No category

#6

Fot: Własne

Tagi

Wisła Kraków Reymontowe Opowieści Carlitos
Wisła Kraków od dawna poszukiwała zawodnika, który będzie strzelał w sezonie więcej bramek niż kilka. Zawodnika, którego liczba zdobytych bramek na koniec sezonu nie skończy się na trzech, może czterech golach. Pierwsze mecze krakowskiego klubu pozwalają mieć nadzieje, że w końcu ktoś taki do Wisły dołączył. Kto? Oczywiście „Carlitos”, którego w tabeli strzelców Lotto Ekstraklasy, wyprzedza tylko zawodnik Górnika Zabrze, Igor Angulo.

Ileż było spotkań w których główną role grali zawodnicy z drugiej a nawet z pierwszej linii. Mecze w których bramek nie zdobywali napastnicy, tylko pomocnicy czy defensorzy. Wiśle od dawna brakowało napastnika z prawdziwego zdarzenia. Oczywiście, można powiedzieć, że w klubie jest Paweł Brożek czy Zdenek Ondraszek, ale pierwszy z nich – chociaż jest Wiślakiem z krwi i kości, to swoją strzelecką formę zgubił już jakiś czas temu. Z czeskim napastnikiem jest podobnie. Już poprzedni sezon był dla niego nie do końca udany, obecny sezon również nie zaczął się dla niego najlepiej. Jest jednak jeden zawodnik, który wyróżnia się na tle innych, oczywiście jeśli chodzi o ilość zdobywanych bramek. „Carlitos” strzelanie dla Wisły rozpoczął już w 1. kolejce Lotto Ekstraklasy. W meczu z Pogonią Szczecin popisał się fenomenalnym strzałem z rzutu wolnego, przy którym były bramkarz „Białej Gwiazdy”, Łukasz Załuska nie miał najmniejszych szans, zaś ostatnio dzięki jego dwóm bramkom, Wisła wygrała jeden z najważniejszych spotkań sezonu – Derby Krakowa, które rozegrane zostały przy Reymonta 22. - W Hiszpanii mówimy, że "byk kończy się na ogonie". Gdy traci się nadzieję, to jest praktycznie koniec meczu. Trzeba walczyć niezależnie od tego, czy straci się gola, dwa czy trzy. Nie traciliśmy nadziei – Powiedział po spotkaniu hiszpański napastnik Wisły Kraków.

Trzeba walczyć, niezależnie od tego, czy strzeli się gola, dwa czy trzy. No właśnie. Wiśle w ostatnich latach brakowało graczy, którzy walczyliby od pierwszej do ostatniej minuty. Oczywiście są wyjątki w postaci m.in. Arkadiusza Głowackiego czy Patryka Małeckiego. Biorąc pod uwagę obcokrajowców, jakich miała przez ostatnie kilka lat Wisła Kraków w swoich szeregach, „Carlitos” może okazać się strzałem w „10”. Widać, że w każdym spotkaniu Hiszpan daje z siebie wszystko. Jego radość po strzelonej bramce, wybuch entuzjazmu po kolejnym wygranym meczu mówi sam za siebie. Jeśli „Biała Gwiazda” jest jedynie przystankiem w drodze po wielką karierę dla urodzonego w Alicante Hiszpana, to niech ten przystanek trwa jak najdłużej. Niech autobus, który ma go zabrać w świat wielkiej piłki ma awarie, niech będą korki, które uniemożliwią mu szybkie wyjechanie z Krakowa... swoją drogą, drugie porównanie jest z życia wzięte.

„Carlitos” ma również niesamowitą interakcje z kibicami Wisły. Widać, że pomimo różnicy w języku, mimo innej kultury, Hiszpan dobrze czuje się w Krakowie. Zapewne jest to zasługa m.in. pozostałych graczy z tego kraju, jak i samego trenera, ale jeśli śledzi się konto Lopeza na Instagramie, to można zauważyć, że wśród jego bliskich kolegów znajdują się również polscy zawodnicy krakowskiego klubu. Ten fakt musi cieszyć, bo widać wielką różnice między tym co działo się kilka lat temu, przy okazji „holenderskiej kolonii” w Wiśle, a tym co dzieje się teraz. Patryk Małecki wielkorotnie w wywiadach przyznawał, że w Wiśle panuje jedność. Mimo wielu narodowości, zawodnicy „Białej Gwiazdy” odnaleźli „wspólny język”, którym na obecną chwilę porozumiewają się bardzo dobrze. Na pewno duża w tym zasługa Kiko Ramireza, który zbudował skład na miarę Mistrza Polski.

Cieszy fakt, że „Carlitos” imponuje strzelecką skutecznością już od początku sezonu. Jeśli ją utrzyma, jego liczba przy zdobytych bramkach powinna zatrzymać się co najmniej na dwucyfrowej liczbie. Jeśli inni gracze Wisły będą w tak dobrej formie jak ich kolega z drużyny, „Biała Gwiazda” powinna powalczyć nie tylko o górną „8”, ale o Mistrzostwo Polski. Aktualnie nikt z krakowskiego obozu o tym głośno nie mówi, ale w głowach piłkarzy z pewnością jest myśl, że Wisła na najcenniejsze polskie trofeum czeka już zdecydowanie zbyt długo. Wisłę stać na to, by w tym sezonie zaskoczyła wszystkich kibiców w Polsce. Jednym z powodów, dla którego takie myślenie jest moim zdaniem słuszne, jest właśnie „Carlitos”. Czy Hiszpan stanie się najlepszym napastnikiem Wisły od wielu lat? Na takie deklaracje i odpowiedzi na to pytanie jest za wcześnie. Jedno jest natomiast pewne. „Carlitos” jest na pewno największym wygranym piłkarzem „Białej Gwiazdy” na początku obecnego sezonu Lotto Ekstraklasy. Oby tak dalej i jakby to mógł powiedzieć Hiszpan, Vamos Wisła!


Komentarze