Piłka nożna

Być jak Ryan Nelsen. Czyli MLS jako trampolina do wielkiej kariery.

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: dcunited.com, dcunited.com

Tagi

Ryan Nelsen Nowa Zelandia MLS Blackburn Rovers DC United Polska Przemysław Frankowski Jarosław Niezgoda Adam Buksa Erik Sorga

MLS staje się kierunkiem coraz częściej obieranym przez polskich piłkarzy. Ale nie tych po trzydziestce, tylko tych w sile wieku. Odchodzą jako gwiazdy Ekstraklasy i aktualni lub potencjalni reprezentanci Polski. Do USA wyjechali Przemysław Frankowski, Adam Buksa i Jarosław Niezgoda. Nie wiadomo, czy MLS, kojarzony przez lata jako liga dla emerytów i przegrywów będzie dla nich przystankiem na wiele lat, czy pograją tu parę sezonów i wyjadą. Jeśli chcą jeszcze pograć w topowych ligach Europy, za przykład może posłużyć im on.

Ryan Nelsen uchodzi dziś za jednego z najwybitniejszych nowozelandzkich piłkarzy. Kibice Premier League kojarzą go przede wszystkim z występów w Blackburn Rovers. W najwyższej angielskiej klasie rozgrywkowej występował przez osiem lat i rozegrał w niej prawie 200 spotkań. Zanim jednak trafił na wyspy, siedem lat spędził w Stanach Zjednoczonych, w tym cztery w MLS. Jak tam trafił? Urodzony w Christchurch w południowej części Nowej Zelandii swoją karierę zaczynał właśnie tam. W wieku 18 lat zadebiutował w zespole Christchurch United. Już będąc juniorem wykazywał spore umiejętności. Choć była to drużyna półprofesjonalna, w 96 meczach strzelił 12 goli. Co warte podkreślenia, Nelsen dokonał tego jako środkowy obrońca, więc świadczy to o jego talencie jak najlepiej. Do USA wyjechał w 1998 roku. Został piłkarzem drużyny Greensorbo College, z którą rywalizował w trzeciej dywizji NCAA. Nowozelandczyk bardzo szybko wkomponował się do drużyny, zostając jej kapitanem. Nelsen wraz z kolegami dotarł do finału tych rozgrywek, gdzie jednak przegrał z zespołem Ohio Wesleyan University. Nelsen postanowił kontynuować karierę "akademicką". Dostał się na Universytet Stanforda. Przez 1,5 roku występował w drużynie Stanford Cardinal. Tam został przesunięty na pozycję defensywnego pomocnika. Nowozelandczyk znów był gwiazdą swojej drużyny. Pasmo sukcesów Nelsena nie obejmowało tylko kariery piłkarskiej. Studiując w Dolinie Krzemowej uzyskał tytuł licencjata z Nauk Politycznych.

Nelsen, który jest dziś uważany za legendę rozgrywek NCAA, postanowił poszukać szczęścia w MLS. Przełom nastąpił w 2001 roku. Nowozelandczyk został wybrany w superdrafcie przez D.C. United. Dołączając do drużyny z Waszyngtonu, Nelsen, grający wtedy na pozycji defensywnego pomocnika miał niespełna 24 lata. Był to dla niego ostatni dzwonek do zaistnienia w poważnej piłce. Odnalazł się w niej znakomicie. W zespole z Waszyngtonu spędził cztery sezony. Z miejsca wywalczył miejsce w podstawowym składzie. Nowozelandczyk mógł się uczyć futbolu od legend D.C. United, Boliwijczyków Marco Etcheverry'ego i Jaime Moreno. Obaj mieli za sobą epizody w europejskich ligach (Etcheverry nie poradził sobie w Albacete, a Moreno w Middlesbourgh - przyp.red.). W swoim pierwszym sezonie w MLS Nelsen rozegrał 19 spotkań. Ani razu nie trafił do siatki. Potem było pod tym względem znacznie lepiej. W sezonie 2002 zdobył cztery bramki w 20 meczach. Jak się okazało, był to przedsmak tego, co potrafi Nelsen. Przez dwa sezony z rzędu był wybierany do jedenastki roku MLS. Dodatkową nagrodą było dla niego przejęcie opaski kapitana od Etcheverry'ego. Jako dowódca ekipy ze stolicy poprowadził swój zespół do triumfu w Pucharze MLS. W ciągu czterech lat Nelsen przebył drogę od gwiazdy akademickiego soccera do czołowej postaci ligi. Choć mógł do końca kariery występować w Stanach Zjednoczonych, w wieku 27 lat postanowił poszukać szczęścia w znacznie lepszej lidze.

