Ekstraklasa

Korona aktywniejsza, Lechia skuteczniejsza

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: MKS1973fan, public domain

Tagi

Korona Kielce Lechia Gdańsk Petteri Forsell Flavio Paixao Michal Papadopoulos Adnan Kovacević Matej Pucko Bojan Cecarić Dusan Kuciak

W meczu otwierającym niedzielne zmagania w 24.kolejce PKO Ekstraklasy mająca problemy ze skutecznością Korona Kielce podejmowała Lechię Gdańsk. Wygrana pozwoliłaby gospodarzom poprawić sytuację w dole tabeli, ale to podopieczni Piotra Stokowca byli zdecydowanymi faworytami tego spotkania. We wrześniu pokonali kielczan 2-0, a inny rezultat niż wygrana, traktowany byłby przez kibiców Biało-zielonych jak porażka. Lechiści wygrali, bo umiejętnie wykorzystali błędy gości.

Spotkanie rozpoczęło się od natarcia Korony. Kielczanie nie zdołali jednak odnieść żadnych korzyści. Lechiści skontrowali i stworzyli większe zagrożenie pod bramką Marka Kozioła. Golkiper Złocisto-krwistych miał nawet problemy przy złapaniu piłki, ale ostatecznie skończyło się na strachu. W 8.minucie Dusan Kuciak był zmuszony do interwencji. Petteri Forsell oddał znakomity strzał z rzutu wolnego i tylko fantastyczna parada Słowaka uchroniła gdańszczan od straty gola. Po uderzeniu Fina obie drużyny przestraszyły się otwartej gry. Do czasu. 10 minut później wynik meczu otworzył Flavio Paixao. Portugalczyk strzałem głową pokonał Marka Kozioła. 180 sekund później Korona mogła wyrównać. Marcin Cebula popędził lewą stroną i dograł do Bojana Cecaricia. Snajper Złocisto-krwistych minimalnie chybił. Tempo spotkania spadło, ale w 28.minucie swoją szansę miał Marek Pucko. Słoweniec kopnął dobrze, lecz jego próba została zablokowana przez defensorów Biało-zielonych. Goście skontrowali. Paixao pomknął do przodu, ale jego akcja nie przyniosła żadnych rezultatów. Gospodarze próbowali zainicjować jakąś akcję. W ostatnich minutach pierwszej części Korona mogła wyrównać, ale główka kierowana w stronę bramki Kuciaka przeleciała nad poprzeczką. W doliczonym czasie szczęścia strzałem z dystansu szukali Forsell i wprowadzony za kontuzjowanego Cebulę Papadopoulos. Czech był bardzo bliski sukcesu, lecz minimalnie chybił.

Pomimo kilku przestojów mecz mógł się podobać. Obie drużyny miały bowiem okazje do strzelenia gola. Lechia była pod tym względem lepsza, ale było pewne, że i Korona w końcu odczaruje bramkę.

Druga odsłona meczu rozpoczęła się od ataku gospodarzy. Kielczanie wywalczyli korner, ale go nie wykorzystali. Chwilę później Tomasz Makowski urwał się Pucce i wrzucił w pole karne. Piłka trafiła do Omrana Haydary'ego. Afgańczyk kopnął celnie, lecz Kozioł świetnie interweniował. Złocisto-krwiści odpowiedzieli kilkadziesiąt sekund później, ale nie stworzyli większego zagrożenia. W przeciwieństwie do Lechii. Podopieczni Piotra Stokowca mogli podwyższyć wynik, ale Kozioł znów uratował zespół, tym razem wybijając futbolówkę po strzale Paixao. Po mocnym początku, tempo gry znowu spadło. Korona ruszyła jednak do ataku. Forsell znów uderzył pod poprzeczkę, ale futbolówka nie wpadła do siatki. Kielczanie próbowali dobić, ale piłka znów minęła bramkę. Chwilę później tylko doskonała obrona Kuciaka uchroniła Lechię od straty gola. W 61.minucie Słowak i defensywa Biało-zielonych była już bezradna. Forsell dobrze wyprowadził piłkę, podał do Cecaricia, a ten dograł w pole karne. Żeby Korona zdobyła bramkę, musiała do niej wjechać. Zrobił to Papadopoulos, który w końcu uszczęśliwił kibiców na Suzuki Arenie. Pięć minut później znów Słowak był w roli głównej. Tym razem golkiper gości odbił strzał Mateja Pucki. Gra obu drużyn ponownie się uspokoiła. Było dużo walki w środku pola, lecz o akcjach w ofensywie nie było mowy. Może poza niecelnymi strzałami Forsella i Milana Radina. Lechia odpowiedziała w 86.minucie. Kristers Tobers dobrze wyprowadził piłkę, podał do Kenny'ego Saiefa. Ten wyłożył futbolówkę Jarosławowi Kubickiemu, ale interwencja Adnana Kovacevicia sprawiła, że piłka poleciała obok bramki. Co się odwlecze, to nie uciecze. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry gola na wagę zwycięstwa Lechii w tym spotkaniu strzelił Maciej Gajos. Korona próbowała wyrównać, ale bezskutecznie. W końcówce straciła gola, ale i kapitana. Kovacević został odesłany do szatni przez sędziego Pawła Raczkowskiego za faul na Paixao. Gajos mógł dobić przeciwnika, ale piłka bita z rzutu wolnego była zbyt lekko uderzona, by zaskoczyć Kozioła.

Pomimo, że Korona miała więcej strzałów na bramkę, to Lechia była konsekwentna w wykorzystywaniu słabości przeciwnika. Kielczanie nadal muszą popracować nad skutecznością. W przeciwnym razie zmierzą się z Biało-zielonymi dopiero za dwa lata.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze