Ekstraklasowe Przemyślenia

Hiszpańska szkoła ukazująca słabość Ekstraklasy

Dawid Szczurek @Szczurejroo36

Fot: Jugon10, CC BY-SA 4.0

Tagi

Ekstraklasa Hiszpania Angulo Carlitos

Choć w dzisiejszych czasach futbolu trudno o dobry transfer, zwłaszcza w realiach , w jakich funkcjonuje polska piłka klubowa, niektóre kluby naszej Ekstraklasy ukazują, iż nie trzeba wydawać kroci, aby zdobyć cenny łup w postaci dobrego zawodnika.

Mądra polityka transferowa jest kluczem do przyszłego sukcesu. Dobitnym przykładem na to jest działalność Lecha Poznań, który na sprzedaży swoich młodych, polskich gwiazd- Jana Bednarka, Tomasza Kędziory oraz Dawida Kownackiego zarobił blisko 12 milionów euro.

Nie odbiegając od głównego tematu tego felietonu należy zwrócić uwagę na pewien trend , który zagościł od pewnego czasu na polskich boiskach. Mowa oczywiście o Hiszpanach, którzy od początku sezonu robią istną furorę w Ekstraklasie. Kluby takie jak Górnik Zabrze czy w szczególności Wisła Kraków stawiając na piłkarzy rodem z Półwyspu Iberyjskiego udowodniły, że za naprawdę małe pieniądze można pozyskać zawodnika, który z miejsca stanie się gwiazdą ligi. Igor Angulo (12 bramek w 10 meczach) czy też popularny ,,Carlitos” ( 8 bramek w 11 meczach ) to piłkarze, którzy swoją przygodę z hiszpańską piłką przeżywali praktycznie w całości na poziomie drugiej lub trzeciej ligi. Żaden z nich nie zaistniał na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii, natomiast już od pierwszych minut na polskich boiskach stali się gwiazdami Ekstraklasy, od których w dużej mierze zależy gra reprezentowanych przez nich drużyn. Idąc dalej tym tropem trzeba wspomnieć o kolejnych przedstawicielach tego kraju, którzy tym razem stanowią filar defensywy ekip z Zabrza oraz Krakowa. Dani Suarez oraz Ivan Gonzalez bo o nich mowa to kolejni zawodnicy , którzy za drobne kwoty przybyli do Polski będąc obecnie w czołówce środkowych obrońców naszej ligi. Gerard Badia, Fran Velez, Pol Llonch… To tylko kilku z Hiszpanów, ukazujących moc iberyjskiej myśli szkoleniowej bądź słabość polskiej piłki klubowej. A może zarówno pierwszego jak i drugiego ? Skoro wyżej wspomniani zawodnicy ( z nielicznymi wyjątkami, tak jak w przypadku Gonzaleza czy Veleza ) nie byli w stanie przebić się do pierwszych jedenastek ekip z ,,LaLiga” ,a po przybyciu do Polski stają się gwiazdami jej polskiej odpowiedniczki to odpowiedź może być chyba tylko jedna. Nasza piłka klubowa to dno, co potwierdziły występy naszych drużyn w europejskich pucharach,a w zasadzie w eliminacjach do tych rozgrywek. Sądząc po przykładach takich jak te, można stwierdzić , że Ekstraklasa to liga, w której znajdzie się miejsce dla prawie każdego ,,grajka” np. z trzecioligowych hiszpańskich boisk, co więcej część z nich może okazać się naprawdę realnymi wzmocnieniami. Może trochę przesadzam ? Może należy oddać szacunek dyrektorom sportowym oraz innym osobom odpowiedzialnym za transfery klubów Ekstraklasy , za to iż są w stanie wydobyć takie perełki z niższych lig ? Jedno jest pewne- taka polityka transferowa jak na nasze warunki okazuje się być w pełni trafną. Piłkarze ci zarabiają w porównaniu do innych , grających w klubach szastających naprawdę dużymi jak na polskie realia pieniędzmi zawodników naprawdę śmieszne kwoty. Jak można było się ostatnio dowiedzieć wcześniej wspomniany Carlitos , zarabia w Wiśle mniej od ,,grającego” w Legii Warszawa Sadama Sulleya ! Tak , dobrze czytacie – jedna z gwiazd Ekstraklasy pobiera mniejszą pensję od młodego zawodnika rodem z Ghany, który nie zdążył jeszcze w niej zadebiutować, a jedyne czym może się poszczycić to występy w rezerwach warszawskiego zespołu w 3 lidze.

