Polacy za granicą

O Krzysztofie Piątku i stagnacji jego formy początku

Ziemowit Dziopa @dziopixz

Fot: Miguel Medina, AFP

Tagi

One season Wonder – ostatnio często widzę te słowa. Zdecydowanie za często. Fajnie to brzmi. To jest jedna z niewielu zalet tego określenia. O wiele lepiej niż „cud jednego sezonu”, czy „gwiazda jednego sezonu”. Niemniej mam trochę dość. Jest nadużywane, zwłaszcza przez fanów AC Milanu. Tak, teraz już wiecie, że przez najbliższe zdania, akapity będzie przewijał się temat pana El Pistolero. Chociaż pewnie wiedzieliście to po przeczytaniu nagłówku. Tak czy siak, jeśli nie znudził wam się temat naszego snajpera, to zaopatrzcie się w lampkę wina, ewentualnie kubek ciepłej herbaty i bawcie się dobrze.

Poprzedni sezon Krzysztofa Piątka był bez dwóch zdań świetny. Nasz snajper był bramkostrzelny, sprawiał radość wszystkim – od fanów Milanu, poprzez polskim kibiców, aż do najzwyklejszych koneserów piłki nożnej. Polak wiedział gdzie się znaleźć, był tam, gdzie w danej chwili leciała piłka, strzelał goli na potęgę. Zaczęło się wszystko od skromnego transferu Genui. Zespół z Półwyspu Apenińskiego za skromnego chłopaka zapłacił Cracovii kwotę 4,5 milionów euro. Nasz reprezentant swój talent eksponował już w sparingach. Na fanach dobre wrażenie zrobił już pięcioma golami w meczu towarzyskim przeciwko Val Stubai. Wtedy jednak nasz naród nie wybuchał huraoptymizmem. Jeszcze. Z czasem jednak w naszym kraju powstało coś na rodzaj kultu Krzysztofa Piątka. Lewandowski stał się passe, zaś my byliśmy zasypywani felietonami, informacjami, plotkami, wywiadami i wszystkim innym. I w sumie – to nie było nic dziwnego. Dawno nie mieliśmy takiego zawodnika, który przechodzi za granicę, od razu wskakuje do pierwszego składu, strzela pięć bramek w sparingu, a gdy przychodzi do sezonu… rozkręca się jeszcze bardziej. Z Sassuolo – dwie bramki, Bolognia, Lazio i Chievo także stają się ofiarami El Pistolero. Potem długo długo nic i Piątek strzela przeciwko Sampdorii, SPAL, Romie i Atalancie. Takimi piłkarzami ludzie się cieszą. Tacy najbardziej rozpieszczają fanów. Nie trzeba nawet tych goli oglądać, same statystyki doprowadzają już do zachwytu.

Maryla Rodowicz śpiewała, że to już było i nie wróci więcej. Dużo osób też w taki sposób wypowiada się w kontekście naszego Polaka-Rodaka. Powiedzmy, że częściowo mają rację, bo faktycznie – to już było. Nie możemy używać tego na obronę Piątka. Forma naszego napastnika uległa spadkowi. Piątek gra zdecydowanie słabiej i Milan potrzebuje innego napastnika. Zanim fani snajpera z Dzierżoniowa wyłączą zakładkę z tym artykułem, to dodam jeszcze jedną, równie istotną, a nawet istotniejszą kwestię. Bo jeżeli ktoś mówi, że ta forma Piątka „nie wróci więcej” to lepiej niech za dużo nie mówi, bo całkiem możliwe, że nie za bardzo wie jak działa piłka nożna.

Pozwolę sobie użyć koronnego argumentu przeciwko potężnym krytykom „El Pistolero” – jak ma strzelać gole, jak nie ma kto mu podać. Czasem się śmieję z tego argumentu, bo jest zdecydowanie nadużywany. Jednak coś w nim jest, wystarczy rzucić okiem na zawodników AC Milanu. Na pierwszy ogień – Suso. Co by tu za dużo opowiadać, chłopak ewidentnie nie jest w formie i nie powinien grać w klubie z takimi ambicjami i kibicami żądnymi Europejskich Pucharów. Nie powiem, że to słaby piłkarz, bo strasznie nie lubię tego określenia, ale jego ostatnie występy są mizerne i on ma spory wkład w usypianie śmiałków, którzy decydują się na oglądanie meczów AC Milanu. Podobnie zresztą Hakan Calhanoglu, który też raczej nie jest na pewno wymarzonym partnerem do gry. Ci Panowie tracą piłki, podejmują kiepskie decyzję na boisku, generalnie średnio odnajdują się w czymś takim jak „taktyka”. Nie umieją wypracować Piątkowi okazji bramkowych, także raczej słabo idzie jeśli chodzi o komunikację z naszym snajperem.

