Premier League

Czy ten związek ma przyszłość?

Szymon Klauza @serekk77

Fot: Singha94, Public domain

Tagi

Arsenal w tym sezonie spisuje się w kratkę. Przeplatają przyzwoite spotkania ze słabymi i mimo piątego miejsca w tabeli, kibice Kanonierów zadają sobie pytanie, czy Unai Emery jest aby odpowiednim człowiekiem do prowadzenia ich ukochanego zespołu.

Koniec pewnej ery

Mówisz Arsenal, myślisz Arsene Wenger. Jest to prawidłowe skojarzenie, bo przez dwadzieścia dwa lata pracy w klubie, Francuz wyrobił sobie miano legendy. Lista trofeów zdobyta podczas trwającej ponad dwie dekady kadencji jest obszerna. 3 mistrzostwa Anglii ( w tym jedno bez przegranego meczu), 7 pucharów Anglii, 7 Tarcz Wspólnoty. Zabrakło co prawda zwycięstwa w Lidze Mistrzów choć była szansa na to w 2006r. , ale Kanonierzy przegrali 2-1 z FC Barceloną.

Patrząc, jednak na daty zdobytych pucharów, można wywnioskować, że zostały zdobyte głównie na początku i w środku przygody 70-latka z londyńskim klubem. Mowa oczywiście o bardziej prestiżowych zdobyczach, bo ostanie trofeum, które włożono do klubowej gablotki, zostało zdobyte w 2017 roku i była to Tarcza Wspólnoty. Nie ma co się oszukiwać Tarcza wspólnoty, a mistrzostwo Premier League to niebo, a ziemia i z czasem zaczęto powoli kwestionować, czy Wenger nie powinien pożegnać się z Kanonierami. Stało się to w 2018 roku, a pożegnalny sezon, piłkarze z Emirates Stadium zakończyli na dopiero na 6 miejscu i tym samym drugi raz z rzędu nie zakwalifikowali się do fazy grupowej Ligi mistrzów.

Nowa szansa

Kiedy ogłoszono, że Unai Emery zostanie nowym szkoleniowcem, wśród fanów Arsenalu zapanował duży optymizm. Przyszedł w końcu spec od Ligi Europy i mimo nieudanej przygody z Paryżu, wiązano z Hiszpanem duże nadzieje. W lecie 2018 dokonano ciekawych transferów i mimo, że nie była to kadra gotowa na walkę o mistrza Anglii, wierzono, że to początek długoterminowego projektu.

Terminarz na starcie poprzednich rozgrywek nie rozpieścił Kanonierów. Potyczka z machiną Pepa Guardioli na własnym obiekcie i wyjazd do niebieskiej części Londynu na derbowy mecz z Chelsea. Trzeba przyznać, że od razu nowy szkoleniowiec został wrzucony na głębokie wody. Jeśli w pierwszym spotkaniu Arsenal był wyraźnie słabszą drużyną, to mecz z The Blues pokazał, że zaczyna powoli rozumieć filozofię 48-latka. W 3 kolejce na Emirates Stadium przyjechał West Ham i poległ 3:1. Od tego momentu Kanonierzy weszli na dobre tory i zanotowali serię 7 wygranych spotkań z rzędu. W dalszej części sezonu Arsenal miewał lepsze i gorsze momenty, ale koniec końców zespół zakończył rozgrywki na 5 miejscu. Nie dawało to co prawda możliwości powrotu do Ligi Mistrzów, ale nadarzyła się do tego inna okazja, żeby ten cel zrealizować, bowiem podopieczni Emeriego zagrali w finale Ligi Europy. W Baku, naprzeciwko nich stanął zespół Sarriego. W Azerbejdżanie, Chelsea rozjechała swoich rywali aż 4-1 i zameldowała się tym samym w fazie grupowej Champions League.

Dobre wzmocnienia i wygwizdany kapitan

Wydawało się, że Arsenal nie kwalifikując się do Ligi Mistrzów, będzie musiał spisać letnie okienko transferowe na straty. Stało się, jednak zupełnie inaczej i do klubu zawitało wielu piłkarzy i to za nie małe pieniądze. Wydano ponad 150 milionów euro na takich graczy jak: Nicolas Pepe, William Saliba, Kieran Tierney, David Luiz, Gabriel Martinelli, Dani Ceballos. Odszedł też między innymi Aaron Ramsey, ale mimo wszystko Kanonierzy solidnie się wzmocnili. Wciąż brakowało porządnych wzmocnień w obronie, ale Unai Emery nie miał prawa narzekać.

Początek sezonu w wykonaniu podopiecznych Hiszpana był całkiem obiecujący. Dwa mecze i komplet punktów, co prawda z Newcastle i Burnley, ale nie zmieniało to faktu, że do meczu z Liverpoolem przystępowali z takiej samej pozycji jak piłkarze z Anfield. Na nieszczęście, dla fanów Kanonierów, podopieczni Kloppa pokazali miejsce w szeregu swoim przeciwnikom.

Od tego momentu Arsenalowi szło coraz gorzej. Pojawiły się remisy, a zwycięstwa nie były przekonujące. Formę w ostatnich tygodniach najlepiej podsumował mecz z Sheffield United. Beniaminek pokonał przyjezdnych 1-0, a w drużynie hiszpańskiego menedżera nie było widać pomysłu na grę. Tydzień później na Emirates Stadium przyjechały Orły Hudgsona i mimo, że przegrywały 0:2, potrafiły doprowadzić do remisu. Po meczu mówiło się, jednak głównie nie o wydarzeniach boiskowych, a o incydencie z kapitanem Kanonierów Xhaką. Szwajcar schodząc z boiska został wygwizdany i wykonał kilka gestów, których człowiek z opaską kapitańską na ramieniu nie powinien wykonywać. Kilka dni później w mediach społecznościowych pojawiło się oświadczenie, gdzie środkowy pomocnik przeprosił i wyjaśnił, że skumulowały się w nim negatywne emocje, związane z hejtem jakim spadł w ostatnim czasie na jego samego, ale także na rodzinę piłkarza. Mimo to, były zawodnik Borussi Moenchengladbach nie zagrał w sobotnim, zremisowanym meczu z Wolves.

Przed szkoleniowcem Arsenalu ogromnie ciężkie zadanie. W klubie zaczynają się niecierpliwić, bo cel jakim był awans do Ligi Mistrzów staje się coraz cięży do zrealizowania. Słabe wyniki to nie jedyne problemy Emeriego, bo brakuje naturalnego lidera, który pociągnąłby zespół w trudnych momentach. Na pewno najbliższe tygodnie będą kluczowe, a jeśli w sobotnim meczu z Leicester, piłkarze z Emirates Stadium nie wywiozą 3 punktów, to kto wie czy po przerwie na reprezentacje nie ujrzymy kogoś nowego na ławce trenerskiej. Czyżby szykował się wielki powrót Jose Mourinho? Któż to wie.


Szymon Klauza

@serekk77

Najmłodszy w redakcji. Kibicuję Realowi Madryt i Liverpoolowi. Uwielbiam Premier League, La ligę oraz Bundesligę. Poza piłką wielki fan Remigiusza Mroza.

Komentarze