W styczniu 2005 roku trafił do Premier League. Blackburn Rovers nie musiało płacić D.C. United za Nowozelandczyka. Pozyskując go, Rovers sporo ryzykowało. Przed przyjściem Nelsena, żaden Kiwi nie zaistniał w Premier League. Nowa Zelandia potrzebowała jednak nowej piłkarskiej gwiazdy. Po tym, jak karierę zakończył Wynton Rufer (jego karierę opisywaliśmy TU), "All Whites" nie mogli się pochwalić jakimkolwiek dobrym piłkarzem. Nelsen to zmienił. W Blackburn potwierdził znakomitą formę z MLS. Z miejsca wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie Rovers i został mianowany kapitanem drużyny. Tą funkcję pełnił przez sześć lat. W niepełnym dla niego sezonie 2004/05 opuścił tylko jedno spotkanie. Resztę spędził na boisku od pierwszej do ostatniej minuty! W kolejnym sezonie znów spisywał się świetnie. Rozegrał 31 meczów w Premier League, do których dołożył pięć w Pucharze Ligi, gdzie trzykrotni Mistrzowie Anglii doszli do półfinału. Pomimo odpadnięcia z rozgrywek pucharowych, dzięki szóstemu miejscu na koniec sezonu podopieczni Marka Hughesa awansowali do Pucharu UEFA. Nelsena ominęły jednak występy w Pucharze Pocieszenia. No prawie. 2006 rok upłynął mu bowiem pod znakiem kontuzji. Najpierw złamał nogę, przez co pauzował 2,5 miesiące. Nim się wyleczył, przytrafiła mu się kolejna, znacznie gorsza kontuzja. Uraz uda, który wykluczył go z gry na prawie pięć miesięcy. Zdołał się wykurować na fazę pucharową. W niej udział Blackburn był krótki. Ekipa Marka Hughesa przegrała w dwumeczu 2-3 z Bayerem Leverkusen. Nelsen w obu spotkaniach wystąpił po 90 minut, ale nie pomógł drużynie. Zrehabilitował się za to w Pucharze Anglii. Rovers dotarli do 1/2 finału, lecz po dogrywce ulegli Chelsea 1-2. Nelsen był podstawowym obrońcą "The Riversides" w FA Cup. W przeciwieństwie do Premier League, w której wystąpił tylko 12 razy. Nieco lepiej prezentował się w kolejnej kampanii. Rovers dzięki zdobyciu Pucharu Intertoto, ponownie wystąpili w Pucharze UEFA. Nie zdołali się jednak dostać do fazy grupowej, gdyż w decydującym spotkaniu przegrali 2-3 z AE Larisą. Nelsen nie zawsze miał pewny plac gry. Owszem, grał w większości spotkań, ale coraz częściej siadał na trybunach, albo na ławce rezerwowych. Jeśli dodamy do tego kolejny uraz, jaki przypałętał się Nelsenowi, to nie można mówić o udanym sezonie.

Wydawało się, że po świetnym początku w Premier League, reprezentant Nowej Zelandii będzie się spisywał coraz lepiej. Niestety, coraz częstsze kontuzje zahamowały nieco karierę Nelsena. W niektórych klubach z kontuzjogennym piłkarzem po trzydziestce pożegnano by się bez żalu. Ale nie z Nelsenem. Blackburn czekało cierpliwie, aż Nelsen dojdzie do pełni sprawności. Już w końcówce sezonu 2007/08 przypominał piłkarza z sezonu 2004/05 i 2005/06. W następnej kampanii Nelsen był podstawowym stoperem Rovers. Opuścił tylko trzy spotkania ligowe. Gdyby nie kontuzja, z powodu której musiał opuścić boisko w meczu z Chelsea, to przebywałby na boisku od pierwszej do ostatniej minuty. Oprócz tego dołożył jeszcze dwa mecze w FA Cup i League Cup. Sezon 2008/09 był dla Nelsena wyjątkowy. Dlaczego? W meczu otwierającym sezon ligowy zanotował asystę przy golu Andre Ooijera, który dał zwycięstwo Rovers 3-2 w starciu z Evertonem. Skoro była debiutancka asysta, przyszła pora na pierwszą bramkę. Tą udało się zdobyć Nelsenowi w wygranym 2-0 starciu z Wigan Athletic. Reprezentant All Whites wykorzystał dośrodkowanie Benny'ego McCarthy'ego i strzałem głową pokonał Chrisa Kirklanda. Warto zaznaczyć, że ekipa z Ewood Park musiała stoczyć długą walkę o utrzymanie. Ligowy byt udało się uzyskać dopiero na ostatniej prostej. Duża w tym zasługa Nelsena, który dzielił i rządził w defensywie Rovers.

Jak się okazało, sezon 2008/09 był preludium tego, co potrafi Nelsen. Choć zarówno w sezonie 2009/10 i 2010/11 rozegrał 28 spotkań w Premiership, to był coraz skuteczniejszy pod bramką rywali. W przedmundialowej kampanii zdobył cztery bramki, dorzucając jeszcze dwie asysty. co sprawiło, że wraz ze swoim partnerem ze środka obrony Christopherem Sambą byli drugimi najlepszymi strzelcami drużyny! Swój show dał w meczu z Portsmouth, gdzie najpierw asystował przy golu Jasona Robertsa (jego karierę opisaliśmy TU), a potem sam pokonał Davida Jamesa. Dobrej dyspozycji strzeleckiej Nelsen nie zdołał udowodnić w Pucharze Ligi. Tam Rovers doszli do półfinału, gdzie po szalonym dwumeczu odpadli z Aston Villą. "The Villians" wygrali 7-4, a Nelsen wystąpił w obu spotkaniach. Rok później było nieco gorzej pod względem liczby goli. Nowozelandczyk trzykrotnie trafił do siatki. Zaliczył jednak trzy asysty. Znakomicie wypadł w starciu z Wolverhampton. Rovers pogonili "Wilki", zwyciężając 3-0, a Nelsen zaliczył asystę przy bramce Davida Dunna, a potem sam dobił przeciwnika. Pomimo upływających lat, Nelsen przeżywał najlepszy okres w swojej karierze. Kontuzje nie dały jednak o sobie zapomnieć. Przez uraz kolana w sezonie 2009/10 były stoper D.C. United stracił miesiąc gry. Rok później stracił już "tylko" końcówkę sezonu. Pomimo powrotu do pełnej sprawności, stracił miejsce w składzie Rovers. W sezonie 2011/12 zagrał tylko jeden mecz dla zespołu z Blackburn. Resztę obejrzał z trybun. Pozbywając się Samby, a później wypychając Nelsena, "The Riversides" popełnili samobójstwo. Zajmując przedostatnie miejsce, spadli z elity i do dziś nie mogą do niej wrócić.