Wspomniałem o komunikacji. Milan jest niezgrany. To problem, który ostatnio jest dość powszechny w piłce nożnej. Błąd popełniany w ostatnich latach masowo. Jeżeli w takim niezgranym zespole jest sobie taki napastnik, typowo od kończenia akcji, to życzę powodzenia. Takie coś nie wyjdzie. I choćby trener się dwoił i troił, to taką taktyką za wiele nie zdziała. To nie wyjdzie. Zrozumienie jest bardzo istotne we wszystkich dziedzinach i futbol tu nie jest wyjątkiem. AC Milan nie wróci do okresów świetności, ̶j̶e̶ż̶e̶l̶i̶ ̶n̶i̶e̶ ̶s̶p̶r̶z̶e̶d̶a̶d̶z̶ą̶ ̶C̶a̶l̶h̶a̶n̶o̶g̶l̶u̶ ̶i̶ ̶S̶u̶s̶o̶ piłkarze będą kiepsko zgrani. Ot, taki drobiazg.

Do czego zmierzam – Piątek nie nadaje się do Milanu. To klub-mem, niedoskonały pod wieloma aspektami. Jeśli Serie A byłaby piękną, dojrzałą śliwką, to AC Milan to ohydny robal, który gdzieś w tej śliwce się zagnieździł. Plusem jest to, że przynajmniej nie składa jaj. Milan potrzebuje nowej jakości, lepszej komunikacji w zespole, bardziej przemyślanych transferów, kreatywniejszych zawodników i innych wielu wielu rzeczy, które są fundamentalne, by zbudować zespół, który chce cieszyć się z czegoś większego niż zwycięstwa z Cagliari. Krzysztof potrzebuje innego klubu, jak najszybciej. Póki jest jeszcze rozpoznawalny, póki jest jeszcze na topie, póki pamiętamy jego fenomenalny poprzedni sezon. Nawet kosztem zrobienia dwóch kroków w tył – Piątek powinien zmienić barwy klubowe. W historii piłki nożnej było mnóstwo takich piłkarzy, którym najlepiej robiła zmiana otoczenia. A mówiono o nich „One season wonder” nie raz. Czy Piątek dołączy do tegoż zacnego grona? Myślę, że to jak najbardziej prawdopodobne. Nie mówię, że Krzysztof Piątek po zmianie klubu od samego początku będzie strzelał gol za golem, jak to robił na początku poprzedniego sezonu. To tak nie działa, że z totalnego dna piłkarz teleportuje się do nieba. Musi zbudować swoją wieżę ̶R̶y̶a̶n̶ ̶Babel, a to jednak trochę potrwa. Cytując więc pewnego wielkiego jegomościa „Spokojnie.”

Reasumując – w tej całej aferze o formę Piątka racji nie ma żadna ze stron, a prawda najprawdopodobniej jest po środku. W sumie tak bym mógł napisać i skończyć artykuł, ale lubię zabierać ludziom życie na czytanie moich wypocin, na tym chyba nawet polega dziennikarstwo. Wracając jednak do tematu – miejmy nadzieję, że El Pistolero znowuż zacznie strzelać gole niczym karabin maszynowy. I miejmy nadzieję, że zmieni klub. Tak, przejście do AC Milanu było złą, pochopną, nieprzemyślaną decyzją Piątka, zapewne mającą związek z tym, że przejście z Ekstraklasy na salony jest dość trudne. Najtrudniejsza jest zmiana myślenia, osobowości. Jak to dostosowanie się do nowych warunków nie wyjdzie w sferze bardziej psychicznej, dotyczącej dokonywania bardziej racjonalnych decyzji, to z czasem i w sferze boiskowej będzie to widoczne. Taki dość powszechny błąd. Jego ofiarami padli też chociażby Bartosz Kapustka, który od razu zdecydował się na przejście do Leicester, czy Grzesiu Krychowiak, który będąc na fali przeszedł do nieco patologicznego PSG, chociaż to troszeczkę inna sytuacja. Ja Piątkowi życzę wszystkiego co najlepsze, nowego otoczenia, by promować w jeszcze szerszych kręgach utwory Taco Hemingwaya i pokazywać, że lepiej niż na uczuciach gra mimo wszystko w piłkę. To tyle. Teraz możecie zamknąć zakładkę. 


Ziemowit Dziopa

@dziopixz

Piszę o żużlu http://rafalmartuszewski.com. Kocham The Reds. Największy fan Davide Bellego na żużlowym Twitterze.

Komentarze