Premier League

Zjazd Kogutów

Szymon Klauza @serekk77

Fot: Racingpost, Racingpost

Tagi

Od finalisty Ligi Mistrzów, do 7 miejsca w Premier League ze sporą stratą punktów do lidera. Tak w skrócie można podsumować ostanie kilka miesięcy w wykonaniu Kogutów. Takiego obrotu spraw nikt się nie spodziewał i chyba można już śmiało powiedzieć, że drużyna Mauricio Pochettino znajduje się w małym kryzysie i nawet wtorkowe zwycięstwo w Lidze Mistrzów niewiele zmienia.

Wielki sukces

Po dobrym sezonie na St Mary’s Stadium, Mauricio Pochettino przeniósł się do północnego Londynu, a konkretnie do Tottenhamu. Argentyński szkoleniowiec szybko zyskał sympatię wśród fanów Kogutów. Od samego początku było widać, że ma pomysł na zespół, tylko nie wiadomo, w którym kierunku to wszystko się potoczy. Czas pokazał, że zatrudnienie 47-latka okazało się strzałem w dziesiątkę. Z każdym kolejnym sezonem zespół pioł się w górę tabeli, aż na dobre zadomowił się w najlepszej czwórce ligi. Na taką stabilizacje liczyli zarówno fani jak i właściciele klubu. Dodatkowym smaczkiem i jednocześnie pstryczkiem dla pozostałych drużyn, okazało się, że dojście na szczyt, wcale nie musi wiązać się z wydawaniem ogromnych pieniędzy na zawodników. Do pierwszego zespołu trafiali nie piłkarze za 100 albo 150 milionów euro, a głównie młodzi gracze z akademii. Dobrym przykładem jest postać Harrego Kane i Dele Alliego, których do zespołu wprowadził Pochettino. Na samym początku stanowili powiew świeżości, a teraz są trzonem drużyny.

Z biegiem kolejnych miesięcy wydawało się, że kwestią czasu pozostaje zdobycie jakiegoś trofeum. Nie udało się w Pucharze Anglii, gdzie Koguty uległy Chelsea. Na Wembley padł bowiem wynik 2:0 dla The Blues. W lidze Tottenham radził sobie dobrze, ale nie było nawet mowy o tym żeby na koniec rozgrywek sięgnąć po mistrzostwo. Następna szansa nadarzyła się na końcu poprzedniego sezonu. Po niesamowitym półfinale z Ajaxem, drużyna Pochettino zmierzyła się w finale z Liverpoolem. Mecz co prawda zakończył się wynikiem rozczarowującym, bo The Reds wygrali 2:0, ale z pewnością samo dojście do finału stanowiło ogromny wyczyn.

Nowy stadion i brak transferów

Po blisko dwóch latach gry na Wembley, otwarty został nowy obiekt, na którym swoje spotkania zaczął rozgrywać Tottenham. Na budowę Tottenham Hotspur Stadium przeznaczono aż 800 milinów euro. Pierwszy mecz miał się odbyć jeszcze w poprzednim roku, jednak różnego rodzaju problemy sprawiły, że inauguracyjna odbyła się dopiero na początku kwietnia. Mecz z trybun obejrzało ponad 59 tysięcy fanów, a piłkarze nie zawiedli fanów i pokonali Crystal Palace 2:0.

Ogromny wydatek związany z budową nowego stadionu odbił się na klubowym budżecie. Mauricio Pochettino wielokrotnie narzekał na konferencjach prasowych, że brakuje wzmocnień. Mimo to, Koguty radziły sobie bardzo dobrze zarówno na krajowym i europejskim podwórku. W letnim oknie transferowym, w końcu wydano pieniądze na nowych zawodników. Sprowadzono Ndombele, Sessegnona i Lo Celso. Zapewne kibice oczekiwali czegoś bardziej spektakularnego, tym bardziej, że dużo spekulowało się o przeprowadzce Dybali czy Zahy. Mimo wszystko kibice przyjęli nowych piłkarzy z optymizmem i z nadzieją wypatrywali początku nowego sezonu.

Rozczarowujący początek

Tak słabego Tottenhamu nie widzieliśmy na boiskach Premier League od dawien dawna. Bo kto jeszcze przed pierwszy meczem sezonu uwierzyłby w to, że w październiku Brighton totalnie zdominuje Koguty albo, że ostatnie Watford urwie im punkty i to grając w Londynie. Drużyna Pochettino stała się bardzo przewidywalna. W ofensywie nie widać pomysłu na grę, a defensywa popełnia błędy w każdym kolejnym spotkaniu. Wszystkie te czynniki zaprowadziły Koguty na 7 miejsce w tabeli, a argentyński szkoleniowiec musi szybko znaleźć receptę na problemy zespołu.

Przełamanie?

Tottenham we wtorkowy wieczór pewnie pokonał Crvene zvezde 5:0. W końcu pojawiły się uśmiechy na twarzach fanów, bo tak pewnego zwycięstwa Koguty dawno nie osiągnęły. Czy można, jednak mówić o przełamaniu? Osobiście użyłbym raczej stwierdzenia, że ten wynik to dobry prognostyk przed nadchodzącym spotkaniem z Liverpoolem na Anfield. Na boisku lidera Premier League ciężko będzie szukać punktów, ale kilka drużyn pokazało już w tym sezonie, że The Reds nie jest zespołem niedokonania. Dla drużyny Pochettino najbliższe tygodnie będą dużym sprawdzianem i pokażą prawdziwe oblicze zespołu.


Szymon Klauza

@serekk77

Najmłodszy w redakcji. Kibicuję Realowi Madryt i Liverpoolowi. Uwielbiam Premier League, La ligę oraz Bundesligę. Poza piłką wielki fan Remigiusza Mroza.

Komentarze