Polacy za granicą

Niespodziewana zmiana u Łukasza Cieślewicza

Tomek Hatta @Fyordung

Fot: B36, B36

Tagi

Łukasz Cieślewicz po dziewięciu latach odszedł z B36 Torshavn i związał się umową z ligowym rywalem - Vikingurem Gota. Wraz z tym wydarzeniem, skończyła się pewna, pięknie pisana historia przez polskiego zawodnika w jednym z czołowych farerskich klubów, w którym ma status legendy. 

Łukasz pierwszą styczność z Wyspami Owczymi miał w wieku 12 lat. Wtedy przeprowadził się tam z mamą oraz bratem Adrianem (znanym obecnie z występów w walijskim The New Saints FC). Wszystko ze względu na tatę Roberta, który był piłkarzem i rok wcześniej podpisał kontrakt z tamtejszym IF Fuglafjordur, a przy okazji zatrudnił się w fabryce ryb, co uznawano tam za najważniejszą pracę w kraju. Gdy następnie zmienił klub na VB Vagur (obecnie FC Suduroy), zapisał swoich synów do szkółki tego klubu. Dla Łukasza był to drugi juniorski klub w karierze, gdyż przed wyjazdem z kraju, uczęszczał do akademii Mieszka Gniezno.

Po kilku latach szkolenia umiejętności w klubie z miasta Vagur, dzięki dobrej pracy agenta, bracia Cieślewiczowie dostali propozycję testów w duńskim Bröndby IF. Łukasz szczególnie dobrze wypadł w grach testowych, ale ofertę podpisania kontraktu po ukończeniu 16 lat otrzymał także Adrian, który jednak po jakimś czasie wybrał ofertę Manchesteru City.

Czteroletni pobyt Łukasza w szkółce Bröndby o wiele bardziej podniósł jego umiejętności, niż w VB Vagur, w którym możliwości ku temu były bardzo słabe. W 2007 roku potrzebna była jednak zmiana klubu, by móc w końcu wejść na dobre w dorosłą piłkę. 20-letni wtedy napastnik, przystał na ofertę drugoligowego Hvidovre IF, gdzie następnie, w ponad dwa lata, rozegrał 85 spotkań i zdobył 12 bramek. Z czasem kwestia finansowa w klubie stawała się coraz słabsza, przez co Łukasz był zmuszony do szukania nowych wyzwań. Mimo kilku ofert z Danii, postanowił jednak wrócić na Wyspy Owcze i związał się umową z B36 Torsvahn.

“ Pojawiały się oferty z kilku duńskich klubów, ale pod względem finansowym w żadnym wypadku nie mogły równać się z tą którą otrzymałem z B36 Torshavn. Postanowiłem więc znowu wrócić na Wyspy Owcze. “ - fragment wywiadu dla portalu “natemat.pl” z 2013 roku.

Dla wielu kibiców może być to szokiem, że zawodnik wybrał farerski klub, przez względy finansowe, ale fakt jest taki, że wtedy pensja dla gwiazd ligi sięgała od 2,5 tysięcy do 3 tysięcy euro tygodniowo, co także z czasem zaczęło nieco wzrastać. Wejście do najwyższej klasy rozgrywkowej w wykonaniu naszego zawodnika było fenomenalne. W pierwszym sezonie w B36 udało mu się wywalczyć tytuł mistrzowski i nagrodę za najlepszego piłkarza roku. Sam potem przyznawał, że uważa siebie za największą gwiazdę ligi:

“ Szczerze? Bez cienia wątpliwości odpowiem, że jestem największą gwiazdą ligi. Kiedy gramy mecze w lidze, to niejednokrotnie docierają do mnie opinie z obozów przeciwnika, że to właśnie Łukasza Cieślewicza obawiają się najbardziej. Kiedy jestem w najwyższej formie, to jeżeli jakiemuś obrońcy uda się wyłączyć mnie z gry, to już połowa sukcesu rywala. “ 

Łukasz w każdym kolejnym sezonie nie spuszczał z tonu, nawet jak został przesunięty na pozycję ofensywnego pomocnika, gdzie także radził sobie momentami wybornie. Na kolejny tytuł czekał do 2014 roku. Wtedy także został ponownie doceniony indywidualnie i wybrany najlepszym pomocnikiem roku. Największy sukces odniósł jednak rok później, gdy do ponownego mistrzostwa kraju, dołożył dublet w postaci nagrody za najlepszego piłkarza roku i ponownie najlepszego pomocnika. Mało brakowało, by i w 2014 roku zdobył taki sam zestaw, jednak władzom ligi zdarzył się karygodny błąd w liczeniu głosów, kosztem czego najlepszym piłkarzem roku został wybrany inny zawodnik.

“ Głosy zostały źle podliczone. Po paru dniach wyszło na jaw, że kapitan pewnej drużyny głosował inaczej niż zostało to zapisane w protokole. Muszę przyznać, że byłem trochę zdziwiony tym, kto został wybrany najlepszym zawodnikiem. “ fragment wyjęty z wywiadu dla “2x45.info”

Na kolejne trofeum, B36 Torshavn czekało aż trzy lata lata. Nie udało się wtedy jednak zdobyć mistrzostwa, tylko Puchar Wysp Owczych, po dramatycznym finale i wygranej w rzutach karnych z HB Torshavn. Łukasz Cieślewicz niestety cały mecz obejrzał z wysokości ławki rezerwowych. Warto dodać, że w krajowym pucharze z reguły szło mu kiepsko i jego całkowity dorobek, to zaledwie trzy trafienia w 13 występach.

To było ostatnie trofeum, jakie zdobył Łukasz Cieślewicz w swoim wieloletnim pobycie w B36. Niewiele brakowało, a w tym roku dołożyłby do kolekcji czwarty tytuł mistrzowski, jednak ostatecznie o zaledwie trzy punkty, lepszy okazał się KI Klaksvik, który powrócił na tron, po 20 latach przerwy.

Przez dziewięć lat spędzonych w B36 Torshavn, Łukasz Cieślewicz rozegrał aż 239 spotkań, w których zdobył 81 bramek, a najlepszym sezonem pod tym względem, był jego pierwszy w 2011 roku, gdzie w 27 spotkaniach, aż 17-krotnie trafiał do bramki rywala. Warto też dodać, że poczynania Łukasza mogliśmy obserwować w europejskich pucharach. W eliminacjach Ligi Mistrzów było mu dane roagrać 6 spotkań i strzelić jednego gola, za to w eliminacjach do Ligi Europy, tych występów było 13, w których do siatki trafiał trzykrotnie.

Łukasz zapisał się w historii klubu i jest uznawany za jedną z największych legend, a do pełni szczęścia zabrakło mu tylko chociażby jednej korony króla strzelców, chociaż jak sam nie raz przyznawał, bardziej cieszą go nagrody indywidualne.

Nowy rozdział

W ostatnich dniach okazało się, że nowym pracodawcą Łukasza Cieślewicza został Vikingur Gota, także występujący w najwyższej klasie rozgrywkowej. Klub z miasta Leirvik jest jednym z młodszych na Wyspach Owczych, gdyż powstał w 2007 roku poprzez fuzję dosyć silnego GI Gota z drugoligowym wtedy LIF Leirvik. Ciekawostką jest fakt, że ich stadion umiejscowiony jest w położonym o pięć kilometrów dalej mieście Nordragota.

Vikingur dosyć szybko po utworzeniu zaczął dobijać się do czołówki ligowej i już w 2009 roku zdobył Puchar krajowy. Następnie triumfował w nim aż cztery razy z rzędu - w latach 2012-15. Po tych sukcesach, w końcu przyszedł czas na triumfy ligowe i takie nadeszły w sezonach 2016 i 2017, gdy dwa razy z rzędu Vikingur mógł świętować zdobycie mistrzostwa Wysp Owczych. W 2014 roku, klub z Leirvik osiągnął swój najlepszy wynik w europejskich pucharach, gdy w walce o fazę grupową Ligi Europy, wyeliminował najpierw łotewski Daugavpils, a następnie sensacyjnie norweskie Tromso IL. Dopiero w trzeciej rundzie eliminacji zostali boleśnie sprowadzeni na ziemię przez chorwacką Rijekę.

Wracając do kwestii bieżących. Vikingur ostatnie dwa sezony kończył na piątym miejscu, na czym zapewne ucierpiały ich ambicje i będą chcieli ponownie włączyć się do walki o wyższe miejsca. Transfer Łukasza Cieślewicza nie jest przypadkiem, gdyż w klubie jest duży wakat na pozycji ofensywnego pomocnika i taki doświadczony zawodnik, zarazem nadal traktowany jak jedna z gwiazd ligi, zapewne z marszu stanie się podstawowym zawodnikiem i będzie miał za zadanie polepszyć dorobek ofensywny. Vikingur miniony sezon zakończył z piątym wynikiem pod względem zdobytych bramek, zatem to też pokazuje, dlaczego nie udało im się zająć wyższego miejsca.

Na pewno szkoda, że nadszedł czas zakończenia długiej przygody Łukasza z B36 Torshavn, ale cieszy fakt, że pozostanie on na wysokim poziomie ligowym i będzie mógł nadal walczyć o kolejne trofea. Mam nadzieję, że nie przyjdzie mu na nie długo czekać. 


Tomek Hatta

@Fyordung

Red. naczelny @SofaGOL | Polscy piłkarze za granicą | Prywatnie - #Lechia #Chojniczanka #Slask - #LFC #ACMilan #FCPorto | Dużo czasu marnuję na granie w FM

Komentarze