Premier League

Autostrada do miejsca, w którym nikt nie chce się znaleźć

Szymon Klauza @serekk77

Fot: Premier League, Premier League

Tagi

Sytuacja na czele Premier League jest już praktycznie przesądzona. Liverpool pewnie zmierza po tytuł i chyba nikt w inny scenariusz nie wierzy. Ciekawie wygląda walka o czwarte miejsce, ale równie interesująco zapowiada się batalia o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Kandydatów do spadku jest co najmniej kilku, ale miejsca tylko trzy. Kto znajduje się obecnie na pole position, a kto może czuć się w miarę bezpiecznie? O tym w tym artykule, zapraszam.

Norwich City

Zacznijmy od ostatniego miejsca. Bowiem na szarym dnie tabeli wylądowały Kanarki. Podopieczni Daniela Farkiego tracą do bezpiecznego miejsca już 7 punktów. Nie wygląda to dobrze, tym bardziej, że na horyzoncie pojawiły trzy mecze, kolejno z Liverpoolem u siebie, Wolves na wyjeździe i Leicester u siebie. Trzy bardzo wymagające ekipy. O jakiekolwiek oczka będzie bardzo ciężko, ale nikt nie obiecywał przecież w Premier League łatwych spotkań. Wbrew pozorom, Kanarki nie grają tak źle, jak ich ligowa pozycja, przecież udało im się urwać punkty w tym sezonie Manchesterowi City, Arsenalowi, Tottenhamowi czy Leicester City. Kuleje jednak obrona, bo zaraz po Aston Villi, mają najgorszą defensywę w lidze. 48 bramek straconych to naprawdę słaby wynik. Z przodu też nie wygląda to jakoś diametralnie lepiej, bo do 26. kolejki, pokonywali bramkarza przeciwników zaledwie 24 razy. Jest to najsłabszy wynik w lidze. Samą walką i chęciami nie da się wywalczyć utrzymania, a szkoda bo na Carrow Road szykował się fajny projekt. Nie wydano dużo pieniędzy, bo 9 milionów obecnie to nic, ale najwyraźniej było to za mało. Celem właścicieli Norwich jest jednak przede wszystkim stabilizacja, pod nią kryje się balansowanie między Championship a Premier League. Z pewnością jest to mądre postępowanie, ale niestety, na Premier League to za mało.

Watford

Szerszenie w tym sezonie przyprawiają swoich kibiców o nie mały zawrót głowy. Zaczęło się bowiem, od fatalnego startu i zwolnienia Javiego Graci. Hiszpana zastąpił inny trener z półwyspu Iberjyskiego- Quique Sanchez Florez. Za jego kadencji nie było lepiej, ale przynajmniej udało się wygrać. Co prawda stało się to dopiero w 12 kolejce w meczu z Norwich, lecz mimo to kibice dużo powodów do radości nie mieli. Koniec końców, po 12 spotkaniach został zwolniony, a na jego miejsce przyszedł Nigel Pearson. I wtedy coś się ruszyło. Watford bowiem zanotował kilka zwycięstw, remisów i wygrzebał się z ostatniego miejsca. Kibice z pewnością mogli na chwilę odetchnąć i uwierzyć, że ten sezon da się uratować. Nie ma im się co dziwić, bo widmo spadku dość szybko zaczęło patrzeć fanom Szerszeni prosto w oczy. Ale czy to wystarczy na spokojne utrzymanie? W cale bez nerwów jak przez kilka ostatnich lat być nie musi. Jedno jest pewne, jeśli podopieczni Pearsona nie chcą spadać z ligi, muszą bez wątpienia wygrywać spotkania takie jak te z Aston Villą i Brighton. W innym wypadku może być bardzo ciężko.

West Ham

Na London Stadium generalnie bez zmian. Wielkie ambicje przed sezonem, chęć namieszania w czołówce i walka o europejskie puchary. A wyszło jak zawsze. Fatalnie. Chociaż i tak jest gorzej niż przed sezonem, bo w obecnej kampanii Młoty stoczyły się aż do strefy spadkowej. Można było się spodziewać wszystkiego, ale kto wymyśliłby przed startem rozgrywek, że Fabiański i spółka będą bić się o utrzymanie? Projekt Manueala Pellegriniego nie wypalił. Szumu i transferów było dużo, ale nie przekładało się to na pozytywne wyniki na boisku. Gdy wydawało się, że gorzej być nie może, na ławkę trenerską, zamiast Chilijczyka, zatrudniono Davida Moyesa. Człowieka, który w Manchesterze United, Realu Sociedad, Sunderlandzie i właśnie w West Hamie, odstawiał kiepską robotą, by nie powiedzieć, że fatalną. W jednym momencie, cały budowany projekt legł w gruzach i w sumie nie wiadomo co dalej, bo Moyes nie jest nawet specem od ratowania drużyn przed spadkiem. Ciężki jest los kibica Młotów. Nie wiadomo czego brakuje temu klubowi aby podnieść się sportowo. Wszystko niby jest na swoim miejscu, ale tak naprawdę panuje jeden wielki chaos.

Aston Villa

Tak nie wiele brakowało, mogą z pewnością po ostatnim spotkaniu powiedzieć fani The Villans. Faktycznie, gol praktycznie w ostatnich sekundach może boleć, tym bardziej, że równie dobrze ten mecz mógł się zakończyć wynikiem 3:2 dla gospodarzy. Beniaminek z Villa Park, w letnim okienku bardzo się wzmocnił. Łącznie wydano blisko 160 milionów euro. Patrząc, że drużyna Deana Smitha awansowała do Premier League dopiero po barażach, to ogromna kwota. Aston Villa przypomina pewnie wielu zespół Fulham z poprzedniego sezonu. Wielkie transfery, ale wyników brak. Jest w tym wiele prawdy, ale w przypadku obecnego beniaminka, lepsza zdecydowanie jest pozycja w tabeli. Szału też co prawda nie ma, bo są tuż nad kreską z punktem przewagi nad West Hamem, ale przynajmniej wciąż jest nadzieja na utrzymanie. Będzie jednak bardzo ciężko. Obecną formę musi z pewnością utrzymać Jack Grealish. Od jego dyspozycji wiele zależy i liczą na niego w całym Birmingham. Aston Villa to przecież wielki klub ze wspaniałymi kibicami i przecież nie gorszą ekipą. Na nic się jednak to zda, jeśli piłkarze nie zaczną zdobywać punktów. Warto też wspomnieć, że The Villans zagrają w finale Carabao Cup z Manchesterem City. Byłaby to historia, gdyby spadli, a zakwalifikowali się do europejskich pucharów.

Bournemouth

Ciężkie chwile przeżywa ostatnio na Dean Court Eddie Howe. Wydawało się, że dla Wisienek będzie to kolejny spokojny sezon. Drużyna grała solidną piłkę, do której w ostatnim czasie nas przyzwyczaiła i nic nie wskazywało, że w tej kwestii może się zmienić. Tak naprawdę problemy zaczęły pojawiać się pod koniec września. Od pucharowej porażki z Burton, Bournemouth w lidze zanotował 4 wygrane, 4 remisy i aż 13 porażek. Na przestrzeni kilku miesięcy wszystko się zawaliło, a pozycja w tabeli podopiecznych Eddiego Howa stopniowo się obniżała. Ciężko stwierdzić co jest przyczyną tak słabej dyspozycji. Może to forma poszczególnych zawodników albo po prostu zbyt długo współpraca na linii klub-trener. Warto bowiem pamiętać, że szkoleniowiec Wisienek, na ławce trenerskiej zasiada już od 2012 roku. W ostatnich trzech ligowych spotkaniach, Boruc i spółka zdobyli 6 ważnych oczek, które na pewno pomogły im z powrotem uwierzyć w siebie. Nie wiadomo jednak, jak dalej będą grać, a w związku z tym, czy wystarczy to do bezpiecznego utrzymania. Na tą chwilę Bornemouth znajduje się nad strefą spadkową i jest to z pewnością dobry punkt wyjścia przed decydującą częścią sezonu. Kto jednak wie, czy Eddie Howe, który jest uważany za jeden z największych trenerskich talentów nie tylko w Anglii, nie dojdzie do wniosku, że może to już czas na większe wyzwanie.

Mój typ:

Norwich, Watford , Aston Villa


Szymon Klauza

@serekk77

Najmłodszy w redakcji. Kibicuję Realowi Madryt i Liverpoolowi. Uwielbiam Premier League, La ligę oraz Bundesligę. Poza piłką wielki fan Remigiusza Mroza.

Komentarze