Ekstraklasa

Etatowy kandydat do spadku może w końcu zlecieć

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: MKS1973fan, public domain

Tagi

Korona Kielce spadek Ekstraklasa podsumowanie runda jesienna Gino Lettieri

Po dwóch latach względnej stabilizacji sportowej, jaką Koronie zapewnił Gino Lettieri, dla Korony Kielce w końcu przyszły gorsze chwile. Choć ostatnie mecze w 2019 roku wlały nieco nadziei w serca kibiców "Złocisto-krwistych", to kielczanie do końca będą musieli bić się o ligowy byt.

Choć kielczanie nieźle zaczęli sezon, bowiem na inaugurację wygrali 1-0 w Bełchatowie z Rakowem Częstochowa, to potem było już coraz gorzej. Zespół ze stolicy województwa świętokrzyskiego zaliczył serię ośmiu meczów bez zwycięstwa. Czara goryczy przelała się po przegranym meczu 0-3 z Górnikiem w Zabrzu. Gino Lettieriego zastąpił Sławomir Grzesik, asystent szkoleniowca i etatowy strażak w zespole z Kielc. Nie odmienił on jednak gry zespołu i prowadzona przez niego Korona zdobyła tylko jeden punkt w dwóch meczach. Nowym trenerem Korony został Mirosław Smyła. 50-letni szkoleniowiec, odkrywca talentu Arkadiusza Milika i człowiek, który uratował pierwszoligowy byt dla Wigier Suwałki miał zostać zbawcą Korony. I bardzo małymi kroczkami wygrzebuje Koronę z bagna. Choć w swoim debiucie poniósł klęskę 0-2 z Lechią w Gdańsku, to w kolejnym spotkaniu prowadzona przez niego drużyna wygrała u siebie z dobre spisującym się w tegorocznej kampanii Śląskiem Wrocław. Radość okazała się przedwczesna. "Złocisto-krwiści" przegrali bowiem trzy spotkania z rzędu. O ile porażki z lepszymi drużynami, takimi jak Wisła Płock i Piast Gliwice (po 0-1), to klęska z sąsiadującym w tabeli ŁKS-em 1-4 jest niewytłumaczalna. Po kolejnej czarnej serii kielczanie zaczęli się urządzać na dnie tabeli. W listopadzie zaczęli się jednak od niego odbijać. "Scyzory" zaliczyły serię trzech meczów bez porażki, zakończonych przy tym na zero z tyłu. Podopieczni Mirosława Smyły wygrali 1-0 z Zagłębiem i 3-0 z Rakowem oraz bezbramkowo zremisowali z Lechem przy Bułgarskiej. Pozwoliło im to na wydostanie się ze strefy spadkowej, po raz pierwszy od trzech miesięcy. Szczęście nie trwało jednak długo, bowiem porażki z Legią i Arką spowodowały, że Korona znów wróciła do strefy spadkowej. Pyrrusowe zwycięstwa z ekipami z czuba tabeli, Cracovią i Pogonią nie sprawiły jednak, że "Złocisto-krwiści" pożegnali się ze strefą spadkową, bowiem będąca przed nimi Arka ma lepszy bilans bramkowy oraz bezpośrednich spotkań.

Pomimo ostatnich dwóch zwycięstw, Koronie w tym sezonie idzie jak po grudzie. Klub, który jest dumą Kielc i województwa świętokrzyskiego jest zżerany przez niemiecki wirus. Dieter Burdenski, były bramkarz reprezentacji Niemiec i legenda Werderu Brema pozbył się swoich udziałów w kieleckim klubie. Obecnie jest on własnością Dirka Hundsdorfera, który jednak nie bardzo interesuje się klubem. Dodatkowo drużyna notuje same straty. Drużynę opuściło dwóch bramkarzy, Matthias Hamrol i Michał Miśkiewicz, dwaj prawi obrońcy dający dużo jakości zespołowi, Łukasz Kosakiewicz i Bartosz Rymaniak, wychowanek kieleckiego klubu Piotr Malarczyk, Chorwat Oliver Petrak, który wraz z Jakubem Żubrowski czyścił wszystko, co się da w strefie środkowej, czy wreszcie najlepszy strzelec zespołu, Elia Soriano. Władze Korony nie wzięły za nich ani złotówki. Przed sezonem, jak to zwykle w Kielcach bywa, sprowadziła kilkunastu nowych zawodników, w tym znanych z ekstraklasowych boisk Daniela Dziwniela, Michała Żyrę i jego czeskiego imiennika, Papadopulosa, czy czołową postać Stali Mielec z ubiegłego sezonu, 21-letniego Mateusza Spychałę. Wszyscy ci zawodnicy spisują się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Wciąż jednak lepiej niż inni piłkarze, którzy przed tym sezonem dołączyli do Kielc. Kompletnym niewypałem okazało się sprowadzenie Urosa Djuranovicia, Nemanji Mileticia, Luki Kukicia, czy Themistoklisa Tzimopoulosa. Równie bezsensowne było wypożyczenie młodych latynosów, Urugwajczyka Rodrigo Zalazara Martineza i Andresa Lioi. Szczególnym rozczarowniem jest gra Zalazara, który w pierwszym zespole wystąpił tylko sześć razy, a w swoim ostatnim meczu zobaczył czerwoną kartkę. Z taką grą nawet nie ma co wracać do Eintrachtu Frankfurt.

O tym, że Korona w tej rundzie była niesłychanie słaba, świadczy skuteczność. W dwudziestu meczach "Złocisto-krwiści" strzelili tylko 12 goli, czyli o dwa mniej niż ma na swoim koncie prowadzący w klasyfikacji najlepszych strzelców Jarosław Niezgoda. Najskuteczniejszymi piłkarzami kielczan w tym sezonie są wypożyczony z Viktorii Pilzno Słowak Erik Pacinda, który oprócz trzech goli dołożył dwie asysty i... środkowy obrońca, kapitan zespołu Adnan Kovacević, aktualny reprezentant Bośni i Hercegowiny. To właśnie oni oraz Słoweniec Matej Pucko. Co prawda zdobył on tylko jedną bramkę w tym sezonie, ale zaliczył cztery asysty. To właśnie oni ciągną grę Korony w tym sezonie. I nie mają specjalnego wsparcia zespołu, bowiem dwaj środkowi napastnicy strzelili łącznie dwa gole! Wszystkie padły udziałem Papadopulosa...

To tylko pokazuje, że w klubie panuje totalny chaos. Działacze co roku robią kadrową rewolucję, a coraz to nowi zawodnicy, zazwyczaj sprowadzani z zagranicy są coraz gorsi. Może pora więc postawić na młodzież? A ta w Kielcach praktycznie nie istnieje. I to mimo, że zespół U19 jest aktualnym Mistrzem Polski! Gino Lettieri był przeciwnikiem przepisu o wystawianiu młodzieżowca i robił to wyłącznie dlatego, bo musiał. Wystawiał więc na bramce młodzieżowego reprezentanta Polski Pawła Sokoła, który swego czasu terminował w Manchesterze City. 19-latek zagrał jednak tylko w siedmiu meczach, z czego raz zagrał na zero z tyłu. Smyła postawił na Marka Kozioła, mierzącego niespełna dwa metry golkipera z Nowego Sącza, który prezentuje się znacznie lepiej od Sokoła. Smyła ma pole do popisu, jeżeli chodzi o wybór młodych piłkarzy. Sam, pracując w Rozwoju Katowice odkrył talent Milika, więc pora, by wyszkolił kogoś w Kielcach. Zdecydowanie lepiej na tym wyjdzie.

Jeśli runda wiosenna będzie przebiegała dla Korony w podobny sposób, co runda jesienna, województwo świętokrzyskie straci Ekstraklasę. Czy na długo? Nie wiadomo. Z pewnością jednak kielczanom przyda się stabilizacja. Klub ma dług u miasta, które od wielu lat pomaga mu, jak tylko może. Kolejny sezon mógłby tylko nakręcić spiralę kolejnych niepotrzebnych rewolucji kadrowych i straty kolejnych pieniędzy. Kibice coraz rzadziej chodzą na stadion, co odbijało się na wynikach w lidze i w Pucharze Polski, gdzie "Złocisto-krwiści" odpadli już w 1.rundzie z Zagłębiem Lubin. Najlepszy wynik pod względem frekwencji padł na początku sezonu podczas meczu z Legią. Wówczas na trybunach 15,5 tysięcznego kieleckiego stadionu zasiadło ponad 11 tysięcy kibiców. W kolejnych spotkaniach frekwencja była coraz niższa. Apogeum osiągnęła w Dzień Zaduszny. Wówczas na Suzuki Arenę przyszło tylko nieco ponad trzy tysiące kibiców. Mimo to, kielczanie wygrali 1-0 z "Miedziowymi". Pomimo lepszej gry, frekwencja nie skoczyła drastycznie w górę. To tylko pokazuje, że kibicom coraz bardziej nie podoba się nie tyle gra zespołu, co zmiany, jakie w nim zachodzą.

Jaki los czeka Koronę w drugiej części tego sezonu? Nie wiadomo. Ekstraklasa już niejednokrotnie udowadniała, że jest ligą nieprzewidywalną i "Złocisto-krwiści", którzy w rundzie jesiennej wegetowali w dole tabeli, mogą podskoczyć do góry. Wielu jednak nie wierzy w sukces kielczan i podkreśla, że spadek będzie lepszy niż kolejny sezon pobytu w elicie. A jak będzie? Czas pokaże.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze