Retro Piłka

Uprzedzić Starkovsa. Czyli jak Łotwa mogła awansować na EURO 2000.

Jan Gawlik @GawlikJan

Fot: archivofutbol.com, archivoftubol.com

Tagi

Łotwa Eliminacje EURO 2000 Gary Johnson Marians Pahars Aleksandrs Kolinko Andrejs Stolcers Vitalijs Astafjevs Imants Bleidelis Igors Stepanovs Mihails Zemlinskis Norwegia Słowenia Grecja baraże Revaz Dzodzuashvili
Lata 90. XX wieku i początek nowego tysiąclecia to w łotewskiej piłce okres hegemonii Skonto Ryga. Klub ze stolicy Łotwy "wyprodukował" wielu etatowych reprezentantów kraju. Drużyna prowadzona przez Aleksandrsa Starkovsa regularnie występowała w eliminacjach europejskich pucharów, gdzie potrafiła postraszyć FC Barcelonę. Złote pokolenie łotewskiej piłki w końcu awansowało na wielki turniej, EURO 2004. Awans na europejski czempionat mógł nadejść jednak cztery lata wcześniej.

Jak do tego doszło? Po średnio udanych eliminacjach do Mistrzostw Świata 1998, w których Łotysze zajęli czwarte miejsce w grupie, wyprzedzając swoich sąsiadów, Estonię i Białoruś do dymisji podał się pierwszy selekcjoner niepodległej Łotwy nieżyjący już Janis Gilis. Jego miejsce zajął były wybitny gruziński piłkarz, wicemistrz Europy z 1972 roku, Revaz Dzodzuashvili. 49-krotny reprezentant ZSRR pracował wówczas na Łotwie w charakterze asystenta Aleksandrsa Starkovsa w Skonto. W najlepszym wówczas łotewskim klubie piastował również stanowisko wiceprezesa. Początek pracy z kadrą Łotwy w wykonaniu Dzodzuashviliego był fatalny. Reprezentacja naszych dawnych sąsiadów zaliczyła serię pięciu meczów bez zwycięstwa. Tylko raz zremisowała i aż czterokrotnie przegrała (trzykrotnie stosunkiem 1-2). Poprawa przyszła w czerwcu, kiedy Łotysze pokonali 2-0 Estonię i Andorę. Tuż przed eliminacjami do EURO 2000, będących docelową weryfikacją umiejętności trenerskich Gruzina, Łotwa przegrała 1-4 z Islandią. W kwalifikacjach do belgijsko-holenderskiego turnieju nikt nie oczekiwał cudów.

Łotwa trafiła do Grupy 2 z mocną wówczas Norwegią, Słowenią, Grecją, Albanią i Gruzją. Faworytami tej grupy byli Norwegowie. Walka o drugie miejsce miała się rozstrzygnąć między Słowenią i Grecją. Łotysze byli skazani na walkę o czwarte miejsce i nic więcej. W inaugurującym eliminacje meczu z Norwegią na Ulleval Stadion w Oslo mieli wejść w rolę chłopców do bicia. Norwegowie byli świeżo upieczonymi uczestnikami 1/8 finału MŚ. Na mecz z Łotwą trener Nils Johan Semb posłał do boju m.in. Ronny'ego Johnsena, Ole Gunnara Solskjaera, Kjetila-Andre Rekdala, Tore Andre Flo, czy Espena Baardesna (przeczytacie o nim TU). Dla "Lwów" Łotysze byli niewielkim kęsem. Jak się okazało, ciężkostrawnym. Kibice zgromadzeni na Ulleval Stadion w 11.minucie przeżyli szok. Baardsena pokonał Marians Pahars (więcej o nim TU). 120 sekund odetchnęli z ulgą, gdy do remisu doprowadził Stale Solbakken. Na przerwę obie drużyny zeszły z wynikiem 1-1. Po przerwie gospodarze mieli rozpocząć marsz do zwycięstwa. Stało się zgoła odmiennie. W 53.minucie gola na 2-1 strzelił Andrejs Stolcers, a 11 minut później z karnego podwyższył Mihails Zemlinskis. Norwegom nie pomogło wprowadzenie Henninga Berga, Josteina Flo i jego kuzyna Havarda. Łotysze mogli świętować zwycięstwo z dużo wyżej notowanym rywalem.

