Serie A

Rasizm na włoskich stadionach

Sebastian Warowny @S_Warowny

Fot: The Independient, The Independient

Tagi

Serie A Rasizm Mario Balloteli Kalidou Koulibaly
Mamy rok 2019, a w zasadzie jego kres, myślę, że poprawność polityczna zawitała do większości państw Europy, lecz nie na Półwysep Apeniński. Włochy to jednak stan umysłu, a rasizm tam jest nadal chlebem powszednim. Może nie wszystkie miasta, bo Neapol i Mediolan starają się z tym walczyć, ale “eksklawy rasizmu” można z łatwością wymienić: Werona, Cagilari, Bolonia. Incydentów jest zdecydowanie więcej, ale pozwoliłem sobie wymienić miasta, w których jest przyzwolenie władz klubu na rasizm, ponieważ nic z tym nie robią, kibice nie ponoszą żadnych konsekwencji, a władze klubu jeszcze ich bronią. Zapraszam do tematu-rzeka, w którym poruszę większość skandali na włoskich stadionach w tym sezonie. 

Czasami można odnieść wrażenie, że na włoskich trybunach zasiadają zwierzęta, a nie ludzie. Udając odgłosy małpy w zasadzie samemu się cofają w rozwoju, bo co chcą przez to osiągnąć? Sprawić piłkarzowi przykrość i zniechęcić go do dalszej gry? Cóż za przyjemność. Niestety to udało się niektórym kibicom Hellasu Verona podczas ostatniego meczu z Brescią. Ofiarą werbalnego ataku został Mario Balloteli. Wówczas przed upływem 60 minuty meczu włoski piłkarz o ghanijskich korzeniach wziął piłkę w ręce i kopnął w kierunku kibiców Verony. Wyprowadzony z równowagi postanowił zejść z boiska, jednak od razu dostał wsparcie od piłkarzy Bresci i Hellasu, wrócił na boisko, i strzelił gola. Na pomeczowej konferencji absurdalnej wypowiedzi udzielił trener gospodarzy Ivan Juric:

"Oni chcieli wyprowadzić z równowagi świetnego piłkarza, również gwizdami, ale nie było rasistowskich przyśpiewek. Być może Balotelli doświadczał w przeszłości rasizmu, nawet w Weronie, ale nie dzisiaj. Nie rozmawiajmy o rasizmie, ponieważ to kłamstwo. Nie stwarzajmy problemów tam, gdzie ich nie ma."

Jeszcze bardziej kuriozalnej wypowiedzi udzielił Prezydent Hellasu, Maurizio Setti:

“Nasza widownia jest ironiczna, a nie rasistowska. Nic nie słyszałem na stadionie.”

Skoro rasizm na Stadio Marcantonio Bentegodi nie istnieje, a kibice są tylko mistrzami ironii to co można powiedzieć o sytuacji, kiedy to Hellas grał z Milanem, a z trybun słychać było buczenie zawsze, gdy przy piłce pojawiał się Franck Kessie, a klub po meczu w oficjalnym oświadczeniu napisał: 

“Buczenie na Kessiego? To chyba decybele naszych kibiców.”

Ofiarą rasizmu w ostatnim czasie jest także Kalidou Koulibally. Mimo, że jest ulubieńcem kibiców Napoli to szacunku wśród kibiców ligowych rywali może szukać na próżno. Przekonał się o tym między innymi podczas ostatniego meczu z AS Romą. Od początku spotkania można było usłyszeć obraźliwe teksty w kierunku Senegalczyka, ale nie tylko. Kibice intonowali przyśpiewki dotyczące Neapolu. Streszczając według niektórych kibiców giallorossich Neapol to Afryka, a Wezuwiusz powinien “zmyć ich swoim ogniem”. Na szczęście Koulibaly nie dał ponieść się emocjom, nie zszedł z boiska, bo według niego oznaczałoby to porażkę. Bardzo dobrze zachował się także sędzia Gianluca Rocchi, który bez zawahania przerwał mecz. Takie zachowanie powinno być normą, ale niestety nie we Włoszech. Dlaczego? Jeszcze do niedawna Włoska Federacja Piłkarska jak i włoski rząd poinformowali, że nawet w przypadku rasistowskich zachowań w trakcie meczu, zawody nie powinny zostać przerwane. Dodatkowo podczas spotkania wicepremiera Włoch Matteo Salviniego z przedstawicielami klubów i federacji wyszło, że sędzia nie ma w takim przypadku prawa przerwać meczu. Warto przywołać skandal sprzed dwóch sezonów, kiedy po usłyszeniu rasistowskich obelg w swoją stronę Sulley Muntari poprosił o interwencję sędziego. Wówczas Daniele Minelli zignorował piłkarza, a kiedy Muntari w imię protestu zszedł z boiska sędzia pokazał mu żółtą kartkę. Początkowo włoska federacja nie chciała jej anulować, a zrobiła to dopiero po wstawiennictwie Międzynarodowej Federacji Piłkarzy Zawodowych. Natomiast Cagilari w żaden sposób nie zostało ukarane za rasistowskie zachowanie swoich kibiców.

Orędownikiem walki z rasizmem i ogólnie pojętym chamstwem na trybunach we Włoszech jest Carlo Ancelotti. Po ostatnim meczu jego zespołu z AS Romą zapowiedział, że jeśli takowa sytuacja powtórzy się w przyszłości, a sędzia nie zareaguje w żaden sposób to jego zespół opuści boisko. Incydentów związanych z rasizmem jest zdecydowanie więcej, a kluby zazwyczaj nie wyciągają żadnych wniosków. Inaczej było po meczu Interu z Napoli podczas, którego z sektora kibiców Interu słychać było rasistowskie przyśpiewki w stosunku do Kalidou Koulibaliego. Komisja dyscyplinarna orzekła zamknięcie trybun dla kibiców nerrazzurich, a władze klubu rozpoczęły kampanię przeciwko rasizmowi. Takie zachowanie komisji i władz klubu trzeba pochlebiać, bo reakcja była taka jak powinna być.

Zadajmy sobie teraz pytanie. Jak we Włoszech można walczyć z rasizmem, skoro jedna z dwóch najpopularniejszych sportowych gazet w Italii Corriere dello Sport wydaje okładki, w których można doszukać się podtekstów rasistowskich? Nawet jeśli to miała być forma żartu słownego (swoją drogą żart niskich lotów) to powinni spodziewać się konsekwencji po tym co dzieje się ostatnio na włoskich trybunach. Jak we Włoszech można walczyć z rasizmem, skoro w oficjalnej kampanii ligi włoskiej w centrum prezentacji umieszczone są dzieła namalowane przez artystę, który w swojej sztuce używa małp jako metafory? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami.

Źródło: Twitter Michał Borkowski


Sebastian Warowny

@S_Warowny

Głównie Serie A i Premier League. Sympatyk Lecha, Realu i Milanu. Nieobojętny na inne ligi czy dyscypliny sportowe.

Komentarze