Premier League

Liverpool po raz pierwszy stracił punkty

Krzysiek Brzeziński @KrzysiekBrzezis

Fot: liverpoollfc.com, liverpoollfc.com

Tagi

Liverpool stracił wczoraj pierwsze punkty w tym sezonie. W końcu nastąpił więc czas by napisać kilka możliwie gorszych słów o podopiecznych Jurgena Kloppa. O zwycięzcach źle się nie mówi, ale remis na Old Trafford oraz męczarnie przez które przeszedł wczoraj Liverpool, pokazały po raz kolejny problemy, które niemiecki szkoleniowiec musi szybko wyeliminować. 

Gorszy moment sezonu w formie i jakości gry Liverpoolu można zauważyć już od meczu z beniaminkiem z Sheffield, gdzie tak naprawdę to właśnie tam Liverpool powinien stracić pierwsze punkty w obecnej kampanii i tylko ogromny błąd młodego bramkarza – Hendersona uratował The Reds przed dużym blamanżem. Już w tym spotkaniu Liverpool grał momentami wolno i zbyt statecznie by zagrozić obronie Sheffield United. I właśnie tutaj dochodzimy do pierwszego miejsca, w którym maszyna Kloppa zdaje się mieć pierwsze poważne wady. Kiedy przejrzymy składy, które do gry desygnował trener The Reds w tym sezonie, możemy zauważyć, iż jego gra opiera się w większości meczów na tej samej jedenastce, który jest modyfikowana tylko i wyłącznie w przypadku kontuzji, któregoś z zawodników lub są to minimalne zmiany taktyczne, jak ta na linii Milner - Henderson. Nic więc dziwnego, że zawodnicy szczególnie drugiej linii grają słabo i bez pomysłu, co bardzo mocno widoczne było w meczu na Old Trafford, w którym trójka Wijnaldum, Henderson oraz Fabinho przypomniała kibicom The Reds, jak wyglądał środek pola tej drużyny oparty o Lucasa Leive.

Na obronę tej tezy grzmią statystyki z tego spotkania. Pomijając Fabinho, który jest typowym defensywnym zawodnikiem i pełni rolę tzw. przecinaka w drużynie Kloppa (co nie oznacz, że w ofensywie nie dokłada swoich akcji), trzeba zauważyć, iż Henderson z Wijnaldumem kompletnie nie udźwignęli roli kreatorów gry w tym meczu. Holender na 56 kontaktów z piłką przez 82 minuty tylko 7 razy zagrał do przodu, a kapitan The Reds podczas 72 minut na boisku do przodu zagrał tylko 6 razy przy 49 kontaktach. Mało prawda? Jeśli popatrzymy na Keitę, który przy 28 kontaktach w 13 minut do przodu zagrał 6 razy to odpowiemy na pytanie dlaczego Liverpool praktycznie nie zagrażał bramce United.

Tutaj oprócz braku kreacji w oczy rzuca się moim zdaniem kolejny błąd, który tym razem można zrzucić już tylko na sztab szkoleniowy Liverpoolu. Kibice – szczególnie grający w FPL – często narzekają na dużą ilość zmian u Guardioli. Jednakże ta liczba zmian powoduje, iż Hiszpan spokojnie utrzyma najwyższą formę u wielu zawodników nawet do końca sezonu, natomiast rezerwowi zawodnicy cały czas będą mieli świadomość, iż muszę być w dobrej dyspozycji, ponieważ nie wiedzą kiedy przyjdzie dzień, w którym otrzymają okazje gry. Tego nie ma w Liverpoolu Kloppa. The Red grają bardzo wąską kadrą od początku sezonu, a wyjątkiem był tylko mecz pucharu ligi, który dla Kloppa po prostu nie jest ważny. W Premier League niemiecki szkoleniowiec gra zawsze tą samą jedenastką, a ewentualne trzy zmiany w meczu można dobrze strzelić już przed meczem. Przywiązanie do nazwisk ma dużo plusów, ale za plusami idą również ogromne problemy z tym związane, które moim zdaniem ewidentnie widać było we wczorajszym spotkaniu.

Brak możliwie dobrej kreacji, może właśnie wynikać ze względu na dobre rozczytanie gry i formacji przez trenerów rywali. A nic tak dobrze nie pomaga odczytać zamiarów przeciwnika, jeśli ten on kilku kolejek gra dokładnie to samo. Do tej pory nie rozumiem, dlaczego na wysokich i dość wolnych zawodników w środku pola Manchesteru United, ale także Sheffield United, Klopp nie desygnował do gry od początku niskich i szybkich oraz dobrych technicznie Chamberlaina i Keity (Gwinejczyk nie mógł zagrać w meczu z Sheffield ze względu na kontuzję). Czyżby Klopp niedostatecznie ufał swoim rezerwowym? Jeśli tak, to dlaczego nie wzmocnił ławki w przerwie między sezonami? Niemiec musi w końcu zaskoczyć składem, pokazać pierwszej jedenastce, że nie jest ona stała w każdym meczu, inaczej zawodnicy stracą po prostu motywację na treningach, które w przypadku Kloppa są kluczem do końcowego sukcesu. Granie jednym składem przez blisko ¼ sezonu musi pokazać wiele schematów , które Klopp używa w swojej maszynie, przez co inni trenerzy na pamięć znają styl i elementy taktyczne układanki Liverpoolu. Po meczu z United jedynym dobrym prognostykiem jest impuls z ławki rezerwowych, który pozwolił The Reds uniknąć wpadki w końcowym rozrachunku w Manchesterze. Dodatkowo trzeba wspomnieć, iż zawodnicy tacy jak Henderson są mocno ograniczeni jeśli chodzi o umiejętności gry w piłkę. Anglik to typowy walczak środka pola, który dużo biega, jednakże z piłka przy nodze jest często hamulcowym gry Liverpoolu.

Efektem przywiązania do nazwisk jest stawianie na Origiego, który co prawda ma momenty w Liverpoolu, ale to po prostu za mało na tak wielki klub. Belg jest pierwszym ofensywnym wyborem z ławki rezerwowych i wielokrotnie wchodząc jako tzw. joker zrobił dużo dobrego dla gry ofensywnej The Reds, jednak jego gra w momencie, kiedy musi zastąpić w pierwszym składzie któregoś z zawodników ofensywnego trio jest po prostu tragiczna (pomijając rewanżowy mecz z Barcelona w poprzednim sezonie). Origi jest za wolny i zbyt stateczny jeśli chodzi o grę, dlatego też ciężko mu będzie mocniej zaistnieć (chyba, że dalej będzie strzelał jako joker w super ważnych meczach Liverpoolu). Szczególnie, że Klopp często nie wpuszcza Belga na szpicę, gdzie mógłby wykorzystać atut swojego wzrostu, ale gra Origim na skrzydle, a tam często wygląda to bardzo opornie, przez co często braki w tamtym rejonie musi nadrabiać któryś z bocznych obrońców. Być może Liverpoolowi odbija się czkawką nie posiadanie w składzie prawdziwej ,,9’’ która czasami mogłaby pełnić w układance Kloppa bardzo dużą rolę.

Poprzedni akapit ewidentnie łączy się właśnie z brak zmiennika dla Firmino. Jest to kolejny problemem The Reds. Brazylijczyk w formie to piłkarski geniusz, ale drużyny przeciwne co raz bardziej pokazują, iż umieją grać przeciwko Firmino. To może być nie tylko problem, ale nawet bardzo duża przyczyną słabej gry ofensywnej całego zespołu. Do tej pory to właśnie Brazylijczyk był najmniej docenianym zawodnikiem tria ofensywnego Liverpoolu, ale w tym sezonie bardzo dużo się zmieniło, a Firmino nie ma już tyle wolnego miejsca na dogranie piłki do Mane czy Salaha. Choć nadal gra pierwsze skrzypce, to zdarzają się co raz częściej mecze takie jak wczoraj na Old Trafford, gdzie popularny Bobby był widoczny na boisku tylko momentami, a jego występ zapamiętamy głównie z kiksów i słabych podań czy strzałów.

Wczorajszy mecz pokazał również, jak wielką startą dla Kloppa jest brak Salaha i odpowiedniego zmiennika na ławce. Henderson na skrzydle po wyjściu Chamberlaina wyglądał bardzo słabo, a nie było też możliwości by pod nieobecność Egipcjanina, ktoś inny zagrał role skrzydłowego. To pokazuje, jak przy kilku kontuzjach, krótka jest ławka Liverpoolu, gdzie do gry ofensywnej i kreowania gry Klopp nie ma po prostu zawodników z ławki, którzy dali by podobny poziom w grze ofensywnej jak Salah.

Kibice Liverpoolu muszą liczyć na przebudzenie ławki oraz na powrót do bramki Alissona. Bramkarz The Reds wniesie ogromny spokój w poczynania obronne Liverpoolu, a swoją grą nogami często wesprze również w rozegraniu piłki od bramki. Pozytywny impuls ławki rezerwowych w meczu z United powinien dać Kloppowi do myślenia. A sam szkoleniowiec musi w końcu odejść od podobnej jedenastki w każdym meczu. Zawodnicy tacy jak Chamberlain czy Keita udowodnili, że zasługują na pełne 90 minut w czerwonej koszulce w poważnym meczu o stawkę. Przed Liverpoolem kolejnej trudne spotkanie na Anfield z Tottenhamem, który będzie chciał rewanżu za finał Ligi Mistrzów z poprzedniej kampanii. Klopp musi zareagować i musi w końcu coś zmienić inaczej do meczu na Etihad Stadium może nie dowieźć swojej przewagi nad Manchesterem City. Strata takiej przewagi punktowej może odbić się czkawką nawet w Liverpoolu, jeśli chodzi o mentalność graczy. 


Krzysiek Brzeziński

@KrzysiekBrzezis

Fan #LFC #Liverpoolu, fan siatkówki.

Komentarze