Polacy za granicą

Legenda Brondby IF odchodzi do Turcji

Tomek Hatta @Fyordung

Fot: ocdn.eu, ocdn.eu

Tagi

Kamil Wilczek po uzyskaniu statusu legendy w duńskim Bröndby IF, postanowił spróbować sił w lepszej lidze i związał się umową z tureckim Göztepe SK. Wiele wskazuje na to, że będzie to dla niego ostatni zagraniczny przystanek. 

Kto w 2015 roku by pomyślał, że za kilka lat będzie się mówiło o Wilczku, jako o legendzie zagranicznego klubu? Wychowanek szkółki WSP Wodzisław Śląski odchodził z Ekstraklasy, jako najlepszy strzelec w historii Piasta na tym szczeblu rozgrywek (36 trafień). Gdy jednak jesienią nie radził sobie w Carpi FC, występującym wtedy w Serie B, trudno było o jakikolwiek optymizm w związku z jego dalszą karierą poza naszym krajem.

Przełomem okazał się styczeń, gdy przygaszonego Wilczka postanowiło wykupić za drobną sumę Bröndby IF. Transfer ten dla samego zawodnika okazał się nie tylko zbawieniem, ale i miejscem w którym w końcu mógł rozwinąć skrzydła. 28-letni wtedy napastnik szybko zaczął swoje popisy strzeleckie i co ciekawe każdą z pięciu bramek wiosną zdobył w wygranych spotkaniach.

Z każdym kolejnym sezonem, Wilczek stawał się coraz lepszym napastnikiem i zaliczał progres jeśli chodzi o zdobyte bramki.
- Sezon 15/16 - 5 goli (wszystkie liga)
- Sezon 16/17 - 19 goli (13 w lidze)
- Sezon 17/18 - 21 goli (15 w lidze)
- Sezon 18/19 - 27 goli (22 w lidze)
- Sezon 19/20 (Tylko runda jesienna) - 20 goli (17 w lidze)

Wynik wykręcony jesienią przez naszego napastnika, można uznać jako swego rodzaju fenomen. Wydaje mi się, że gdyby udało mu się pozostać w Bröndby, to z łatwością przekroczyłby liczbę 30 bramek.

Do tego trzeba dodać, że dorobek 72 ligowych trafień, uczyniło Wilczka najlepszym strzelcem Bröndby, odkąd najwyższa klasa rozgrywkowa w Danii działa w formie Superligaen. O trzy trafienia wyprzedził on bardzo dobrze znanego Ebbe Sanda, który taki wynik wykręcił w latach 1992-99. Kibice po tym wyczynie nazwali Wilczka legendą klubu.

Do pełni szczęścia zabrakło mistrzostwa i… fazy grupowej Ligi Europy

Oczywistością jest, że napastników rozlicza się z bramek. Faktem jest też to, że całosezonowy dorobek bramkowy smakuje lepiej, gdy przyniesie to duży sukces zespołowy. Tego właśnie Wilczkowi w Danii zabrakło. W trakcie tego czteroletniego pobytu, Bröndby ani razu nie świętowało tytułu Mistrza Danii, a najbliżej tego byli w sezonie 17/18. Wtedy zespół naszego napastnika zacięcie walczył o trofeum z równie dobrze dysponowanym FC Midtjylland. Ostatecznie Bröndby przegrało tytuł o cztery punkty. Na pocieszenie pozostał im wtedy Puchar Danii, który udało się wywalczyć po pokonaniu w finale 3:1 Silkeborg IF. Ojcem tego sukcesu był właśnie Kamil Wilczek, strzelec dwóch bramek tego wieczoru, dzięki którym przypieczętował swoją jedyną koronę króla strzelców na duńskiej ziemi. Po tym spotkaniu kibice wręcz oszaleli i na fecie zaczęli śpiewać słynne “Wilczek is on fire!”

Z racji zajmowania wysokich miejsc w lidze, Wilczek miał aż cztery okazje pokazania się w eliminacjach do Ligi Europy. Niestety ani razu nie udało się jego drużynie przebrnąć wszystkich rund, a najbliżej fazy grupowej byli w 2016 roku, gdy ostatecznie w ostatniej fazie uznali wyższość Panathinaikosu Ateny, przegrywając dwumecz 1:4. Wilczek miał wtedy także swój najlepszy czas w pucharach, zdobywając 4 bramki i notując 4 asysty w ośmiu spotkaniach. Ogólnie w europejskich pucharach w barwach duńskiego zespołu, nasz zawodnik w 22 spotkaniach strzelił 10 goli i 5-krotnie asystował.

Turcja ostatnim zagranicznym przystankiem?

