Retro Piłka

Wynton Rufer - ojciec chrzestny nowozelandzkiego futbolu

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: alchetron.com, alchetron.com

Tagi

Wynton Rufer Nowa Zelandia Szwajcaria Niemcy Bundesliga Werder Brema MŚ 1982 FC Zurich Grasshoppers FC Aarau

Graczom FIFY kojarzy się jako jeden z piłkarzy Klasycznej XI. Ciekawe, ilu z nich wie, z kim ma do czynienia i co tak naprawdę osiągnął. Z pewnością kariera Wyntona Rufera nie przypominała modelowej kariery czołowych piłkarzy z Australii i Oceanii, którzy za kierunek zagraniczny zazwyczaj obierali Wyspy Brytyjskie. On wybrał Szwajcarię i Niemcy. Jak się później okazało, przeszedł do historii.

Wynton Alan Whai Rufer przyszedł na świat w stolicy Nowej Zelandii, Wellington jako syn Szwajcara i Maoryski. W kraju, gdzie najpopularniejszym sportem jest rugby, ciężko było osiągnąć sukces w innej dyscyplinie sportu. Tymczasem Wynton wraz ze starszym bratem Shane'm woleli kopać okrągłą piłkę. Jak się później okazało, była to najlepsza decyzja w ich życiu. Obaj zostali zawodowymi piłkarzami. Znacznie więcej osiągnął jednak Wynton. Pierwsze kroki w dorosłym futbolu stawiał w klubie Wellington Diamond, skąd trafił do zespołu Stop Out SC, ale wrócił do swojej pierwszej drużyny. Stamtąd postanowił podbić wielki świat. Rufer obrał naturalny kierunek dla piłkarzy z Australii i Nowej Zelandii, Anglię. Zasilił szeregi Norwich City. W ekipie "Kanarków" nie zdążył jednak zadebiutować i po dwóch miesiącach wrócił do ojczyzny. Wybór padł na klub Miramar Rangers. Tu spędził pół roku. Jak się później okazało, powrót do kraju był znakomitą decyzją.

W 1982 roku reprezentacja Nowej Zelandii po raz pierwszy wystąpiła na Mistrzostwach Świata. Rufer, który w kadrze zadebiutował w wieku niespełna 18 lat, był wielką nadzieją tamtej kadry. Dwukrotnie, w 1981 i 1982 roku wybierany najlepszym młodym piłkarzem Nowej Zelandii, wystąpił we wszystkich meczach hiszpańskiego turnieju, w tym w dwóch od pierwszej do ostatniej minuty. Reprezentacja "Kiwi" przegrała trzy spotkania, 2-5 ze Szkocją, 0-3 z ZSRR i 0-4 z Brazylią. Rufer gola nie strzelił, ale był wyróżniającym się zawodnikiem Nowej Zelandii. Kiwał, strzelał. Słowem, robił szum pod bramką rywali. Niespełna 20-letniego napastnika zatrudnił FC Zurich, gdzie trafił wraz z bratem, Shane'm. Spędził tam cztery lata. Pomimo młodego wieku bracia Ruferowie od razu stali się kluczowymi graczami ekipy z Zurychu. W swoim pierwszym sezonie w Szwajcarii, Wynton rozegrał 27 meczów, 23 w Nationallidze A i cztery w Pucharze UEFA. Zdobył też 10 bramek, dziewięć w lidze i jedną w PUEFA, w pierwszym meczu 1/8 finału z Benficą Lizbona.

