Serie A

Grzechy główne Carlo. Co się dzieje z Napoli?

Jakub Jabłoński @kubajablon

Fot: Steindy, CC-BY-SA-3.0,2.5,2.0,1.0

Tagi

Carlo Ancelotti SSC Napoli Fernando Llorente Allan Maurizio Sarri Lorenzo Insigne

Sezon 2019/20 to pasmo rozczarowań dla sympatyków SSC Napoli. Wygląda na to, że będzie to najgorszy od lat sezon w wykonaniu Partenopei, bo niewiele wskazuje na to, że w najbliższych meczach zespół nagle wróci do dyspozycji z czasów Maurizio Sarriego. Kto jest za to w głównej mierze odpowiedzialny? Wszystko wskazuje na to, że obecny trener Azzurrich – Carlo Ancelotti. Sprawdźmy zatem dlaczego pod jego wodzą Napoli gra tak źle.

Kiedy po sezonie 2017/18 Maurizio Sarri odchodził do Chelsea wydawało się, że w Neapolu raczej płakać po nim nie powinni. Wprawdzie stworzył on zespół, który grał najładniejszą piłkę w Europie, jednak styl ten nie przyniósł sukcesów. W tzw. erze Sarriego gablota z trofeami na Stadio San Paolo nie wzbogaciła się o ani jedno trofeum. Za główną przyczynę takiego stanu rzeczy uchodziła wówczas wąska kadra, a za winnego takiego stanu rzeczy uznawano właśnie szkoleniowca, który niespecjalnie lubił rotować składem. Jeśli ktoś w miarę regularnie oglądał mecze neapolitańczyków z dużym prawdopodobieństwem mógł nie tylko wytypować pierwszą jedenastkę zespołu spod Wezuwiusza, ale także rezerwowych, którzy na boisko wejdą. Co więcej mógł również przewidzieć z dokładnością do kilku minut kiedy ci rezerwowi na placu gry się pojawią i kogo zmienią. Jednak ta przewidywalność nie przeszkadzała Napoli w zdobywaniu mnóstwa punktów w lidze. Wprawdzie zawsze na koniec sezonu okazywało się, że jednak Juventus tych punktów ma więcej. Niemniej jednak Napoli awansowało na pozycję drugiej siły we włoskim futbolu i pewnie się na niej zadomowiło. Tymczasem dziś próżno szukać Azzurrich w ścisłej czołówce ligi. Po ostatniej kolejce drużyna ta znajduje się na szóstym miejscu i próżno szukać przesłanek do tego, żeby przewidywać, że w najbliższym czasie wywinduje się jakoś znacząco.

Podpisanie kontraktu z Carlo Ancelottim miało wysłać piłkarskiemu światu bardzo jasny sygnał. Oto pod Wezuwiusza przyszedł trener z najwyższej półki. Utytułowany, doświadczony szkoleniowiec, który miał być gwarancją zwycięstw, a co za tym idzie trofeów. Wraz z przyjściem nowego trenera Napoli zaczęło być aktywne na rynku transferowym i to zarówno jeśli chodzi o kupowanie, jak i sprzedawanie zawodników. Czasem aktywność była chyba nawet zbyt wielka, bo po odejściu Pepe Reiny sprowadzono aż trzech bramkarzy. Problem z nimi był taki, że żaden nie gwarantował takiego poziomu jak doświadczony Hiszpan. Wielkie nadzieje wiązano z Alexem Meretem, ale on dopiero w swoim drugim sezonie w Neapolu pokazuje, że jest bardzo dobrym bramkarzem (i nie zmienia tego katastrofalny błąd przy pierwszej bramce w meczu z Atalantą). Dwaj pozostali, to wprawdzie doświadczeni, ale w ciągu swojej kariery głównie rezerwowi bramkarze, którzy zostali ściągnięci bardziej jako uzupełnienie składu, niż jego wzmocnienie. Najbardziej obiecującym zawodnikiem, który zawitał w Neapolu miał być Fabian Ruiz ściągnięty z Betisu. I choć trener na niego stawia regularnie, to w mojej ocenie Hiszpan na razie nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Jednak najdziwniejszym transferem, na który Ancelotti bardzo nalegał było podpisanie kontraktu z Fernando Llorente. Sprowadzenie do zespołu bardzo doświadczonego Hiszpana bez większych atutów czysto piłkarskich i to na wyraźną prośbę szkoleniowca było ruchem dość nieoczywistym. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w zespole jest aż dwóch zawodników, którzy w ostatnich sezonach bili się o koronę króla strzelców Serie A. Dries Mertens i zdrowy Arkadiusz Milik to siła rażenia, o której większość zespołów w lidze może najwyżej pomarzyć. A przecież dołożono im jeszcze Hirvinga Lozano sprowadzonego z PSV. Ponadto Ancelotti przyczynił się przecież w poprzednim sezonie do pozbycia się dwóch zawodników, którzy mogliby spełniać rolę, do której przewidziany jest Llorente – do Parmy odszedł Roberto Inglese, a po powrocie z kolejnego wypożyczenia do Benfici oddano Carlosa Viniciusa. Obaj to piłkarze o podobnych zaletach, co Hiszpan, a przecież zdecydowanie tańsi w utrzymaniu i nieco mniej podatni na urazy. Negatywnej oceny tego transferu nie zmienia fakt, że Llorente z przytupem wszedł do składu neapolitańczyków. Strzelił dwa gole i zaliczył jedną asystę. Szybko jednak skończył się miodowy miesiąc Hiszpana, który na razie razi nieskutecznością. Nie inaczej jest ze wspomnianym Lozano. Piłkarz, który miał potencjał na to, żeby obsadzić kilka pozycji w Napoli na razie zawodzi na całej linii. Nie prezentuje żadnego ze swoich atutów. Ani szybkości, ani dryblingu, ani asyst, ani bramek. Właściwie na dziś musi być rozpatrywany jako jeden z najgorszych transferów w lidze w tym sezonie. Niewiele lepiej oceniany jest Konstantinos Manolas, który miał zastąpić odchodzącego Raula Albiola. Grek na razie zawodzi, jest „elektryczny”, popełnia dużo błędów. Na jego plus należy jednak zapisać fakt, że zdążył strzelić już dwie bramki w lidze, czym wyrównał swój osobisty rekord.

Zresztą nowi piłkarze nie są jedynymi, którzy pod wodzą Ancelottiego zaliczyli w tym sezonie spadek formy. Właściwie cały trzon drużyny zbudowany jeszcze przez Sarriego (a przynajmniej ci zawodnicy, którzy jeszcze w klubie zostali) jest w bieżących rozgrywkach w przeciętnej dyspozycji. Dotyczy to zwłaszcza zawodników tak fundamentalnych dla Napoli jak Allan i Lorenzo Insigne. Spektakularny zjazd zaliczyli Elseid Hysaj i Faouzi Ghoulam, którzy z czołowych bocznych obrońców ligi stali się obiektami żartów i na dzisiaj obaj są trzecim wyborem jeśli chodzi o grę na swojej pozycji, a ponadto obaj są dzisiaj kontuzjowani. Dzisiaj właściwie żaden zawodnik SSC Napoli nie prezentuje dyspozycji takiej, jaką miał za czasów poprzedniego szkoleniowca. Co więcej tylko Alex Meret gra w bieżących rozgrywkach lepiej, niż w poprzednich. Pozostali gracze są w tym sezonie słabsi. Nie może zatem dziwić taka, a nie inna pozycja w tabeli. Najbardziej zaskakujący jest przypadek Allana. Brazylijczyk jest zawodnikiem absolutnie kluczowym dla gry Napoli. To on jest odpowiedzialny za odbiór piłki i jej dystrybucję do przodu. Gracz, którym jeszcze niedawno interesowały się czołowe kluby europejskie z PSG na czele dziś jest cieniem samego siebie. Gra głównie źle, albo fatalnie. Notuje mało odbiorów, popełnia dużo błędów nawet przy prostych zagraniach. Próbuje nadrabiać ambicją, ale jeśli brak argumentów czysto piłkarskich, to samą ambicją niewiele się zdziała.

Wydaje się, że przyczyną takiego stanu rzeczy może być popadnięcie z jednej skrajności w drugą. O ile Sarri nie rotował składem niemal w ogóle, o tyle Ancelotti robi to nieustannie. Nie ma w składzie neapolitańczyków żadnej świętej krowy. Wydaje się więc, że niektórym zawodnikom brakuje stabilizacji. Arkadiusz Milik kiedy poczuł zaufanie trenera odwdzięczył się czterema bramkami w trzech ostatnich meczach. Lorenzo Insigne, czyli zawodnik dla Napoli wręcz niezbędny (choć trener ma chyba inne zdanie) bardzo często ma taką przypadłość, że bardzo długo wchodzi w sezon. Nie może się strzelić, razi niedokładnymi podaniami. Jednak kiedy już odpali jest jednym z najlepszych piłkarzy w lidze, strzela i asystuje jak na zawołanie. Potrzebuje jednak zaufania. Tymczasem w tym sezonie w jednym meczu jest kapitanem drużyny, w innym ląduje na trybunach. To może spowodować brak pewności siebie. Zwłaszcza, że ta rotacja często nie jest spowodowana zmęczeniem, czy urazami. Taki po prostu jest pomysł Carletto na prowadzenie Napoli. Wydaje się, że w poprzednim sezonie się to sprawdzało dzięki temu, że piłkarze jeszcze wykorzystywali schematy wypracowane za czasów Maurizio Sarriego. W bieżących rozgrywkach trudno jest im tak grać właśnie ze względu na to, że kadra jest szersza i rzadko grają w takim zestawieniu, jak za poprzedniego szkoleniowca.

Na dziś Napoli jest na 6 miejscu w lidze mając tyle samo punktów, co piąte Lazio i siódme Cagliari. Pewnie skończy rozgrywki nieco wyżej, bo tak klasowej drużynie zwyczajnie nie wypada grać tak słabo. Niemniej jednak nie sposób pominąć wszystkie defekty drużyny prowadzonej przez Carlo Ancelottiego. Nietrafione transfery, słaba forma liderów, nieustanna rotacja, urazy mięśniowe i brak skuteczności. To wszystko może sprawić, że Partenopei do ostatniej kolejki drżeć będą o swój awans do przyszłorocznej Ligi Mistrzów. Brak tego awansu można sobie dzisiaj bez trudu wyobrazić. A przecież wszyscy w Neapolu będą taki scenariusz rozpatrywać w kategoriach katastrofy.


Jakub Jabłoński

@kubajablon

Od dziecka zakochany w samochodach i piłce nożnej. Największy fan talentu Piotra Wiśniewskiego. Spełniam właśnie dziecięce marzenie i piszę o piłce

Komentarze