Premier League

Rozkwit sportswashingu

Bartek Najtkowski @BNajtkowski

Fot: Getty, Getty

Tagi

W Anglii trwa dyskusja o pazerności klubów Premier League, jednocześnie na etapie finalizacji jest brzydki deal. Newcastle United wkrótce może stać się własnością saudyjskiego funduszu inwestycyjnego, którym wysługuje się następca tronu w tym kraju Mohammad Bin Salman Al Saud.

Rewolucja w klubie Premier League

Czas pandemii zahamował rewolucyjne zmiany w angielskiej piłce, ale wydaje się, że już niedługo saudyjski zamordysta spełni swoje marzenie. To tylko kwestia czasu. Pieniądze już ponoć leżą na stole, negocjacje przebiegały w duchu porozumienia, poza tym skoro saudyjski następca tronu chce mieć zabawkę w postaci Newcastle, to dotychczasowy właściciel, czyli znany z prostactwa i braku dobrych manier Mike Ashley zostanie pożegnany w Newcastle z ulgą. A wszystko to po to, by klub mógł przejąć człowiek, który zlecił morderstwo dziennikarza nieprzychylnego jego reżimowi. Jakby tego było mało, ów przywódca trzyma też za twarz znaczną część społeczeństwa. Po co mu Newcastle? Chodzi o sportswahing - futbol ma być narzędziem PR - u.

Newcastle jako przyszła potęga

Kibice bezrefleksyjnie się zastanawiają: czy teraz będziemy uczestniczyć w wyścigu zbrojeń na rynku transferowym: może uda się pozyskać Coutinho albo Mauricio Pochettino. Przecież nie wypada, żeby Newcastle grało w piłkę z użyciem najprostszych środków, trzeba więc zatrudnić trenera, żeby odwrócić trend. Potrzebny jest szkoleniowiec, który zaoferuje nieco bardziej wyrafinowany futbol. Wszyscy widzą, że gdy informacje o radykalnych zmianach w Newcastle obiegły świat, aspiracje w klubie momentalnie poszły w górę. Trudno się dziwić, przecież to skalkulowany projekt. Zadbano o szczegóły, zatem nie sposób dopatrywać się prowizorki czy jakichś działań doraźnych. Jednak w tym miejscu należy zadać sobie podstawowe pytanie: czy wielka kasa daje sukces w futbolu? I tak, i nie. PSG i Manchester City to drużyny, które dzięki petrodolarom potrafiły zdominować ligę w swoich krajach. Ja jednak przewiduję, że spełni się scenariusz mniej optymistyczny. Moim zdaniem w Newcastle zanosi się na Anży Machaczkała 2.0. Tam nie pomogli Guus Hiddink, Samuel Eto i Roberto Carlos, sztuczny twór rozpadł się dość szybko, nie zapisując się w historii niczym szczególnym, zrobienie ze Srok potentata PL to chyba też zadanie karkołomne.

Katarskie wyznania Xaviego

Arabia Saudyjska jest oczywiście tylko jednym z wielu państw, które nic sobie nie robią z obowiązków szanowania własnych obywateli. W Katarze również trwa nieprzerwanie martyrologia części narodu. Co ciekawe katarski futbol podoba się Xaviemu. Wybitny ekspiłkarz Barcelony realizuje się teraz w roli trenera nad Zatoką Perską, gdzie prowadzi drużynę Al Sadd. Uroki życia w Katarze są najwyraźniej ogromne, skoro zamordyzm mu nie przeszkadza? Hiszpański wirtuoz piłki swego czasu wyznał, że w Katarze żyje się lepiej niż w Hiszpanii, o stanie demokracji czy prześladowaniu kobiet nie wspomniał. Może prywatne plaże i wszelkie przejawy luksusu są rekompensatą dla fali ciemnoty, która ten kraj zalewa. Opresja Xaviego nie mierzi? A gdzie tam. Źródełko z petrodolarami jeszcze nie wyschło - cynizm czy ignorancja?

Przytoczyłem powyżej historię Xaviego, by zarysować pewną tendencję w piłce. W krajach arabskich coraz częściej futbol staje się orężem w walce z zarzutami o łamanie praw człowieka i nieprzestrzeganie zasad obowiązujących w Europie Zachodniej. Piłka nożna dla bogaczy z Zatoki Perskiej to niewinna zabawa, która jednak dzięki swojej sile oddziaływania może stać się niepostrzeżenie tubą propagandową w rękach złych ludzi. Ich działania są nieetyczne, stanowią gwałt na moralności, ale gdy arabscy potentaci zapraszają do siebie gwiazdy futbolu, niektórzy mają poczucie, że oni w końcu będą się cywilizować, że to są jakieś zalążki postępu, wśród najbardziej naiwnych pokutuje przekonanie, że tamtejsi przywódcy nagle przeszli metamorfozę i chcą w jakimś stopniu posmakować świata, od którego do niedawna się odgradzali, by z czasem u siebie zaimplementować to, co sprawdziło się gdzie indziej. Padają bariery, normalność może nastać także u nich - myślą niektórzy niezbyt zorientowani kibice. Otóż nie, uzyskiwanie udziałów czy też przejmowanie całego pakietu akcji w klubach topowych lig w Europie służy wyłącznie ociepleniu wizerunków tych, którzy z wielu powodów powinni się wstydzić.

Politycy bawią się w futbol

Kiedy słyszymy o tym, że politycy z Kataru są zaangażowani w projekt o nazwie PSG, czujemy konsternację? Nie odpowiadam za wszystkich, w każdym razie wiem, że człowiek solidaryzujący się z ludźmi cierpiącymi w innych krajach, może być zdegustowany, widząc, jak mający nieograniczone zasoby finansowe cynicy wykorzystują futbol, by propagować soft power. Czym owa miękka siła jest? To z grubsza ocieplanie wizerunku przy użyciu metod pokojowych, a zatem może to być demonstrowanie światu, że kraj przestrzega pewnych standardów ogólnie przyjętych, mimo że w istocie opresja tam wcale nie ustała.

Świat arabski reprezentuje w Wielkiej Brytanii gwiazdor Liverpoolu Mohamed Salah, który werbalnie walczy z dyskryminacją. Ma dobre intencje, przeciwstawia się mizoginicznej ciemnocie. Jego inicjatywy zyskują rozgłos, piłkarz w najlepszy możliwy sposób wykorzystuje swoją popularność, bezinteresownie podejmuje walkę ze złem. Słusznie, natomiast ludzi pokroju saudyjskiego krezusa, który postanowił wymyślić Newcastle na nowo, przeobrażając Sroki na własną modłę, trzeba odsunąć od piłki i to natychmiast. Niestety to naiwny idealizm. Piłka musi być bezwzględna? Tak musi, gdyby było inaczej, biznes przestałby się kręcić.


Bartek Najtkowski

@BNajtkowski

Wielki fan futbolu i dobrej książki. Zajmuję się pisaniem o tym, co mnie aktualnie ciekawi.

Komentarze