Europejskie Puchary

Jeśli możesz zneutralizować przeciwnika – zrób to!

Bartek Popielarz @b_popielarz

Fot: Into The Calderon, Into The Calderon

Tagi

Mało kto wierzył w sukces Atletico w starciu z Liverpoolem. Wydawało się to niemożliwe, by drużyna której od czasu do czasu ciężko idzie w lidze z ekipami słabszymi od siebie miała pokonać obrońcę tytułu, ekipę nie bez powodu nazywaną najlepszą drużyną na świecie. Okazało się jednak że „sky is the limit” i przy odpowiednim ustawieniu pionków na planszy można wszystko. 

Dość istotne w tym pojedynku były także okoliczności. Atletico jak Atletico, ale to Liverpool w tej fazie sezonu złapał mocną zadyszkę. Ewidentnie było widać że piłkarze Kloppa przestają kondycyjnie wyrabiać. Silnik maszyny został zatarty. 0:1 w Madrycie, 0:3 na wyjeździe z Watford, w końcu rewanżowe starcie z ekipą Rojiblancos. Smak nokautu na Anfield odczuła choćby Barcelona w zeszłym sezonie. Tu jednak było inaczej.

Na swoim podwórku ekipa Simeone zadowoliła się obronieniem solidnego 1-0. Dawało to bardzo duże pole manewru przed rewanżem. Wiadomo było, że na Anfield będzie dużo ciężej, jednak jak widać po końcowym rezultacie drużyna Simeone poradziła sobie koncertowo.

Najważniejsze było odcięcie od podań tego potężnego czerwonego trójzębu w postaci Mane-Firmino-Salah. Szczególnie mocno trzeba było pilnować Senegalczyka, nie zmienia to jednak faktu że Brazylijczyk i Egipcjanin są równie groźni jeśli zostawi im się trochę miejsca. Roberto Firmino to w zasadzie mózg ataku, coś jak wysoko wysunięta „10” rozgrywająca piłkę między dwoma schodzącymi z bocznych stref strzelbami. By jak najbardziej ograniczyć możliwość zdobycia bramki środkowi obrońcy Atletico starali się odciąć od podań Firmino, podczas gdy boczni wspierani przez skrzydłowych podwajali Mane i Salaha. Nie było innego wyjścia, pójście z ekipą „The Reds” na wymianę ciosów to byłoby samobójstwo.

Wielką robotę defensywną robili również napastnicy drużyny z Madrytu, którzy swoim głębokim cofaniem się i przeszkadzaniem w rozgrywaniu akcji blokowali szybsze wymiany piłki na przedpolu, a także możliwość oddania strzału z dystansu.

Kolejna sprawa – różnica na bramce. Jak zwykle bramki Rojiblancos strzegł Jan Oblak, który świetnie wywiązał się z tego co umie najlepiej – bronienia strzałów. Jego vis-a-vis, Adrian, można powiedzieć że sprezentował drużynie Simeone bilet do następnej fazy Ligi Mistrzów. Źle ustawiony, generalnie będący lekko poza meczem. Nie wspierał drużyny kiedy najbardziej tego potrzebowała. Dwie kontry i po robocie.

Czy to spotkanie będzie dla futbolu przełomowe? Znamy takie przypadki. Mourinho pokazał kiedyś że wie jak zneutralizować tiki-takę, przez co później w spotkaniach z Barceloną wzorowała się na nim cała Europa. Tutaj może być podobnie. Wiadomo – na ten moment wielkim przełomem futbolu jest epidemia, jednak jeśli kiedyś wrócimy do normalności to defensywny majstersztyk Simeone może być drogowskazem dla wszystkich przeciwników Kloppa. W najbliższych tygodniach tego się raczej nie dowiemy, bo w tym momencie pozostało nam raczyć się ligą australijską, bądź sąsiednią ligą białoruską. Tam takich dylematów nie ma.


Bartek Popielarz

@b_popielarz

Juventus, Serie A, Ekstraklasa - dokładnie w tej kolejności. Samozwańczy ekspert Ligi Mistrzów.

Komentarze