Polityka ta w przypadku Wisły wymuszona jest błędami przeszłości, które spowodowały , że w klub znajduje się obecnie w takiej sytuacji finansowej a nie innej. Podpisywanie wysokich kontraktów, brak inwestowania w akademię, w młodzież, aż w końcu brak wkalkulowania w budżet ewentualnego braku awansu do pucharów spowodowały , że klub niesamowicie się zadłużył , a nawet był na skraju upadku. Przypadek ten powinien być ostrzeżeniem dla klubów , które obecnie znajdują się w nieco podobnej sytuacji. Mam na myśli oczywiście obecnie największy klub w Polsce a mianowicie Legię Warszawę. Jak wiemy choć na pozór , w klubie tym na brak pieniędzy nie powinno się narzekać, a atmosfera powinna być iście rodzinna,to wiemy, że od pewnego czasu wcale tak kolorowo nie jest. Konflikty na tle właścicielskim , błędne ruchy transferowe oraz brak awansu do pucharów spowodowały trudne czasy dla warszawskiego zespołu. Sytuacja ta nie spodobała się kibicom , którzy w ramach protestu nie prowadzili dopingu w meczu na szczycie z Zagłębiem Lubin , a co więcej wywiesili oni transparenty dotyczące gry oraz zaangażowania piłkarzy, których treści tutaj za bardzo nie można cytować. Szczytem moim zdaniem patologii polskich środowisk kibicowskich było zdarzenie, o którym zrobiło się ostatnio głośno w mediach. Oczywiście mam na myśli sytuację, która miała miejsce w Warszawie po przyjeździe zawodników Legii ( ekipa ze stolicy dostała srogie lanie na Bułgarskiej w Poznaniu). Kibole, bo chyba inaczej nazwać tego towarzystwa nie można, zmusili zawodników do wyjścia z klubowego autokaru , po czym jeśli można wierzyć mediom, doszło tam nawet do rękoczynów…

Widzimy teraz jak ważne jest mądre zarządzanie klubem, które ma teraz miejsce moim zdaniem w ,,hiszpańskiej” Wiśle. Doświadczenie oraz trafne przeszukiwanie rynku transferowego przez dyrektora Manuela Junco w połączeniu z mądrym zarządzaniem ze strony Marzeny Sarapaty poskutkowały tym, iż klub wychodzi powoli na prostą.

Jednak odbiegając od zaciągu z Półwyspu Iberyjskiego największe słowa uznania należą się włodarzom Górnika Zabrze, za to , w jaki sposób budują drużynę, stawiając w większości na młodych chłopaków z Polski. Pomimo tego, że ekipie tej powinno brakować doświadczenia, Górnik obecnie jest liderem Ekstraklasy, grając przy tym najładniejszą dla oka piłkę.

Kończąc należy stwierdzić , że Ekstraklasa to liga niewymagająca zawodników sprowadzanych za astronomiczne kwoty , które w połączeniu z ogromnymi pensjami niewspółmiernymi z jakością prezentowaną przez tych piłkarzy na boisku, okazują się być w późniejszym rozrachunku czymś , dającym mniej pożytku od Hiszpana z 3 ligi, ,,ściągniętego” do klubu za darmo , a co lepsze pobierającego znacznie niższe pensje. Tak więc dla wszystkich osób odpowiedzialnych za zarządzanie polskich klubów wskaże pewną radę, która może się okazać pomocną :

By mieć dobry humor codziennie z rana,
zacznij stawiać na trzecioligowego Hiszpana.

Przykre , lecz prawdziwe. Osiągając mistrzostwo kraju, wygrywając mecze z odwiecznymi rywalami, drużyny, którym kibicujemy dostarczają nam chwil radości i wzruszeń , jednak najsmutniejsze jest to , że i tak na końcu weryfikuje nas Europa...


Dawid Szczurek

@Szczurejroo36

Piłka nożna to , to co kocham już od najmłodszych lat. Do niedawna zawodnik A-klasowych boisk. Obecnie student sympatyzujący z krakowską Wisłą , a także fan Kuby Błaszczykowskiego.

Komentarze