Serie A

Święta “dycha”

Paweł Kosiński @kosinsky_pl

Fot: Leandro Ceruti CC 2.0

Tagi

juventus dybala seriea
Nie ma już we włoskiej piłce świętości. W bramce jednego z głównych pretendentów do tytułu Mistrza Włoch stoi 18-latek (!). Dziesiątkę na plecach dzierżą takie “tuzy” jak Gomez czy Joao Mario. Nie ma Del Piero, nie ma już Tottiego. O Baggio nie wspomnę. Jest Paulo Dybala.

Każdy entuzjasta włoskiej piłki wie, że “dyszka” jest wynikiem zasług. Formy, udowodnianych umiejętności, charyzmy, odwagi, a przede wszystkim, pozycji na boisku. Prawdziwa, włoska “dycha” to wirtuoz piłki, ofensywny pomocnik lub cofnięty napastnik. Ikona. Gwiazda. Uosobienie pięknego snu każdego, młodego Włocha.

Niestety, nie dziś.

Wraz z zakończeniem ostatniego sezonu pożegnaliśmy ostatnią osobistość mającą wszystkie powyższe cechy. Rozbrat z piłką dosięgnął nawet Francesco Tottiego. Nie boję się tego powiedzieć - największą gwiazdę w historii AS Romy.

To właśnie Totti jako ostatni uosabiał wszystko, czego żąda się od “włoskiej dyszki”. Świat jednak się zmienia, futbol wraz z nim, rynek wariuje a role zawodników zmieniają się zgodnie z trendami.

Trendami obowiązującymi nota bene nie na samym Półwyspie Apenińskim, a w Europie. Nawet Juventus, włoski hegemon wciąż goniący największe, europejskie firmy, docierając praktycznie rokrocznie do finałów Ligi Mistrzów musiał postawić na “futbol w nowym wydaniu”. Futbol, w którym nie ma miejsca na klasycznego rozgrywającego, dumnie noszącego na plecach numer 10.

Inna sprawa, że Juventus to chyba jeden z ostatnich (obok AS Romy) włoskich klubów, w których “dycha” ma coś znaczyć. I o ile wymienionego numeru nie nadaje się już za pozycję na boisku, o tyle możliwości jego noszenia nie nadaję się tym bardziej “byle komu”. Od czasów, gdy Alex Del Piero opuścił klub, numer ten przywdziało dwóch zawodników. Zawodników, będących w swoim czasie najlepszymi w ekipie Bianconerich. Mowa o Carlosie Tevezie i Paulu Pogbie.

I tak, pewien romantyzm pozostał. Tak jak i drzewiej bywało, “dychę” we Włoszech zawsze nosili najlepsi zawodnicy. W przypadku Juventusu to się nie zmieniło. Kilka dni temu swój numer na plecach zmienił Paulo Dybala. Nowa, argentyńsko-włoska “dyszka”. Nie ukrywajmy, chyba najlepszy, a jeżeli nie to najdroższy zawodnik całej Serie A. Ale uznajmy, że najlepszy, aby uzasadnić ten “romantyzm” z początku akapitu.

Wszystko to nie zmienia faktu, że muszę dziś ogłosić śmierć klasycznej, włoskiej dziesiątki. Ten magiczny dla Włochów numer noszą dziś w Juventusie Dybala (Argentyńczyk), w Interze Joao Mario (Portugalczyk), w Lazio Felipe Anderson (Brazylijczyk), w Atalancie Gomez (Argentyńczyk), w Torino Serb Adem Ljajic czy we Fiorentinie Valentin Eyserric (Francuz).

Niestety, ale żaden z nich nie jest Rui Costą, Clarence Seedorfem, Alexem Del Piero czy Francesco Tottim. Nie traćmy jednak nadziei. Roma, Napoli i Milan wciąż nie obsadzili swojej “dziesiątki”. Czy jednak będzie to Włoch? Zobaczymy. Okienko transferowe trwa.


Paweł Kosiński

@kosinsky_pl

Designer i mediaworker w dobrym tego słowa znaczeniu. Naiwniak wierzący w romantyczny futbol.

Komentarze