Reprezentacje

Ranking selekcjonerów reprezentacji Polski w XXI wieku

Marek Wilczewski @MarekWilczewsk2

Fot: Fakt, Fakt

Tagi

Ostatnie dwudziestolecie nie było dla naszej reprezentacji tak owocne w medale na wielkich turniejach jak lata 70., 80. czy 90. Biało-czerwonym wiodło się raz lepiej, raz gorzej. Wyniki często zależne były od decyzji selekcjonerów. Obecnie, mimo awansu na Mistrzostwa Europy, Jerzy Brzęczek często zmaga się z falą krytyki i bez końca jest porównywany do swoich poprzedników. Na ocenę pracy obecnego selekcjonera przyjdzie jeszcze czas. Czy jednak rzeczywiście kiedyś było lepiej? Przyjrzymy się temu.

Żaden selekcjoner w XXI wieku nie miał w pełni udanej przygody z kadrą narodową. Jedni osiągali lepsze a inni gorsze rezultaty. Każdemu jednak towarzyszyły wzloty i upadki. Ustalenie, kto był najlepszy w ostatnim dwudziestoleciu, nie jest łatwym zadaniem. Trzeba wziąć pod uwagę nie tylko osiągane przez selekcjonerów wyniki, ale również ocenić podejmowane przez nich decyzje i przeanalizować towarzyszące temu okoliczności. Poniższy ranking będzie próbą spięcia wszystkiego w całość.

8. Franciszek Smuda - Po przegranych eliminacjach do Mistrzostw Świata 2010 w Polsce narastał konflikt między kibicami a PZPN-em. Krajowym władzom piłkarskim przedstawiano coraz to większe żądania. Jednym z nich było zatrudnienie Franciszka Smudy na stanowisku selekcjonera. PZPN spełnił to oczekiwanie. Ówczesnemu szkoleniowcowi Zagłębia Lubin powierzono misję tworzenia kadry na EURO 2012. Z biegiem kolejnych miesięcy można było jednak dostrzec, że wybór Smudy nie był dobrym pomysłem..

Po pierwsze, Smuda miał problem ze zbudowaniem składu. Nowy selekcjoner zastał krajobraz po wojnie. Reprezentacja znajdowała się w totalnej rozsypce. Konieczne były natychmiastowe zmiany. Smuda zrezygnował z usług Jacka Krzynówka, Mariusza Lewandowskiego, Wojciecha Łobodzińskiego, Seweryna Gancarczyka i (tymczasowo) Euzebiusza Smolarka, po czym zaczął ściągać na zgrupowaniu nowych zawodników. Działanie to wydawało się całkiem racjonalne. Problemem było to, że Smuda przez długi czas nie potrafił zbudować szkieletu kadry i nikt nie był pewien swojego miejsca w składzie. Na każde zgrupowanie ściągano kogoś nowego, po czym błyskawicznie dziękowano mu za współpracę (np. Kamila Kosowskiego, Mariusza Pawełka, Tomasza Brzyskiego, Piotra Brożka, Mateusza Cetnarskiego, Marcina Robaka i Huberta Wołąkiewicza). Zdarzało się też, że ze składu wypadały jednostki, które od pewnego czasu mogły liczyć na regularne występy (np. Maciej Sadlok i Tomasz Jodłowiec). Do tego dochodziły prywatne konflikty Smudy z niektórymi zawodnikami o sprawy błahe (Artur Boruc, Michał Żewłaków i Sławomir Peszko).

Parę miesięcy przed EURO 2012 Smudzie udało się zarysować szkielet reprezentacji, jednak nawet i wtedy zdarzały się dziwne ruchy z jego strony. Przykładem może być powołanie Ireneusza Jelenia i wystawienie go w pierwszym składzie w meczu towarzyskim z Portugalią w lutym 2012. Po tym spotkaniu zrezygnowano z usług Jelenia.

W budowanej reprezentacji brakowało też typowego "dziecka Smudy". Ciężko powiedzieć, by którykolwiek zawodnik zawdzięczał Smudzie rozwój swojej kariery w kadrze narodowej. Adam Nawałka miał swoje “dzieci” w postaci Mączyńskiego i Pazdana. Dla Leo Beenhakkera kimś takim byli Radosław Matusiak, Paweł Golański i Wojciech Łobodziński. Jerzy Brzęczek może pochwalić się Arkadiuszem Recą. Smudzie kogoś takiego tu brakowało.

Źródło: Przegląd Sportowy

Po drugie, Smuda nie potrafił wykreować konkretnego stylu. Wprawdzie zastał kadrę w rozsypce, ale z biegiem czasu przybywało mu jednak coraz to więcej zawodników, którzy byli znaczącymi postaciami w swoich klubach. Z każdym miesiącem wzrastało znaczenie polskiego trio z Dortmundu, które wyrastało na czołowych piłkarzy Bundesligi. Do bramki Arsenalu na stałe wskoczył Wojciech Szczęsny. Marcin Wasilewski wyleczył kontuzję i odzyskał formę. Sebastian Boenisch, Daniem Perquis i Eugen Polanski otrzymali polskie obywatelstwo. Ludovic Obraniak sięgnął z klubem po Mistrzostwo Francji. Kamil Grosicki i Adrian Mierzejewski notowali świetne występy w lidze tureckiej. W kadrowiczach drzemał ogromny potencjał. Smuda nie potrafił go jednak wykorzystać. Wyniki nie zadowalały. Notowaliśmy kompromitujące porażki 0:6 z Hiszpanią, 0:3 z Kamerunem i 0:2 z Litwą. Dobra gra wynikała bardziej z przebłysków poszczególnych jednostek, niż z założeń taktycznych Smudy. Widać to było zresztą w spotkaniach podczas EURO 2012. W spotkaniu z Grecją Polacy rzucili się od pierwszych minut na rywala. Szedł atak za atakiem, ale brakowało skuteczności. Padła bramka na 1:0, ale brakowało kropki nad i. Z czasem nasi piłkarze opadali z sił. Do głosu zaczęli dochodzić Grecy. Zdobyli wyrównującą bramkę i wywalczyli rzut karny, którego nie wykorzystali. Brakowało pomysłu ponowne zdominowanie rywala. Nie było też sensownej reakcji na wydarzenia boiskowe. Brakowało zmian poza tą jedną wymuszoną po czerwonej kartce dla Wojciecha Szczęsnego. Podobnie było w starciu z Czechami. Tam również trwało oblężenie bramki przeciwnika od pierwszych minut spotkania, po czym przyszła zadyszka i brak reakcji. Skończyło się porażką. Zajęliśmy ostatnie miejsce w najłatwiejszej grupie, jaką tylko mogliśmy wylosować. Przez niemal dwa i pół roku Smuda nie potrafił odpowiednio przygotować piłkarzy do turnieju. To nie stawia go w korzystnym świetle.

Po trzecie, Smuda to chodząca kompromitacja wizerunkowa. Kontakty z dziennikarzami to nie była mocna strona byłego selekcjonera. Każda jego rozmowa z żurnalistami miała w sobie jakiś smaczek. Często jednak ten smaczek wywoływał grymas na twarzy. Smuda śmiało zaznaczał, że “nie jest miękkim chu**m robiony”, nie miał oporów przed nadaniem reprezentacji Niemiec przydomka “farbowane lisy” i przez 20 lat nie znalazł chwili, by spojrzeć na mapę i uświadomić sobie, że Związek Radziecki przestał istnieć. Żenujących wpadek nie było końca...

Najgorsze jednak przyszło po przegranym EURO 2012. Smuda nie miał w sobie odrobiny pokory po słabym występie na turnieju. Otwarcie zaznaczał, że nie ma za co przepraszać. Mało tego... Z dumą na ustach zaznaczał, że zbudował dom, w którym można mieszkać i nowy selekcjoner przyjdzie na gotowe... Sukcesy reprezentacji Nawałki po części odbierał jako swoją zasługę, tłumacząc że to on podłożył podwaliny pod kadrę grającą na EURO 2016... O tym pasmie żenady najlepiej zapomnieć...

Źródło: Onet

7. Zbigniew Boniek - Funkcję selekcjonera sprawował jedynie przez pół roku. W tym czasie wydarzyło się jednak naprawdę wiele. Najlepiej byłoby te wspomnienia wymazać z pamięci, ale tego nie da się tak łatwo zrobić...

Zbigniew Boniek miał zatrzeć ślady po słabym występie kadry Jerzego Engela na Mistrzostwach Świata w 2002 roku. Efekt był jednak odwrotny od zamierzonego. Po remisie z Belgią w meczu towarzyskim, przyszedł czas na eliminacje do Mistrzostw Europy w Portugalii. Pierwszym naszym rywalem było San Marino. Nasi reprezentanci męczyli się w starciu z amatorami, a prezentowany przez nich styl był daleki od zadowalającego. Na pierwszego gola trzeba było czekać aż do 76. minuty. Ostatecznie wygraliśmy z San Marino 0:2. Kamień spadł nam z serca. Miesiąc później podejmowaliśmy w Warszawie Łotwę. Tym razem szczęścia zabrakło i przegraliśmy 0:1. Wstyd i kompromitacja. Oczywiście trzeba mieć na uwadze fakt, że Łotysze potrafili zająć drugie miejsce w naszej grupie, a następnie ograć reprezentację Turcji w barażach o awans na turniej. Porażka z nimi była jednak dość bolesna, zwłaszcza przez to że nie zagrali oni w Warszawie wielkiego spotkania. W kolejnym meczu z nimi, na ich własnym terenie, już za kadencji Pawła Janasa, potrafiliśmy odnieść zwycięstwo. Ta porażka jednak była kluczowa dla całego układu tabeli i w dużej mierze zaważyła na tym, że nie pojechaliśmy na Mistrzostwa Europy. Pod wodzą Bońka, w meczach towarzyskich, wygraliśmy jeszcze z Nową Zelandią i przegraliśmy z Danią. W 3 grudnia 2002 roku Boniek podał się do dymisji. Śmiało można powiedzieć, że to była jedyna dobra rzecz, jaką zrobił dla tej reprezentacji...

Źródło: Przegląd Sportowy

6. Stefan Majewski - Jedyny człowiek, który w XXI wieku pełnił funkcję tymczasowego selekcjonera. Do dziś nie wiadomo, czym się kierowały władze PZPN wyznaczając prowizorycznego szkoleniowca. I dlaczego był nim akurat Majewski? Na to pytanie chyba nikt nie zna odpowiedzi. Wprawdzie Majewski miał styczność z piłką reprezentacyjną będąc w sztabie szkoleniowym kadry w czasach, gdy selekcjonerem był Zbigniew Boniek oraz prowadził reprezentację U-23. Jego dokonania trenerskie jednak były dalekie od zadowalających. Majewski miał za zadanie poprowadzić reprezentację Polski w dwóch ostatnich meczach eliminacji do Mistrzostw Świata 2010. Po rozegraniu obu spotkań przewidywano zakończenie współpracy. Scenariusz ten jednak mógł ulec zmianie, jeśli Majewski osiągnie dobre wyniki. Nowy selekcjoner miał trzy tygodnie na przygotowanie się do meczów z Czechami i Słowacją. Wprawdzie ewentualne zwycięstwa nie dałyby nam awansu na Mundial w RPA, ale pozwoliłyby zachować honor (ciągle w zasięgu było trzecie miejsce w grupie) i przy okazji spowolniłyby masz spadek w Rankingu FIFA. Poprawy w grze jednak nie było. Z Czechami przegraliśmy 0:2, a ze Słowacją 0:1. Zakończyliśmy całe eliminacje w kompromitującym stylu, zajmując przedostatnie miejsce w grupie, wyprzedzając jedynie... San Marino. Podczas meczu ze Słowacją obraz nędzy i rozpaczy potęgował widok opustoszałego i przykrytego śniegiem Stadionu Śląskiego w Chorzowie. Majewski został bez żalu pożegnany i szybko o nim zapomniano.

Źródło: Fakt

5. Waldemar Fornalik - Następca Smudy, na którego barki spadła konieczność przebudowy reprezentacji po nieudanym EURO 2012. Wyznaczono go na stanowisko selekcjonera ze względu na notowanie świetnych wyników z Ruchem Chorzów. Przeskok z piłki klubowej na futbol reprezentacyjny nie był jednak udany dla Fornalika. Nowy selekcjoner nie potrafił odpowiednio przygotować reprezentacji Polski do eliminacji do Mistrzostw Świata 2014. Nie miał nawet pomysłów jak zaskakiwać przeciwników w bezpośrednich meczach. Podczas spotkania na Wembley od reprezentacji Anglii dzieliła nas przepaść. Nie potrafiliśmy nawet podjąć wyrównanej walki z Ukrainą. Remisowaliśmy z Czarnogórą i Mołdawią. Nawet San Marino zdołało nam wcisnąć gola. Naszą reprezentację cechował marazm. Czy musiało tak być? Niekoniecznie. Już w pierwszej fazie eliminacji zagraliśmy niezły mecz z Anglią na Stadionie Narodowym, zakończony remisem. Zamiast iść za ciosem staliśmy się do bólu przewidywalni.

Nieudana przygoda Fornalika z kadrą Polski doskonale pokazuje różnicę między trenerem klubowym a selekcjonerem. Trener, jak sama nazwa wskazuje, jest od trenowania. Przebywa z zawodnikami na co dzień i może do znudzenia ćwiczyć z nimi różnego typu elementy oraz przeprowadzać szczegółowe analizy. U “klubowego” Fornalika to się sprawdzało, o czym świadczą świetne wyniki notowane z Ruchem Chorzów i Piastem Gliwice.

W przypadku reprezentacji jest zupełnie inaczej. Selekcjoner, jak sama nazwa wskazuje, jest od selekcji. Jego zadaniem jest śledzenie na bieżąco poczynań wszystkich potencjalnych kadrowiczów w celu wyłonienia najlepszych z najlepszych i dopasowania ich do swojej myśli taktycznej. Nie ma tu czasu na trenowanie i analizowanie. Zgrupowania są co kilka miesięcy i trwają parę dni. Zawodnicy muszą być gotowi od razu i to właśnie selekcjoner decyduje o tym na kogo padnie. Na tym szczebli Fornalik się nie odnalazł.

Czy jednak jego przygoda z reprezentacją to pasmo samych porażek i złych decyzji? Niekoniecznie. Pozostawiona przez Fornalika kadra nie wymagała gruntownej przebudowy. Kolejny selekcjoner opierał siłę reprezentacji na dokładnie tych samych graczach. Trzeba było jedynie do nich dotrzeć mentalnie i wyznaczyć im nieco inne założenia taktyczne. Fornalik zarysował szkielet przyszłej kadry Nawałki. To za jego czasów Szukała, Glik czy Krychowiak stali się ważnymi elementami pierwszego składu. To właśnie za Fornalika do reprezentacji zostali wprowadzeni Milik, Teodorczyk czy Zieliński. Nawałka zyskał piłkarzy, którzy byli już nieco oswojeni z klimatem zgrupowań. Trzeba było tylko zadbać o ich potencjał. Fornalik z pewnością nie zostawił po sobie spalonej ziemi.

Źródło: Przegląd Sportowy

4. Paweł Janas - Pasmo biało-czerwonych wzlotów i upadków. Znajdziemy tu masę pamiętnych chwil, jak i również serię upokorzeń, o których lepiej zapomnieć. Janas miał niełatwe zadanie, ponieważ był jedynym selekcjonerem, który w XXI wieku objął funkcję szkoleniowca w trakcie eliminacji, kiedy to mieliśmy jeszcze realne szanse na zakwalifikowanie się do turnieju. Przejął drużynę po Zbigniewie Bońku. Nie zdołał jednak uratować awansu na EURO 2004. Już na starcie straciliśmy cenne punkty przez remis z Węgrami w Chorzowie. Następnie przyszła upokarzająca porażka ze Szwecją 0:3. Nadzieję dało nam ważne zwycięstwo z Łotwą na wyjeździe. Jednak już parę dni później znowu przegraliśmy ze Szwecją i nasze szanse na awans były już tylko matematyczne. Wprawdzie w meczu o wszystko z Węgrami odnieśliśmy zwycięstwo, ale nie wystarczyło to do zajęcia miejsca gwarantującego baraże. Na EURO 2004 nie pojechaliśmy, ale Janas zachował posadę. Rozpoczęły się długie przygotowania do eliminacji do Mistrzostw Świata 2006. Mecze towarzyskie dawały zarówno powody do optymizmu, jak i również do zmartwień. Potrafiliśmy wygrać z Włochami, Serbią i Czarnogórą i Grecją (przeddzień jej zwycięstwa na EURO 2004). Przegrywaliśmy też 1:3 ze Szwecją i 1:5 z Danią. Eksperci i kibice nie byli pewni, które oblicze pokaże kadra w eliminacjach. Wszystko jednak dobrze się potoczyło. Na 10 meczów eliminacyjnych wygraliśmy aż 8. Dwukrotnie przegraliśmy z Anglią, ale nie brakowało w tych meczach walki. Notowaliśmy świetne wyniki z Walią, Austrią i Irlandią Północna. Naprawdę mieliśmy powody do dumy i uzasadnione nadzieje co do Mundialu w Niemczech.

Źródło: Sport.pl

Im bliżej było Mistrzostw Świata, tym większy był niepokój. W meczach towarzyskich graliśmy w kratkę. Daliśmy się pokonać USA i Litwie. W meczu z Kolumbią zaskoczył nas nawet sam bramkarz naszych rywali. Nadzieję dawała wygrana z Chorwacją. Wokół Janasa wybuchło powszechne oburzenie w związku z niewłączeniem Dudka, Kłosa i Frankowskiego do 23-osobowej kadry na Mundial w Niemczech. Dziennikarze i kibice dodatkowo krytykowali zamknięcie treningów reprezentacji dla osób trzecich, podczas gdy pozostali uczestnicy Mistrzostw Świata nie robili większych problemów z wpuszczaniem zainteresowanych. Przyszły w końcu Mistrzostwa Świata. Zaczęliśmy od kompromitującej porażki z Ekwadorem, który został zapamiętany głównie z... kontrowersyjnej okładki “Faktu”.

Następnie przegraliśmy z Niemcami dając sobie wbić gola w doliczonym czasie gry. Na koniec, w meczu o honor, pokonaliśmy Kostarykę. Prezentowaliśmy się żenująco słabo na boisku, ale i także poza nim. Janas i piłkarze unikali rozmów z dziennikarzami. Nieobecni byli nawet na paru konferencjach prasowych po spotkaniu z Ekwadorem. Na jednej z nich zamiast szkoleniowca i zawodników pojawił się... kucharz... Scena, której nie powstydziłby się sam Stanisław Bareja...


Janas rozstał się z reprezentacją w słabym stylu, ale potrafił też dostarczyć nam wielu radosnych momentów. Z pewnością najbardziej barwy okres reprezentacji, który każdy ocenia inaczej.

3. Jerzy Engel – Selekcjoner dokonujący przełomu. Zerwał z nieobecnością Polaków na Mistrzostwach Świata, która ciągnęła od trzech turniejów. Pod wodzą Engela Polska uzyskała pierwszy od 16 lat awans na Mundial. Droga ku temu nie była łatwa. Mieliśmy ciężką grupę z Norwegią, Ukrainą, Białorusią, Armenią i Walią. Eliminacje do Mistrzostw Świata 2002 były jednak pasmem świetnych i pamiętnych meczów.

Po kapitalnej grze odnosiliśmy wyjazdowe zwycięstwa z Ukrainą, Norwegią i Walia. U siebie potrafiliśmy deklasować Norwegów, Białorusinów i Ormian. Byliśmy pierwszą europejską reprezentacją, która wywalczyła awans na Mundial. Engel wyciągnął naprawdę wiele z piłkarzy, którzy na co dzień grali w Polsce i za granicą. Sam selekcjoner nie szczędził sobie słów mówiąc o tym, że jego podopieczni jadą do Korei Południowej i Japonii po medal.

Źródło: Express Bydgoski

Rzeczywistość była jednak brutalna. Jeszcze przed wylotem do Azji nasi piłkarze wysyłali niepokojące sygnały. Wiosną w meczach towarzyskich przegraliśmy w słabym stylu z Japonią i Rumunią. Przed samym Mundialem ograliśmy Estonię po dość przeciętnej grze. Na turnieju było jeszcze gorzej. W pierwszym meczu przegraliśmy z Koreą Południową 0:2. Byliśmy wyraźnie gorsi w środku pola, gubiliśmy krycie i nie stosowaliśmy pressingu. Nie potrafiliśmy dodatkowo stworzyć sobie dogodnych okazji. Były błędy, które można wyliczać bez końca. Piłkarzy chyba dodatkowo zjadła presja tego meczu. W filmie dokumentalnym “W kadrze”, wyreżyserowanym przez Tomasza Smokowskiego, możemy zobaczyć fragment nagrania z szatni w trakcie przerwy meczu z Koreą Południową, na którym widać zszokowanie i konsternację na twarzach naszych zawodników. Zamiast sportowej złości był spuszczony wzrok. To pokazuje, że raczej piłkarze nie byli odpowiednio przygotowani do turnieju.

Jeszcze gorzej było w meczu z Portugalią. Przegraliśmy 0:4 na własne życzenie, popełniając karygodne błędy w każdej strefie boiska. Najbardziej widoczne były błędy w defensywie. Jerzemu Dudkowi i Tomaszowi Hajcie z pewnością ten mecz do dziś śni się po nocach. Honor uratowaliśmy dzięki zwycięstwu 3:1 ze Stanami Zjednoczonymi. Tymi samymi Stanami Zjednoczonymi, które dotarły do ćwierćfinału Mistrzostw Świata i w sumie nigdy nie wiadomo jak daleko by zaszły, gdyby nie skrzywdził ich sędzia w spotkaniu z Niemcami. W starciu z USA graliśmy skutecznie i całkiem przyjemnie dla oka. Mogliśmy wygrać wyżej, ale Maciej Żurawski nie wykorzystał rzutu karnego. Pozostaje jedno pytanie bez odpowiedzi... Czy nie dało się tak zagrać wcześniej?

Po nieudanych Mistrzostwach Świata Jerzy Engel został zwolniony z posady selekcjonera. Całościowo jednak jego pracę należy ocenić pozytywnie. Nigdy się też nie dowiemy jak nasza kadra spisałaby się w eliminacjach do EURO 2004, gdyby nadal prowadził ją Engel.

Źródło: Onet

2. Leo Beenhakker - Jedyny zagraniczny selekcjoner, który prowadził reprezentację Polski w XXI wieku. Człowiek z zewnątrz, gdyż nigdy wcześniej nie miał do czynienia z polską piłką. W momencie podpisywania kontraktu, Holender wydawał się być fachowcem najwyższej klasy. Miał solidne doświadczenie zarówno w piłce klubowej, jak i również w reprezentacyjnej. Jego zadaniem było wprowadzenie istotnych zmian w polskiej kadrze po nieudanych Mistrzostwach Świata w 2006. Warto dodać, że Beenhakker również brał udział w tym turnieju prowadząc reprezentację Trynidadu i Tobago, z którą udało mu się nawet zremisować ze Szwecją.

Już pierwsze tygodnie pracy Holendra były owocne w liczne zmiany. Na stałe do reprezentacji włączono takich zawodników jak: Paweł Golański, Marcin Wasilewski, Łukasz Garguła, Rafał Murawski czy Radosław Matusiak. Beenhakker nie bał się stawiać na zawodników Ekstraklasy. Czasami nawet ponosiła go fantazja, gdy powołania rozsyłał takim piłkarzom jak Adam Kokoszka, który miał problemy z regularną grą w pierwszym zespole Wisły Kraków, czy Tomasz Zahorski, który w statystykach wypadał znacznie gorzej od wielu innych graczy naszej ligi. Mimo pogarszającego się z każdym rokiem stanu polskiej piłki, Beenhakker przekonywał opinię publiczną, że Ekstraklasa to mocna liga, a wielu grających tu zawodników prezentuje słynny “international level”. Jak było naprawdę?

Źródło: Sport TVP 

Początki Beenhakkera nie były łatwe. Holender zaczął przygodę z Biało-Czerwonymi od porażki w towarzyskim meczu z Danią. Chwilę później rozpoczęły się eliminację do Mistrzostw Europy 2008. Pierwszy mecz z Finlandią, rozgrywany na własnym stadionie, przegraliśmy 1:3. Parę dni później, również u siebie, zremisowaliśmy 1:1 z Serbią. Na Beenhakkera spadła lawina krytyki. Na efekty trzeba było poczekać. Te w końcu przyszły. Zaliczyliśmy 6 zwycięstw z rzędu, w tym z Portugalią w Chorzowie. Do końca eliminacji utrzymaliśmy wysoką formę. 17 listopada 2007 roku wywalczyliśmy pierwszy w historii awans do finałów Mistrzostw Europy. Biorąc pod uwagę fakt, że mieliśmy niezwykle trudną grupę eliminacyjną, a nasi zawodnicy nie występowali wówczas w topowych europejskich klubach, możemy uznać ten wyczyn za naprawdę wielki sukces.

Mistrzostwa Europy nie były dla naszej reprezentacji udane. Przegraliśmy z Niemcami i Chorwacją, a z Austrią zaledwie zremisowaliśmy. Zajęliśmy ostatnie miejsce w grupie z dorobkiem jednego punktu. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść. Parę miesięcy po Mistrzostwach Europy rozpoczęły się eliminacje do Mistrzostw Świata 2010. Nasza grupa pozornie wydawała się łatwa. Rzeczywistość wszystko szybko zweryfikowała. Wyjazdowe porażki ze Słowacją, Irlandią Północną i Słowenią przekreśliły nasze szanse na awans. Niemoc prezentowaliśmy również u siebie, remisując ze Słowenią i Irlandią Północną. Nie pomogły zwycięstwa z Czechami i San Marino. Beenhakker dodatkowo popadł w konflikt z władzami PZPN-u i został zwolniony jeszcze przed końcem eliminacji. Największym absurdem było to, że Grzegorz Lato o zakończeniu współpracy z Beenhakkerem poinformował najpierw dziennikarzy, a dopiero potem samego selekcjonera. Rozstanie odbyło się w świetle niemocy i skandalu. Beenhakker pożegnał się z reprezentacją Polski w bardzo słabym stylu. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę osiągnięte wcześniej przez niego wyniki przy zestawieniu ich z potencjałem ludzkim jakim dysponował, to można należy jego pracę pozytywnie.

Źródło: Fakt

1. Adam Nawałka - Jedyny człowiek, któremu w XXI wieku udało się zaliczyć awans na dwa kolejno następujące po sobie turnieje mistrzowskie. Jedyny człowiek, któremu w XXI wieku udało się wyjść z grupy na turnieju mistrzowskim. Mało tego. Nawałka potrafił nawet dotrzeć ze swoją drużyną do ćwierćfinału i odpaść z nią dopiero po przegranej serii rzutów karnych z przyszłym triumfatorem rozgrywek.