W końcówce rundy jesiennej, coraz więcej w Danii mówiło się o ewentualnym odejściu Wilczka do silniejszej ligi. Klub wypowiadając się oficjalnie na ten temat, zapewniał że nie będzie robił problemów swojemu najlepszemu zawodnikowi, z racji tego ile dla nich zrobił przez te cztery lata. Na niekorzyść Bröndby w ewentualnym zachęceniu Wilczka do pozostania, były narastające problemy finansowe.

W końcówce okienka transferowego, stało się to, czego najbardziej obawiali się kibice duńskiego zespołu. Po Wilczka zgłosił się zespół ze środka tabeli Süper Lig - Göztepe SK. Klub z Izmiru potrzebował napastnika, który może im zagwarantować poprawienie mizernego jak dotąd dorobku bramkowego. Oba kluby szybko doszły do porozumienia w kwestii transferu i takim oto sposobem, Wilczek nie dość, że sprawdzi się w dosyć mocnej lidze, to oczywiście zarobi bardzo solidne pieniądze.

Klub od razu wydał oficjalne oświadczenie, pokazując jaki wielki ma szacunek do polskiego napastnika.

“Dzięki swoim osiągnięciom w Brøndby IF na przestrzeni tych czterech lat, Kamil bardziej niż ktokolwiek zasługiwał na awans sportowy i zarobienie dobrych pieniędzy w ostatnim etapie swojej zagranicznej kariery. Kamil zawsze będzie miał miejsce w naszych sercach i w historii.”

Wilczek tuż przed wyjazdem do Turcji, gdzie miał negocjować indywidualne warunki kontraktu, podziękował wszystkim za ten czas spędzony w klubie.

“Bardzo dziękuję wszystkim w Brondby za to, jak traktowano mnie i moją rodzinę przez cały mój czas w klubie. To wiele dla mnie znaczy i jestem wdzięczny, że klub daje mi i mojej rodzinie możliwość wyruszenia na kolejną przygodę za granicą. Na koniec mogę tylko potwierdzić to, co mówią wszyscy fani Brondby; kiedyś Brondby, zawsze Brondby. Brondby zawsze będzie w moim sercu.”

W środowe popołudnie okazało się, że Wilczek podpisał półtoraroczną umowę z opcją jej przedłużenia o rok. Plotki głoszą, że po wypełnieniu kontraktu w Turcji, Wilczek będzie chciał wrócić do Polski i tu zakończyć karierę. 

Źródło: Twitter Goztepe SK

Wypadałoby także napisać kilka słów o klubie z pięknego i historycznego miasta Izmir. Göztepe dopiero od dwóch lat występuje na najwyższym szczeblu w Turcji, a wcześniej przez wiele lat w klubie było dosyć krucho pod względem sportowym. Gdy jednak wszystko wróciło do normy, udało im się zaliczyć szybki przeskok i tuż po powrocie do Süper Lig, zajęli wysokie szóste miejsce. Rok później było o wiele gorzej i do samego końca musieli drżeć o utrzymanie w elicie, co ostatecznie się udało.

W obecnej kampanii, ponownie sytuacja się opanowała. Na pierwszy rzut oka widać, że jest to zespół dosyć wyrównany, bez większych gwiazd, jednak z bardzo solidną drugą linią i z utalentowanym trenerem, 43-letnim Ilhanem Palutem. Na półmetku sezonu, Göztepe zajmuje bardzo dobrą ósmą pozycję w lidze, jednak dorobek zaledwie 22 strzelonych bramek bardzo rzuca się w oczy. W czołowej dziesiątce, żadna z drużyn nie ma aż tak słabej ofensywy. To też oznacza, że Wilczek z marszu powinien tam wskoczyć do składu i zapewne będzie traktowany jako jedna z największych gwiazd zespołu. 

Po ogłoszeniu transferu, czytałem różne opinie wśród kibiców. Z jednej strony są tacy, którzy dziwią się, czemu opuścił klub, w którym był szanowany i poszedł do tureckiego średniaka. Reszta na szczęście słusznie zauważa, że Wilczek chce jeszcze w końcówce poważnej kariery spróbować swoich sił w lepszej lidze, a i tak podstawą będzie o wiele lepszy zarobek. Czy jego ewentualny powrót do Ekstraklasy był możliwy? Wygląda na to, że na ten moment nie, bo pogłoski mówią o trzykrotnie większej pensji, jaką mógłby otrzymać w Polsce. Wilczek sportowo na pewno się w Turcji obroni i wiosną spokojnie powinien zadowolić kibiców Göztepe swoją skutecznością. 


Tomek Hatta

@Fyordung

Red. naczelny @SofaGOL | Polscy piłkarze za granicą | Prywatnie - #Lechia #Chojniczanka #Slask - #LFC #ACMilan #FCPorto | Dużo czasu marnuję na granie w FM

Komentarze