Reprezentacje

Powrót królów

Kuba Klym @

Fot: Aleksandra Sieczka, .

Tagi

Reprezntacja Polski Robert Lewandowski Polska Armenia
Genialnie, że w przerwach między wstrzymywaniem wypłat zawodnikom, a waleniem w mordę piłkarzy, po przegranym meczu, wróciła jedyna polska drużyna, która umie grać w piłkę. Drużyna, która jest o krok od awansu na najbardziej prestiżowy turniej piłkarski świata. Dziś gra naszych reprezentantów była jak stylówka selekcjonera Adama Nawałki – prawie idealna.
Mecz z reprezentacją Armenii utwierdza mnie w jednym. Teoretyzowanie futbolu jest totalnie bez sensu i zwykle mija się z prawdą. Spodziewaliśmy się łatwego meczu w Warszawie, a trudnego w Armenii. Wyszło jak w niemieckim systemie ocen – na odwrót. Mamy obecnie 22 punkty i tylko fala wielkości Pałacu Kultury może to zniszczyć. Bez zbędnego pompowania balonu, którym polecimy do krainy Oz. Reprezentanci Polski już pakują świeże majtki, do walizek, które odbiorą na lotnisku w Moskwie.

Ktoś może zarzucić mi obiektywność holenderskiego wiatraka, bo po meczu z Danią pojechałem po kadrze Nawałki, a dziś rzucam cukierkami. Dla malkontentów, staram się być obiektywny i pisać zgodnie z własnym, zepsutym sumieniem. Wychodzę z założenia, że trzeba mówić jak jest i tyle. Dziś było dobrze, było bardzo dobrze, choć umówmy się, reprezentacja Armenii nie jest jakimś piłkarskim gigantem. Zdarzało nam się remisować już na ich terenie, tylko spójrzmy prawdzie w oczy. Zrealizowaliśmy plan z odpowiednią nawiązką.

Wiadomym jest, że ananaskiem numer 1 w tym meczu był nasz kapitan. Robert Lewandowski po raz kolejny udowodnił, że jest „kotem” i można ustawiać go na jednej półce z Cristiano Ronaldo, Messim i całym najlepszym piłkarskim kremem. Na zawsze utknie mi w pamięci twarz bramkarza rywali, w momencie, kiedy do piłki przy rzucie wolnym podszedł Robert. Miętę w spodenkach bramkarza było czuć w centrum Warszawy. Ponoć wielkość człowieka można poznać po łatwości z jaką wykonuje swój zawód. Jak dla nas łatwe jest wsiadanie do komunikacji miejskiej, tak dla Lewandowskiego łatwe w dzisiejszym meczu było dosłownie wszystko. Można powiedzieć,że Robert oddychał tym meczem. Cytując klasyka „walnął pięćdziesiątkę”, za co szczerze napastnikowi dziękuję i gratuluję. To niesamowite osiągnięcie. Porównałbym do pierwszego człowieka w kosmosie. Tak, Robert jest obecnie na kosmicznym i nieosiągalnym dla innych polskich piłkarzy poziomie.
Wojciech Szczęsny, podczas konferencji prasowej przed meczem, zapytał (co było zabawne i trochę rozrzedziło tę dziennikarską papkę), czy zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec Grzegorza Krychowiaka za ubiór w jakim stawił się na zgrupowanie. Ewidentnie, nikt nie wyciągał konsekwencji, raczej zasięgnął rady co do ubioru, myślę tutaj o trenerze Nawałce, który wyglądał światowo. Nie o ubiorze chciałem, a o stylu w jakim wraca Grzegorz. Dla mnie był zachwycający. Spokojny w rozegraniu, agresywny w odbiorze, widział wszystko. W jego towarzystwie blok defensywny i środek pola po prostu urósł. Pewność siebie tryskała z niego jak z wodospadu. Grał jak Organek na Męskim Graniu. Harmonijnie, ale ostro. Nauczyłem się, że jak się kogoś za bardzo chwali to później trzeba szybko to odwoływać, ale jestem pewny jak swojego ojca, że Grzegorz wrócił do regularnego grania na wysokim poziomie.

Fantastycznie wyglądały dziś skrzydła. Grosik i Kuba robili z obrońców konfetti. Szczególnie na pochwałę zasługuje nasza prawa strona, która wyglądała jak dobrze zrobiony zegarek. Panowie Piszczek i Błaczykowski grali jak na "walki talki". Jakby umawiali się na zagrania i wszystko wychodziło. Dawno nie widziałem tak głodnego gry Kuby, który nie boi się wjechać w obronę pełną siłą. Wygrywał pojedynki, dośrodkowywał i cieszył oko polskich kibiców. Kamil Grosicki również pokazał, że jest klasowym zawodnikiem, który jeszcze udowodni światu swoją wartość. Nawet jeżeli był w tym kasynie, to po takiej grze do głowy przychodzi mi jedno, pieprzyć to. Był od początku truskawką na torcie w naszym menu.

Chciałbym wyróżnić wszystkich, bo każdy z naszych zawodników zasłużył po tym meczu na pochwałę, ale boję się, że zrzygacie się tęcza. Dobry mecz Bereszyńskiego, o którego trzęśliśmy portkami. Zieliński zrobił swoje i niezmiennie utrzymuje wysoki poziom światowy. Kamil Glik, no cóż, „niezawodna ochrona”. Mogę tak pisać i pisać, ale zrobię to po awansie, do którego mamy bardzo blisko. Chciałbym, żeby te czasy dla naszej reprezentacji trwały już zawsze, bądź były lepsze. Teraz płyńmy z prądem sukcesu. Na myśl przychodzi mi jedynie „ run Forest run”.


Kuba Klym

@

Wkładam głowę tam, gdzie inni boją się włożyć kij, a wszystko w imię dziennikarskiej pasji. Felietony, kąśliwe komentarze i riposta ostra jak siekierka. To ja, nie bójcie się wejść do mojej gry.

Komentarze