Polacy za granicą

Jeremiah Dąbrowski: Czuję się bardzo związany z Polską

Dawid Czemko @CzemkoDawid

Fot: jktulevik, jktulevik

Tagi

Jeremiah Dąbrowski nie jest typowym 25 letnim piłkarzem. Grał już w ośmiu klubach z siedmiu różnych europejskich państw. Jako nastolatek wystąpił w reprezentacji Polski do lat 16. Poza tym urodził się w Berlinie i jest uprawniony do głosowania w wyborach na prezydenta w USA, Francji i Polsce. Teraz jako pierwszy polski zawodnik z pola gra w lidze estońskiej. Podczas wywiadu opowiedział nieco o tym jacy są Estończycy, jak trafił na testy do New York Red Bulls i o tym jak wygląda życie w czasach pandemii w Estonii.

Dawid Czemko: Na początku zadam podstawowe ostatnimi czasy pytanie. Jak wygląda samopoczucie Twoje i Twoich bliskich w czasach pandemii?

Jeremiah Dąbrowski: Ten czas naturalnie nie jest łatwy. Cały czas jestem sam i nie mogę spotkać się z moimi bliskimi. Jednak czuję się dobrze i staram się być w stałym kontakcie z moim ojcem, siostrą i matką przez WhattsApp’a.

W Internecie można znaleźć informację na temat tego, że urodziłeś się w Berlinie. Ponadto masz również francuskie i amerykańskie pochodzenie. Czy jesteś w stanie określić, do którego kraju jest Ci najbliżej?

- To prawda. Urodziłem w 1995 roku w Berlinie. Moja mama jest francuską i amerykanką. Mój tata pochodzi z Polski. Mam trzy obywatelstwa: polskie, francuskie i amerykańskie. Trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie, bo czuję się silnie związany i z Polską, i z Francją. Tyle, że nad Sekwaną jestem odbierany przez ludzi jako Polak, może ze względu na moje nazwisko – Dąbrowski. Za to nad Wisłą uważają mnie za Niemca. Jestem rozdarty pomiędzy Francją, a Polską. Osobiście uwielbiam spędzać czas w Polsce i czuję się z nią bardzo związany.

Czy możesz przybliżyć to jak zacząłeś grać w piłkę?

- Pamiętam, że od zawsze miałem piłkę przy sobie. Grałem w domu i na ulicy. Gdy skończyłem 4 lub 5 lat mój tata zaprowadził mnie do pierwszego klubu. Nie spodobało mi się tam. Jednak wciąż chciałem grać i trenować, więc trafiłem do kolejnego zespołu. Po pewnym czasie dostaliśmy wiadomość od trenera tego pierwszego klubu. Powiedział bym się nie zrażał i ojciec przekonał mnie, żebym tam wrócił.

Twoja dotychczasowa kariera piłkarska nie wygląda okazale pod względem osiągnięć sportowych, za to na pewno należy do tych z rodzaju barwnych i bardzo ciekawych. Czy od początku swojej piłkarskiej przygody chciałeś poprowadzić karierę przez zagraniczne kluby?

- Nie, w ogóle nie. Moim celem było pozostanie w Niemczech i podpisanie kontraktu w Bundeslidze. Nie było to jednak nigdy możliwe. W pewnym momencie pojawiła się pierwsza oferta zza granicy. Zawsze marzyłem o byciu profesjonalnym piłkarzem i dlatego wyjechałem.

Podejmując decyzję o graniu i życiu w obcych Ci państwach podejmowałeś za każdym razem pewne ryzyko. Czy któryś z Twoich zagranicznych wojaży oceniasz z perspektywy czasu negatywnie?

- Wyjechanie do kraju, którego kultury nie znasz, nie masz w nim żadnych znajomych i nie rozumiesz języka, w którym się tam mówi, zawsze wiąże się z ryzykiem. Oczywiście miałem gorsze momenty, również pod względem kariery. Jednak przede wszystkim jestem tylko człowiekiem. Każdy gorszy etap mnie czegoś nauczył i dziś z perspektywy czasu za każdy z nich dziękuję Bogu.

