Inne sporty

Nie ma lekko, czyli o „złych” informacjach i królowej spor

Sebastian Warzecha @

Fot: Flickr, Flickr

Tagi

Znacie Konrada Bukowieckiego? Jeśli nie, to warto byłoby go poznać, bo to 20-latek, który już jest halowym mistrzem Europy w pchnięciu kulą. Do tego ogarnięty gość, potrafiący skrytykować samego siebie, nie wzbraniający się też przed krytyką ze strony innych. Wielki talent i chłodna głowa – u sportowca połączenie idealne.

Dlaczego o nim wspominam? Bo przy okazji lekkoatletycznych mistrzostw świata, które trwają właśnie w Londynie (tu nie powiodło się ani Bukowieckiemu, ani Haratykowi, którzy w konkursie pchnięcia kulą nie stanęli na podium) po raz kolejny po Internecie krążą słowa pierwszego z nich, wypowiedziane przed rokiem. Brzmią one tak: „Uważam, że ćwierćfinał Euro piłkarzy to żaden sukces. Zobaczcie, ile my zdobyliśmy medali w Amsterdamie. Nie zapominajmy też o tych, którzy zajmowali miejsca 4-8. O tych osobach nikt nie mówi. Wszyscy skupiają się na medalistach i ewentualnie na tych, którzy przegrali podium o centymetr”.

Brzmi zabawnie? Zapewne tak. Problem w tym, że m.in. po portalach społecznościowych krąży znacznie bardziej ostra wersja tych słów, gdzie Bukowiecki mówi o „piłkarzykach, którzy chwilę pobiegają po boisku” i już „zarabiają więcej i są bardziej popularni”. Stara prawda o tym, że negatywne newsy są popularniejsze i trudno je potem skorygować sprawdza się i tutaj –polski kulomiot już kilkukrotnie próbował to zrobić, bez powodzenia.

A przecież tuż po cytowanej wyżej wypowiedzi powiedział, że „Nie można podważać tego, że piłka nożna jest bardziej popularnym sportem i jest atrakcyjniejsza dla kibiców, co przekłada się na większą oglądalność”. Tyle że tego nikt nie cytuje. Bo po co? Tak samo mało kto zauważa, że Konrad sam jest fanem piłki nożnej!

Piszę ten tekst z dwóch powodów. Po pierwsze, by uświadomić Wam, że zawsze warto sprawdzić to, co widzicie w Internecie. Prawdopodobnie te słowa będą się za Bukowieckim ciągnąć jeszcze długo, a szkoda, bo niepotrzebna mu taka (w dużej mierze nakręcona przez innych ludzi) antyreklama. Po drugie, zostawiając już samego Konrada, ale skupiając się na przytoczonych wypowiedziach, porozmawiajmy o zarobkach w sporcie.

Bo o ile Bukowiecki sam przytomnie zauważył, że dużą rolę odgrywa tu popularność sportu, o tyle wielu sportowców, uprawiających mniej popularne dyscypliny, jakby wyłącza się na ten fakt. A to wszystko przecież właśnie od tego zależy! Lekkoatleci zarabiają tyle, ile zarabiają, bo znacznie mniej osób regularnie spogląda na bieżnię czy rzutnię niż na stadion piłkarski. Jasne, areny na mistrzostwa świata czy Europy też się wypełniają, ale to specjalnie nie dziwi. Z doświadczenia wiem, że jest w stanie to zrobić nawet badminton czy ping-pong, które w TV widuję jeszcze rzadziej niż lekkoatletykę.

Każdy wybiera swoją własną sportową ścieżkę i jestem przekonany, że już na jej początku doskonale wie, że nie ma co liczyć na ogromne zarobki. Chyba że jest Usainem Boltem, ale taki ktoś rodzi się w każdej dyscyplinie raz na kilkanaście lat. Jeśli nie rzadziej. Taka jest prawda – jeśli wybrałeś lekkoatletykę i osiągasz w niej sukcesy to znakomicie. Ludzie będą cię dopingować, cieszyć się razem z Tobą, ale prawdopodobnie nigdy nie zbliżysz się poziomem zarobków choćby do ekstraklasowych zawodników z „górnej półki”. Bo tam są sponsorzy, tam jest mnóstwo kibiców, tam są pieniądze.

Oczywiście, to boli, gdy widzi się, jak zaniedbywana jest lekkoatletyka. Gdy Anita Włodarczyk oprowadzała po swoich obiektach treningowych, byłem gdzieś pomiędzy zażenowaniem a złością na osoby za to odpowiedzialne. Lepsze warunki ma od niedawna IV-ligowa ekipa piłkarska z mojego miasta. IV-ligowa! To boli, ale mało co można na to poradzić. Dopóki na pytanie o ulubioną dyscyplinę sportową ludzie nie zaczną odpowiadać „lekkoatletyka”, dopóty tak właśnie będzie. Mimo sukcesów, złotych medali i wielu znakomitych sportowców. Smutna prawda, ale prawda. 


Sebastian Warzecha

@

Komentarze