Premier League

Co się dzieje z drużyną Fabiańskiego?

Szymon Klauza @serekk77

Fot: John Seb Barber, CC BY 2.0

Tagi

W obozie Młotów co roku słyszymy, że z pewnością to będzie sezon, w którym powalczą o 7 miejsce, a może i nawet o 6. Jednak chęci to zdecydowanie za mało i każdy kolejny rok uświadamia nas w przekonaniu, że West Hamowi bliżej raczej do ligowe średniaka niż reprezentanta ligi na europejskim podwórku.

Trener z doświadczeniem i obiecujące transfery

Manuel Pellegrini jest bez wątpienia menedżerem z ogromnym bagażem doświadczeń. Argentyńczyk trenował przecież w historii takie zespoły jak Real Madryt czy Manchester City, z którym zdobył nawet mistrzostwo Anglii. Fakt faktem, że nie były to jakieś długie przygody, ale z pewnością w obu przypadkach, nie był to zbieg okoliczności, że trafiał do tak wielkich marek. W Londynie właśnie dlatego, go zatrudniono. Na London Stadium szukali kogoś, kto zna ligę i na przestrzeni kilku sezonów, wprowadzi Młoty na europejskie salonu albo przynajmniej otrze się o nie. Padło na Pellegriniego i wydawało się wtedy, że to dobry ruch. W letnim oknie transferowym dostał dodatkowo dużo pieniędzy na transfery. Właściciele wydali bowiem blisko 100 milionów euro na wzmocnienia. Jak na ligowego średniaka, kwota robiła wrażenie. Do Londynu trafiło naprawdę wiele ciekawych nazwisk. Fabiański, Wilshere, Anderson, Yarmolenko, Diop, Perez, Balbuena, to przecież piłkarze całkiem dobrze znani na świecie.

Nowy trener, projekt i zawodnicy. Wszystko przynajmniej na papierze prezentowało się naprawdę dobrze, a kadra jaką skompletowano w lecie, mogła dawać nadzieje na dobry rok. Może nie od razu na europejskie puchary, ale na górną połowę liczono. Już w pierwszej kolejce, West Ham został rzucony na głęboką wodę. Przyjechali bowiem do Liverpoolu, na mecz z maszyną Kloppa. Punkt kibice przed meczem brali w ciemno, ale niestety nawet jego nie udało się zdobyć. 0-4 i zimny prysznic na dzień dobry. W kolejnych trzech kolejkach podopieczni byłego szkoleniowca m.in. City, też się nie popisali. Pierwsze zwycięstwo odnieśli dopiero w 5 kolejce pokonując Everton 3-1. Im dalej w sezon, tym było lepiej. Może nie jakoś diametralnie, ale wystarczyło na 10 miejsce.

Kapryśny Austriak

Marko Arnautovica z pewnością fani Premier League dobrze pamiętają. Napastnik w West Hamie spędził dwa lata i wśród fanów zdania o nim są podzielone. Jedni za nim tęsknią, drudzy wręcz przeciwnie. W kwestii czysto piłkarskiej, Młoty na pewno dużo straciły, bo Austriak wielokrotnie pokazywał, że w piłkę grać potrafi. Do Ligi Angielskiej pasował idealnie. Dobry technicznie, z mocnym uderzeniem i ponad przeciętną sylwetką. Tu wszystko się zgadzało, gorzej było jednak w sprawach poza boiskowych. Problemy pojawiły się, gdy o 30-latka zaczęły zabiegać chińskie klubu, czyli ogromne pieniądze. Od tego czasu było już tylko gorzej. Na boisku nie prezentował już tego samego poziomu, a jego osoby mieli już dość nie tylko kibice, ale i ponoć sami zawodnicy. Czy faktycznie takie rzeczy miały miejsce? Tego się nie dowiemy, ale z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że tak mogło być. Koniec końców, Austriak odszedł i było to najlepsze rozwiązanie dla wszystkich.

Totalny falstart i brak ważnego ogniwa

Po rozgrywkach 18/19 apetyt wzrósł i liczono na kolejny progres. Pomóc temu miał temu nowy duet Haller i Fornlas. Na obydwu zawodników wydano 68 milinów euro, ale na razie efektów nie widać, a przynajmniej nie w postaci punktów. Francuz gra coraz lepiej, jednak tego samego nie można powiedzieć o jego kolegach. Forma całej drużyny idealnie odzwierciedla ich miejsce w tabeli. Szesnaste miejsce po 13 kolejkach. Wygląda to fatalnie ,a wydawać się mogło, że zwycięstwo w drugiej serii gier z Manchesterem United to początek czegoś dobrego. Stało się jednak zupełnie odwrotnie. Od spotkania z Czerwonymi diabłami, Młoty nie wygrały żadnego meczu(!) i jeśli nic się nie zmieni w najbliższych tygodniach, możemy się spodziewać kolejnej roszady na ławce trenerskiej w Anglii.

Pisząc ten artykuł, nie mogłem pominąć tematu związanego z Łukaszem Fabiańskim. Polak od samego początku swojego pobytu na London Stadium wszedł na najwyższy poziom i z niego nie zszedł. W poprzednim sezonie słusznie został wybranym najlepszym piłkarzem rozgrywek w West Hamie, więc jego brak, nie mógł przejść niezauważalnie. Od momentu kontuzji, Młoty nie wygrały żadnego meczu, a o wyczynach Roberto lepiej nie mówić. Słaba postawa defensywy nie jest z pewnością tylko winą Hiszpana, ale w kilku sytuacjach mógł zachować się o wiele lepiej. Sam Fabiański, jednak nie wystarczy i jeśli sami piłkarze nie chcą spisać na straty tego sezonu na starty już w Grudniu, to pora wziąć się garść.

Czas na rozstanie?

To pytanie zadaje sobie wielu kibiców Młotów, bo mimo inwestowania w zawodników, drużyna nie potrafi wejść na odpowiedni poziom. Jednak czy to wina tylko i wyłącznie trenera? Raczej nie, gdyż w najczęściej w takich przypadkach leży ona pośrodku, ale koniec końców to trener odpowiada za wyniki i jeśli ktoś wyleci z klubu, to na pewno Pellegrini, a nie piłkarze. Wielka szkoda, że wszystko zmierza do takiego momentu. Sam miałem wielkie nadzieję związane z West Hamem. Wydawało się, że mają wszystko co potrzeba: stadion, pieniądze, drużynę, dobrego szkoleniowca. Piłka jednak pewne rzeczy bardzo szybko weryfikuje, jest do bólu wymagająca i jeśli coś faktycznie nie idzie, to warto pewien etap zakończyć. Nie zawsze przecież musi wyjść tak jak byśmy chcieli. 


Szymon Klauza

@serekk77

Najmłodszy w redakcji. Kibicuję Realowi Madryt i Liverpoolowi. Uwielbiam Premier League, La ligę oraz Bundesligę. Poza piłką wielki fan Remigiusza Mroza.

Komentarze