Premier League

Przebudzenie czerwonego Manchesteru

Szymon Klauza @serekk77

Fot: Steve Collis

Tagi

Po niemrawym początku sezonu, Czerwone Diabły w końcu wróciły do dobrej formy. Pokazały, że potrafią grać w piłkę, a Solskjer nie jest potocznie zwanym ”wuefistą”. Jednak droga to obecnej dyspozycji nie była w cale taka prosta.

Powrót na właściwe tory

Przez większą część sezonu, Manchester United grał mocno w kratkę. Potrafił pokonać na wyjeździe maszynę Pepa Guardioli, żeby następnie zremisować na własnym boisku z przechodzącym poważne turbulencję Evertonem i przegrać z Watfordom znajdującym się wówczas w strefie spadkowej. Brakowało stabilizacji. Kibice bardzo się jej domagali, ale w końcu przyszła. Bowiem Czerwone diabły od jedenastu spotkań są niepokonane. W tym okresie podopieczni Solskjæra zanotowali 8 zwycięstw i 3 remisy. Warto też dodać, że defensywa zachowała aż dziewięć razy czyste konto. Piłkarze mogą być dumni z osiągniętych wyników w ostatnim czasie, tym bardziej, że nie grali z byle kim. W serii jedenastu meczów bez porażki, znajdują się takie mecze jak choćby dwa spotkania z Manchesterem City, wyjazdowe starcie z Chelsea, czy ten z Wilkami na Old Traford. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że są to pierwsze rozgrywki od 1960/1961, kiedy United w lidze pokonał dwa razy The Bluse i Obywateli. Nagle okazało się, że sezon, który przez wielu został spisany na straty, może okazać się bardzo udanym.Manchester jedną nogą jest już w ćwierćfinale Ligi Europy oraz Pucharu FA, a w Premier League brakuje mu już tylko 3 punktów do miejsca gwarantującego udział w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Problemem może okazać się jedynie Koronawirus. W przypadku ewentualnego zakończenia rozgrywek na sytuacji po 29 kolejce, United za rok występowałoby po raz kolejny w Lidze Europy. Pojawia się jednak szansa, która jest zależna od Manchesteru City. Jeśli kara związana z dwusezonowym wykluczeniem Obywateli zostanie podtrzymana, piąte miejsce będzie dawało prawo gry w elimanacjach, tak donosi Telegraph.

Solidne transfery

W ostatnich latach, na Old Trafford wydawano bardzo dużo pieniędzy, lecz niekoniecznie kwoty szły w parze z jakością. Od sezonu 16/17( początek pracy Jose Mourinho) wydano łącznie 680,1 milionów euro. Jest to wręcz niewyobrażalna kwota. Mimo, że w klub ”w pompowano” ogromną ilość gotówki, na boisku nie było tego widać. Gra Manchesteru często bywała toporna i z pewnością nie powodowała uśmiechu na twarzach kibiców. W tym sezonie wydano łącznie 214 miliony euro, z tym że w końcu nowe nabytki wniosły dużo jakości do gry. Podczas letniego okienka transferowego, do klubu dołączyli Harry Maguirer, Daniel James, Aaron-Wan-Bissaka. Dwaj nowi obrońcy dali bardzo dużo pozytywnej energii do gry defensywnej. Były piłkarz Leicester City z miejsca wskoczył do linii obrony i stał się jej szefem. Po odejściu Younga dostał też opaskę kapitańską, co tylko potwierdza jaki ma status w szatni. Natomiast Wan-Bissaka wniósł sporo dobrego zarówno do defensywy jak i ofensywy. Podczas ostatnich derbów Manchesteru, schował do kieszeni Raheema Sterligna. Po spotkaniu, Jamie Carragher nie mógł przestać go chwalić. Legenda Liverpoolu twierdzi, że nie ma lepiej grającego obrońcy w pojedynkach jeden na jednego.

Ostatnio jednak całe show skrada Bruno Fernandes. Jego transfer znacznie wpłynął na grę Czerwonych Diabłów. Przede wszystkim w trakcie rundy jesiennej, brakowało łącznika między linią defensywy a atakiem. Juan Mata nie dawał już takiej jakości jak kiedyś, a Andreas Pereira sprawiał wrażenie jakby na Old Trafford trafił przypadkowo. W grze Portugalczyka można zauważyć przede wszystkim dwie rzeczy- pewność siebie i chęć podejmowania ryzyka. Fernandes z marszu wskoczył do podstawowej jedenastki i od momentu debiutu miał udział przy pięciu trafieniach swojej drużyny w Premier Leauge(2 bramki i 3 asysty). Warto też wspomnieć, że 25-latek od razu dostał możliwość wykonywania stałych fragmentów. Ciekawe jakby potoczyły się losy Manchesteru United, gdyby Bruno Fernandes trafił na Old Trafford jeszcze w letnim okienku transferowym.

”Rodzina” i stawianie na młodych

Od samego początku Solskjær sprawiał wrażenie dobrego wujka dla piłkarzy. W klubie chciał stworzyć rodzinną atmosferę.

Źródło:Mirror co uk

Z pewnością po niezdrowych relacjach niektórych piłkarzy z Jose Mourinho, była to miła odskocznia. Na tej dobrej aurze, która stworzyła się wokół całej drużyny, Norweg jakiś czas zdobywał solidnie wyniki. Z biegiem czasu było jednak coraz gorzej, brakowało wyników, drużyna notowała fatalne rezultaty i nie awansowała do Ligi Mistrzów. Początek obecnych rozgrywek też nie należał do najlepszych, bo w pewnym momencie United zbliżali się nawet do strefy spadkowej. Mimo to, drużyna wydostała się z kryzysu. Duża w tym zasługa poszczególnych piłkarze, ale też i menedżera, który w końcu zbudował kadrę, która idealnie pasuje do jego filozofii. Szasnę dostało kilku wychowanków m.in. Mason Greenwood czy Brandon Williams. Pierwszy zastąpił Lukaku, drugi byłego kapitana Ashleya Younga. Solskjær mógł domagać się od włodarzy klubu sprowadzenia nowych piłkarzy. Zaryzykował jednak i postawił na młodzież. Ten ruch okazał się naprawdę dobry i za to trzeba oddać mu hołd. Szatnia na Old Trafford została oczyszczona. Odeszło wielu starszych, niepotrzebnych zawodników takich jak Marcos Rojo, Antonio Valencia, Alexis Sanchez czy Matteo Darmian. W ich miejsce pojawili się głównie wychowankowie i widać, że projekt w czerwonej części Manchesteru ruszył w dobrym kierunku.


Szymon Klauza

@serekk77

Najmłodszy w redakcji. Kibicuję Realowi Madryt i Liverpoolowi. Uwielbiam Premier League, La ligę oraz Bundesligę. Poza piłką wielki fan Remigiusza Mroza.

Komentarze