Serie A

O korporacji, która zapragnęła artyzmu

Bartek Popielarz @b_popielarz

Fot: beiNSport, beiNSport

Tagi

17. maja zeszłego roku, Juventus rozstał się z Massimiliano Allegrim. Argumentowano to chęcią zmiany stylu i wzniesieniem gry ofensywnej zespołu na wyższy poziom, co miało by być lekarstwem na szalejącą w Turynie od kilku lat chorobę Ligi Mistrzów. Mimo wielu spekulacji, ostatecznie do stolicy Piemontu zawitał Maurizio Sarri. Były szkoleniowiec Chelsea i Napoli, znany z preferowania ofensywnego, barwnego stylu gry miał odmienić dotychczasowy szary, turyński do bólu skuteczny system defensywny.

Raczej oczywiste jest, że nowemu trenerowi trzeba dać czas. Na wprowadzenie tak radykalnych zmian potrzeba tego czasu więcej. Myślę jednak, że skoro praktycznie połowa sezonu już za pasem, to nadszedł czas na wyciągnięcie jakichś wniosków. Nie będą one mimo wszystko laurką wystawioną 61-letniemu Włochowi.

Po pierwsze – styl. Byłoby irracjonalne oczekiwać, że drużyna, która przez 5 lat grała defensywny futbol zaadaptuje się do totalnej zmiany nastawienia w mgnieniu oka. Jednak wydawać by się mogło, iż gra obronna nie powinna ulec znacznemu pogorszeniu, czego aktualnie jesteśmy świadkami. Ostatni raz Juventus stracił tak dużo bramek (licząc od początku sezonu do stycznia) w okresie, kiedy drużynę prowadził Del Neri. Jest tego kilka przyczyn:

1. Zmiana pokoleniowa w obronie – do niedawna o sile obronnej Juventusu stanowiła trójka wykładowców włoskiego uniwersytetu obrony futbolowej – Chiellini, Barzagli, Bonucci. Kapitan Juventusu wraca po ciężkiej kontuzji, Andrea Barzagli zakończył karierę piłkarską i dołączył do sztabu Maurizio Sarriego, tak więc Leonardo Bonucci został na placu boju mając obok siebie niezwykle utalentowanego Matthijsa De Ligta i równie utalentowanego Meriha Demirala. Mówi się też, że sporo zmieniło ustawienie Juana Cuadrado na prawej obronie, ale w zeszłym sezonie prawą stronę okupował Joao Cancelo, który mimo wszystko nie był dużo lepszy w grze obronnej od Kolumbijczyka. Jeśli szukać problemu to przede wszystkim w zmianie pokoleniowej.

2. Wyższe ustawienie zespołu – Juventus pod rządami obecnego szkoleniowca wymienia najwięcej podań na połowie przeciwnika z całej Serie A. Wyższe ustawienie formacji powoduje swego rodzaju podatność na kontry, co można było kilkukrotnie w tym sezonie zaobserwować. Z tym wiąże się też kolejny podpunkt.

3. Linia pomocy – do gry tak wysoko potrzeba zawodników w pomocy, którzy swoim ustawieniem zagwarantują także zabezpieczenie tyłu. Obecnie jako środkowy, lekko wycofany pomocnik gra Miralem Pjanić, który, co by nie mówić, ma lekko lekceważący stosunek do zadań obronnych. Pracujący za siebie i CR7, Matuidi również nie jest zawodnikiem świetnie „czującym” przestrzeń, co jednak nadrabia tytanowymi płucami. Matuidi potrafi zabiegać przeciwnika, nie da jednak rady robić tego za siebie, Cristiano i jeszcze Pjanicia. Wydaje się, że mimo całej niechęci do Samiego Khediry jest to zawodnik tak dobrze łączący formacje, że jego powrót może dać większą pewność z tyłu szeregów Starej Damy