Niesiona wygraną kadra Dzodzuashviliego miesiąc później odniosła skromne zwycięstwo z Gruzją po golu Stolcersa już w drugiej minucie spotkania. Dwie wygrane z rzędu spowodowały, że Łotysze zajmowali pozycję lidera tabeli Grupy 2. Ten stan rzeczy mógł się utrzymać do końca 1998 roku, gdyby nie frajerska porażka ze Słowenią. Przez 85 minut na stadionie w Mariborze utrzymywał się bezbramkowy rezultat. Niestety, w 86.minucie gola na wagę zwycięstwa strzelił Saso Udović. Porażka ze Słowenią nie pogorszyła dramatycznie sytuacji Łotyszy w tabeli. Wskutek potknięć Norwegów i Greków do meczów w 1999 roku przystępowali z pozycji lidera. Pomimo iż poprzedni zakończyli dwoma porażkami z rzędu (oprócz spotkania ze Słowenią przegrali również 0-3 z Tunezją w sparingu), nastroje w łotewskim narodzie były pozytywne. W ostatni dzień marca 1999 roku w liczbie ponad 5000 przyszli na stadion Skonto dopingować swoich rodaków w starciu z Grecją. Mecz zakończył się wynikiem 0-0. Niespełna miesiąc później takim samym rezultatem skończyło się starcie z Albanią.

Brak przynajmniej jednego zwycięstwa w dwóch meczach mocno odbił się w czerwcowych spotkaniach. 5.czerwca Łotysze po raz drugi ulegli Słoweńcom. Tym razem u siebie. Podopieczni Srecko Kataneca wygrali 2-1, choć to Łotysze jako pierwsi objęli prowadzenie. Bramkę na 1-0 zdobył Pahars. Gdy wydawało się, że gospodarze pójdą za ciosem i zrewanżują się Słoweńcom za porażkę w Mariborze, do akcji wkroczył Zlatko Zahović. Piłkarz FC Porto dwukrotnie pokonał Aleksandrsa Kolinkę. Gwiazdor reprezentacji Słowenii zadał dwa zabójcze ciosy w 25. i 43.minucie. W drugiej połowie Łotyszom nie udało się wyrównać. Szkoda, bo punkt wyrwany Słoweńcom nieco poprawiłby sytuację podopiecznych Dzodzuashviliego w tabeli Grupy 2. Poprawa przyszła cztery dni później w spotkaniu z Grecją w Atenach. Łotysze wygrali 2-1, choć mecz mógł się skończyć remisem. Mógł, ale Aleksandrs Kolinko obronił w 22.minucie rzut karny wykonywany przez Grigorisa Georgatosa. Niewykorzystana okazja zemściła się 120 sekund później. Swoją pierwszą bramkę w reprezentacji zdobył Maris Verpakovskis. Warto zaznaczyć, że dla niespełna 20-letniego napastnika Metalurgsa Lipawa był to również debiut w reprezentacji. O cennym zwycięstwie Łotyszy zadecydował rzut karny. W przeciwieństwie do Georgatosa, Zemlinskis zachował więcej zimnej krwi i w 90.minucie pokonał Iliasa Atmatsidisa.

Jesienią 1999 roku doszło do zmiany na stanowisku selekcjonera reprezentacji Łotwy. Dzodzuashviliego zastąpił Gary Johnson. 44-letni Anglik nie miał pokaźnego trenerskiego CV. Przed objęciem funkcji trenera Łotyszy pracował w takich klubach, jak Newmarket Town, Cambridge United i Kettering Town. Jak widać, LFF od zawsze lubowała się w wynalazkach trenerskich, bowiem na Łotwę kilka lat później trafił inny angielski szkoleniowiec, Paul Ashworth, zwany również "Łotewskim Mourinho". Prowadził on m.in. FK Ventspils oraz kluby z Rygi, Skonto i FK, a obecnie jest dyrektorem technicznym FC Astany - przyp.red.