Czy któryś z klubów był wyjątkowo słabo zorganizowany lub Ciebie oszukał?

- Jeden z klubów nie był zbytnio dobrze zarządzany. Kilku agentów mnie oszukało. Wychodzę jednak z założenia, że nie powinno się pluć w talerz, z którego jadłeś i nie zdradzę ci jaka konkretna drużyna to była.

Przed przyjazdem do Estonii występowałeś w fińskim VPS. Grałeś tam głównie w zespole rezerw. Czy miałeś jakąkolwiek szansę, by przebić się do pierwszego zespołu i w nim zadebiutować?

- Na początku byłem pewien, że dostanę szansę i zadebiutuję. Dużo rozmawiałem wtedy z trenerem. Niestety potem go zmieniono, a nowy szkoleniowiec nie był do mnie przekonany.

Z Twoimi podróżami wiąże się z pewnością poznawanie nowych kultur i obyczajów panujących w danym kraju. W którym z państw żyło Ci się najlepiej, a o którym nie możesz powiedzieć za wiele dobrego?

- Wszędzie było momentami lepiej i gorzej. Osobiście polubiłem życie w Irlandii Północnej. Mieszkałem wtedy w Belfaście, mimo że klub był z Warrenpoint. Podobało mi się również w Luksemburgu, ze względu na to, że mogłem wtedy mieszkać we Francji.

Viljandi JK Tulevik to kolejny klub w Twojej karierze. Jak do niego trafiłeś? Czy przed podpisaniem kontraktu wiedziałeś jak wygląda futbol w Estonii?

- Na początku tego roku byłem przez miesiąc na testach w innym zagranicznym klubie. Dostałem tam nawet ofertę trzyletniego kontraktu, tyle że pensja nie była odpowiednia jak na tak długą umowę, a ja sam nie byłem do końca przekonany co do klubu i kraju. Skontaktował się ze mną agent i powiedział mi, że Tulevik wciąż szuka obrońcy. Zaryzykowałem, odrzuciłem ofertę od tamtego klubu i poleciałem do Estonii na testy. Po dwóch tygodniach zaoferowali mi kontrakt, który mi odpowiadał. Przed samym przybyciem do Estonii rozmawiałem z kilkoma zawodnikami, którzy grali lub byli na testach w klubach Premium Liigi.

Jak wypada klub z centralnej Estonii na tle innych , w których do tej pory występowałeś pod względem organizacyjnym i sportowym? Czy Twój klub jest w pełni profesjonalny, jak wygląda to w innych zespołach ligi?

- Nie ma większej różnicy względem tych zespołów, w których byłem. Od tego sezonu wszystkie drużyny w lidze estońskiej są pełni profesjonalne, więc Tulevik również.

Estonia to kraj, który części ludziom kojarzy się jako zacofany rosyjskojęzyczne państewko w północno-wschodniej Europie, które niegdyś było częścią ZSRR. W rzeczywistości Estonia to kraj pełen innowacji, który stale się rozwija. Świetnie poradził sobie z transformacją gospodarczą i ustrojową po uzyskaniu niepodległości po raz drugi w historii. Jakie są twoje spostrzeżenia co do życia w tym kraju?

- Estonia to piękny kraj. Pod względem natury przypomina mi czasami Finlandię, ale sposób komunikacji i mentalność ludzi przypomina nieco Mołdawię. Może jest tak, ponieważ oba państwa były kiedyś częścią Związku Radzieckiego.

Estończycy są postrzegani jako chłodny naród pod względem nawiązywania znajomości i okazywania emocji. Czy są w jakiś sposób podobni do Finów i czy tak samo jak oni uwielbiają saunę? Czy naprawdę tak trudno wejść z nimi nawet w koleżeńską relację?

- Język estoński jest podobny do fińskiego. Oczywiście oba narody uwielbiają saunę (śmiech). Jeśli chodzi o koleżeńskie relacje to nie ma większego problemu, ale jak powiedziałeś Estończycy są raczej chłodnym narodem. Zgadzam się z tym.

Przebywasz w Estonii już jakiś czas. Czy próbujesz uczyć się estońskiego? Jest on uznawany za jeden z najtrudniejszych języków na świecie.

- To prawda, że jest to trudny język. Nauczyłem się kilka słów i zwrotów, których używam podczas zakupów, w restauracji lub na boisku. Na tym kończy się moja wiedza, więcej nie umiem.

Wróćmy do futbolu. Sezon Premium Liigi został zawieszony niemal od razu po rozegraniu pierwszej kolejki. Zdążyłeś jednak zagrać prawie cały mecz przeciwko Tartu JK Tammeka, który niestety przegraliście. Jak oceniasz poziom ligi, organizacji i otoczkę w kraju wokół piłki?

- Niestety przegraliśmy pierwszy mecz i ta porażka siedzi mi głowie od wielu tygodni. Liga jest bardzo fizyczna, a poziom według mnie dobry. Podoba mi się organizacja, ponieważ dzięki temu, że mecze są transmitowane w telewizji i internecie moja rodzina może mnie oglądać. Gala rozpoczynająca sezon w Tallinie kilka dni przed inauguracją rozgrywek również bardzo mi się podobała.

Niekwestionowaną gwiazdą zespołu z Viljandi jest 31-letni napastnik Kaimar Saag. Wystąpił blisko 50 razy w kadrze i ma za sobą kilka przyzwoitych sezonów na duńskich i farerskich boiskach. Czy na treningach wygląda najlepiej pod kątem piłkarskim?

- Gdy zacząłem trenować w klubie był kontuzjowany. Teraz po powrocie powoli zaczyna trenować, ale nie widziałem go jeszcze w akcji.

Do Twojego klubu trafił niespodziewanie na wypożyczenie Herol Riiberg. W poprzednim sezonie zdobył z Florą Tallin mistrzostwo kraju i był jej ważną postacią. Jest stale monitorowany przez sztab reprezentacji Estonii. Czy zdążyłeś się już z nim spotkać i zmierzyć na treningu?

- Szybko złapałem z nim kontakt, bo gdy jeszcze nie miałem apartamentu to mieszkałem z nim w jednym hotelu. To miły chłopak. Jego technika i podania stoją na wysokim poziomie.

We wspomnianym przez mnie meczu przeciwko Tartu JK Tammeka wystąpiłeś na lewej obronie. Czy to Twoja ulubiona pozycja?

- Jestem w stanie zagrać na lewej, prawej i na środku obrony. Jednak gdybym mógł wybrać to postawiłbym na prawą obronę.

Jakie cele na ten sezon stawia sobie Viljandi JK Tulevik?

- Chcemy się utrzymać.

Czy jakiegoś meczu z konkretną drużyną nie możesz się już doczekać? Czy jest to mecz z Levadią lub Florą na A. Le Coq Arenie w Tallinie?

- Dokładnie tak jak powiedziałeś, słyszałem już wiele o tym stadionie i nie mogę się już doczekać starć z Levadią i Florą.

Czy bazując na Twoich dotychczasowych doświadczeniach możesz śmiało zarekomendować ligę estońską innym polskim piłkarzom?

- Nie jestem tu zbyt długo, rozegrałem tylko jeden mecz i nie za wiele widziałem. Jednak jak dotąd mogę śmiało polecić Premium Liigę innym zawodnikom z Polski, ale raczej nie tym, którzy mają szansę na grę w ekstraklasie.

Niewiele osób wie, że masz za sobą występy w polskich kadrach młodzieżowych. Jak zostałeś wypatrzony przez federację?

- W moim roczniku było jeszcze trzech chłopaków z Berlina i mogę powiedzieć, że to w sumie otworzyło mi drzwi do kadry.

Czy w późniejszym czasie sztab reprezentacji kontaktował się jeszcze z Tobą? Jak wspominasz tamte zgrupowania?

- Nie, nigdy już nie miałem kontaktu ze sztabem. Tamten czas był niesamowity. Był, jest i będzie dla mnie motywacją. Dla polskiego piłkarza jest to niesamowity honor, by reprezentować swój kraj.

Czy kiedykolwiek istniała szansa byś zagrał w polskim klubie?

- Nigdy nie dostałem konkretnej oferty z Polski, ale pojawiało się zainteresowanie i zaproszenia na testy. Osobiście nie miałbym nic przeciwko. Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza, byłbym wtedy bliżej nich i to byłoby fajne.

Wróćmy do tematu Twojej gry za granicą. Przeglądając informację na Twój temat w Internecie, natknąłem się na historię o testach w New York Red Bulls, które miały miejsce na przełomie 2015 i 2016 roku. W tamtym zespole występowali wówczas bracia Wright-Philips, Matt Miazga, Sacha Kljestan, czy też młodziutki wtedy Tyler Adams, obecnie zawodnik RB Lipsk. Jak doszło do tych testów i jak je wspominasz?

- Poznałem zawodnika, któremu wygasał kontrakt z New York Red Bulls na testach w innym klubie. Spodobała mi się jego gra i zarekomendował mnie ludziom z Nowego Jorku. Kilka miesięcy później dostałem zaproszenie na testy. Ten czas był wspaniały. Bardzo chciałem tam zostać, ale niestety się nie udało. Takie jest życie.

Czy kogoś z zawodników, o których wspomniałem poznałeś bliżej?

- Tak naprawdę to nie, ale pamiętam, że już wtedy Tyler Adams bardzo się wyróżniał.

W tamtym okresie szkoleniowcem nowojorskich byków był Jesse Marsch. Amerykanin to obecnie trener Red Bullu Salzburg, którym w tym sezonie zachwycał się cały piłkarski świat. Czy miałeś z nim bliższy kontakt?

- Nie miałem z nim tak dobrego kontaktu, może kilka razy wymieniliśmy między sobą kilka słów.

Chciałbym Ci zadać pytanie związane z pandemią. Jak wyglądała i wygląda obecnie sytuacja w Estonii pod kątem COVID-19?

- Większość sklepów jest zamkniętych. Można zrobić tylko podstawowe zakupy. Wielu policjantów pilnuje na ulicach, by nie dochodziło do większej kumulacji ludzi.

Czy wśród mieszkańców Viljandi panuje strach? Jak stosują się do restrykcji narzuconych przez rząd?

- Nie powiedziałbym, że się boją, ale w pełni stosują się do obostrzeń nałożonych przez rządzących.

W kontekście powrotu rozgrywek mówi się o 19 maja. Jak zapatrujesz się na powrót na boiska?

- Podczas przerwy trenowałem codziennie indywidualnie, ale stało się to monotonne. Uczucie związane z wizją powrotu do gry jest niesamowite. Bardzo się cieszę, że za kilka dni wznowimy sezon.

Czy przed powrotem Premium Liigi sztab planuje zorganizować sparing z inną drużyną?

- Tak. Planujemy zagrać mecz w najbliższym czasie, ale wciąż czekamy na informacje ze związku piłkarskiego.

Pozostaje nam tylko czekać na wznowienie rozgrywek w Estonii. Tymczasem chciałbym Tobie podziękować za rozmowę i życzyć dużo zdrowia dla Ciebie i Twojej rodziny w tym nieciekawym okresie.

- Nie ma za co. Również dziękuję. Dużo zdrówka!


Dawid Czemko

@CzemkoDawid

Jedyny 14-letni fan Estońskiej Piłki w Polsce ???? http://estonskifutbol.blogspot.com/?m=1

Komentarze