Solidnego stopera przygarnął Harry Redknapp, który wówczas był szkoleniowcem Tottenhamu. I tak Nowozelandczyk dołączył do ćwierćfinalistów Ligi Mistrzów z sezonu 2010/11, którzy zaczynali budowę swojej dzisiejszej potęgi. W klubie, gdzie było aż ośmiu środkowych obrońców, Nelsen nie miał szans na regularną grę. Mimo to w ciągu pół roku rozegrał osiem meczów (pięć w lidze, trzy w FA Cup). W Premier League za każdym razem wchodził z ławki, zazwyczaj na ostatnie minuty, lub zastępując kontuzjowanych graczy. Jedynie w pucharze miał pewny plac. "Koguty" doszły do półfinału, a Nelsen dołożył do tego swoją cegiełkę, zdobywając bramkę w wygranym 3-1 spotkaniu 6.rundy z Bolton Wanderers. W 1/2 finału nie było już tak dobrze. Spurs dostali łomot od Chelsea. "The Blues" wygrali 5-1, a Nowozelandczyk przesiedział cały mecz na ławce rezerwowych. Pomimo niespełna 35-lat na karku, Nelsen chciał grać regularnie. Został w Londynie, zasilając szeregi Queens Park Rangers. QPR w sezonie 2011/12 zajęło 17.miejsce w Premier League. W kolejnym chciało powalczyć o europejskie puchary. Rangersi uzbierali całkiem solidną pakę. Oprócz Nelsena kupili Bosingwę z Chelsea, Stephane'a Mbię z Olympique Marsylia, Sambę Diakite z AS Nancy, Estebana Granero z Realu Madryt, Juniora Hoiletta z Blackburn, Andy'ego Johnsona z Fulham, Julio Cesara z Interu, Roba Greena z West Hamu, a z Manchesteru United sprowadzili Parka Ji-Sunga i wypożyczyli Fabio Da Silvę. Jeśli dodamy do tego Marka Hughesa na ławce trenerskiej, to musiało wypalić. Efekt był zgoła odmienny. QPR przez cały sezon było czerwoną latarnią ligi. Walijczyka w listopadzie zastąpił Harry Redknapp, który współpracował z Nelsenem w Tottenhamie. Nowozelandczyk, który w połowie listopada został kapitanem QPR był pewnym punktem linii obrony drużyny z Londynu. Rozegrał 21 meczów w lidze, dwa w EFL Cup i jeden w FA Cup. Zdobył jedną bramkę, w zremisowanym 2-2 starciu z Wigan. Choć urodzony w Christchurch obrońca miał niepodważalną pozycję w zespole, zimą postanowił opuścić tonący okręt.

Wrócił do Ameryki Północnej. Trafił do Toronto FC. Jednak nie w charakterze piłkarza, a trenera! Debiut w nowej roli nastąpił w marcu 2013 roku w pierwszej kolejce MLS. Nelsen, który jeszcze miesiąc temu biegał za piłką po boiskach Premier League, teraz patrzył na rywalizację, stojąc za linią boczną. Jego debiut nie wypadł dobrze. Prowadzona przez niego drużyna przegrała 0-1 z inną kanadyjską drużyną występującą w MLS, Vancouver Whitecaps. Funkcję trenera TFC pełnił przez 1,5 roku. Prowadził zespół w 64 meczach, z których wygrał zaledwie 18. Prowadzona przez niego drużyna potrafiła zaliczyć serię pięciu spotkań bez porażki, by potem sześć kolejnych przegrać. Podopieczni Ryana Nelsena w 2014 roku przegrali walkę o Mistrzostwo Kanady (walczą o nie drużyny występujące w MLS, wspomniane wcześniej Whitecaps, Toronto FC, Montreal Impact i zwycięzca rundy kwalifikacyjnej, na co dzień grający w lidze kanadyjskiej - przyp. red.). Podopieczni Ryana Nelsena pechowo przegrali w dwumeczu z Montreal Impact, tracąc bramkę w doliczonym czasie gry. Po tamtej porażce, były reprezentant Kiwi poprowadził zespół jeszcze w 14 meczach, z których wygrał cztery. Odszedł z Toronto wraz z końcem sierpnia. Od tamtej pory nie poprowadził żadnej drużyny.

