Retro Piłka

Czerwony Diabeł rodem z Karaibów

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: indiatoday.in, indiatoday.in

Tagi

Dwight Yorke Trynidad i Tobago Manchester United Aston Villa Blackburn Rovers Andrew Cole Liga Mistrzów Karaiby

Spośród wszystkich państw karaibskich, Trynidad i Tobago oraz Jamajka wypuściło w świat wielu piłkarskich wyrobników. Większość z nich trafiło do Anglii, gdzie przeważnie występowali w niższych ligach, zaś najlepsi lądowali w Premier League. Jednym z nich był Dwight Yorke, który swego czasu zadziwił nie tylko Anglię, ale i całą Europę.

Urodzony w mieście położonym na wyspie Tobago, byłej kolonii I Rzeczypospolitej, Canaan Yorke zaczynał kopać piłkę w klubie St. Clairs, skąd trafił do zespołu Signal Hill Comprehensive School. Spędził tam tylko rok, gdyż w 1989 roku zauważył go trener Aston Villi Graham Taylor. "The Villans" odbywali wówczas tournee po Karaibach. Yorke pojechał do Anglii razem z nimi. Po pozytywnym przejściu testów, został oficjalnie zakontraktowany jako zawodnik ekipy z Birmingham. W First Division zadebiutował 24.marca 1990 roku w wygranym 1-0 spotkaniu z Crystal Palace. Pierwsze dwa lata w Anglii w wykonaniu Yorke'a można uznać za typowo adaptacyjne. W sumie wystąpił tylko w 23 meczach, strzelając tylko dwa gole. Przełom nastąpił w ostatnim sezonie przed zmianą nazwy angielskiej elity. Yorke zdobył 16 bramek w 39 spotkaniach we wszystkich rozgrywkach. Doskonała skuteczność Yorke'a pozwoliła zająć Aston Villi siódme miejsce w lidze. Przy okazji warto dodać, że przez trzy sezony kolegą gracza z Trynidadu i Tobago był ówczesny reprezentant Polski, Dariusz Kubicki, który w barwach "The Villans" występował przez 2,5 roku.

Kolejne trzy sezony nie były jednak już tak dobre w wykonaniu tobagijskiego piłkarza. W 92 meczach trafił do siatki 18 razy. Usprawiedliwieniem dla Yorke'a może być jednak fakt, że w tamtym czasie grał jako skrzydłowy. Przełomowy okazał się sezon 1995/96. Wówczas zawodnik z Karaibów był w sile piłkarskiego wieku. Młody, 42-letni trener Brian Little przesunął Dwighta ze skrzydła do ataku. Okazało się to znakomitą decyzją. W 35 ligowych spotkaniach, Yorke aż pokonywał bramkarzy rywali siedemnastokrotnie. Równie skuteczny był w krajowych pucharach. W FA Cup zdobył dwie bramki w pięciu starciach, zaś w Pucharze Ligi strzelił sześć goli w ośmiu meczach! Yorke i spółka doszli do finału, gdzie uporali się z Leeds United. Yorke dobił przeciwnika, zdobywając trzecią bramkę w 88.minucie. Kolejna kampania była kalką poprzedniego. Tobagijczyk znów strzelił 17 goli w Premier League. Potrzebował jednak na to dwóch spotkań więcej niż poprzednio. Dołożył również trzy trafienia w krajowych pucharach (dwa w FA Cup i jeden w League Cup). Triumf w Pucharze Ligi, połączony z zajęciem czwartego miejsca w Premier League zapewnił "The Villans" udział w Pucharze UEFA. Tam ekipa z Birmingham nie poradziła sobie i odpadła w dwumeczu 1.rundy z Helsingborgs IF, dzięki niekorzystnemu bilansowi bramek. O wiele lepszy pod względem europejskich pucharów był sezon 1997/98. Dzięki zajęciu piątej pozycji w lidze, ekipa z Birmingham ponownie zagrała w PUEFA. Tym razem poszło jej zdecydowanie lepiej. Aston Villa dotarła aż do ćwierćfinału. Z dużą pomocą Yorke'a. Reprezentant Trynidadu i Tobago z wyjątkiem rewanżowego meczu ze Steauą Bukareszt w 1/8 finału zagrał we wszystkich spotkaniach od pierwszej do ostatniej minuty. Zaznaczył swoją obecność dwoma golami, w rewanżowym starciu 2.rundy z Athletikiem Bilbao i w pierwszym spotkaniu ze Steauą, przegranym 1-2. Gdyby nie trafienie Dwighta, "The Villans" nie byłoby w 1/4 finału. Tam ponownie przydarzył im się pech. Znowu odpadli z powodu niekorzystnego bilansu bramek na wyjeździe. Tym razem górą było Atletico Madryt.

