La Liga

Runda jesienna za nami!

Szymon Klauza @serekk77

Fot: express.co.uk, express.co.uk

Tagi

Przerwa świąteczno-noworoczna trwa w najlepsze nie tylko w naszych domach, ale również na europejskich boiskach. Dotknęła ona też hiszpańskich rozgrywek La Liga oraz La Liga2. My dzisiaj bierzemy jednak na tapetę najwyższy szczebel rozgrywkowy na Półwyspie Iberyjskim i podsumujemy dotychczasowe zmagania. 

Najsilniejsi też mają problemy

Dziwny jest ten sezon w wykonaniu Realu, Barcelony i Atletico. Niby wszystko mają pod kontrolą, zdobywają regularnie punkty, liderują w tabeli, a tak naprawdę dysproporcja pomiędzy poszczególnymi meczami jest ogromna. Weźmy na przykład taką Barcelonę. Pierwsze miejsce w tabeli, pewny awans z pierwszego miejsca w Lidze Mistrzów. Teoretycznie wszystko w porządku, ale jak to jest, że mimo wszystko #Valverdeout ciągle bryluje w sieci? Coś jest ewidentnie nie tak. Punkty punktami, ale gdzie się podział styl Blaugrany i forma poszczególnych piłkarzy? Podobnych pytań jest mnóstwo, a odpowiedzi niestety brak, chociaż pewnie większość kibiców winnego potrafiłaby wskazać w ciągu sekundy.

Real i Atletico też mają co prawda swoje problemy, głównie pod bramką przeciwników. Podopieczni Simeone wciąż poszukują swojej nowej tożsamości po letniej rewolucji i ostatnie dwa spotkania pokazały, że wszystko powoli zmierza w dobrym kierunku. Obiektywnie patrząc, najbardziej poukładaną drużyną jest na ten moment zespół Zizu. Francuz znalazł swoją optymalną jedenastkę i choć też zdarzają się wahania formy, to widać, że Los Blancos nabrali w ostatnim czasie wiatru w żagle i z optymizmem spoglądają w przyszłość.

Kilka pozytywnych niespodzianek

Głównie za te kilka miesięcy można pochwalić kilku młodych zawodników. Ja chciałbym wyróżnić dwóch: Martina Ødegaarda oraz Fede Valverde. Zacznijmy od piłkarza Realu Sociedad. Norweg został wypożyczony z Realu Madryt do kraju basków na dwa sezony. Miał tam stopniowo się ogrywać z hiszpańską piłką, ale takie obrotu spraw chyba nikt się nie spodziewał. To jak w tym sezonie wygląda 21-latek, przechodzi po prostu ludzkie pojęcia. Bramki, asysty, fantazja w grze, a przy tym tytaniczna praca w defensywnie. Tak w skrócie można opisać dotychczasową dyspozycje ofensywnego pomocnika. W ostatnich dniach, media zaczęły spekulować, że wypożyczenie może latem zostać zakończone i Martin wróci na Santiago Bernabeu już w najbliższe lato. Na razie, jednak Norweg ma przed sobą jeszcze pół roku w Realu Sociedad i kawał pracy do wykonania, jeśli chce już w najbliższe wakacje spędzić w Madrycie

Tak samo jak w przypadku Ødegaarda, nikt nie spodziewał się, że w tak krótkim czasie wystrzeli forma Fede Valverde. Do meczu z Granadą Urugwajczyk jednak nie zachwycał. Pojawiały się głosy krytyki w kierunku Zizu, że wystawia kogoś tak drewnianego jak Valverde. Mimo to, Francuz konsekwentnie stawiał na młodego pomocnika i jak się okazało słusznie. Bo od wspomnianego meczu z Granadą, 21-latek stał się wręcz fundamentalną postacią Królewskich i na pewno nie jest to wyolbrzymienie. Real potrzebował takiego zawodnika box-to-box, który zapewniałby solidną grę zarówno w ataku jak i w obronie. Czapki z głów dla tego młodego chłopaka, bo wytrzymał presję i wszedł na wyższy poziom. Przykład Fede Valverde pokazuje też idealnie, że my widzimy zawodników tylko raz w tygodniu ewentualnie dwa razy w tygodniu, podczas gdy trenerze mają ich pod obserwacją każdego dnia i wiedzą kiedy ktoś się nadaje, a komu trzeba podziękować i odsunąć na boczny tor.

Dwa spore rozczarowania

Nie tak wyobrażali sobie sezon fani Espanyiolu oraz Celty Vigo. Oba zespoły solidnie zawodzą, a przecież klub z Barcelony w poprzedniej kampanii zakwalifikował się do Ligi Europy. Gdzie więc szukać przyczyny tak słabej dyspozycji? Osobiście skupiłbym się przede wszystkim na ławce trenerskiej. Z końcem poprzednich rozgrywek odszedł Rubi, który na Estadi Cornellà-El Prat wykonał solidną pracę i na dobrą sprawę, od tego momentu było coraz gorzej. Rządy Davida Gallego i Pablo Manchina trwały kolejno 98 i 77 dni. W tym okresie Espanyol zanotował bilans 2-4-12 (tylko La Liga), tracąc przy tym 34 gole, co jest najgorszym wynikiem w lidze. Na plus co prawda można zaliczyć awans z pierwszego miejsca w Lidze Europy. Marne to jednak pocieszenie, bo co kibicom po europejskich pucharach, jeśli w przyszłym sezonie będą musieli oglądać swój zespół w drugiej lidze? Do takiej sytuacji ma nie dopuścić nowo zatrudniony Abelardo. Zadania ma bardzo ciężkie tym bardziej, że zadebiutuje w spotkaniu z Barceloną, ale może akurat będzie to punkt zwrotny dla Espanyolu w tym sezonie.

Trudno jednoznacznie stwierdzić kto jest większą negatywną niespodzianką w rundzie jesiennej. Wspomniany wyżej Espanyol, czy może Celta Vigo, bo i ona jest w nie lada kryzysie. 18 pozycja w tabeli i 4 punkty przewagi nad ostatnią drużyną. Nie tak to miało wyglądać tym bardziej, że na Estadio Balaídos dokonano kilku naprawdę ciekawych wzmocnień. Denis Suarez czy Rafinha to przecież nie anonimowe nazwiska w świecie piłkarskim. Po nerwówce z poprzedniego sezonu, wydawać się mogło, że do podobnej sytuacji nie dopuszczą zarówno właściciele jak i piłkarze. Rzeczywistość okazała się, jednak brutalna i nawet 7 bramek Aspasa nie wystarczyło aby święta spędzić nad strefą spadkową. Co dalej się potoczy z drużyną Oscara Graci? Czy naprawdę jest to możliwe, żeby drużyna z przyzwoitą kadrą do końca drżała o utrzymanie?

Klub bez logiki

O tym co się działo w Valencii przez ostatnie miesiące długo by można pisać. Zwolniono najpierw Marcelino, a następnie odszedł dyrektor sportowy Mateu Alemany. Dwaj główni architekci odbudowy klubu z Estadio Mestalla, po konflikcie z prezesem Peterem Limem zmuszeni byli rozstać się z nietoperzami. Problem polegał na tym, że murem za szkoleniowcem stali piłkarze. Wydawało się wtedy, że klub będzie czekał bardzo ciężki rok okupiony słabymi wynikami na własnym podwórku i europejskim. Drużynę w ciężkim momencie przejął Albert Celades i wykonał kawał dobrej roboty, biorąc pod uwagę sytuację, jaka zapanowała w całym klubie. Awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów oraz ósme miejsce w tabeli ze stratą 3 punktów do piątego Realu Sociedad. Przy nazwie Valencii można więc śmiało postawić spory plusik, chociaż bardziej dotyczy to piłkarzy i trenera niż właściciela oraz zarządu, bo oni zasługują za to na solidny minus.


Szymon Klauza

@serekk77

Najmłodszy w redakcji. Kibicuję Realowi Madryt i Liverpoolowi. Uwielbiam Premier League, La ligę oraz Bundesligę. Poza piłką wielki fan Remigiusza Mroza.

Komentarze