Ekstraklasa

Długo wyczekiwane przełamanie Lechii

Tomek Hatta @Fyordung

Fot: Sport Dziennik, Sport Dziennik

Tagi

Po dłuższym kryzysie, Lechia w końcu nie zawiodła i doczekała się przełamania. Gdańszczanie mimo niepewnego wejścia w mecz, spokojnie zdołali odwrócić losy spotkania i pokonać ŁKS Łódź 3:1. Boaterem okazał się Flavio Paixao, zdobywca dwóch bramek tego wieczoru. 

Mimo niezadowalających ostatnio wyników, prawie wszystko w ten wieczór przemawiało za Lechią. Do Gdańska przyjechał bowiem zespół, który nie dość, iż w tym sezonie na wyjeździe wygrał tylko raz ( w drugiej kolejce z Cracovią ), to na dodatek nigdy w swojej historii nie zdobył trzech punktów w Gdańsku.

W drużynie Lechii, narastająca presja przełamania złej passy z pewnością nie ułatwiała życia, ale mimo to, sygnały docierające z klubu mogły wlewać trochę optymizmu. Trener Piotr Stokowiec przed meczem sugerował, że jego zespół jest blisko powrotu do seryjnych zwycięstw, a także odniósł się do kwestii mentalnej, twierdząc, że pewne rzeczy zostały dokładnie przeanalizowane, co powinno dać efekty.

ŁKS za to nadal ma problemy z odpowiednim treningiem , a na ostatniej konferencji trener Moskal w sposób stanowczy krytykował brak pozwolenia na przygotowania do meczu na głównej płycie boiska, przez rzekome sianie i pielęgnację nowej trawy. Mimo ostatniej krytyki defensywy, a szczególnie Jana Sobocińskiego, trener dał jasny sygnał, że jeśli będzie on w pełni gotowy, to nie zostanie odstawiony od zespołu - ponieważ za wyniki odpowiada cały zespół, a nie poszczególne jednostki. Dużym problemem ŁKS-u w ostatnich spotkaniach była płynność rozgrywania akcji i nad tym cały sztab starał się najbardziej pracować, przed sobotnim pojedynkiem w Gdańsku.

Składy

Kazimierz Moskal postanowił znacznie przebudować swój zespół i dokonał aż pięciu zmian w wyjściowej jedenastce, w porównaniu do przegranej ostatnio potyczki ze Śląskiem Wrocław. Najbardziej w oczy rzucał się brak na szpicy Rafała Kujawy, którego zastąpił Ruis Lopez Pirulo. Wzmocnieniem Łodzian miał za to być powracający do linii obrony kapitan Maksymilian Rozwandowicz.

Źródło: ŁKS Twitter

W zespole gospodarzy do składu wrócił Karol Fila, ale największe zdziwienie wśród kibiców wywołało posadzenie na ławce Dusana Kuciaka oraz Artura Sobiecha. Swoją szansę dostali - Zlatan Alomerović i Flavio Paixao.

Źródło: Lechia Twitter

Przebieg spotkania

Zgodnie z przewidywaniami, lepiej w mecz weszła Lechia, jednak w 9. minucie, po stałym fragmencie gry, gola dla gości strzelił krytykowany ostatnio Jan Sobociński. Defensywa Lechii po tej straconej bramce, przez kilka minut grała na miękkich nogach i cudem nie doprowadziła do utraty kolejnych bramek, ponieważ ŁKS w ciągu kilku minut zmarnował aż dwie stuprocentowe sytuacje. Po kwadransie gry, Lechia zaczęła bardziej dochodzić do głosu, czego efektem był gol wyrównujący Lukasa Haraslina w 24. minucie. Kibice oczekiwali, że Lechia pójdzie za ciosem i się tym razem nie zawiedli. Zaledwie cztery minuty później, na 2:1 po kolejnej dobrej akcji podwyższył Flavio Paixao. Wspominana wcześniej mentalność, tego wieczoru była na dobrym poziomie i Gdańszczanie świetnie zareagowali na szybki cios gości. Po tym golu tempo meczu zaczynało systematycznie spadać, ale mimo to styl gry obu zespołów mógł się podobać. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie.

Wydawało się, że ŁKS lepiej wszedł w drugą połowę, przez chwilę mocno nękając obronę Lechii, ale to właśnie gospodarze w 49. minucie wyprowadzili kolejny cios, za sprawą ponownie Flavio Paixao, który spokojnym lobem pokonał bezradnego Arkadiusza Malarza. W 60. minucie, doświadczony Portugalczyk był bliski świętowania hat-tricka, jednak po analizie VAR okazało się, że znajdował się chwilę wcześniej na pozycji spalonej. Dosłownie po krótkiej chwili, VAR ponownie musiał reagować i tym razem anulowany został gol Wolskiego (także pozycja spalona). Lechia przez około 20 minut po przerwie grała na wielkim gazie i widać było, że interesowało ich tylko wysokie zwycięstwo. ŁKS-owi za to coraz bardziej brakowało jakichkolwiek atutów w ofensywie. 

Po 70. minucie obraz gry stawał się coraz bardziej mizerny, a gra najczęściej toczyła się na połowie ŁKS-u, który tylko momentami próbował wyprowadzać kontrataki. Próby gonienia wyniku przez zespół trenera Moskala idealnie pokazały, dlaczego znajdują się oni obecnie w strefie spadkowej. Tego wieczoru, nawet będąca w kryzysie Lechia, po prostu musiała ten mecz na luzie wygrać i z przekonaniem można stwierdzić, że gdyby mieli większe chęci na strzelanie kolejnych goli, to zrobiliby to bez problemu. Ostatecznie jednak wynik nie uległ już zmianie i po pięciu spotkaniach bez wygranej, w końcu kibice gdańskiego klubu mogli świętować zdobycie trzech punktów. 

A ŁKS? Cóż, na ten moment trudno traktować ich jako zespół, który może się utrzymać w Ekstraklasie. Jeśli zimą nie wzmocnią zespołu, będzie im bardzo trudno wydostać się ze strefy spadkowej. 


Tomek Hatta

@Fyordung

Red. naczelny @SofaGOL | Polscy piłkarze za granicą | Prywatnie - #Lechia #Chojniczanka #Slask - #LFC #ACMilan #FCPorto | Dużo czasu marnuję na granie w FM

Komentarze