La Liga

It`s time to say goodbye.

Łukasz Wąchała @luk_wac

Fot: Shaun Botterill, Shaun Botterill

Tagi

Dokonało się. FC Barcelona poinformowała, że Ernesto Valverde został zwolniony ze stanowiska trenera pierwszej drużyny. Tym samym spełniły się marzenia zdecydowanej większości kibiców Dumy Katalonii.

Zanim otworzę szampana, muszę oddać Cesarzowi, co cesarskie. Valverde z Barceloną zdobył Puchar Króla, Superpuchar Hiszpanii oraz dwukrotnie triumfował w rozgrywkach ligowych. Na ten moment Duma Katalonii pozostaje w grze o tytuł Mistrza Hiszpanii oraz triumfatora Ligi Mistrzów, nie wiemy więc, czy Ernesto nie dołożył by czegoś do swojego CV.

A może właśnie wiemy?

Przynajmniej w kwestii Ligi Mistrzów sprawa zdaje się (niestety) być oczywista. Próżno czekać na wygranie tego prestiżowego trofeum ze szkoleniowcem, który dwukrotnie ośmieszył siebie w tych rozgrywkach – i tak, wiem – to nie on był na boisku. Nie on zlekceważył AS Romę, czy nie wyciągnął wniosków rok później. Nie on zachował się jak niedoświadczony kopacz B-klasowych boisk pozwalając się zaskoczyć przy rzucie rożnym. Jednak to właśnie on znajdował się na ławce trenerskiej w czasie obu kompromitacji, które nigdy nie zostaną zapomniane – zarówno przez sympatyków Blaugrany, jak i innych kibiców piłki nożnej. Niezależnie od tego, że w innych rozgrywkach odnosił lepsze rezultaty, to potrafił sprawić, że FC Barcelona z Lionelem Messim stała się nie najgorszym potencjalnym rywalem w fazie pucharowej. Po pamiętnej porażce z PSG, Luis Enrique powiedział:

Jeśli rywale mogli strzelić nam cztery gole, to my możemy im sześć.

Obecnie do Barcelony bardziej pasowałyby nieco inne słowa:

Jeśli mogliśmy strzelić rywalom trzy gole, to oni mogą nam cztery.

I już sam ten fakt powinien wystarczyć zarządowi. Moje zdanie jest niezmienne od dłuższego czasu – po Anfield Ernesto Valverde powinien wylecieć. On nie powinien zostać zwolniony. Jego trzeba było dyscyplinarnie wy…rzucić. Niestety tak się nie stało, ani po klęsce w Liverpoolu, ani po porażce w finale Pucharu Króla.

W tym sezonie Barca od początku grała kiepsko. O braku stylu nie ma już co wspominać, bowiem z Valverde na ławce Blaugrana bardzo szybko swój styl utraciła, jedynie od czasu do czasu czarując pięknymi akcjami. Duma Katalonii traciła punkty, nie potrafiła dominować rywali, spisywała się po prostu źle i jedynie słabości innych rywali zawdzięcza to, że aktualnie znajduje się na czele tabeli. Podobnie w Lidze Mistrzów – niby pierwsze miejsce w grupie, ale bezbramkowy remis ze Slavią Praga? Męczarnie w innych meczach i cudem uratowany przez Ter Stegena mecz z Borussią? Tak nie można. Nie, mając takich piłkarzy.

Może pożegnanie z trenerem nie należy do najprzyjemniejszych. Po odpadnięciu z Superpucharu media nieustannie informowały o rozmowach z Xavim i rychłym końcu Valverde – i chociaż Generał nie czuje się jeszcze na siłach by objąć ukochany klub, to zarząd doszedł do wniosku, że tak dłużej się nie da. Atmosfera zrobiła się za gęsta.

Tak oto trzynastego stycznia roku pańskiego 2020 żegnamy Ernesto Valverde. Twarz kompromitacji FC Barcelony w Europie. Człowieka, który paradoksalnie przetrwał Anfield, by wylecieć po średnio prestiżowym Superpucharze Hiszpanii.

Powodzenia w dalszej karierze Ernesto. Bądź pewien, że Cię nie zapomnimy.


Łukasz Wąchała

@luk_wac

Studiuję ekonomię. W wolnym czasie uwielbiam czytać książki (głównie fantasy) i oczywiście oglądać mecze. Jestem koneserem rodzimej Ekstraklasy. Od dzieciństwa kibicuję FC Barcelonie.

Komentarze