La Liga

Marcelo – legenda na ostatniej prostej do domu seniora

Wiktor Zając @ElKova11

Fot: Marca, Marca

Tagi

Marcelo Real Madryt Mendy

Gdy w zimowym okienku 2007 roku w Realu Madryt pojawił się Marcelo, trudno było przewidzieć jak wiele dla tego klubu zrobi. W ciągu trzynastu lat wygrał on dla Królewskich wszystko przynajmniej dwa razy. Teraz jednak wiele wskazuje na to, że jego czas się kończy i wkrótce będzie musiał zmienić klub lub pogodzić się z rolą zmiennika. 

Prawdziwa legenda

Sprowadzony za 6,5 miliona euro Marcelo jest z pewnością jednym z najlepszych transferów w historii Realu Madryt. Od czasu, gdy pojawił się w stolicy Hiszpanii wygrał 21 trofeów i rozegrał 505 meczów, w których zdobył 37 bramek i zanotował 96 asyst. Zdaniem wielu jest to najlepszy lewy obrońca w historii Realu Madryt. Według reszty przed nim jest jedynie Roberto Carlos. Trzeba pamiętać jednak, że przy wyborze starszego z nich działać może nostalgia i dopiero za jakiś czas ludzie będą porównywać obu piłkarzy nieco bardziej obiektywnie.

Marcelo Vieira da Silva Júnior został pokochany przede wszystkim za swoją grę w ataku. Efektowny i co najważniejsze efektywny drybling stał dla wicekapitana Królewskich tym, czym dla Roberto Carlosa było jego potężne uderzenie. W obronie obecny rezerwowy nigdy nie wyglądał na defensora z krwi i kości, ale miał momenty, gdy również i tam okazywał się nieodzowny. Swoje braki pod swoim polem karnym jednak zawsze nadrabiał swoimi zaletami w grze ofensywnej. Przez lata był kluczowym piłkarzem Królewskich podczas konstruowania ataków i niejednokrotnie był jedną z najważniejszych postaci podczas akcji pod bramką rywali. Trudno znaleźć kogoś, kto nie uważałby Marcelo za legendę Realu Madryt i jednego z najważniejszych jego piłkarzy nie tylko w ostatnich latach, ale i w całej historii.

Regres wielki jak luka po lewej

Jednak po wielu latach dobrej i bardzo dobrej gry Marcelo zaczął przestawać być filarem Realu Madryt. Od przeszło roku zalicza regularny regres notując jedynie przebłyski. Najbardziej widoczne i odczuwalne dla Królewskich są jego coraz większe braki w grze defensywnej. Brazylijczyk nigdy nie był typem lewego obrońcy, który palił się do gry w okolicach własnej bramki. Obecnie jednak, gdy na boisku znajduje się Marcelo, podczas ataku rywali lewa obrona Los Blancos wygląda jak półka na puchary za wygrane Ligi Mistrzów na Wanda Metropolitano. Luka po lewej stronie boiska jest dla Realu Madryt wielkim problemem i często zmuszą innych piłkarzy do ogarnięcia większej części placu gry. Jego nienadążanie za kontrami przeciwnika jest jednym z głównych powodów, przez które coraz rzadziej wychodzi w najważniejszych meczach w pierwszym składzie. Często Brazylijczyk nie jest jedynie za wolny, ale po prostu nie widać u niego zaangażowania na odpowiednim poziomie. Może się wydawać, że podczas atakowania jest znacznie szybszy niż podczas bronienia. Oczywiście zdarzają się wyjątki, jak na przykład podczas ostatniego meczu z Barceloną, gdy powstrzymał Messiego w najlepszy możliwy sposób. Jednak zdecydowanie za rzadko widać go w takich akcjach by uznać, że dostatecznie angażuje się w defensywie.

Braki Marcelo w obronie były mu wybaczane, dopóki napędzał ataki Realu Madryt. Jednak obecnie i tutaj coraz częściej zawodzi. Trudno mu odmówić zaangażowania w ofensywie, ale Brazylijczyk zbyt często ogranicza się do jednego schematu polegającego na dostarczeniu piłki pod bramkę rywala wrzutką za wszelką cenę. Zapomina przy tym, że Cristiano Ronaldo już co najmniej rzadko wspiera Królewskich w polu karnym przeciwnika. Problemy zdarzają mu się także przy rzeczach wydawało się prostych, takich jak przyjmowanie piłki. W przypadku tak technicznego zawodnika odskakiwanie piłki na kilka metrów wygląda jak zapowiedź końca kariery w Realu Madryt.

Konkurencja nie śpi

W poprzednim sezonie Marcelo przez dość długi czas mógł być spokojny o miejsce w składzie. Dopiero na początku 2019 do wyjściowej jedenastki zaczął dobijać się Reguilón, który wcześniej grał w rezerwach Realu Madryt. Był to w minionej kampanii jedyny rywal Brazylijczyka do gry na lewej obronie. Theo Hernández, który grał dla Królewskich zaledwie pół roku wcześniej został wypożyczony do Realu Sociedad. Więc przez kilka pierwszych miesięcy Marcelo nie miał tak naprawdę żadnego rywala i nie musiał prezentować żadnego poziomu by mieć miejsce w pierwszej jedenastce. Kiedy jednak takowy się pojawił i w pierwszej drużynie zaistniał Serio Reguilón coraz częściej można było słyszeć, że być może legenda Los Blancos powinna usiąść na ławce dając więcej szans młodemu piłkarzowi. Przez kilka tygodni tak rzeczywiście było, ale po powrocie Zidane’a wszystko wróciło do normy i Real Madryt ponownie grał z Marcelo na lewej obronie. Już wcześniej było wiadomo, że Brazylijczyk jest jednym z ulubieńców Francuza i raczej nikogo nie dziwiło, że Zizou wrócił do grania piłkarzem, który wprost idealnie nadawał się do jego taktyki opierającej się na dośrodkowaniach.

Po zakończeniu sezonu Sergio Reguilón został wypożyczony do Sevilli, a do Realu został sprowadzony Ferland Mendy. Francuz rozegrał wcześniej świetny sezon w Olympique Lyon i za 48 milionów euro przeniósł się do stolicy Hiszpanii, gdzie bardzo szybko się zaaklimatyzował. Obecnie jest doceniany przede wszystkim za grę w obronie, w której spisuje się świetnie. Razem z nim w pierwszym składzie Real traci zdecydowanie mniej bramek. W ataku zwłaszcza na początku wyglądał przeciętnie, ale z czasem i tutaj zaczął robić postępy.

Po zakończeniu bieżącego sezonu do klubu wróci Sergio Reguilón, który obecnie wygląda w Sevilli naprawdę dobrze. Zakończy się też wypożyczenie Achrafa, który również może grać na lewej obronie. Obecnie Marokańczyk grając w Borussii Dortmund na prawym wahadle prezentuje się świetnie, gdzie podobnie jak Marcelo najwięcej atutów prezentuje w ataku. On jednak przede wszystkim będzie rywalizować o pierwszy skład z Carvajalem i na lewej stronie będzie najprawdopodobniej występować jedynie w przypadku kontuzji pozostałych zawodników. Ale sam fakt, że i po stronie Brazylijczyka prezentuje się naprawdę dobrze pozwala przypuszczać, że razem z Marcelo o skład będzie walczyć trzech dużo od niego młodszych i zdolnych piłkarzy, którzy na ten moment zapowiadają się znacznie lepiej od niego. W dodatku zagrać tam może też Nacho. Jednak on również nie spisuje się ostatnio najlepiej i raczej trudno uwierzyć w to, że będzie w hierarchii przed Marcelo.

Czas Ferlanda

Jak już wcześniej wspomniano Ferland Mendy bardzo szybko zaaklimatyzował się w Realu Madryt. Już od pierwszych spotkań imponował swoją grą, którą z czasem tylko poprawiał. Największe wrażenie od samego początku robił swoimi warunkami fizycznymi, których nie boi się używać w grze obronnej. Kontrastuje pod tym względem z Marcelo, który w przeszłości bardzo często udowadniał, że nie zawsze zachowuje sportowe nawyki. Brazylijczyk nigdy nie był znany ze swoich walorów fizycznych, podczas gdy Ferlanda ma niemal atletyczną budowę.

W ataku Mendy wciąż prezentuje się przeciętnie w porównaniu do tego, co w poprzedniej dekadzie zaprezentowała nam lewa obrona Realu Madryt. Jednak i w tym elemencie notuje coraz większy progres. Obecnie wciąż zdecydowanie za rzadko decyduje się na wykorzystanie swoich warunków fizycznych i wejścia w pole karne tak jak Marcelo robił to swoim wyszkoleniem technicznym. W ofensywie bardzo często zatrzymuje się na wysokości szesnastego metra i schodzi na prawą nogę by nią dośrodkować lub uderzyć. Z jednej strony kibiców Realu cieszyć może jego obunożność, a z drugiej trochę zastanawiać czemu nie stara wbiegać w te pole karne i nie próbuje zaskoczyć defensywę rywala swoją wciąż mimo wszystko lepszą lewą nogą. Bardzo rzadko też próbuje dobiegać do linii końcowej przed dośrodkowaniem. Dawałby tak obronie rywala mniej czasu na ustawienie się, a samo wykonanie nie powinno być dla niego problemem dzięki jego szybkości i sile. Trochę zawodzi też u niego celność wrzutek, ale widać pod tym względem jakieś postępy. I mimo wszystko tak naprawdę nie wygląda pod tym względem dużo gorzej niż Marcelo, który wciąż próbuje znaleźć Cristiano Ronaldo. W dośrodkowaniach Brazylijczyka może i widać więcej jakości, ale zazwyczaj kończą podobnie jak dośrodkowania Francuza, na głowie rywala.

W ofensywie Ferland wygląda poprawnie, ale zdecydowanie najlepiej prezentuje się podczas gry w obronie. Na początku mogło się wydawać, że nie do końca pasuje do Realu Madryt pod tym względem, bo jak na obrońcę Królewskich zdecydowanie za rzadko przytrafiały mu się błędy w defensywie, ale z czasem okazało się, że nie tylko on potrafi w tej drużynie bronić. Wielką zaletą Mendy’ego w porównaniu do Marcelo jest jego aktywność pod własną bramką. Francuz praktycznie zawsze wraca się do obrony tak szybko, jak tylko to możliwe. Tam potrafi wykorzystać swoje walory fizyczne i umiejętności defensywne. Jak na bocznego obrońcę bardzo dobrze radzi sobie z powstrzymywaniem akcji rywali.

Dobra gra Mendy’ego w obronie pozwala też na więcej luzu innym zawodnikom. Jeżeli gra Marcelo reszta piłkarzy po lewej stronie musi wziąć pod uwagę to, że lewy obrońca niekoniecznie lubi się wracać do defensywy, więc muszą udzielać się pod własną bramką znacznie częściej niż wtedy, gdy gra Ferland. Obecność Francuza pomaga innym piłkarzom zademonstrować swoje atuty ofensywne. Dlatego też wystawienie byłego piłkarza Olympique Lyon nie musi oznaczać aż tak dużej straty w ataku jak mogłoby się wydawać. Sam piłkarz może i obecnie nie jest w stanie dać tyle ile daje Marcelo, a zwłaszcza tyle ile Marcelo dawał, gdy był w jakiejkolwiek formie, ale dzięki niemu inni piłkarze mogą się bardziej pokazać i tracić mniej sił na bronienie.

O tym jak wielki wpływ na drużynę Ferland bardzo dobrze świadczą też statystyki. Real z Mendy’m zdobywał w bieżącym sezonie 2,14 punktów na mecz, a z Marcelo 1,95. Do tego drużyna traci gola co 79 minut, gdy na boisku jest Brazylijczyk i co 137 minut, gdy na boisku jest Francuz. W przypadku zdobywania bramek jest to odpowiednio 38 minut i 53 minuty. Tak więc ze swoim wicekapitanem Królewscy strzelają gole o 39% częściej, ale z Mendy’m tracą je o 73% rzadziej. Łatwo można więc wywnioskować, że o ile Marcelo zwiększa siłę ataku, tak jak Mendy daje bardzo dużo w obronie. Mniejsza liczba strzelonych bramek jednak nie jest aż tak bolesna dla klubu, gdy traci się ich dużo mniej.

Zmiana pozycji

Być może dla Marcelo znalazłoby się rozwiązanie. Na lewej obronie bardzo często prowadzi do tego, że drużynie brakuje jednego zawodnika w defensywie, ale od zawsze wydawał się mieć predyspozycje do grze w środku pola. Oglądając mecze Królewskich na przestrzeni lat nie było trudno zauważyć, że Brazylijczyk zawsze lubił schodzić do środka, gdzie bardziej przypominał klasycznego ofensywnego pomocnika niż bocznego obrońcę. Ostatnio Marcelo popełniał proste błędy techniczne, ale wciąż potrafi zakręcić rywalem tak jak rok temu Isco robiłby to ze wskazówką wagi, gdyby tylko zdecydował się na nią wejść. Do tego potrafi uderzyć i podać, zarówno z lewej jak i prawej nogi, o czym mogliśmy się w przeszłości przekonać. Wydaje się też bardziej nieszablonowy niż większość graczy Realu, z którymi by mógł rywalizować na tej pozycji. Obecnie prawdopodobnie przegrywałby rywalizację z wspomnianym wcześniej Isco, który jest w formie, ale nie powinien mieć problemy z wygraniem miejsca w składzie z Jamesem, który jest w dyspozycji na poziomie jego prawej nogi. Dzięki dobrej grze w obronie Casemiro, który obecnie jest najprawdopodobniej najlepszym defensywnym pomocnikiem na świecie i zaangażowaniu Valverde nie powinien też mieć aż tylu obowiązków w defensywie, co obecnie i powinno pozwolić mu to na rozwinięcie skrzydeł. Warto wspomnieć, że o przeniesieniu Marcelo na środek mówiło się wcześniej w kontekście reprezentacji Brazylii, w której było prawdziwe bogactwo na lewej obronie.

Przy tak drastycznej zmianie pozycji jednak wciąż jest obawa, że przyzwyczajenia z gry po lewej stronie boiska mogą mu przeszkadzać w zmianie roli na boisku. Co prawda wcześniej bardzo często można było go zaobserwować w środku pola, ale jednak zawsze w końcu wracał do gry na boku. A tam zazwyczaj wyglądał przeciętnie, gdy poza nim dla Realu grał też inny nominalny lewy obrońca. Poza tym w grze Marcelo zawsze dość istotną rolę pełniły wrzutki, a w przypadku przeniesienia go na środek boiska zdecydowanie rzadziej by je wykonywał. Chociaż obecnie nie powinno być to problemem, bo Cristiano i tak bardzo rzadko do nich wychodzi.

Musi odejść?

Marcelo znaczył i wciąż znaczy dla Realu Madryt bardzo dużo. Jednak jego rola, przynajmniej na boisku, ciągle się zmniejsza. Już nie prezentuje poziomu jakiego powinno się od piłkarza Królewskich oczekiwać i pewnie już do bycia w topie nie wróci. Oczywiście wciąż może zostać w stolicy Hiszpanii jako piłkarz rezerwowy wykorzystywany w wyjątkowych sytuacjach. Być może jako pomocnik, gdy na lewej obronie będzie więcej lepszych od niego graczy i rywalizacja będzie zbyt duża, a być może zdecyduje się na sporadyczne występy na pozycji, na której grał przez całe swoje piłkarskie życie. Zdecydowanie najlepiej dla obu stron byłoby, gdyby Marcelo nie byłby już podstawowym piłkarzem Realu Madryt. Dla klubu byłoby to osłabienie, a zawodnik może przez ostatnie słabe miesiące stracić sporo w oczach kibiców, tak jak było to chociażby z Casillasem, który zdecydowanie za długo siedział w stolicy Hiszpanii. Do odejścia zapewne będą go z czasem zachęcały zaledwie roczne kontrakty, które Real Madryt daje starszym zawodnikom. Obecnie wiele się mówi, że nawet Sergio Ramos, który mimo wszystko dla klubu jest postacią jeszcze ważniejszą, może dłuższej umowy nie dostać, więc trudno oczekiwać, że klub zrobi wyjątek dla Marcelo. Jednak, jeżeli Brazylijczyk zdecyduje się odejść, to trzeba mieć nadzieję, że otrzyma godne pożegnanie, bo na takie zasługuje. 


Wiktor Zając

@ElKova11

Największy fan Kovačicia w polskiej części Twittera. Kibic Realu Madryt i sympatyk Chelsea, ale z przymusu.

Komentarze