Europejskie Puchary

Lipsk dominował i wygrał - czyli bez niespodzianki w Petersburgu

Ziemowit Dziopa @dziopixz

Fot: Lipsk, Lipsk

Tagi

W spotkaniu czwartej kolejki Ligi Mistrzów, na Gazprom Arenie Zenit St. Petersburg uległ gościom z Lipska 0-2. Warunki raczej dyktowali goście, ale Zenit miał także swoje momenty. Brakowało trochę szczęścia i dokładności. Goście mieli szczęście, dokładność i byli najzwyczajniej w świecie lepszą drużyną. Dlatego też zdobyli trzy punkty. 

W pierwszej połowie na boisku dominował raczej RB Lipsk. Na samym początku do gola jednak czegoś brakowało. Tym czymś moim zdaniem była odwaga i gra na większym ryzyku. „Byki” zamiast atakować, tak jak byki, czaili się trochę jak kot. To przyczajanie się trwało zdecydowanie za długo. Może trochę poważniej zrobiło się w 14 minucie, kiedy Marcel Halstenberg uderzył w bardzo ładny sposób do bramki, ale niestety po weryfikacji VAR, sędzia powiedział w sposób jasny i stanowczy – gola nie ma. Pozostało więc Niemcom grać dalej. Na ich nieszczęście rywal tak jakby zmartwychwstał, bo na początku raczej nie było widać w ich grze większego zapału. I tutaj obecni liderzy Bundesligi mieli trochę szczęścia, rozumu w sumie też. Trochę tego, trochę tamtego i koniec końców gola nie stracili, a byli tego bliscy. Tak mniej więcej od osiemnastej do trzydziestej minuty, gospodarze mieli swoje przysłowiowe pięć dwanaście minut. W drużynie Lipska jednak przede wszystkim czujni byli stoperzy – Upamecano i Mukiele, cały czas byli na swoim posterunku, kiedy Zenit chciał doprowadzić do sytuacji 1v1. Dzięki temu duetowi podopieczni Nagelsmanna w miarę przetrwali te dwanaście minut, kiedy kontry gospodarzy były groźniejsze. Potem wszystko wróciło do normy – Lipsk niby miał przewagę, niby atakował, ale tak naprawdę nie był pewny swoich ruchów. Drużynie gości udało się zdobyć bramkę dopiero doliczonym czasie gry pierwszej części spotkania. Dzięki inteligentnemu rozegraniu rzutu wolnego, pięknego gola z dystansu strzelił Demme. Otrzymał krótkie podanie i skutecznie wykorzystał dość dużą przestrzeń. Defensywa Zenitu trochę nie spodziewała się takiego strzału – zapewne sądzili, że albo padnie strzał bezpośrednio z rzutu wolnego, albo piłka zostanie posłana w pole karne. Ot, element zaskoczenia.

Co do Zenitu – na początku trzymał się twardo w defensywie. Nie dawali tak łatwo wejść w swoje pole karne i mocno utrudniali ataki zawodnikom RB Lipsk. Po prostu czekali na błąd, by wyprowadzić jakąś sensowną kontrę. I tu się zaczęły schody. Zwłaszcza słowo „sensowną” utrudniało zadanie rosyjskiemu zespołowi. Gospodarze bardzo chcieli doprowadzić do sytuacji 1v1, ale po jakimś czasie doszło do nich, że nie tędy droga. W 21 minucie zaatakowali trochę rozważniej i przyniosło to jakieś efekty. Azmoun próbował przedryblować defensywę rywali i strzelić bramkę, jednak ostatecznie to mu się nie udało. Był kilka metrów od bramki, ale drużyna przeciwna szybko zareagowała. Jak nie drzwiami to oknem – pomyśleli zawodnicy Zenitu i tym razem spróbowali zaatakować bramkę w inny sposób. Po dobrej kontrze piłka trafiła pod nogi Douglasa Santosa. Brazylijczyk był dobrze ustawiony, oddał strzał spoza pola karnego, ale zabrakło trochę dokładności. Na kolejną akcję Zenit musiał czekać troszkę dłużej – do drugiej minuty doliczonego czasu gry. Wówczas po raz kolejny przed szansą stanął Sardar Azmoun. Otrzymał piłkę od Dzyuby, ale znowu zabrakło dokładności. I trochę szczęścia w sumie też. Piłka przeleciała minimalnie obok bramki.

Druga połowa nie różniła się w zasadzie od tej pierwszej. Na początku goście mieli kontrolę nad sytuacją, ale raczej groźniejszych akcji nie wyprowadzali. Chyba takim najaktywniejszym zawodnikiem był Emil Forsberg. Po kilkunastu minutach od gwizdka rozpoczynającego drugą część spotkania Zenit się troszkę ożywił i wyprowadzili nieco groźniejszą akcję. Po raz kolejny okazję miał Azmoun. Miał dużo miejsca. Był w polu karnym. I zgadnijcie czego zabrakło?

A)Dokładności
B)Lepszego strzału

C)Opcja C na którą nie mam pomysłu, ale jest po to, żeby to lepiej wyglądało wizualnie

Ha! Tym razem nie dokładności, a po prostu lepszego strzału, bowiem Peter Gulacsi z łatwością obronił piłkę. I tutaj możemy przywołać piękne słowa, które brzmią – „niewykorzystane sytuacje się mszczą”. Ależ to zabrzmiało poetycko. Dwie minuty później goście z Niemiec podwyższyli wynik na 2-0. Sabitzer po fenomenalnym podaniu Forsberga, posłał bez problemu piłkę do siatki. Zenit po tym golu się troszeczkę ożywił, nieco przejął inicjatywę, ale wyniku zmienić im się nie udało. Rosjanie atakowali, nawet całkiem nieźle, były groźniejsze sytuacje, ale tak jak mówiłem – defensywa RB Lipsk naprawdę pokazywała wysoki poziom i była tam gdzie akurat być powinna.

Finalnie mecz zakończył się rezultatem 0-2. Był w sumie całkiem dobry. Taki bez szaleństwa, ale wyglądał jak mecz Ligi Mistrzów, a o to chodzi w meczach. Chyba. RB Lipsk wciąż jest w formie, czy to Bundesliga czy to Liga Mistrzów. Kto wie, może coś uda im się namieszać. Jeśli chodzi o gospodarzy to naprawdę mogło być fajnie, bo te kontry miały ręce, nogi, głowę i inne takie całkiem przydatne elementy. Ale zabrakło dokładności. Zenit będąc blisko był jednocześnie daleko, a RB Lipsk to po prostu lepsza drużyna. 


Ziemowit Dziopa

@dziopixz

Piszę o żużlu http://rafalmartuszewski.com. Kocham The Reds. Największy fan Davide Bellego na żużlowym Twitterze.

Komentarze