Złą praktyką byłoby wymienić tylko te złe rzeczy. Juventus w tym sezonie potrafi zagrać także porywające spotkanie, w którym nie broni wyniku 1:0 (do czego raczej przyzwyczaił swoich fanów), a iść za ciosem, by dobić przeciwnika. Nie zdarza się to często, jednak jeśli już, to jest to koncert dla oczu kibiców. Ważne jest to, co stało się z atakiem Starej Damy. W końcu Cristiano Ronaldo gra jak ten Ronaldo, którym zachwyca się cały świat, w końcu formę odnalazł Paulo Dybala (!), który jest w tym momencie mózgiem formacji atakującej w Juventusie. Świetnie z Ronaldo współpracuje także Gonzalo Higuain, w poprzednim sezonie wypychany gdziekolwiek, byle tylko odzyskać część zainwestowanych w niego pieniędzy. Pipita potrafi zastawić się, przytrzymać piłkę, odegrać ją do wbiegającego partnera. Wciąż zdarzają mu się jednak głupie błędy, szczególnie, gdy nie pilnuje linii spalonego. Potrafi to być dość komiczne, jak wtedy, gdy przy kontrze 3 do 1 przekroczył linię.

Paulo Dybala zaczął znowu błyszczeć. Argentyński napastnik odzyskał blask niewątpliwie dzięki ofensywnemu nastawieniu „nowego Juve” oraz zmianie formacji. Za czasów Allegriego, Dybala z konieczności ustawiany był niemalże jako prawy skrzydłowy. Było to jednak ustawienie w stylu Lionela Messiego, gdzie prawy skrzydłowy robi miejsce wbiegającemu prawemu obrońcy samemu schodząc do pozycji trequartisty (ofensywnego pomocnika). Dybala męczył się grając w ten sposób, nie był efektywny i latem bardzo głośno było o jego sprzedaży. Sytuacja odwróciła się na tyle, że włodarze Starej Damy bardzo chcą przedłużyć kontrakt z La Joyą.

Dybala najlepiej czuje się grając w ustawieniu z dwoma napastnikami. Było to widać w sezonie 2014/15, kiedy grał w ataku z Alvaro Moratą, ale także w tym sezonie, kiedy tworzy duet szturmujący bramkę przeciwnika z Cristiano Ronaldo. Argentyńczyk, jako ten drugi napastnik, ma zdecydowanie więcej swobody, przez co częściej jest zdolny do gry kombinacyjnej z drugą linią. W tym sezonie świetnie ogląda się jego współpracę także z Aaronem Ramseyem, Rodrigo Bentancurem czy Gonzalo Higuainem. Szczególnie w tym ostatnim przypadku dowodem była piękna bramka zdobyta przeciwko Udinese.

Sytuacja w rozgrywkach? Póki co wygląda to bardzo dobrze. Jak zwykł mawiać Allegri – jesień jest od tego, żeby zachować szansę na końcowy triumf na każdym froncie, prawdziwa rywalizacja zaczyna się na wiosnę. Juventus Sarriego jest liderem Serie A, wyszedł z grupy Ligi Mistrzów na pierwszym miejscu, zagra w półfinale Coppa Italia. Pod tym względem wygląda to bardzo dobrze. Co też warto odnotować – Bianconeri odnieśli tylko trzy porażki od momentu przyjścia Sarriego do stolicy Piemontu – dwukrotnie z fenomenalnym w tym sezonie Lazio i ostatnio z Napoli.

Podsumowując całość – widać światło w tunelu. Jeśli Sarri wymyśli sposób na zmniejszenie liczby traconych bramek jednocześnie wznosząc na jeszcze wyższy poziom grę bez piłki i w ataku swojej drużyny to Juventus pod jego wodzą może odnieść spektakularne sukcesy. Nawet jeśli nie w tym, to w przyszłym sezonie.


Bartek Popielarz

@b_popielarz

Juventus, Serie A, Ekstraklasa - dokładnie w tej kolejności. Samozwańczy ekspert Ligi Mistrzów.

Komentarze