Debiut Johnsona na ławce trenerskiej Łotwy mógł zakończyć się zwycięstwem. Nasi dawni sąsiedzi pojechali do Szkodry na mecz z Albanią. Spotkanie zaczęło się dla nich znakomicie. W 20.minucie na listę strzelców wpisał się Vitalijs Astafjevs. Pierwsza połowa skończyła się wynikiem 1-1, bowiem dziewięć minut po trafieniu Astafjevsa wyrównał Alban Bushi. Łotysze za wszelką cenę musieli wygrać, jeśli chcieli się liczyć w walce o baraże o awans do EURO. Ich determinacja została nagrodzona. W 63.minucie po raz drugi Foto Strakoshę (ojca Thomasa - bramkarza Lazio Rzym - przyp. red.) pokonał Astafjevs. Siedem minut później wynik podwyższył Stolcers. Gdyby udało się utrzymać przynajmniej rezultat 3-2, po drugim trafieniu Bushiego, debiut Johnsona na ławce trenerskiej byłby fantastyczny. Niestety, karma wróciła. Tak jak gol w 90.minucie Zemlinskisa w Atenach dał wygraną Łotyszom, tak teraz w Szkodrze bramka w ostatnich minutach autorstwa wprowadzonego niespełna kwadrans wcześniej Devisa Mukaja pozbawiła Łotyszy trzech punktów i sprawiła, że szansa na baraże oddaliła się jeszcze bardziej. Choć cały czas była realna.

Tabela Grupy 2 na dwie kolejki przed końcem eliminacji do EURO 2000 prezentowała się tak:

1. Norwegia - 8 meczów - 19 punktów - 6 zwycięstw - 1 remis - 1 porażka. Bramki: 15-8

2. Słowenia - 8 meczów - 17 punktów - 5 zwycięstw - 2 remisy - 1 porażka. Bramki: 12-7

3. Łotwa - 8 meczów - 12 punktów - 3 zwycięstwa - 3 remisy - 2 porażki. Bramki: 10-8

4. Grecja - 8 meczów - 9 punktów - 2 zwycięstwa - 3 remisy - 3 porażki. Bramki: 10-8

Pewna awansu przynajmniej do baraży była Norwegia, która po bezbarwnym początku eliminacji odniosła pięć zwycięstw z rzędu. Na niepowodzeniach Łotyszy skorzystali Słoweńcy, którzy na ostatniej prostej eliminacji byli o krok od historycznego awansu (więcej o nim pisaliśmy TU). Podopieczni Srecko Kataneca wykorzystali potknięcia naszych dawnych sąsiadów. Po zwycięstwie nad nimi w Mariborze zaliczyli serię pięciu meczów bez porażki. Z gry o awans wypadli nierówno grający Grecy. Pomimo gorszej serii, Łotysze cały czas mogli wskoczyć na drugie miejsce.