Niezwykła klubowa kariera Nelsena idzie w parze z dorobkiem reprezentacyjnym. W kadrze "All Whites" rozegrał 49 meczów, w których zdobył siedem bramek. Zadebiutował w 1999 roku w meczu z Polską, który zakończył się bezbramkowym remisem (Biało-czerwoni wygrali później w konkursie rzutów karnych - przyp. red.). W tym samym roku został powołany na Puchar Konfederacji. Nelsen wystąpił we wszystkich spotkaniach, a Nowa Zelandia przegrała kolejno z USA, Niemcami i Brazylią. W 2002 i 2008 roku wywalczył wraz z kadrą Puchar Narodów Oceanii. W międzyczasie wystąpił w Pucharze Konfederacji w 2003 roku, na którym Nowozelandczycy powtórzyli niechlubny wynik sprzed czterech lat i także przegrali wszystkie spotkania. W 2004 roku urodzony w Christchurch obrońca został wybrany kapitanem drużyny. Funkcję tą pełnił przez kolejne osiem lat! Choć nie było go w kadrze na Puchar Konfederacji w 2009 roku, to na szczęście dla "All Whites" był w niej na MŚ 2010. Skazywani na pożarcie podopieczni Ricky'ego Herberta byli jedyną drużyną, która nie doznała porażki na afrykańskim mundialu. Nelsen stworzył znakomitą parę stoperów z wschodzącą gwiazdą nowozelandzkiego futbolu Winstonem Reidem. Jakby tego było mało, redakcja ESPN wybrała go do najlepszej jedenastki MŚ. Warto również zaznaczyć, że Nelsen był kapitanem ekipy z Oceanii podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Tam jednak Nowozelandczycy z jednym punktem na koncie zajęli ostatnie miejsce. Nelsen wydał również swoją autobiografię, jednak nie ukazała się ona na polskim rynku. Ma ona tytuł: Ryan Nelsen's Road to the World Cup. W podziękowaniu dla Nelsena, jaki włożył w popularyzację piłki nożnej w Nowej Zelandii, w 2011 roku został nagrodzony Orderem Zasługi Nowej Zelandii. Karierę reprezentacyjną zakończył na dwa dni przed 35.urodzinami. Nowa Zelandia wygrała 3-0 z Tahiti w meczu eliminacji MŚ 2014, a Nelsen został zmieniony na cztery minuty przed końcem spotkania.

Pomimo, iż był obrońcą, aż sześciokrotnie zdobywał nagrodę dla najlepszego piłkarza Nowej Zelandii. Po pierwszą sięgnął w 2001 roku, czyli jeszcze wtedy, gdy był zawodnikiem w NCAA! To tylko pokazuje, że Nowa Zelandia po zakończeniu kariery przez Wyntona Rufera była piłkarską pustynią. Po kolejne sięgnął w 2003, 2005, 2006, 2009 i 2010 roku już jako piłkarz D.C. United i Blackburn Rovers. Żaden piłkarz w Nowej Zelandii nie sięgał po tą nagrodę tak często jak Nelsen.

Panowie Frankowski, Bukso i Niezgodo. A także Eriku Sorgo, wschodząca gwiazdo estońskiego futbolu. Jeśli traktujecie MLS jako trampolinę do wielkiej kariery, a nie przytulne miejsce, w którym chcecie spędzić resztę kariery, uważnie prześledźcie historię Ryana Nelsena. Nowozelandczyk miał znacznie trudniejszą drogę, by trafić do wielkiego futbolu, bo nie trafił do MLS na zasadzie transferu, tylko przez draft. Piłkarskie szlify zbierał nie w profesjonalnych, ale słabych ligach, tylko w rozgrywkach akademickich, gdzie często futbol jest tylko dodatkiem do codziennego życia. A jednak, wycisnął ze swojej kariery maksimum. Trafił do najlepszej ligi świata, gdzie poczynał sobie równie dobrze, co w USA. Oby coraz więcej piłkarzy z MLS podążyło drogą Nelsena. Tego trzeba im życzyć.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze