzydłach. Nie żałowano natomiast uzupełnień środka pola. Efekt jest taki, że Arka cierpi na poważny niedobór klasycznych skrzydłowych, a na pozycjach tych wystawia się graczy, którzy lepiej czują się w centralnej części boiska. Bardzo dobrze było to widać przy wariancie z ustawieniem po bokach Busuladzica i Budzińskiego. Obaj gracze, w momencie posiadania piłki, często schodzili do środka, a ciężar przeprowadzania ofensywnych akcji skrzydłami zrzucali na bocznych obrońców. To z kolei wielokrotnie skutkowało tym, że defensorzy Arki zbyt mocno zapuszczali się pod pole karne rywala i zostawiali odsłoniętą swoją strefę przy kontrataku. Nic tutaj nie działało tak jak trzeba.. Gdzie zatem nominalni skrzydłowi? Młyński jest bez formy. Marcusowi da Silvie chyba bliżej do końca kariery niż do ciągnięcia akcji skrzydłami. Nando Garcia i Santi Samanes nie dostają w ogóle szans na grę. Jest jeszcze wprawdzie Nabil Aankour, ale to kolejny gracz, który raczej swobodniej czuje się w środku niż na boku. Podobnie jest w przypadku młodego Mateusza Stępnia.

Sam środek pola wydaje się nieźle obsadzony, ale również i tu nie brakuje problemów. Głównym z nich jest z pewnością postawa Vejinovica. Jeszcze wiosną Holender o serbskich korzeniach był prawdziwą podporą Arki w centralnej strefie boiska. Jego postawa w dużej mierze zapewniła zespołowi z Gdyni utrzymanie w Ekstraklasie. W bieżącym sezonie Vejinović jednak jest cieniem samego siebie. Poza pojedynczymi przebłyskami nie daje Arce większej jakości. Na razie ciężko stwierdzić, czy mamy tu do czynienia z tymczasową blokadą czy długotrwałym spadkiem formy.

Jak wygląda napad? Wydawać by się mogło, że zarząd podjął tutaj szereg całkiem logicznych decyzji w letnim okienku transferowym, ale nie każda z nich przynosi Arce korzyść. Przemyślanym rozwiązaniem wydawało się pozbycie się nieskutecznego Kolewa i zastąpienie go bramkostrzelnym Serrarensem. W tym przypadku jednak rzeczywistość okazała się dla Arki brutalna. Nowy nabytek żółto-niebieskich daje jeszcze mniej pożytku niż jego poprzednik, mimo że wszystkie znaki na niebie wskazywały, iż będzie inaczej.

Ciekawym posunięciem, zwłaszcza w obliczu pojawienia się przepisu o młodzieżowcu, wydawało się sprowadzenie Kamila Antonika. Młody napastnik Arki całkiem umiejętnie podłącza się do akcji ofensywnych, ale zawodzi u niego skuteczność. Nie daje on zatem żadnej gwarancji zdobywania bramek.

Zjazd formy zaliczył też Maciej Jankowski. Zawodnik ten ma wyraźny problem z rozwinięciem skrzydeł po odejściu Janoty i Zarandii. Często jest niewidoczny i biega bez celu. Ma niebywałą trudność z dochodzeniem do sytuacji strzeleckich.

Gwarancji strzelania bramek nie daje też Rafał Siemaszko. Zawodnik ten staje się już coraz bardziej wiekowy i często wchodzi jedynie z ławki rezerwowych. Jego wejścia nie dają Arce większego pożytku.

Najwięcej nadziei z przodu Arce daje z pewnością Dawit Skhirtladze. Oglądając jego występy można jednak odnieść wrażenie, że sam zawodnik nie do końca wie na jakiej pozycji ma właściwie grać – na szpicy czy jako cofnięty napastnik? Gruzin póki co porusza się po całej strefie i prezentuje się naprawdę nieźle. Wyraźnie jednak brakuje ma partnera w napadzie. Maciej Jankowski nie wydaje się być piłkarzem, z którym potrafi się zrozumieć.

Osobnym problemem Arki, który bardzo mocno rzuca się w oczy, jest kwestia obowiązkowego wystawiania młodzieżowca w składzie. Chyba żaden klub w Ekstraklasie nie ma w tym przypadku takich trudności jak właśnie żółto-niebiescy. A przecież nic nie wskazywało, że będzie aż tak źle. Już w zeszłym sezonie w zespole Arki błyszczał Mateusz Młyński i to on wydawał się być naturalnym pierwszym wyborem wśród młodzieżowców. Ostatnie miesiące nie były jednak najlepsze w jego wykonaniu i stąd problemy Młyńskiego z utrzymaniem miejsca w wyjściowym składzie.

Alternatywą miał być Kamil Antonik. Młody napastnik początkowo mógł się podobać. Z biegiem czasu jednak na pierwszy plan wysuwała się jego rażąca nieskuteczność. Cierpliwość trenera w końcu się wyczerpała i Antonik znalazł się poza składem.

Wobec słabej dyspozycji Młyńskiego i Antonika, zdecydowano się na danie szansy Janowi Łosiowi. 19-latek jednak był mało widoczny i nie wnosił zbyt wiele do gry zespołu. Stąd decyzja o odstrzeleniu go.