Zadanie było jednak arcytrudne. Trzeba było po raz drugi zresztą w tych eliminacjach pokonać Gruzinów i Norwegów oraz liczyć na porażki Słoweńców w meczach z Grecją i Norwegią. Niestety, mecz z Gruzją w Tbilisi brutalnie zweryfikował marzenia Łotyszy o Mistrzostwach Europy. W 30.minucie gola na 1-0 strzelił Shota Arveladze, a siedem minut po przerwie wynik podwyższył Mikhail Kavelashvili. Na nic zdały się trafienia Imantsa Bleidelisa i Igorsa Stepanovsa. Ten drugi uratował remis w ostatniej minucie spotkania. Słoweńcy swoje zadanie „wykonali”, bowiem przegrali 0-4 z Norwegią. Porażka Słoweńców na nic się nie przydała Łotyszom, bowiem tylko zwycięstwo dawało im szanse na awans do baraży. Kolejna klęska Słoweńców, tym razem z Grecją 0-3 kompletnie nic nie dała Łotyszom. Tym razem to Norwegia okazała się lepsza. Choć wcale nie musiała. Ewentualna porażka w Rydze nie zmieniłaby ich sytuacji w tabeli. Podopieczni Gary'ego Johnsona mogli nawet zremisować to spotkanie. Do przerwy kibice nie obejrzeli bramek. Siedem minut po wznowieniu gry Kolinkę pokonał Solskjaer. Kilka sekund później wyrównał jednak Pahars. Gospodarze nie poszli za ciosem. Nie zdołali utrzymać remisu, bo na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry bramkę zdobył Tore Andre Flo.

Fatalna końcówka eliminacji sprawiła, że na ich finiszu Łotyszy wyprzedziła Grecja, która odniosła dwa zwycięstwa z rzędu. Eliminacje, które zaczęły się bardzo dobrze, zostały przegrane przez frajerskie porażki i remisy. Można się zastanawiać, co by było, gdyby Łotwa zremisowała w Mariborze ze Słowenią i pokonała w Szkodrze Albanię. Tabela Grupy 2 mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Tak się jednak nie stało. Mimo to, kilku reprezentantów z tamtych eliminacji mogło czuć się wygranymi. Jedyną chyba pozytywną rzeczą, jaką Gary Johnson zrobił dla reprezentacji Łotwy jest wypromowanie kilku piłkarzy Skonto Ryga. To dzięki niemu do Southampton trafili Marians Pahars, który stał się legendą tego klubu i Imants Bleidelis, który w klubie z południowej Anglii spędził trzy lata, jednak zagrał tylko w dwóch meczach, spędzając w sumie na boisku osiem (!) minut, czyli mniej niż fałszywy piłkarz, Ali Dia (nie jest to powód do dumy dla 106-krotnego reprezentanta Łotwy, za którego „Święci” zapłacili 875 tys. euro, przeliczając na dzisiejsze pieniądze). Do Arsenalu przeszedł Igors Stepanovs, a w późniejszym czasie do Anglii trafili inni etatowi reprezentanci Łotwy, Aleksandrs Kolinko i Andrejs Rubins powędrowali do Crystal Palace a będący liderem reprezentacji podczas eliminacji do EURO 2000 Andrejs Stolcers trafił do Fulham. Wszyscy ci piłkarze przez wiele lat stanowili o sile reprezentacji Łotwy. Przede wszystkim jednak łączyło ich Skonto Ryga, w którym wychowali się i dojrzewali piłkarsko.

To co nie udało się w 1999 roku udało się cztery lata później. Kadra, złożona z wychowanków Skonto podczas eliminacji do EURO 2000 była w sile piłkarskiego wieku. Być może nawet i przewyższała kadrę Aleksandrsa Starkovsa. Mocną pozycję zaczęli sobie gruntować Kolinko, Stepanovs, Aleksandrs Isakovs, Dzintars Zirnis, Laizans, Bleidelis, Stolcers, czy Pahars, którzy dołączyli do bardziej doświadczonych Olegsa Blagonadezdinsa, Zemlinskisa, Valentinsa Lobanovsa, czy Vitsa Rimkusa. Gorzka pigułka, jaką kadra przełknęła podczas eliminacji, gdzie zajęła przedostatnie miejsce w Grupie 6 z czterema punktami na koncie, wyprzedzając jedynie San Marino, z którym zresztą zremisowała 1-1 u siebie, zadziałała w kolejnych eliminacjach do europejskiego czempionatu. Reszta jest już piękną historią.


Jan Gawlik

@GawlikJan

Na Sofie z roczną przerwą jestem od początku jej istnienia. Pisanie łączę z pracą dziennikarza Radia Centrum

Komentarze