Nie zawsze graliśmy skutecznie i ładnie dla oka. Mieliśmy jednak wyniki. Nieraz były to rezultaty, które zapamiętane zostaną na długie lata. Adam Nawałka wprowadził reprezentację Polski do finałów Mistrzostw Europy 2016. Jego drużynę cechowała walka i zaangażowanie do ostatniego gwizdka. Widzieliśmy to chociażby w starciach z Irlandią i Szkocją. Po drodze na EURO 2016 zaliczyliśmy też pierwsze w historii zwycięstwo z Niemcami. Na samych Mistrzostwach Europy potrafiliśmy ograć Irlandię Północną i Ukrainę. Z Niemcami uzyskaliśmy remis. Po wyjściu z grupy mierzyliśmy się ze Szwajcarią, którą wyeliminowaliśmy po rzutach karnych. Polegliśmy dopiero w ćwierćfinale, przegrywając po serii jedenastek z Portugalią. Później przyszły eliminacje do Mistrzostw Świata 2018. Awans uzyskaliśmy zgodnie z planem. Na samym turnieju jednak rozczarowaliśmy.

Źródło: Eska

Wielu sceptyków zaznacza, że dokonania Nawałki nie są niczym niezwykłym, ponieważ trafiła mu się najlepsza generacja piłkarzy w XXI wieku. Oczywiście, jest to po części prawda. Nawałka posiadał lepszy zasób ludzki od swoich poprzedników. Klasowi piłkarze w dobrej dyspozycji to jednak nie wszystko. Do tych zawodników należy również dotrzeć mentalnie, wyznaczyć im odpowiednie role na boisku i zbudować z nich drużynę. Nawałka to zrobił. To w końcu za jego czasów Robert Lewandowski wreszcie zaczął grać na wymaganym poziomie. Wcześniej napastnik Bayernu wcale nie słynął ze skuteczności strzeleckiej na poziomie reprezentacyjnym. Z każdym kolejnym miesiącem rosło także znaczenie Kamila Glika i Grzegorza Krychowiaka, którzy skutecznie przerzucali formę klubową na postawę reprezentacyjną. Umiejętnie do pierwszego składu włączono Arkadiusza Milika, który stworzył świetny duet z Robertem Lewandowskim. Nie można również zapominać o tym, ile potencjału selekcjoner potrafił wyciągnąć z Jakuba Błaszczykowskiego, który miał problemy z regularną grą w klubie.

Nawałka w przemyślany sposób dobierał też wielu zawodników, których powołania wzbudzały kontrowersje. Za włączanie do szerokiej kadry takich graczy jak: Pazdan, Jędrzejczyk, Mączyński, Mila czy Peszko na Nawałkę nieraz spadała lawina krytyki. Selekcjoner konsekwentnie pokazywał, że jednak warto mu zaufać. Pazdan na EURO 2016 walczył o każdy metr boiska. Jędrzejczyk skutecznie załatał lukę po nieobecnym Rybusie. Mączyński wprowadzał dużo spokoju w środku pola. Mila strzelał bramki Niemcom i Gruzji oraz serwował wiele świetnych podań. Peszko zdobył niezwykle istotnego gola w wyjazdowym meczu z Irlandią. Żaden z wymienionych piłkarzy nie był zapchajdziurą. Każdy niósł ze sobą jakość.

Wszystko jednak kiedyś się kończy. Nawałka zbyt mocno przywiązał się do pewnych nazwisk i konkretnych założeń taktycznych. Część piłkarzy straciła formę, a taktyka była przewidywalna. Kombinowanie z ustawieniem z trójką obrońców nie przyniosło pozytywnych skutków. Nawałka rozstał się z kadrą po nieudanym Mundialu w Rosji. Całą jego przygodę należałoby podsumować jednym słowem: Dziękujemy!


Marek Wilczewski

@MarekWilczewsk2

Komentarze