Piłka nożna

"Dwaj Panowie D" przyszłością kanadyjskiej piłki

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: sportsnet.ca, sportsnet.ca

Tagi

Alphonso Davies Jonathan David Kanada talent przyszłość Bayern Monachium KAA Gent Vancouver Whitecaps Mistrzostwa Świata

Alphonso Davies. Jonathan David. Młodzi i silni Kanadyjczycy. A przede wszystkim piekielnie zdolni piłkarze. Kanada, potęga hokejowa, dzięki dwóm zdolnym czarnoskórym piłkarzom może w końcu osiągnąć sukces także i na murawie, a przy tym awansować na Mistrzostwa Świata szybciej niż w 2026 roku.

Kraj Klonowego Liścia nigdy nie był potęgą piłkarską. W kraju, gdzie nim nauczysz się chodzisz, już masz założone łyżwy i uganiasz się z kijem po lodowisku, uderzając czarny krążek. Futbol był w największym państwie Ameryki Północnej sportem co najwyżej trzeciego wyboru. O wiele bardziej popularnymi zespołowymi dyscyplinami (oprócz hokeja) są tam koszykówka i siatkówka. Największym sukcesem tamtejszego futbolu są zaś dwa Złote Puchary CONCACAF w 1985 i 2000 roku oraz udział w Mistrzostwach Świata w 1986. Tam Kanadyjczycy, którzy byli jedyną północnoamerykańską na mundialu w Meksyku przegrali wszystkie mecze i pożegnali się z turniejem. Od tamtej pory nawet nie zbliżyli się do tamtego osiągnięcia i to pomimo faktu posiadania lepszych piłkarzy. W reprezentacji Klonowego Liścia występowali znany z występów w West Ham United Craig Forrest, solidny obrońca, bądź defensywny pomocnik Kevin McKenna, przebojowy prawy obrońca, Paul Stalteri, czy urodzony w Inowrocławiu Tomasz Radziński. Oprócz tego Kanada miała takich zawodników, jak Michael Klukowski, Rob Friend, czy Julian de Guzman, który swego czasu mógł trafić do Ekstraklasy.

Kanada miała dobrych piłkarzy, ale wszyscy (może poza Radzińskim z czasów Anderlechtu Bruksela i Stalterim z okresu gry w Werderze Brema) byli tylko wyrobnikami. Teraz Kanada ma Alphonso Daviesa i Jonathana Davida. Obaj już dziś prezentują światowy poziom. Davies przybył do Kanady z Afryki. Jego rodzice, Liberyjczycy dotarli do Kraju Klonowego Liścia przez Ghanę. Właśnie tam przyszedł na świat Alphonso. Po przybuciu do Kanady wraz z rodziną osiedlił się w Windsor, zaś potem trafił do Edmonton, miasta, gdzie występuje bardzo dobra drużyna hokeja, Edmonton Oilers. Ale Alphonso pierwsze kroki skierował do klubu piłkarskiego Edmonton Internationals. Stamtąd powędrował do Edmonton Strikers. Mając niespełna 16 lat trafił do rezerw występującego w Major League Soccer, Vancouver Whitecaps. Był jednak zbyt zdolny, by grać tylko w drugiej drużynie. 17.lipca 2016 roku zadebiutował w MLS. Początkowo dostawał szansę występów wchodząc z ławki rezerwowych. Na regularną grę mógł liczyć jedynie w Mistrzostwach Kanady, które Whitecaps przegrali w dwumeczu z Toronto FC. W sumie Davies rozegrał 12 meczów w pierwszej drużynie, zaliczając dwie asysty (obie w MLS) i jedno spotkanie mniej w rezerwach.

Sytuacja uległa zmianie w 2017 roku. Wówczas rozbłysł talent Daviesa. Mając niespełna 17 lat wywalczył sobie miejsce w pierwszej drużynie Whitecaps. Jakby tego było mało, to jeszcze w pierwszym składzie. Rozegrał 27 meczów MLS, ale zanotował tylko jedną asystę, przy jednoczesnym braku goli. Nieco lepiej prezentował się jednak CONCACAF Champions League i Mistrzostwach Kanady. Tam w dziewięciu spotkaniach zdobył cztery bramki i dołożył dwie asysty. Jak się okazało, Davies dopiero się rozkręcał. Przebojowy skrzydłowy rozegrał znakomity sezon 2018. Co prawda ekipa z Vancouver zajęła tylko ósme miejsce w lidze, lecz młody Kanadyjczyk w 31 meczach strzelił osiem goli i zanotował dziesięć asyst! Rozegrał przy tym kilka znakomitych spotkań. Zdobył bramkę i zaliczył asystę w wygranym 2-1 meczu z Montrealem Impact, uzbierał hat-tricka z ostatnich podań, do których dołożył bramkę w starciu z Orlando City, które Whitecaps pokonało 5-3. Jego dublet złożony z goli i asyst przesądził o zwycięstwie Caps z Minnesostą United, zaś w ostatnim meczu sezonu zasadniczego 2018 jego doppelpack przesądził o zwycięstwie Niebiesko-białych z Portland Timbers. Nieco gorzej prezentował się w Mistrzostwach Kanady, gdzie wystąpił tylko w dwóch spotkaniach, zaś Whitecaps ponieśli klęskę w finale z Toronto FC.

Davies był na tyle dobry, że w styczniu ubiegłego roku Bayern Monachium wyłożył za kanadyjskiego skrzydłowego 10 mln euro. 18-latek zadebiutował w pierwszej drużynie Die Roten niecałe cztery tygodnie później. Rozegrał trzy spotkania z rzędu, ale w sumie spędził na boisku tylko 18 minut. Poczynania kolegów najczęściej oglądał z perspektywy ławki rezerwowych. By łapać doświadczenie na niemieckich boiskach, zagrał trzy mecze w rezerwach. Wszystkie od pierwszej do ostatniej minuty. Zanotował w nich jedną asystę. Widząc dobrą postawę Kanadyjczyka, ówczesny szkoleniowiec Bayernu Niko Kovac postanowił dać mu szansę w meczu z Borussią Moenchengladbach. Davies wszedł na ostatnie siedem minut. Chorwatowi do myślenia dał mecz z 1.FSV Mainz. Bawarczycy rozgromili rywali 6-0, a Davies zdobył jedną z bramek. Kanadyjczyk zastąpił w 59.minucie Davida Alabę na pozycji lewego obrońcy. Czy ten mecz przekonał Kovaca, by przekwalifikować Daviesa na lewą stronę defensywy? Raczej nie. Do końca września Davies występował na skrzydle. Zmieniło się to wraz z nadejściem listopada. Choć już wcześniej Kovac wystawiał Kanadyjczyka na tą pozycję, to dopiero za Hansiego Flicka rozgościł się w pierwszym składzie "Die Roten". W tym sezonie rozegrał 19 meczów w Budneslidze, strzelił jednego gola i zanotował trzy asysty. Szerokiej publiczności ujawnił się podczas meczów Ligi Mistrzów. W tym sezonie rozegrał cztery spotkania w Champions League i zanotował trzy asysty. Dwie w starciu z Tottenhamem i jedną z Chelsea. Szczególnie ta ostatnia wryła się w pamięć. Davies popędził lewą stroną i dograł do Roberta Lewandowskiego, który pokonał Willy'ego Caballero.

Po meczu Davies został bohaterem z innego względu. Bał się podejść do kibiców Bayernu, którzy chcieli podziękować mu za dobry występ. Dopiero interwencja Lewego sprawiła, że młody Kanadyjczyk podszedł do kibiców, by świętować z nimi zwycięstwo. Davies był podekscytowany tym meczem, bowiem jego tata jest kibicem Chelsea. Można się jednak spodziewać, że tata Alphonso cieszył się razem z nim, co przyznał po meczu sam piłkarz, że od miłości do "The Blues" ważniejsza jest miłość do niego.

A to nie wszystko. Kanadyjski futbol może mieć powody do zadowolenia, bo oprócz Daviesa furorę w KAA Gent robi starszy o 10 miesięcy Jonathan David. Urodzony w Brooklynie w rodzinie haitańskich emigrantów, w wieku trzech miesięcy wyjechał wraz z rodzicami do stolicy Haiti, Port-au-Prince. Stamtąd przeprowadził się do stolicy Kanady, Ottawy, gdzie zaczynał swoją przygodę z piłką. Tam chodził do francuskojęzycznej szkoły, która jak podkreślał, pomogła mu osiągnąć sukces. W wieku 10 lat zapisał się do klubu Gloucester Dragons. Tam występował jednak bardzo krótko i przeniósł się do Ottawy Gloucester Hornets. Tu grał przez cztery lata, po czym trafił do innego klubu ze stolicy Kraju Klonowego Liścia, Ottawy Internationals. W styczniu 2018 roku trafił do rezerw Gentu. Na debiut w pierwszym zespole musiał czekać ponad pół roku. Jak tylko dostał swoją szansę, odwdzięczył się golami. Dostał 13 minut w Jupiler Pro League i uratował remis w starciu z Zulte-Waregem. Niespełna tydzień później upokorzył Jagiellonię Białystok, której strzelił dwa gole w dwóch spotkaniach eliminacji do Ligi Europy. Potem ustrzelił dublet w pojedynku z Waasland-Beveren i dał zwycięstwo w meczu z KSC Lokeren. Potem szło mu równie dobrze. W sumie zdobył osiem goli, do których dołożył cztery asysty. Wraz z Romanem Jaremczukiem był najlepszym strzelcem swojej drużyny. W sezonie zasadniczym. W fazie finałowej trafił do siatki cztery razy w dziesięciu meczach. Taki bilans zawdzięcza piorunującej końcówce sezonu, bowiem te cztery trafienia zdobył w trzech ostatnich meczach ubiegłorocznej kampanii. Premierowy sezon Davida w Gent, Jupiler Pro League, ale i w seniorskiej piłce mógł być fantastyczny, gdyby nie jedno. Fatalna postawa w Pucharze Belgii. Owszem, ekipa z Gandawy doszła do finału, David wystąpił we wszystkich spotkaniach tych rozgrywek, ale nie strzelił ani jednego gola. Ba, nie zaliczył ani jednej asysty, co w przypadku tak utalentowanego i kreatywnego piłkarza jest rzeczą nie do pomyślenia.

Obecny sezon w wykonaniu Davida jest piorunujący. Najpierw poprowadził swój zespół do fazy grupowej Ligi Europy, zaliczając dwie asysty w meczu 2.rundy z FC Viitorulem, wygranym 6-3 i ustrzelając dublet w zwycięskim pojedynku z AEK Larnaka. Rundę zasadniczą LE miał równie dobrą. Jego dwa gole pozwoliły wygrać Gent 3-2 z Saint-Ettienne na inaugurację rozgrywek. Potem David czekał z odpaleniem rewolwerów aż do końca lutego. Przebudził się w rewanżu 1/16 finału z Romą. Jak się okazało, było już za późno. Choć gol Davida dawał Gent szansę na dogrywkę, to cztery minuty później bramka innego młodego piłkarza, Justina Kluiverta pozbawiła Belgów złudzeń na wywalczenie awansu.

David bryluje w lidze. W tym sezonie Jupiler Pro League zagrał w 25 meczach, zdobył 18 bramek i zaliczył osiem asyst! Trener Jens Thorup nie dał mu okazji do gry tylko w Pucharze Belgii. Mniejsza z tym, bo David jest Gent potrzebny w lidze. A w niej drużyna z Gandawy jest wiceliderem. Do prowadzącego FC Brugge traci jednak dziewięć punktów. Pocieszający jest fakt, że mają zarazem siedem oczek przewagi nad trzecim Standardem Liege. David prowadzi zaś w rywalizacji o koronę Króla Strzelców Jupiler Pro League, a w klasyfikacji nomen omen, kanadyjskiej jest zdecydowanym liderem. Jego grę dostrzegają lepsze kluby. Ajax Amsterdam zaproponował za 20-latka 40 mln euro. Jak potoczą się jego losy? Kontrakt z Gent obowiązuje do 2023 roku, a wtedy bić się o niego będą najmożniejsi świata futbolu. Oczywiście, jeśli utrzyma formę.

Tak czy inaczej, "Dwaj panowie D" są skarbem narodowym Kanady. Alphonso Davies zadebiutował w barwach "Canucks" w wieku niespełna 17 lat, 14.czerwca 2017 roku. Od tego czasu rozegrał w seniorskiej kadrze 17 meczów, w których strzelił pięć goli, dorzucając osiem asyst. W reprezentacji jeszcze gra na lewym skrzydle, ale także i tu selekcjoner John Herdman wystawia go na lewej stronie defensywy. Wraz z drużyną narodową dwukrotnie brał udział w Gold Cup. Zarówno w 2017, jak i 2019 roku Davies był podstawowym zawodnikiem drużyny. Można powiedzieć, że Davies w swoich poczynaniach w tym turnieju jest powtarzalny. W 2017 roku zdobył trzy bramki, a dwa lata później zaliczył trzy asysty. I za każdym razem Kanada odpadała w ćwierćfinale. Równie dobry bilans, jeśli chodzi o występy w reprezentacji Kraju Klonowego Liścia ma David. On w 12 meczach strzelił 11 goli i zanotował pięć asyst. Z sześcioma bramkami na koncie został Królem Strzelców ubiegłorocznego Gold Cup. Na ich zdobycie potrzebował czterech spotkań. W ostatnich trzech spotkaniach dla kadry nie udało mu się jednak trafić do siatki. To jednak tylko chwilowy przestój.

Mając w składzie piekielnie szybkiego i zdolnego lewego obrońcę, będąc zarazem skrzydłowym i skutecznego napastnika, bądź ofensywnego pomocnika, bo to jest nominalna pozycja Davida, Kanada może być spokojna o przyszłość piłki nożnej. Zapewnią ją "Dwaj panowie D" z rocznika 2000. A wspierać ich będą doświadczeni zawodnicy, tacy jak Scott Arfield z Glasgow Rangers, Junior Hoilett z Cardiff City, czy legenda Besiktasu Stambuł i kanadyjskiego futbolu Atiba Hutchinson, o ile zdecyduje się na dalszą grę w kadrze. Mając taką ekipę, awans na mundial w Katarze powinien być formalnością. Amen.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze