Piłka nożna

Dariusz Mioduski a sprawa Dudelange

Łukasz Karpiak @Karpiukutno

Fot: Wikipedia, Wikipedia

Tagi

Dziś na Weszło pojawił się artykuł uderzający w Dariusza Mioduskiego. Pewnie bym nic nie pisał, bo Pan Dariusz czasami błądzi swoimi myślami, jednak w artykule pojawiło się kilkanaście słów o Dudelange, które warto by było sprostować.

Nie traktujcie tego tekstu jako atak na Krzysztofa Stanowskiego, bo nie jest to moją intencją. Uważam, że mimo wszystko warto pewne rzeczy wyjaśnić. A więc do dzieła.

Tekst zaczyna się od wyliczanki piłkarzy, którzy grali wtedy w Dudelange. Teoretycznie, kluby, w których grali piłkarze z Luksemburga nie powalają, ale nie do końca przedstawia to jakość tych piłkarzy.

Marc-Andre Kruska? 98 występów w Bundeslidze, 200 na jej zapleczu, występy w Lidze Europy. Milan Bisevac miał 261 spotkań w Ligue 1, chwilę grał w Seria. O Dominika Stolza starała się Legia oraz kluby z MLS, Dave'm Turpelem były zainteresowane kluby holenderskie, Danel Sinani po tym sezonie trafi do Anglii. Jasne, nie byli to piłkarze, o których zabija się pół Europy, jednak większość zawodników, którzy eliminowali Legię radzi sobie na zapleczu belgijskiej ekstraklasy. Jak na europejskie warunki, Dudelange stworzyło solidny zespół – przekonało się choćby o tym Cluj, które zostało bez pardonu wyrzucone z Ligi Europy.

Swoją drogą, przecież w polskiej Ekstraklasie radzą sobie piłkarze z trzeciej ligi hiszpańskiej, więc zawodnicy z tego samego poziomu rozgrywkowego, ale ci z Niemiec, też jakąś jakość mają.

Teraz trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie – czy Pan Becca naprawdę zainwestował dużo pieniędzy w Dudelange? Na początku trzeba przypomnieć, że liga luksemburska jest półzawodowa, choć wiele klubów jest de facto amatorska. Dlatego nie można się spodziewać, że zobaczymy tutaj kwoty transferowe opiewające na sześć zer, czy wielkie nazwiska. Jednak tych piłkarzy trzeba było do Dudelange sprowadzić, co nie było samo w sobie tanie. Zorganizowanie mieszkań, pensji na takim poziomie, by piłkarze nie pracowali na co dzień (co nie jest wcale standardem w Luksemburgu). Becca dodatkowo zainwestował w bazę treningową. Co by o nim nie mówić, wpompował w ten klub dużo swoich pieniędzy, choć oczywiście ma swoje „za uszami”.

Czy to powód, by bronić Dariusza Mioduskiego? Oczywiście, że nie. O tym, że w Dudelange wiedzą, że Legia jest to zespół do wyeliminowania mówił w wywiadzie na Weszło Michał Mroch. Moja rozmowa z Pawłem Chodakowskim, która również pojawiła się na Weszło, potwierdzała to, o czym w Luksemburgu głośno mówiono – Legia jest w zasięgu Luksemburczyków. Mówienie przez Pana Dariusza o tym, że ludzie o tym nie wiedzieli, jest kłamstwem i kompromitacją „klubowego wywiadu”.

Ba, jestem w stanie założyć się, że gdyby polski klub trafił w europejskich pucharach na Progres, znów rządzący naszymi klubami doznaliby szoku. Bo zarówno Progres, jak i Fola dałyby sobie radę w Ekstraklasie.

I teraz dochodzimy do kolejnej tezy: Trochę tylko szkoda, że ten potwór zajmuje piąte miejsce w lidze luksemburskiej i daje się wyprzedzić takim klubom jak CS Fola Esch, FC Progres Niederkom, FC Differdange 03 oraz Union Titus Petange.

By zrozumieć co dzieje się w Dudelange, trzeba trochę cofnąć się w czasie, dokładnie do czerwca 2019. Dudelange 1 czerwca nie miało praktycznie kadry – wielu piłkarzy Becca przerzucił do Virton (jego drugiego klubu, który awansował do drugiej ligi belgijskiej) i do Swift (do kolejnego klubu Bekki). Flavio Becca z racji na kłótnię z gminą Dudelange zaczął opuszczać klub. Zespół został zbudowany na szybko – głównie w oparciu na piłkarzach z drugiej ligi belgijskiej oraz młodych zawodnikach, którzy odbili się od akademii klubów z Belgii. I ta na szybko zbudowana zgraja awansowała do fazy grupowej Ligi Europy. Niestety, kosztem wyników w lidze, gdyż kadra nie była przygotowana na grę na dwóch frontach. Również w tym sezonie silni jak nigdy są Fola i Progres. Ten sam Progres, który w ostatnich latach zarobił na transferach wychodzących z klubu blisko 800 tysięcy euro. Jak na amatorską ligę, jest wynik bardzo dobry, zwłaszcza że sprzedani piłkarze grają w swoich klubach.

Ba, w zeszłym sezonie była ta sama sytuacja. Dudelange poświęciło rundę jesienną w lidze, by skupić się na europejskich pucharach. W zeszłym sezonie też musieli gonić lidera i ta pogoń zakończyła się sukcesem. W tym sezonie szans na to nie ma, ze względu na siłę rywali.

Najpiękniejsze jest jednak to zdanie: „Polskie kluby nie potrafią grać w pucharach. Nie rozumieją, co to są puchary. Nie potrafią się przygotować i brakuje im doświadczenia”. Tutaj zgoda, to zdanie zakrawa na kpinę, zwłaszcza przykład Dudelange z tego sezonu potwierdza, że to kwestia zarządzania, a nie doświadczenia gry w pucharach.

Mimo wszystko, W kwestii Dudelange jednak Dariusz Mioduski nie mija się z prawdą. Legia trafiła na solidny zespół, który w Warszawie był delikatnie lekceważony. Faktycznie w Dudelange można znaleźć było kilku, bardzo solidnych piłkarzy. Nie przypadkowo Virton, które oparte jest na byłych piłkarzach F91, walczy o awans do belgijskiej ekstraklasy, a kilku piłkarzy jest wyróżniającymi się w lidze. W tej samej lidze, od której odbił się Bartek Kapustka.


Łukasz Karpiak

@Karpiukutno

Widzew, Football Manager, Ryby, Piłka nożna. Czasami coś napiszę #1z10 http://Pilkakarpia.pl http://WidzewToMy.Net http://rtswidzew.pl ????

Komentarze