W kolejnych sezonach Rufer prezentował się równie dobrze, strzelając odpowiednio 8, 10 i 14 goli w lidze. Jedyna niekorzyść płynęła z braku gry w europejskich pucharach. W trakcie sezonu 1986/87 Nowozelandczyk postanowił zmienić otoczenie. Po rozegraniu 106 spotkań i zdobyciu 45 bramek uznał, że osiągnął ze Złotymi Lwami wystarczająco dużo. Wybór był zaskakujący, bowiem Rufer odszedł do średniaka Nationalligi, FC Aarau. Zespół ten trenował wówczas młody, obiecujący szkoleniowiec, Ottmar Hitzfeld. Nowozelandczyk spędził w Aarau niespełna dwa lata. Zdążył w tym czasie pokazać klasę. W pierwszym, niepełnym sezonie, siedmiokrotnie trafił do siatki w 15 spotkaniach. O wiele lepsza była kolejna kampania. "Kiwi" rozegrał 36 meczów (22 w fazie zasadniczej, 14 w rundzie decydującej), strzelając 20 goli (11 w pierwszej, 9 w decydującej rundzie). Latem 1988 roku wrócił do Zurychu. Zasilił jednak szeregi lokalnego rywala FCZ, Grasshoppersu. Przyszedł tam wraz z Hitzfeldem. Panowie poprowadzi Grasshoppers do wicemistrzostwa, Pucharu i Superpucharu Szwajcarii. "Kiwi" rozegrał w GCZ 40 spotkań, dwudziestokrotnie pokonując bramkarzy rywali. 12 goli strzelił w rundzie zasadniczej, połowę mniej w fazie finałowej, zaś dwa trafienia dołożył w finale Superpucharu, wygranym 4-2 z FC Luzern.

Znakomita postawa Rufera sprawiła, że Nationalliga stała się dla niego za mała. Wyruszył na północ, do Niemiec. Trafił do Werderu Brema. Najpierw na zasadzie wypożyczenia. Bremeńczycy zapłacili za Nowozelandczyka 414 tys. euro (przekładając na dzisiejsze czasy). Rufer błyskawicznie wkomponował się do drużyny, prowadzonej przez Ottona Rehhagela. Choć Werder zajął dopiero 7.miejsce w lidze, to Nowozelandczyk z 10 golami na koncie został najskuteczniejszym graczem zespołu. Jakby tego było mało, dołożył do tego sześć asyst. Na pocieszenie, Zielono-biali dotarli do półfinału Pucharu UEFA. "Kiwi" wystąpił w każdym spotkaniu od pierwszej do ostatniej minuty. Zdobył cztery bramki, dwa razy karcił Napoli, a po razie Austrię Wiedeń i RC Liege. Równie skuteczny "Kiwi" był także w Pucharze Niemiec. Tu pięć razy trafił do siatki. Potrzebował na to sześciu spotkań. Szczególnie upodobał sobie drużyny ze Stuttgartu. Vfb strzelił jednego, a Stuttgarterowi Kickers załadował hat-tricka. Podopieczni Ottona Rehagela dotarli do finału, gdzie ulegli 1.FC Kaiserslautern 2-3.

Dzięki znakomitej postawie w sezonie 1989/90, Werder wykupił Nowozelandczyka. A ten odwdzięczył się kolejnymi golami. W kolejnej kampanii zgromadził mendel bramek w lidze, dokładając do tego pięć asyst. Znów był najlepszym strzelcem zespołu. 15 goli pozwoliło mu zająć czwarte miejsce w klasyfikacji strzelców 1.Bundesligi. Do Króla Strzelców, Rolanda Wolfartha zabrakło mu sześciu trafień. Znowu popisywał się skutecznością w DFB Pokal. Tym razem czterokrotnie karcił bramkarzy przeciwników. Po raz drugi popisał się hat-trickiem, tym razem w rewanżu 1/2 finału z Eintrachtem Frankfurt. Werder zdobył Puchar, wygrywając po rzutach karnych 4-3 z 1.FC Koeln. Po dwóch tłustych latach, w sezonie 1991/92 Nowozelandczyk przeszedł lekki kryzys formy. Choć nadal grał regularnie i był znaczącą postacią drużyny, zdobył znacznie mniej bramek. W Bundeslidze strzelił tylko pięć goli, a w Pucharze trafił tylko raz. Jakby tego było mało, Zielono-biali przegrali w Superpucharze Niemiec 1-3 z... Kaiserslautern! "Kiwi" zdobył bramkę, ale marne to pocieszenie. Tak samo jak 7 asyst w lidze. Słaba postawa Rufera odbiła się na wynikach Werderu. Bremeńczycy zajęli dopiero 9.lokatę w lidze. Najlepszym lekarstwem na niepowodzenia na krajowym podwórku są jednak starty w europejskich pucharach. Ekipa z Weserstadion wystąpiła w Pucharze Zdobywców Pucharów. Tu spisała się rewelacyjnie, zdobywając swoje pierwsze i jedyne europejskie trofeum. W finale Bremeńczycy pokonali 2-0 AS Monaco, a Rufer był bohaterem tamtego spotkania. Nowozelandczyk strzelił gola i zaliczył asystę. Oprócz tej bramki, zdobył jeszcze hat-tricka w wygranym 6-0 meczu 1.rundy z z rumuńskim FCM Bacau. Zwycięstwo w PZP zapewniło Werderowi walkę o Superpuchar Europy. Tu Zielono-biali musieli uznać wyższość FC Barcelony. Podopieczni Rehagela przegrali w dwumeczu z Dumą Katalonii 2-3, zaś Rufer zdobył bramkę w rewanżu.