Nie pozostało nic innego jak wprowadzenie kolejnego młodzieżowca. Tym razem wybór padł na Jakuba Wawszczyka. Na chwilę obecną można powiedzieć, że to chyba najlepsze rozwiązanie. Wawszczyk, choć był dopiero czwartym wyborem spośród młodzieżowców, spisuje się z nich wszystkich najlepiej. Wprawdzie musi się jeszcze wiele nauczyć, ale pod okiem dobrego trenera może być z niego w przyszłości całkiem niezły pożytek.

Źródło:Dziennik Bałtycki

Główne nadzieje Arki

W bieżącym sezonie Gdynianie nie spisują się najlepiej. W grze zespołowej jest wiele elementów do poprawy. Nieco inaczej jednak sytuacja wygląda w przypadku indywidualnych występów. Nadzieja Arki sprowadzać się będzie do postawy poszczególnych jednostek. Wyróżnić należałoby tu trzech graczy.

Pavels Steinbors – Łotysz to najpewniejszy punkt na tyłach Arki. Ciężko doszukać się u niego większych wpadek. Wysoka forma widoczna jest u niego od wielu miesięcy. Regularnie naprawia błędy kolegów z obrony. Do tego niejednokrotnie popisał się spektakularną interwencją. To jest gracz, do którego gdyńscy kibice mogą mieć najmniej pretensji. 74,6% obronionych strzałów w tym sezonie ligowym nie odzwierciedla jego rzeczywistego wkładu grę zespołową. 34-latek to prawdziwa jakość z tyłu, co widzimy niemalże w każdym meczu. Jego wybór do jedenastki 90-lecia Arki nie jest przypadkowy. Sam Steinbors ma zapewne coś do udowodnienia, gdyż dotychczas spotkania derbowe nie były owocne w jego popisowe parady. Może być ciekawie.

Michał Nalepa – W tym sezonie to serce i płuca Arki. Nikt z całego zespołu nie angażuje się tak mocno w grę jak właśnie on. Sporo biega, walczy, szarpie, podaje i strzela. Nie boi się brać na siebie ciężaru rozgrywania. Śmiało podłącza się pod akcje ofensywne. U Nalepy widoczny jest wyraźny progres. Podejmowane przez niego decyzje na murawie mają coraz więcej ładu i składu. To nie jest już wyłącznie gracz, który bazuje na ambicji i zaangażowaniu. To zawodnik, który potrafi pociągnąć zespół do lepszej gry. W bieżącym sezonie ma wprawdzie tylko 2 gole i pozostaje bez asysty, ale gdyby jego koledzy byli skuteczniejsi pod bramką rywala to sam Nalepa mógłby mieć przynajmniej 5 asyst.

Dochodzi tutaj też kwestia związku z Arką. Nalepa to jest wychowanek zespołu z Gdyni. Po jego mimice i gestykulacji widać, że dla niego gra w Arce to coś więcej niż tylko odbieranie comiesięcznej pensji. Sam zawodnik nieraz pokazywał, że bardzo nakręcają go spotkania z Lechią. Jeśli na kimś robiło wrażenie jego zaangażowanie podczas meczów ligowych w tym sezonie to możemy się spodziewać tego, że w najbliższą niedzielę będzie tego zaangażowania jeszcze więcej. Nalepa ma coś do udowodnienia, zwłaszcza że nigdy w życiu nie udało mu się z kolegami ograć Lechii.

Dawit Skhirtladze – Śmiało można powiedzieć, że Gruzin jest tym piłkarzem, dla którego postronny widz włącza mecze Ekstraklasy. Wejście do polskiej ligi było naprawdę przyzwoite w jego wykonaniu. Skhirtladze spędził na murawie zaledwie 501 minut, a już ma na koncie 4 bramki i asystę. Ten dorobek mógł być zresztą podwojony, ale zawodziła skuteczność. Gruzin, jak na realia Ekstraklasy, jest zawodnikiem dość uniwersalnym. Pożytek z niego jest zarówno w polu karnym rywala, jak i przed linią szesnastego metra. Skhirtladze umie nie tylko strzelać. Potrafi też dryblować, cofnąć się, rozegrać, utrzymać się przy piłce czy zastawić się. Umiejętnie gra tyłem do bramki i krótko prowadzi piłkę przy nodze. Umie zrobić z futbolówki pożytek, nawet gdy nie widać większych nadziei w powodzenie akcji. Od niego będzie wiele zależało w grze ofensywnej Gdynian. Pojedynki Skhirtladze z Nalepą i Augustynem mogą być prawdziwą ozdobą spotkania. Tylko czy Gruzinowi nie zabraknie odpowiedniego wsparcia? O tym się przekonamy w niedzielę.

Źródło:Sport SE

Mimo że obecna forma Arki jest daleka od zadowalających to jednak trzeba pamiętać, że derby rządzą się swoimi prawami. W niedzielę zobaczymy zapewne zupełnie inną drużynę żółto-niebieskich. Śmiało można przypuszczać, że sam mecz będzie typową walką o każdy metr boiska, przyozdobioną niemałą liczbą żółtych kartek. Kto wyjdzie zwycięsko z tego starcia? Czas pokaże.


Marek Wilczewski

@MarekWilczewsk2

Komentarze