Dobrą formę Yorke potwierdził także w lidze. Choć grał nieco mniej, to tuzin bramek w 30 meczach wciąż jest świetnym wynikiem. Nieco mniej dostawał szans w krajowych pucharach, ale nie nadciągnęło to jego reputacji. Yorke w ciągu dziewięciu lat wyrobił sobie markę. Swoimi występami zwrócił uwagę większych klubów. Choć sezon 1998/99 zdołał zagrać jeszcze jeden mecz dla Aston Villi w Premier League (90 minut w zremisowanym 0-0 meczu z Evertonem), to w kolejnych przywdziewał już koszulkę Manchesteru United. Sir Alex Ferguson postanowił wzmocnić ekipę w celu odzyskania Mistrzostwa Anglii, a może i przede wszystkim, wygrania Ligi Mistrzów. Szkot dokonał zakupów na każdej pozycji (z wyjątkiem bramkarza). Za 17 mln euro (przeliczając na ówczesne pieniądze) kupił z PSV Eindhoven Jaapa Stama, a 7 mln euro wydał na pomocnika Parmy Jespera Blomqvista. Najdroższy z tego grona był Yorke, który kosztował 19,25 mln euro. Do dziś jest to rekord transferowy, jeśli chodzi o piłkarza z Trynidadu i Tobago.

Yorke błyskawicznie wkomponował się w styl gry drużyny. Stworzył zabójczy duet snajperów z Andrew Colem. Po pewnym czasie zaczęto ich nazywać braćmi. Słusznie. Cole i Yorke idelanie współpracowali ze sobą. W pierwszym sezonie na Old Trafford Dwight strzelił 18 goli. Dało mu to pierwszy i jedyny tytuł Króla Strzelców Premier League. Podzielił się nim jednak z Jimmym Floydem Hasselbainkiem z Leeds United i Michaelem Owenem z Liverpoolu. Do zdobycia tych 18 bramek Dwight potrzebował 32 spotkań. Warto dodać, że jedno trafienie mniej zaliczył Cole. Jakby tego było mało, Tobagijczyk dołożył do tego 11 asyst i został najlepszym dogrywającym w zespole, dystansując Davida Beckhama i Paula Scholesa! Truskawką na torcie były jednak popisy Dwighta w Champions League. "Czerwone Diabły" zwyciężyły w tych rozgrywkach, pokonując w finale Bayern Monachium w okolicznościach, który każdy szanujący się kibic futbolu zna bardzo dobrze. Końcowego triumfu United nie byłoby jednak bez Yorke'a. Reprezentant Trynidadu i Tobago zagrał we wszystkich meczach tamtego sezonu Ligi Mistrzów. Strzelił 8 goli i zanotował 9 asyst! Jak na tamte czasy kosmiczny wynik! Jego ofiarami byli golkiperzy Bayernu (w fazie grupowej), Barcelony, Brondby Kopenhaga, Interu Mediolan i Juventusu Turyn. Te 8 bramek dało mu oczywiście tytuł Króla Strzelców LM. Sezon życia Yorke'a nie został jednak odpowiednio doceniony przez piłkarski świat (dzisiaj obserwujemy to na przykładzie Roberta Lewandowskiego). W Plebiscycie Złotej Piłki nie było go nawet w pierwszej piątce, w której zaś znalazł się jego klubowy kolega, Beckham.

Rok 1999 Yorke i spółka zakończyli poczwórną koroną. MU odzyskało Mistrzostwo Anglii, sięgnęło po FA Cup, Champions League, a po wygranej z Palmeiras także po Puchar Interkontynentalny. Nie udało się jedynie ustrzelić Tarczy Wspólnoty, Superpucharu Europy i Klubowych Mistrzostw Świata. Tą pierwszą zdobył Arsenal, po wygranej 2-1 (Yorke strzelił jedynego gola dla United w tym meczu). To drugie trofeum wygrało Lazio Rzym, które dzięki trafieniu Marcelo Salasa zwyciężyło 1-0 (warto zaznaczyć, że to spotkanie sędziował polski arbiter Ryszard Wójcik). Te trzecie rozgrywki zakończyły się totalną klapą, bo "Czerwone Diabły" nawet nie wyszły z grupy. Te niepowodzenia Yorke odbił sobie w lidze. Znów świetnie współpracowało mu się z "bratem". Tobagijczyk zdobył 20, a Cole 19 bramek. Po raz drugi Dwight potrzebował na to 32 meczów. O wiele gorzej szło mu w Lidze Mistrzów. Znów wystąpił 11 razy, lecz trzykrotnie zdarzyło mu się opuścić spotkania (wszystko przez zmianę systemu rozgrywek). Strzelił tylko dwa gole i zaliczył dwie asysty. Ku zmartwieniu Yorke'a, Fergusona i kibiców MU na jego liście znalazły się tym razem gorsze firmy. Były to Sturm Graz (gol i asysta) i Olympique Marsylia. United doszło do ćwierćfinału, gdzie lepszy okazał się późniejszy triumfator rozgrywek, Real Madryt, który pokonał MU 3-2 w dwumeczu. Na pocieszenie, podopieczni Sir Alexa Fergusona obronili tytuł mistrzowski, z rekordową osiemnastopunktową przewagą nad "Kanonierami".

W ostatnich dwóch sezonach spędzonych na Old Trafford Yorke był cieniem samego siebie. To samo tyczyło się Cole'a. Anglik zdobył dziewięć, a Tobagijczyk 8 goli w Premiership. Yorke coraz częściej zaczynał oglądać spotkania z trybun Teatru Marzeń. Dowodem tego są 22 ligowe spotkania. Pewny plac miał jedynie w Lidze Mistrzów. Znów nie przekroczył liczby 11 meczów i znów United odpadło w ćwierćfinale. Znów z późniejszym triumfatorem rozgrywek. Bayern wziął rewanż na starcie na Camp Nou i zwyciężył 3-1 w dwumeczu. W sezonie 2000/01 Dwight zaprezentował fatalną skuteczność w Champions League. Strzelił zaledwie jednego gola, w wygranym 3-1 spotkaniu z PSV! Marnym pocieszeniem jest asysta w tym samym meczu, a później jeszcze jedna w rywalizacji Panathinaikosem Ateny. Na nieszczęście dla kibiców, United drugi raz z rzędu przegrało mecz o Tarczę Wspólnoty. Tym razem lepsza okazała się inna londyńska drużyna, Chelsea, która zwyciężyła 2-0. Jedyną satysfakcją dla Yorke'a było zdobycie trzeciego tytułu, a zarazem trzeciego z rzędu Mistrzostwa Anglii. Jak się później okazało, ostatniego.

W sezonie 2001/02 "bracia" zostali odstawieni na boczny tor. United kupiło bowiem dwóch snajperów, Ruuda Van Nisterlooya i Diego Forlana, którzy zabrali miejsce Cole'owi i Yorke'owi. O tym drugim mówiło się, że powodem, dla jakiego stracił miejsce w składzie był konflikt z Fergusonem. Czy było to prawdą? Nie wiadomo. W każdym razie, Yorke rozegrał tylko 10 spotkań w lidze, trzy w Champions League i po jednym w finale Tarczy Wspólnoty, Pucharze Anglii i Pucharze Ligi. "Czerwonym Diabłom" po raz kolejny nie dane było sięgnięcie po Community Shield. Tym razem przegrali 1-2 z Liverpoolem. W krajowych pucharach również poszło im słabo. W FA Cup odpadli w czwartej, a w EFL Cup w trzeciej rundzie. Nieco lepiej było w Lidze Mistrzów, gdzie MU doszło do półfinału. Z niewielkim udziałem Yorke'a, który zaliczył tylko jedną asystę w wygranym 3-0 starciu z Boavistą Porto. Oprócz tej asysty dołożył jeszcze jedną bramkę. Było to w ligowej potyczce z Leicester City, którą United zwyciężyło 2-0. Tamtą kampanię "Czerwone Diabły" zakończyły na trzecim miejscu. Yorke pożegnał się więc z Old Trafford w fatalnym stylu.

W letnim okienku transferowym Tobagijczyk dołączył do swojego "brata" i za 3,5 mln euro zasilił szeregi Blackburn Rovers. Oprócz Cole'a w zespole z Blackburn było jeszcze dwóch innych piłkarzy z czasów gry Yorke'a w United. W Rovers grali jeszcze wtedy John Curtis i znany z prowadzenia Legii Warszawa Henning Berg. Wracając jednak do Tobagijczyka, władze Rovers chciały, by znowu stworzył z Colem zabójczy duet napastników. Nie do końca się to udało. Wartym podkreślenia jest jednak fakt, że Cole i Yorke właściwie strzelali tyle samo. Ten pierwszy w 34 ligowych meczach siedem razy trafił do siatki, zaś drugi rozegrawszy jedno spotkanie mniej strzelił tych goli osiem. Niemal identyczną skutecznością oraz grywalnością popisali się w pucharach. W FA Cup Cole zagrał raz, dwukrotnie zdobywając bramkę, zaś Yorke w dwóch spotkaniach pokonał bramkarzy przeciwników trzykrotnie. Identycznie było w Pucharze UEFA. Tu Rovers odpadli już w 2.rundzie, ale Cole i Yorke jakby solidarnie, w trzech meczach nie trafili ani razu! Cole był górą jedynie w Pucharze Ligi. Tam "bracia" również wystąpili trzykrotnie, ale Cole w przeciwieństwie do Yorke'a aż trzy razy trafiał do siatki, podczas gdy Yorke nie dokonał tego ani razu.

Niezła skuteczność "braci" pozwoliła zająć Blackburn szóste miejsce w lidze, gwarantujące prawo gry w Pucharze Pocieszenia. Tym razem podopieczni Greame'a Sounessa odpadli już w 1.rundzie, ulegając 2-4 w dwumeczu Genclerbirligi Ankara. Dla Yorke'a sezon 2003/04 był znacznie gorszy od poprzedniego. W 23 ligowych spotkaniach strzelił tylko cztery gole. Zabłysnął jedynie w EFL Cup. Co prawda Rovers odpadli już w 3.rundzie, ale Dwight postraszył Liverpool, dwukrotnie pokonując Chrisa Kirklanda i zaliczając asystę przy bramce Barry'ego Fergusona. Na nic się to jednak stało. "The Reds" wygrali bowiem 4-3. A mogli więcej, gdyby nie lepsza skuteczność Emile'a Heskeya.

W sierpniu 2004 roku Yorke postanowił opuścić Blackburn. Zdążył jeszcze rozegrać cztery mecze w nowym sezonie Premier League. Postanowił wrócić do Birmingham. Nie trafił jednak do Aston Villi, a do Birmingham City. "Niebiescy" zapłacili za niego 400 tys. euro. Yorke miał zastąpić sprzedanego za 300 tys. do Coventry City swojego rodaka, partnera z linii ataku reprezentacji Trynidadu i Tobago Sterna Johna. Nie udało mu się to. W ciągu niespełna rocznego pobytu w Birmingham wystąpił raptem 15 razy we wszystkich rozgrywkach (13 w Premier League i po jednym razie w FA Cup i EFL Cup). Zdobył dwie bramki. Było to w ligowych starciach z Charlton Athletic i Newcastle United.

Po 16 latach gry na wyspach postanowił wyjechać na emeryturę. Wybór padł na Australię. Yorke zasilił szeregi Sydney FC. Na Antypodach spędził rok. W sumie zagrał 27 spotkań, dziewięciokrotnie trafiając do siatki. Wraz z ekipą z Sydney wywalczył Mistrzostwo Australii oraz piąte miejsce na klubowych Mistrzostwach Świata. Dołożył do tego swoją cegiełkę, bowiem w wygranym 2-1 starciu z El Ahly Kair zdobył jedną z bramek. Pomimo, że Dwight miał już na swoim koncie prawie 35 lat, postanowił jeszcze spróbować sił w Anglii. Za 300 tys. euro zasilił spadkowicza z Premier League, Sunderland. Warto dodać, że w tamtym czasie ekipę z północnej Anglii zasilili również koledzy Dwighta z kadry, John oraz Carlos Edwards. Początkowo Yorke nie łapał się nawet na ławkę rezerwowych. Sytuacja uległa zmianie wraz z zatrudnieniem kolegi Dwighta z czasów gry w United, Roya Keane'a. "Keano", żółtodziób na ławce trenerskiej osiągnął sukces. Postawił na duet napastników Yorke-John. Były napastnik Manchesteru United zagrał 32 razy w Championship i raz w FA Cup. Zdobył tylko pięć bramek, ale ciężko harował na boisku. "Czarne Koty" wygrały ligę i w wielkim stylu powróciły do elity.

Trudno uwierzyć w to, co się później stało. Choć Sunderland zdołał utrzymać się w Premier League, to Yorke miał w tym niewielki udział. Zagrał w sumie w 21 meczach (20 w lidze, jeden w EFL Cup) i strzelił tylko jednego gola! Było to w przegranym aż 1-7 meczu z Evertonem. W kolejnej kampanii było jeszcze gorzej. Tobagijczyk pojawił się na boisku osiem razy (7 w lidze i raz w FA Cup) i nie zdobył ani jednej bramki. Nie bez znaczenia pozostaje jednak fakt, że Yorke'owi coraz częściej zaczęły dokuczać kontuzje. W 2009 roku postanowił zawiesić buty na kołku. Jego bogata kariera zakończyła się wieloma sukcesami. Przez wiele lat za swoimi 122 golami był najskuteczniejszym piłkarzem w historii Premier League, pochodzącym z zachodniej półkuli świata. Jego rekord pobił dopiero Sergio Aguero.

Przez wiele lat Yorke był także gwiazdą reprezentacji Trynidadu i Tobago. W kadrze "Socca Warriors" zadebiutował mając skończone 16 lat! Występował w niej przez ponad dwie dekady! Uzbierał jednak "zaledwie" 72 mecze (niektóre źródła podają 74), w których strzelił 19 goli. Przy dorobku swojego partnera z ataku, Sterna Johna dorobek byłej gwiazdy Aston Villi i Manchesteru United wygląda mizernie. John w 110 spotkań aż 71 razy trafił do siatki. Zapewne Yorke zagrałby więcej, ale w 2000 roku wraz z "Małym Magikiem" Russelem Latapym (pierwszym Tobagijczykiem, który wystąpił w Lidze Mistrzów, dokonał tego w barwach FC Porto - przyp.red.) skonfliktował się z selekcjonerem kadry. Największym sukcesem Yorke'a z reprezentacją są triumf w Pucharze Karaibów w 1989 roku, trzecie miejsce na Gold Cup 11 lat później i historyczny awans na Mistrzostwa Świata w 2006 roku. "Socca Warriors" prowadził wtedy dobrze znany polskim kibicom Leo Beenhakker. Trynidad i Tobago odprawił w barażu interkontynentalnym Bahrajn, wygrywając 2-1 w dwumeczu. W finałach MŚ nie było już jednak tak dobrze. Reprezentacja karaibskiego państwa nie strzeliła ani jednego gola, zremisowała ze Szwecją i dwukrotnie przegrała po 0-2 z Anglią oraz Paragwajem. Warto dodać, że na mundialu Yorke grał na pozycji defensywnego pomocnika, co było dla niego totalną nowością, bowiem jeśli grał już w drugiej linii, to tylko na pozycji ofensywnego pomocnika. Pomimo, iż "Socca Warriors" szybko pożegnali się z mundialem, to jego uczestnicy zostali nagrodzeni drugim co do ważności państwowym odznaczeniem, Medalem Chaconii. Swój ostatni mecz w kadrze, ale i w karierze Yorke rozegrał 13.sierpnia 2009 roku. Było to wygrane 1-0 starcie z Salwadorem w eliminacjach do MŚ 2010. Były gwiazdor MU pojawił się na boisku na 19 minut, co symbolizowało jego numer na koszulce, jaki przywdziewał w United i w reprezentacji. A zmienił... Keona Daniela, pomocnika GKS-u Tychy.

Po zakończeniu kariery Yorke udzielał się w mediach. Był m.in. ekspertem Sky Sports. Podczas pobytu w Australii wystąpił w popularnym na Antypodach reality show "Największy przegrany". W 2009 roku wydał swoją autobiografię, zatytułowaną "Born To Score", która niestety nie ukazała się na polskim rynku. W Anglii Yorke miał status celebryty. Wszystko przez związek z aktorką i piosenkarką Katie Price, z którą ma syna, do którego początkowo nie chciał się przyznać. Ma również jeszcze jednego potomka, również ze związku pozamałżeńskiego. Oprócz tego posiada liczne rodzeństwo. Ma pięciu braci i trzy siostry. Jest wielkim fanem krykieta. Jego starszy brat, Clint był reprezentantem Trynidadu i Tobago w tejże dyscyplinie. Sam Dwight przyjaźni się zaś z Brianem Larą, najwybitniejszym krykiecistą z tego kraju. Podczas Mistrzostw Świata w krykiecie, odbywających się w Anglii, w świetnym dla Dwighta roku 1999, regularnie oglądał mecze na stadionie.

Byłego gwiazdora Manchesteru United nie omijają problemy. Jeszcze niedawno toczył spór z dawną partnerką o prawo do własności posiadłości w Cheshire, zaś w 2017 roku odmówiono mu wjazdu do USA ze względu na irański znaczek w paszporcie. To nie wszystko. W tym samym roku firma należąca do Yorke'a, "Dwight Yorke Promotions" zbankrutowała. Minusy nie mogą całkowicie przysłonić plusów. Yorke wraz ze swoim "bratem" szukają również piłkarskich talentów, które w przyszłości trafią do United.

To, że Dwight Yorke jest najwybitniejszym piłkarzem w historii Trynidadu i Tobago nie ulega wątpliwości. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że stadion w Bacolet, zbudowany na Mistrzostwa Świata U-17 nosi jego imię. Sam Yorke był też ambasadorem swojej kadry podczas MŚ 2006. Dodajmy jeszcze indywidualne nagrody Yorke'a. Tytuł Króla Strzelców Premier League i Ligi Mistrzów, Piłkarza Roku w Premier League, miejsce w jedenastce sezonu w 1999 roku, trzy nagrody dla Gracza Miesiąca w lutym 1996, styczniu 1999 i marcu 2000 roku. To mówi wszystko.

Obecna kadra Trynidadu i Tobago nie jest tak mocna, jak za czasów Yorke'a. I długo taka nie będzie. Reprezentacji "Socca Warriors" potrzeba drugiego Shaki Hislopa, Marvina Andrewsa, Sterna Johna, czy Kenwyne'a Jonesa. Ci piłkarze także dużo osiągnęli, lecz nie tyle co Yorke, który na Karaibach już do końca życia pozostanie legendą. Nie tylko piłkarską.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze