Ekstraklasa

Legia zasłużenie wygrała w Gdańsku

Tomek Hatta @Fyordung

Fot: Własne, Własne

Tagi

Mająca w ostatnim czasie bardzo dobrą formę Legia Warszawa, zrewanżowała się Lechii za jesienną porażkę i wygrała w Gdańsku 2:0. Było to w pełni zasłużone zwycięstwo, ponieważ Lechia pokazala niewiele dobrego na przestrzeni 90 minut. 

W 25. kolejce do Gdańska zawitała rozpędzona Legia Warszawa, która do tej pory w rundzie wiosennej miała bilans 3-1-0. W oczy rzucał się także dorobek 11 strzelonych bramek. Nic więc dziwnego, że “Wojskowi” byli uważani za faworyta tego spotkania, mimo iż w ostatnich latach mecze z Lechią nie należały dla nich do najłatwiejszych. Warto wspomnieć, że podopieczni trenera Stokowca w rundzie jesiennej zdołali wygrać w Warszawie 2:1, mimo iż wtedy to Legia dosyć szybko wyszła na prowadzenie.

Gra Legii w ostatnich spotkaniach zrobiła wielkie wrażenie na trenerze Stokowcu, który w samych superlatywach wypowiadał się o ich obecnej formie. “ Legia odjechała reszcie stawki. Nie chodzi tylko o punkty w tabeli, ale też o budżet, transfery, możliwości i siłę tej drużyny. Legia jest w dobrym momencie. Wszystko wskazuje na to, że nie powinniśmy mieć w tym spotkaniu żadnych szans. To jest jednak piłka nożna, wierzymy, że możemy się postawić. “

W Legii przed tym spotkaniem było kilka problemów zdrowotnych. Z gry wypadł Paweł Stolarski, a niepewny był występ Domagoja Antolicia, który odczuwał skutki brutalnego wejścia zawodnika Cracovii. Trener Vuković pamiętając jak niełatwo gra się z Lechią, podkreślał dobrze znane zalety Gdańszczan. “ Główną siłą Lechii jest to, że nie zmienił się trener. Funkcjonują tam pewne mechanizmy, niezależnie od problemów. To nadal zespół, która ma swój styl. Jest zorganizowaną i dobrze broniącą drużyną. Potrafi fragmentami zepchnąć przeciwnika do obrony i na to musimy być gotowi.”

Lechia do tego spotkania przystępowała bardzo osłabiona w formacji defensywnej, gdyż za kartki pauzować musiał Michał Nalepa, będący jednym z najlepszych zawodników gospodarzy w całym sezonie. Po zimowych zmianach kadrowych, cały czas trudno było oszacować, na ile w chwili obecnej byli zdolni niektórzy zawodnicy i to było największą bolączką trenera Stokowca.

Składy meczowe

Przez kilka dni przed tym spotkaniem, wśród gdańskich kibiców toczyły się dyskusje, kto będzie partnerem Mario Malocy na środku defensywy. Ostatecznie trener Stokowiec zdecydował się postawić na Rafała Kobrynia, który dosyć dobrze na tej pozycji spisywał się na zimowym zgrupowaniu w Turcji. Dużym wzmocnieniem gdańszczan był powrót do pierwszego składu Jarosława Kubickiego. 

Źródło: Twitter Lechia Gdańsk


Kibice Legii natomiast bardzo odetchnęli widząc w wyjściowym składzie Domagoja Antolicia. Walka o jego zdrowie okazała się ostatecznie zwycięska. To oczywiście zwiększało szanse przyjezdnych na utrzymanie swojej świetnej gry.

Źródło: Twitter Legia Warszawa

Przebieg meczu

Na trybunach już na kilkanaście minut przed pierwszym gwizdkiem obie strony wymieniały się uprzejmościami, które są dobrze znane z naszych stadionów. Od początku spotkania zespołem lepiej operującym piłką była oczywiście Legia, jednakże poza rzucaniem piłki na oba skrzydła, nie potrafiła zagrozić bramce Dusana Kuciaka. U gospodarzy bardzo kulało dobre rozegranie i porozumienie na boisku, przez co każda próba wyższego wyjścia dosyć szybko kończyła się fiaskiem. Drużyna trenera Vukovicia z biegiem pierwszej połowy coraz częściej zaczynała budować akcje swoją lewą stroną boiska, widząc dosyć niepewną grę Karola Fili. Forma młodego defensora od jakiegoś czasu już była daleka od ideału.

Z każdą minutą przewaga Legii się minimalnie zwiększała, ale nadal brakowało im konkretów, przez co kilkuktrotnie próbowali wymuszać nieskutecznie faule w okolicach szesnastki. Sędzia Musiał jednak był bardzo czujny i nie dawał się na takie sztuczki nabierać. Lechia miała w pierwszej części problemy nawet z dobrym kontratakiem, zawsze brakowało im tego dobrego ostatniego podania. Takie rozkojarzenie w nielicznych wyjściach do przodu było bardzo frustrujące dla ich sympatyków. Pochwały w ich strone mogły jedynie lecieć za szczelnie ustawiony środek defensywy i dobre wspomaganie z drugiej linii, z czym bywało w ostatnich spotkaniach różnie. Legia pierwszą poważną sytuację na gola miała w 43. minucie, jednak Paweł Wszołek uderzył głową milimetry od spojenia bramki. Chwilę później, w doliczonym już czasie, w polu karnym świetnie odnalazł się Kante, jednak jego strzał z nieco ostrego kąta trafił w słupek. Oba zespoły do szatni schodziły zatem przy bezbramkowym wyniku, a całe 45 minut wszyscy na stadionie chcieli zapewne szybko wymazać z pamięci.

Legia od początku drugiej połowy starała się być bardziej konkretna. W 50. minucie ponownie przed ogromną szansą na strzelenie gola stanął Kante, jednak tym razem Dusan Kuciak potwierdził swoją bardzo dobrą formę i nie dał się pokonać. W 57. minucie lider Ekstraklasy dopiął swego. Rafał Pietrzak fatalnie podał piłkę w środku pola, z czego powstała szybka kontra, którą w sytuacji sam na sam spokojnie wykończył Paweł Wszołek. Wojskowi po tej bramce mogli nieco uspokoić grę, widząc trwający marazm ofensywny Lechii. Co prawda gospodarze nieco przyspieszyli grę ale niedokładność w ich wykonaniu ciągle raziła w oczy. W 70. minucie Lechia była dosyć niespodziewanie bliska wyrównania. Strzał Mladenovicia prawą nogą z około 25 metrów otarł się jednak jedynie o poprzeczkę bramki Majeckiego. Kolejne minuty to dosyć nudne widowisko. Obie ekipy tylko momentami potrafiły wymienić kilka celnych podań, mimo to wydawało się, że Legia dosyć mądrze panuje nad sytuacją boiskową. W końcówce spotkania podopieczni trenera Stokowca postawili wszystko na jedną kartę i w końcu można było obserwować ich bardziej ofensywną grę. Mimo kilku groźniejszych wejść w pole karne, nie udało im się jednak skutecznie zagrozić bramce Majeckiego. 

Idealnym podsumowaniem występu Lechii była stracona druga bramka w 94. minucie. W sporym zamieszaniu dobrze w polu karnym odnalazł się wprowadzony Pekhart, który przebił się przez zdezorientowanych obrońców. Jego strzał co prawda obronił Kuciak, ale następnie bezpańską piłkę do pustej bramki dobił inny zmiennik Cholewiak. 

Trudno mówić o tym meczu, że był porywający. Fakt jest jednak taki, że Legia wygrała w pełni zasłużenie, przez większość czasu kontrolując przebieg gry. Lechia za to w takim stylu nie ma co liczyć na walkę o wysokie pozycje w lidze. 


Tomek Hatta

@Fyordung

Red. naczelny @SofaGOL | Polscy piłkarze za granicą | Prywatnie - #Lechia #Chojniczanka #Slask - #LFC #ACMilan #FCPorto | Dużo czasu marnuję na granie w FM

Komentarze