Triumf w Pucharze Zdobywców Pucharów pozytywnie podziałał zarówno na Rufera, jak i na Werder. Bremeńczycy wywalczyli trzeci w swojej karierze tytuł mistrzowski, zaś Nowozelandczyk z 17 golami na koncie został wicekrólem strzelców Bundesligi, przegrywając o trzy trafienia z Anthonym Yeboahem i Ulfem Kirstenem, którzy zdobyli po 20 bramek. Znów błyszczał skutecznością w Pucharze Niemiec. W pięciu spotkaniach, trafił pięć razy, ale Werder odpadł w ćwierćfinale, przegrywając po dogrywce z Chemnitzerem FC. Zielono-biali nie obronili również PZP. Choć Rufer starał się, jak mógł, strzelając gole Hannoverowi 96 i Sparcie Praga, to obrońcy tytułu odpadli w 1/8 finału ze Spartą właśnie. Jakby tego było mało, Rufer dostał czerwoną kartkę w rewanżowym spotkaniu.

Odpadnięcie w PZP, Bremeńczycy postanowili odbić sobie w Lidze Mistrzów. Był to drugi sezon, rozgrywanego w nowej formule Pucharu Mistrzów. Dla Werderu był to debiut w tej formule. By jednak przekroczyć bramy raju, podopieczni Ottona Rehhagela musieli przejść przez eliminacje. Gdyby nie pomoc Rufera, gra w Champions League nie byłaby możliwa. Nowozelandczyk strzelił trzy gole w dwumeczu z Dynamem Mińsk, jedno trafienie dołożył także w starciu z Levskim Sofia. W fazie grupowej Zielono-biali trafili na finalistów zeszłorocznych rozgrywek, AC Milan, FC Porto i Anderlecht Bruksela. Mistrzowie Niemiec zajęli trzecie miejsce w grupie z dwoma zwycięstwami, jednym remisem i trzema porażkami na koncie. Rufer zdobył bramkę już w pierwszym meczu fazy grupowej, w przegranym 2-3 spotkaniu z Porto. Stał się tym samym pierwszym Nowozelandczykiem, który wystąpił w Lidze Mistrzów i jedynym, który strzelił w niej gola. Oprócz trafienia ze "Smokami" , pokonywał jeszcze golkiperów Rossonerich i Fiołków (dwukrotnie) w fantastycznym spotkaniu, wygranym przez Werder 5-3, gdzie do przerwy prowadził Anderlecht 3-0. Dołożył również dwie asysty, po jednej w starciu z Porto i Anderlechtem. Gra na dwa fronty sprawiła, że Werder nieco zaniedbał ligową rywalizację. Bremeńczycy uplasowali się na ósmej pozycji. Rufer strzelił 10 goli w 33 meczach. Jak zwykle błyszczał też w DFB Pokal. Nowozelandczyk zagrał we wszystkich spotkaniach i w niemal każdym zaznaczał swoją obecność pokonując golkiperów rywali. Pokonywał bramkarzy Kickers Offenbach, Hamburgera SV, 1.FC Kaiserslautern, Dynama Drezno i Rot-Weiss Essen. Jego gole pozwoliły Werderowi sięgnąć po puchar. Tak jak w przypadku poprzednich lat, tak i to trofeum dało Werderowi energię do dalszych działań. W końcu Bremeńczycy sięgnęli po Superpuchar Niemiec. Podopieczni Ottona Rehhagela pokonali 3-1 po dogrywce Bayern Monachium. Nie obyło się bez pomocy Rufera. Nowozelandczyk zmienił w drugiej połowie pozyskanego ze Spartaka Moskwa strzelca pierwszego gola dla Zielono-białych Wladimira Bieszczantycha. "Kiwi" przesądził o losach spotkania w dogrywce. Najpierw asystował przy golu Michaela Schulza, a potem sam dobił przeciwnika. Jak się okazało, było to ostatnie trofeum zdobyte wraz z Werderem. W sezonie 1994/95 "Kiwi" nie dawał Zielono-białym tego, co wcześniej. Owszem, grał regularnie, ale był nieskuteczny. Cierpiała na tym drużyna, która odpadła w 1/8 finału PZP, a w DFB Pokal już w 1.rundzie lepsze okazały się rezerwy Bayernu. Nieco lepiej szło mu w lidze, gdzie rozegrał 13 meczów, w których dwukrotnie trafił do siatki i trzykrotnie asystował.

Zimą 1995 roku po trzynastu latach gry na Starym Kontynencie, Rufer postanowił spróbować sił na innym kontynencie. Wyjechał do popularnego wówczas kierunku dla piłkarzy-emerytów, Japonii. Jako jeden z wielu gwiazd, emigrujących do Kraju Kwitnącej Wiśni, miał przede wszystkim popularyzować piłkę nożną. Za ćwierć miliona euro (dzisiejsza kwota) trafił do JEF United Chiba. Na Dalekim Wschodzie spędził dwa lata. Rozegrał 51 meczów i strzelił 25 goli. Postanowił wrócić do Niemiec. W styczniu 1997 roku na transfer do Kaiserslautern namówił go Otto Rehhagel. "Kiwi" miał pomóc zdobywcom Pucharu Niemiec w powrocie do elity. Historia "Zwycięskiego Składu Kaiserslautern" szanującym się kibicom futbolu jest doskonale znana. Ci sami zawodnicy, który grali w 2.Bundeslidze, wywalczyli później Mistrzostwo Niemiec. Niestety, już bez udziału Rufera. Można jednak powiedzieć, że "Kiwi" jest ojcem chrzestnym tamtej ekipy. Rehhagel regularnie posyłał go do boju, a Nowozelandczyk odwdzięczał się najlepiej jak tylko mógł. W 14 spotkaniach strzelił cztery gole i zanotował dwie asysty. Szkoda tylko, że ominął go ostatni ligowy mecz tamtego sezonu, w którym "Roten Teufel" po szalonym boju pokonało SV Meppen 7-6.

Po półrocznym pobycie w Kaiserslautern, "Kiwi" wrócił do ojczyzny. Wiązało się to z tym, że grał już tylko amatorsko. Trafił do klubu Central United FC, gdzie spędził rok. Po rozegraniu 30 meczów i zdobyciu 12 bramek, postanowił poszukać szczęścia gdzieś indziej. W kolejnym sezonie przywdziewał barwy dwukrotnego Mistrza Nowej Zelandii, North Shore United. Tu wystąpił tylko 11 razy. Trzykrotnie udało mu się trafić do siatki. W 1999 roku zaliczył ostatni przystanek w swojej karierze. Przeszedł do klubu Football Kingz z Auckland. Grał tu trzy lata. W 48 spotkaniach strzelił 12 goli. W wieku niespełna 40 lat dał sobie spokój z bieganiem po boisku.

Został jednak przy piłce. Założył akademię piłkarską, WYNRS. Próbował także sił w roli szkoleniowca. Był grającym trenerem North Shore i Auckland King, jak również prowadził kobiecą kadrę do lat 16 Nowej Zelandii. Podobnie jak legenda australijskiej piłki, Frank Farina, on także postanowił nauczyć gry w piłkę tych, którzy mają o niej niewielkie pojęcie. Były zawodnik LOSC Lille, czy Clubu Brugge był selekcjonerem reprezentacji Papui-Nowej Gwinei oraz Fidżi. Papuasów szkolił także Rufer. W latach 2014-2015 był szkoleniowcem zarówno kadry seniorskiej, jak i młodzieżowej.

Klubowa kariera Wyntona Rufera jest bardzo bogata. Obfitowała w wiele sukcesów, zarówno na polu krajowym, jak i europejskim. Nie można tego powiedzieć o reprezentacji. Choć "Kiwi" zagrał na mundialu, liczba jego meczów w kadrze jest bardzo mała. Piłkarz, będący jednostką wybitną na skalę swojego kontynentu rozegrał w kadrze "All Whites" tylko 23 razy, strzelając 12 goli. Dlaczego tak mało? Otóż, kiedy Rufer grał w Szwajcarii i Niemczech miał problem z uzyskaniem zwolnienia na zgrupowania reprezentacji. Trenerzy zapewne bali się, że ich gwiazdor będzie miał problemy, związane z dalekimi lotami na swój kontynent.

Mimo to Rufer był doceniany w swoim kraju. Trzykrotnie wybierano go Piłkarzem Roku Oceanii, w 1989, 1990 i 1992 roku. Został również wybrany Najwybitniejszym Piłkarzem XX wieku na swoim kontynencie. Oprócz tego znajduje się w Galerii Sław nowozelandzkich i maoryskich sportowców, jest ambasadorem FIFA w Komitecie Walki z Rasizmem. Jakby tego było mało, w 2016 roku IFFHS (Światowa Federacja Historyków i Statystyków Futbolu - przyp. red.) umieściła go na liście 48 najlepszych piłkarzy w historii dyscypliny. W 2008 roku został również odznaczony Orderem Zasługi Nowej Zelandii.

Warto również dodać, że oprócz Wyntona i jego brata Shane'a, w piłkę grają również ich potomkowie. Syn Wyntona, Caleb gra w ojczyźnie, w klubie Onehunga Sports. Nieco lepiej prezentuje się jego bratanek, Alex. Pomocnik Wellington Phoenix rozegrał 6 meczów w seniorskiej kadrze "All Whites" oraz wystąpił na Mistrzostwach Świata U-20, rozgrywanych w Nowej Zelandii.

Królowi strzelców Ligi Mistrzów w sezonie 1993/94 i dwukrotnemu zdobywcy tego tytułu w Pucharze Niemiec na długiej liście sukcesów zabrakło tylko jednego, miejsca na liście FIFA 100, jako przedstawiciela Oceanii. Wybory dokonane przez Pelego wielu uważa jednak za niesprawiedliwe. Jednym z nich jest z pewnością pominięcie Rufera.

W ostatnim czasie "Kiwi" miał bardzo poważne problemy zdrowotne. W styczniu przeszedł zawał serca. Doznał go, wracając z meczu koszykówki. Przez kilka dni znajdował się w śpiączce, ale ostatecznie wyszedł z tego.

Do sukcesów Rufera próbowało nawiązać wielu. Niektórym pomógł udział w Mistrzostwach Świata w RPA. Podopieczni Ricky'ego Herberta odpadli w fazie grupowej, ale nie przegrali meczu, co zasługuje na uznanie, biorąc pod uwagę, że w kadrze "All Whites" kilku graczy było amatorami. Po mundialu tacy piłkarze jak Winston Reid, czy Chris Wood rozwinęli się w Anglii. O ile piłkarz West Hamu walczy z kontuzjami, to Wood jest czołowym strzelcem Burnley w Premier League i najbardziej wartościowym graczem w kadrze Nowej Zelandii. Niektórzy pamiętają jeszcze solidnego obrońcę, znanego z gry w Blackburn Rovers, Ryana Nelsena. Wszyscy ci gracze byli lub są solidnymi wyrobnikami. Ale nic ponad to.

Dlatego właśnie Wynton Rufer pozostanie legendą nowozelandzkiego futbolu. Choć próbowano do niego nawiązać, jego sukcesy wciąż działają na wyobraźnię kibiców. Nie tylko w Nowej Zelandii i Oceanii.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze