Reprezentacje

Godne pożegnanie Piszczka i eliminacji

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: Mateusz Włodarczyk, CC 3.0

Tagi

Polska Słowenia Łukasz Piszczek eliminacje EURO 2020 Jerzy Brzęczek Robert Lewandowski Sebastian Szymański Jacek Góralski Tim Matavz Jan Oblak Josip Ilicić Jasmin Kurtić

Mecz Polski ze Słowenią zbiegł się z dwoma ważnymi wydarzeniami. Po pierwsze, uroczyście pożegnano legendę reprezentacji Polski, Łukasza Piszczka. Po drugie, rzecz się działa w przededniu śmierci trenera Janusza Wójcika, który wywalczył z kadrą, gdzie kapitanem był obecny selekcjoner Biało-czerwonych, srebrny medal olimpijski. Polacy mieli też rachunki do wyrównania ze Słoweńcami za porażkę we wrześniowym spotkaniu. Udało się. Piszczek został godnie pożegnany, a Polacy wygrali 3-2.

Gospodarze od początku ruszyli do ataku. Już w 2.minucie żółtą kartkę otrzymał Jasmin Kurtić. Dośrodkowanie powędrowało w stronę bramki Jana Oblaka, Futbolówka przeszła obok bramki, ale chwilę później była już w siatce. Zamieszanie przy rzucie rożnym umiejętnie wykorzystał Sebastian Szymański, dla którego był to debiutancki gol w kadrze. 240 sekund później Polacy napotkali pierwszy problem. W starciu z Oblakiem ucierpiał lider polskiej defensywy Kamil Glik. Człowiek ze stali też czasem miewa awarię. Obrońca Monaco został zmieniony przez Artura Jędrzejczyka. Biało-czerwoni tak jak w meczu z Izraelem zaczęli grać swój koncert. Atakowali prawą i lewą stroną. Bliski podwyższenia wyniku był Piotr Zieliński, ale pomocnik Napoli nie przyjął dokładnie piłki idealnie wystawionej przez Kamila Grosickiego. Niewykorzystana sytuacja zemściła się w 14.minucie. Na listę strzelców wpisał się Tim Matavz. Słoweńcy złapali wiatr w żagle. Chwilę później znów stworzyli akcję, ale tym razem Wojciech Szczęsny odprowadził piłkę wzrokiem. Po kilkuminutowym marazmie, Polacy ruszyli do ataku. Dwa kornery oraz rzut wolny nie przyniósł jednak spodziewanego rezultatu. Swoje reprezentacyjne demony próbował odgonić Piotr Zieliński. Bez efektów. Podopieczni Matjaża Keka skontrowali, ale Szczęsny przeciął podanie adresowane do Josipa Ilicicia. Biało-czerwoni próbowali ataków ze strony Grosickiego. Lewoskrzydłowy był nie do upilnowania dla słoweńskiej defensywy, lecz jego starania nie znalazły odzwierciedlenia przy choćby celnym uderzeniu. O wiele lepiej uderzył Lewandowski. Strzał głową snajpera Bayernu Monachium bez problemu wyłapał jednak Oblak. Podopieczni Jerzego Brzęczka nadal mieli inicjatywę, lecz nic z tego nie wynikło. Pierwsza część spotkania skończyła się remisem. Można było jednak oczekiwać, że Polacy będą chcieli w drugiej połowie przechylić szale zwycięstwa na swoją korzyść.

Pod koniec pierwszej połowy nastąpiło uroczyste pożegnanie Łukasza Piszczka. Chwila piękna, godna odnotowania, pokazująca urok piłki nożnej. Nostalgię po prawym obrońcy Borussii Dortmund miała zastąpić walka o końcowy triumf w tym spotkaniu. Pięć minut po gwizdku wznawiającym spotkanie, gospodarze mieli doskonałą okazję do podwyższenia wyniku. Strzał Krychowiaka bez problemu wyłapał Oblak. Chwilę później zaatakowali Słoweńcy. Uderzał Benjamin Verbić, ale i on nie znalazł sposobu na pokonanie Wojciecha Szczęsnego. Pomocnik Dynama Kijów nie ustawał jednak w swoich atakach. Chwilę później wywalczył rzut rożny, lecz nie przyniósł on pożądanego efektu. W grze obydwu ekip widoczne było uspokojenie w ofensywie. Nie trwało ono długo. W 54.minucie indywidualną akcją popisał się Robert Lewandowski. Kapitan Biało-czerwonych płaskim strzałem pokonał Oblaka. Kilka sekund później mogło być już 3-1. Golkiper Atletico popisał się fantastyczną paradą przy strzale Zielińskiego. Biało-czerwonym znów zaczęło się układać. Swojej szansy znów poszukał Zieliński. Kopnął niecelnie. Niewykorzystane sytuacje podobnie jak w pierwszej połowie zemściły się i tym razem. Bliźniaczo podobna akcja do tej z pierwszej połowy, znów podanie w pole karne, gdzie czekał niepilnowany Ilicić. Pomocnik Atalanty Bergamo zachował się niczym rasowy snajper i pokonał Szczęsnego. Tempo gry ponownie spadło. Podopieczni Jerzego Brzęczka próbowali stworzyć dokładną akcję i udało się to w 67.minucie. Strzał Lewandowskiego zza szesnastki pewnie obronił Oblak. Mecz znów stracił na poziomie. Obie drużyny wolały klepać piłkę, zamiast atakować. Dodatkowo kibice mogli obejrzeć pokazy łyżwiarstwa figurowego na murawie PGE Narodowego. Z marazmu ofensywnego próbował gospodarzy wybudzić Krychowiak. Strzały pomocnika Lokomotivu Moskwa zostały jednak zablokowane przez słoweńskich obrońców. Udało się w 81.minucie. Gdy wydawało się, że Lewandowski straci piłkę, to ten zabawił się z obroną gości, wrzucił do Grosickiego, a ten zauważył dobrze ustawionego Jacka Góralskiego, który pokonał Oblaka. Słoweńcy przestali już wierzyć w uratowanie remisu, kiedy drugą żółtą kartkę ujrzał Kurtić.

Polacy atakowali do końca. Zarówno kibicom, jak i Brzęczkowi mogło się to podobać. Mimo to zabrakło wykończenia w postaci czwartego gola. Zwycięstwo na zakończenie eliminacji jednak stało się faktem.

Polska 3-2 Słowenia

Gole: 3' Szymański, 54' Lewandowski, 81' Góralski - 14' Matavz, 61' Ilicić

Polska: Szczęsny - Piszczek (45+3' Kędziora), Glik (7' Jędrzejczyk), Bednarek, Reca - Grosicki, Góralski, Krychowiak, Szymański (86' Jóźwiak) - Lewandowski

Słowenia: Oblak - Stojanović, Blażić, Mevlja, Balkovec - Krhin, Kurtić - Ilicić, Bijol (72' Zajc), Verbić (86' Rep) - Matavz (89' Vukcić)

Żółte kartki: 33' Reca, 70' Krychowiak - 2' Kurtić

Czerwona kartka: 86' Kurtić (druga żółta)

Widzów: 53 946


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze